|
Post #1
14 Dec 2005, 16:03
mię - Tasare
wzrost - niezbyt wysoki oczy - szare rasa - Elf włosy - długie, bardzo jasne wiek - sądząc po zręczności ruchów i bystrym spojrzeniu - raczej młoda profesja - łuczniczka Tasare niczym szczególnym sie nie wyróznia. Może tylko porusza się zręczniej i szybciej, niż inni. Widać, że nie przywiązuje dużej wagi do stroju - prosta zielona sukienka, bez żadnych ozdób. Nie nosi biżuterii. -No tak - westchnęła Tasare, strząsając krople krwi ze strzały, którą właśnie podniosła. Rozejrzała się dookoła. Stała na niewielkiej polance, otoczonej sosnami i krzakami jałowca. Idealne miejsce na postój i dobre miejsce na śmierć. Powiodła wzrokiem po trupach. - Nie umieli sie bronić - stwierdziła. Wytarła strzałę w szarą tunikę, najbliższego z martwych mężczyzn. - Szkoda - powiedziała sama do siebie. Usiadła zmęczona, na skraju polanki i wpatrzyła się w trupy trzech mężczyzn. -Ledwie opuściłam Nim Lin, a już przelałam cudzą krew ... Min Tinve, mój ojciec, byłby przerażony... - Nie zrobiłam nic złego - Nawet jeśli, to byli zwykli rabusie - Musiałam się bronic- Spojrzała na jedno z ciał. Ten był pierwszy... Teraz leżał twarzą do ziemi, a jego krew wsiąkała w piasek. Dostał tylko raz, ale za to prosto w serce. Umarł zanim jego ciało opadło na piasek.Strzała błyszczy w promieniach zachodzącego slońca. Spojrzała na drugie ciało... - Ten nawet zdążył podnieść miecz, który i tak zaraz upadł mu na ziemię - Ten wrzask bólu...Trzeci z kolei, leży teraz skulony na ziemi. Zdążył nawet zaatakować i jego trochę się bałam, bo w oczach miał szaleństwo, ale kiedy pierwsza strzała trafiła go w skroń, zwinął się jak szmaciana lalka i w dziwnej pozycji upadł na ziemie. Powinien wstać i walczyć, ale umarł. -Muszę stąd iść - pomyślała zmęczona. -Zanim ktoś mnie tutaj znajdzie -Pójdę do najbliższego miasta- Marauderzy, czy przydrożni rozbójnicy, albo dezerterzy nie zagrażają mi- Zanim mnie zobaczą, ja ich usłyszę... Najbliższe miasto to Haudth. Elfy nie sa tam mile widziane - juz od dawna, Odkąd ludzie przejęli miasto.- Wyrachowani i przekupni.Jacy głupi... Mloda rasa, nic nie warta. Nigdy nie nauczą się..- Idę ścieżką do Haudth. -Boję się tylko tych dziwnych istot, które nie należą do świata humanoidów, ani nie kierują sie instynktem przy zabijaniu - Nie są głodne, a zabijają dla samej przyjemności zabijania -. Nie należą do naszego świata, pochodzą z mroku i otchłani... Ich domem jest ciemność i chaos. Otuliła się szarym płaszczem, założyła kaptur na głowę i poszła szybkim krokiem na północ. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, do miasto pozostało ponad 6 mil. Dziwne było nienaturalne poruszenie wśród zwierząt. Uciekały wyraznie spłoszone. Ptaki przestały śpiewać. Na najbliższym krzaku jałowca, Tasare zauważyła resztki sierści szarego wilka i krople krwi na gałęziach. Dalej leżało ciało wilka, ale jakoś nienaturalnie ułożone. Jakby puste w środku, pozbawione mięśni i kości. -Kto i jak, mógl to zrobić? - Zaczęła iść szybciej, niemal biegnąc. Nagle usłyszała, dochodzący z pobliskich zarośli, suchy chrzęst, jakby ktoś darł koszulę na strzępy, alo łamał komuś kości. Poczuła krople potu na czole. - Tam nic nie ma- Idę dalej - Zauważyła, że na dróżkę cos wypełzło z zarośli... Poruszało sie powoli. Była to dziwna istota i na pewno ranna. W jej oczach gasło powoli zycie, a pysk ociekał krwią, łapy połamane, a całe ciało jakby puste i pozbawione ścięgien i mięśni. Robiło się ciemno, ale Tasare zauważyła, że widać już most na Tin Duin i od miasta dzieli ją już tylko mila. Kiedy wpadła zdyszana na most, strażnicy bacznie przyjrzeli się szczupłej, jasnowłosej elfce i bez słowa wskazali drogę. W oberży "Pod pięcioma ostrzami", do której zaszła Tasare, były wolne pokoje i okazało się, że bez zbędnych pytań, nawet elka, może wynająć komnatę, jeno by miała czym płacić. Siedząc, przy długim dębowym kontuarze, ze szklanką grzanego krasnoludzkiego piwa w dloni, Tasare słyszała, jak przy sąsiednich stołach ludzie i krasnoludy, przyciszonym głosem opowiadają jakieś dziwne historie o tym, że "zło" zagościło na dobre w lasach Taur Hisie i że wielu dzielnych mężczyzn, którzy odważyli się tam pojść, zniknęło na zawsze.Była coraz bardziej senna i myślała tylko o tym, że zawiodła ojca i w pierwszym dniu podróży zabiła aż troje ludzi... Kątem oka zauważyła, przy najbardziej oddalonym stole, samotnego elfa, jego skóra była ciemna, o wiele bardziej ciemna niż Tasare kiedykolwiek widziała... ale była już tak zmęczona i senna, że pomyślała tylko ; "jutro też jest dzień, zastanowię się nad tym wszystkim jutro...". |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |