|
Post #1
10 Dec 2005, 13:19
Azazel
Imię: Azazel Rasa: Człowiek Klasa: Kapłan Wiek: 25(ale broda dodaje mu lat) Waga: 70kg Wzrost: 190cm Włosy: Krótkie blond Widzisz przed sobą człowieka o drobnej posturze w płaszczu z kapturem w kolorze jasnego błekitu.Na pierwszy rzut oka wydaje ci sie ze mógł byś go pokonać jedną reką lecz przypatrz sie uważnie,gesty rąk oraz wywowa mówi o wielkiej modrości i sile ducha,nie lekcewarz go. Otwierając oczy Azazel zoabczył ojca stojącego nad nim ze sztyletem w ręku,sztylet ten wykonany z dziwnej srebrzystej stali został podarowany jego ojcu od dziwnego nieznajomego za jadło i nocleg,przedstawił sie jako Malib i szukał schronienia na jedną noc a ojciec Azazela na to przystał lecz teraz już nim nie był coś w jego oczach sprawiło że Azazel poczuł strach który go unieruchomił a w oczach jego zobaczył dziwny jaskrawy blask stanowiący o czymś czego nie potrafił wyjaśnić.Fimen patrzył na Azazela przez chwile widząc starch w jego czach i przemknała mu przez myśl jakby z sirodka "Co ja robie przecierz to mój syn.Lecz nie potrafł sprzeciwić sie sile sztyletu,wywoływał on w nim potrzebe kriw z całej siły chciał go wyżucić z rąk lecz nie potrafił"muszę,muszę kogoś zabić" jego wewnetrzy głos zaczął cichnać a sztylet coraz bardziej przejmował nad nim kontrole,widział ze jeśli zaraz czegoś nie zrobi,nie przeleje kriw,zabije swego jedynego syna,przez myśl przeszła mu ostatnia z możliwych wyjść z tej sytuacji.Fimen jednym ruchem wbił sztylet sobie w brzuch czujac jak wraca jego kontrola na ciałem i mową,padł na syna który zdołał wymówić dwa słowa..."Dlaczego ojcze??".Ojciec ostatnim tchnieniem wymówił "Malib,tak toon".Azazel długo myślał o śmierci ojca i o jego ostatnich słowach,wiedział o podarunku i domyślał sie czym on jest.Według jego przypuszczeń był to sztylet z lifetu metalu łapiącego dusze i nie dające im iść w zaświaty,dusze podążały za tym kto miał jego drugą cześć i bez wątlipowści był to Malib lecz gnębiły go inne pytania "Dlaczego akurat mój ojciec??" i "Czy celem nie byłem ja".Azazel zapakował plecak i wyruszył w pełną niebezpieczeństw pogoń za Malibem.Przemiarzał przeróżne krajny az dotarł do miejsca gdzie rozpocznie sie jego przygoda(moja przygoda) do Mrocznych Wrót.Pierwsze co zwróciło jego uwagę to buijność tej krajny i jej różnorodne postacie których nigdzie indziej nie widział,zastanawiał sie czy potrafił by którą z nich pokonać lecz znał sie tylko na podstawowych czarach leczniczych i obrzędach kapłańskich jakich nauczyła go jego zmarła matka,przez wiele lat Azazel rozwiał swoje umiejętniości w czarach leczniczych ale nie musiał ich wykorzystywać przez co większą część zaklęć musiał by sobie odświerzyć.Po zaklimatyzwania sie w wiosce ludzi,zaczął szukać informacji na temat Maliba,po wielu miesiącach wreszcie otrzymał wiadomość od przekupionych łowców ze pewien wędrowiec był widziany kilka dni temu na innej wyspie.Azazel długo sie nie zastanawiając chciał wyruszyć na ową wyspe lecz jeden z jego przekupionych lowców odradził mu argumentując zbyt dużym niebezpieczęstwem czychającym na tej wyspie,mowił "Jesteś za słaby,przegrasz". Azazel wysłuchał lecz sie nie poddał i zaczął długi trening by przciwstawić sie sile tak wielkiej jakiej sobie nie wybrażał. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |