|
Post #1
12 Dec 2005, 11:34
Imię: Drighad Moonrock
Wiek: Młodzieńczy za sobą, zbliża sie do półmetku swojego żywota Wzrost: Średniego krasnoludzkiego, sięga ćwierć głowy ponad średni szczebel krasnoludzkiego wyznacznika. Zarost: długa, ruda skołtuniona broda, myta co wiosnę oraz wspaniale wychodowane zakola na głowie. Waga: z pozoru wyjątkowo dobrze odżywiony, po dłuższych oględzinach i zidentyfikowaniu zapachu jako chmielowego, diagnoza to poprostu ogromny bebech od krasnloludzkiego trunku. Zachowanie i ogólny wygląd. - Ale żech się spasł... - powiedział z błogim westchnieniem krasnolud klepiąc się po rzeczywiście pokaźnym bebechu. Pogładził swoją brodę, miejscami splątaną i skołtunioną, aczkolwiek jak na krasnoluda przystało, płomienno rudą. Z utęsknieniem zajrzał do drawnianego kufelka stojącego przed nim, jakże okazałego - jednak niestety pustego... - A możeby tak jeszcze troszkę chmielowego trunku... ale wybaczcie, sakwę zostawiłem w pokoju na górze - z pewnością zrekompensuję się przy jakiejś okazji - puszczając oko wyrzucił z siebie ejdnym tchem. Nie zważając na raczej niezbyt przyjazne słowa rzucone w jego stronę, uśmiechnął się do napełnianego własnie złocistym eliksirem naczynia. Czknął potężnie i zakładając kciuk za pas, druga ręka powędrowała w stronę drewnianego uchwytu. Nim dotarła do upragnionej ambrozji, ręka rozmówcy wystrzeliła chwytając za przegub dłoni blokując go w stalowym uścisku. Krasnolud tylko się uśmiechnął i uchwylił kufel jakby nie zważającna opór. - Widać że na słowo, wiary nie dajecie... ale silnym wystarczająco jak widzicie. A jak mówię że i w wojaczce biegły, tedy uwierzcie lepiej na słowo bo sprawdzać byście nie chcieli - głos nie wyrażał zniecierpliwienia a jakby matczyne pobłażanie, choć nieco bardziej stanowcze. - Żeby jasne też było, że tam gdzie jedziemy bezpiecznie nie jest. Baaa, gdyby było to byście nie szukali najemników. Zważcie jednak że wynajmujecie mój topór a nie moją głowę. Tedy kiedy zrobi się naprawdę gorąco, nogi za pas biorę i tyleście mnie widzieli. - pokiwał głową w zamyśleniu - Tak, widzę że rozumiecie, wszakżeście człek rozumny. Naraże swe zdrowie za pieniądze, ale nie dam życia za kilka wozów z jakąś elficką tkaniną. - splunął na ziemię i rzekł z pogardą - A żeby te elfy szyszki jadły i z drzew nie zeszły już więcej. Pogładził znów swoją brodę, rozsiadł się dumnie niczym krasnludzki jarl w sali bohaterów, beknął okrutnie i zamyślił się. Gdyby wypić ze sześć... nie, conajmniej osiem... kufli możnaby zadumać się nad jego pozą i uznać go za jednego z dostojnych długobrodych, z krańców gór gdzie mroźne wichry zrywają strzechę z chat. No i gdyby trunek był wystarczająco mocny. Bo faktem jest, było i będzie że był brzydki, brudny, śmierdzący, obrzydliwy i niewychowany. Jego poznaczona bliznami twarz była groteskowa. Dawała jednak do zrozumienia że przeżył niejedną bitkę, a całkiem nowy ślad po odbitym denku kufla w okolicach skroni, podpowiadał że nie zawsze były toczone na ubitej ziemi. Połamane stoły upchnięte w rogu tej zatęchłej karczmy wskazywały że nie tylko nie była to ubita ziemia ale w dodatku ta własnie karczma, i to pewnie dziś. Cóż. Spodziewać się niewysłowionego dostojeństwa, wzoru cnót tutaj? Nie, nie po to się tutaj przychodzi. Przychodzą tu ludzie szukający kogoś kto za kilka srebrników rozłupie kilka czaszek. I ten krzywonogi, gruby krasnolud był właśnie kimś takim. Krasnolud jakby przebudził się. Rozejrzał nieobecnym wzrokiem, spojrzał na przybysza, na karczmarze, na stół, na swoją brodę... i znów zajrzał do kufla. Udawał ze zajmuje się gonieniem kropelek po dnie drewnianego naczynia, jakby nie zważając na nic innego. - Ubilim interes? - spytał od niechcenia. Doczekawszy się satysfakcjonującej odpowiedzi, wyciągnął grubą dłoń w geście powitania - już nie jako nieznajomy z nieznajomym, ale jako ochraniarz i ktoś komu pewnie za niedługo trzeba będzie ratować cztery litery partii dolnych... i na pewno nie będą to nogi. - Zwą mnie Drighad, ściślej Drighad Moonrock się nazywam, ale nie bądźmy gruboskórni. Mów mi Drighad. Od dziś będę dbał by twoja łepetyna trzymała sie karku jak najdłużej. Kiedy ruszamy człeczyno? Szczerze to dość mam tych karczemnych potyczek, nikogo skłonnego do dobrej bitki. A właśnie. Widziałeś kiedyś rozprutego goblina...? Trochę o przeszłości, czyli radość z rozprutego goblina. Pytasz? A co mi tam, odkorkujesz antałek, co by mi gardło nie wysło a Ci opowiem. Zważ że choć wyjątkowo ciekawa opowiesć to nie jest, to długa być może. Więc, powiem Ci, jak to ze mną było. Chciałoby się powiedzieć: "Dawno dawno temu..." a później "Kiedyś byłem bogaty...". Ha! Tego tutaj nie uraczysz człeczyno. Ojciec mój nie był jarlem ni dostojnikiem. Kowalem był, co dziwić nie powinno jako że fach to raczej u nas powszechny. Narodziłem się lata temu, nie pytaj kiedy bo i tak nie pamiętam. Minęło trochę zim od kiedy nauczyłem się trzymać na nogach. Gdzie to było? Górska krasnoludzka mieścina gdzieś na Azeroth. Nie patrz tak na mnie. Myślisz że pamiętam niby? Mały byłem. A zresztą sam zrozumiesz. Więc na czym to ja stanałem? Tak. Wioska. Kilka chat pokrytych strzechą, w tym ze dwie kuźnie i takie tam. Nie wiem nawet czy była tam karczma. Ale chyba była bo ojciec często lubił sobie łyknąć poza domem. He, he. Rodzinna to rzecz, widać. Ale co tam. Byłem mały berbeć, dorastałem, uczyłem się fachu kowalskiego w miedzyczasie trenując, jak przystało na młodego - wywijania toporem. Licho mi to szło przyznac trza. Co kryć że w małej wiosce, toporników niezwyciezonych to my nie mieliśmy. Kiedy jednak zbierał się oddział by ruszyć na północ, na śmierdzące lodowe trolle. Dumnie stanałem w szeregu by się nająć. Eeeh. Wyprawa ruszyła, marszem ruszyły krasnoludy. Żaden nie wrócił, wycięli wszystkich co do jednego. Pytasz czemu przeżyłem? Powiem Ci. Bo mnie nie wzięli. Już wtedy skłonność moja do chmielowego trunku była przeogromna, i kiedy oddział był gotów do wyjścia, leżałem za kuźnią dziwiąc się mojemu powracającemu obiadowi. Ha! Poszli, beze mnie bo mnie znaleźć nie mogli. Ha, ha. Wetdy zaklinałem się że więcej nie wypiję. Kiedy dotarło że wiekszość wioskowych mężczyzn już się więcej nie pojawi - zmieniłem postawnoenie! Ha! To był, psia nędza, znak od bogów! Alkohol mi skórę uratował, bo gdyby nei on to pewnie leżałbym teraz gdzies tam z własnym toporem wbitym w głowę. Heh. Szkoda tamtych, ale co robić. Psie życie. Kobiety zabrały co miały i przeniosły się na zachód, do niby sąsiedniej wioski. Nie wiem gdzie poszły, ja zabrałem swój topór - część sakwy po ojcu i polazłem na południe. A łaziłem trochę po świecie. Prawdziwej wojaczki nauczył mnie konfratr krasnolud z jednej bojówki której członkiem sie stałem. Pytasz co za bojówka? He, he. Jakbyś przejeżdżał z wozem pełnym pieniędzy tamtejszym traktem, to niewątpliwie byś się dowiedział. Czego wytzrszczasz gały, człeczyno? Rozbój to zawód dobry jak każdy inny. Może nie chwalebny, ale dochodowy. Ha! grasowalismy sobie, oj grasowaliśmy. Rozpadło isę to po kilku latach, gdy złapano nam herszta, a jak przyszło do podziału łupów bitka powstała. Uszczknęło mi się trochę grosza, więc ruszyłem dalej. Raz nawet próbowałem się zaciągnąć do regularnego ramienia zbrojnego. Ale regularne wojsko, to nieregularne trunki, więc zrezygnowałem. Ha! Jasne że się dało. Dezerterem może być każdy. Ha, ha. Widzę po wzroku że zastanawiasz się czy dobrze zrobiłeś, biorąc mnie. He, he. A pomyślałeś Ty gdzie ja, krasnolud, sprzedałbym elfie fatałszki? Nie bój się człeczyno. Ty mi płacisz a ja Ci żyć ratować mam. Znam ja układy, i choć rozbojem się parałem, nigdy słowa nie złamałem. Co tam grobowy humor się zrobił. Jedźmy, może trafi się nam goblin jaki. Śpiewasz? Nie? Ale ja tak. Kiedy wstaję wcześnie rano, Kufel piwa w ręce tkwi! Choćby i nie było rano, Po nim zawsze lepiej mi! Ha, ha! Jedźmy człeczyno, zapowiada się ciekawa podróż! Pewien jesteś że nie chcesz zobaczyć rozprutego goblina? Mówię Ci! Ha! Nie masz milszej rozrywki niż rozrywanie goblina! No chyba że opróżnianie antałków, ale to zupełnie inna bajka... Chociaż? Antałek w ręce i rozpruty goblin! Ha! To Ci dopiero gratka! PS. Za konstruktywną krytykę jestem wdzięczny jak za kufel piwa. Pozdrawiam, Drighad Moonrock, zwany czasem Gnomem |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |