|
Post #1
15 Dec 2005, 13:13
- Witaj chłopcze - powiedział donośny, basowy głos powodując drżenie
powietrza. Przerażony, jak wyrwany ze snu nic nie odparłem. Wszystko mnie strasznie bolało, miałem ciemność przed oczami, a me nozdrza nic nie czuły. Po dłuższej chwili zdobyłem się na wypowiedzenie słów: - Gdzie... gdzie ja jestem ? - słowa te tak suche i ciche wydobyły się z mojej twarzy. Choćbym niewiem jak krzyczał i wysilał się wszystko co powiem staje się ledwie słyszalne. Głos zaśmiał się. Nastepnie zaczął - Sprowadziłem Cię tu gdyż kiedyś mi coś obiecałeś. - Starałem sobie przypomnieć co... co takiego obiecałem? Nic jednak nie przychodziło mi do głowy. - Zaraz! Nic nie pamietam! Jak... jak miałem na imie? Jak... - zaczełem intensywnie myśleć i starac sobie coś przypomnieć. Nagle głos przerwał... - Wskrześiłem Cię ze zmarłych, abyś słuzył mi tak jak obiecałeś - Zaburczał - Teraz wrócisz do świata i zemścisz się na tych co na los Cię taki wysłali. Nagle, poczułem dotyk na swych skroniach, tak lodowato zimny że ciało natychmiast odrętwiało. - Zostanie Ci przypomniane to co stało się zanim tu trafiłeś, wrócą do Ciebie stare umiejętności oraz wszystkie cechy. - odrzekł. Momentalnie w mą głowę jak piorun uderzył napływ wspomnień. Było to tak silne iż myslałem ze ma czaszka zaraz wybuchnie rozpadając się na kawałki. Stało się bardzo gorąco, przez moje ciało raz po raz przechodziły fale wyładowań które powodowały wstrząsy wszystkich kończyn. Nadal jednak czułem dotyk postaci na swej głowie, tak samo silny, tak samo zimny. Nagle wyszystko ucichło, a ja padłem nieprzyomny na ziemie. Po jakimś czasie ocknąłem się, rozjerzałem się wokół - nikogo nie było. Podniosłem się na nogi, co zadziwiające, zrobiłem to prawie bez żadnego wysiłku. I znów usłyszałem znajomy głos - Wojowniku! Wstałeś do życia by zabijać i żywić się scierwem swoich przeciwników, niech tak zatem się stanie! - Słowa były tak donośne i potężne, że wydawały się przenikać przez moje ciało. Ale zaraz! Chwila! Tu nikogo nie ma, jakim więc cudem ja słysze... Słysze! I ja... ja widze! Niebywałe! Odzyskałem wzrok, słuch, węch i pozostałe cechy. Tylko jak ja teraz wyglądam... Odwróciłem się i zauważyłem że wszystkie ściany to jedno wielkie lustro. Z przerażeniem patrzałem na siebie, nie mogłem uwierzyć w to co widze. - Tak, oto Ty, a właściwie to co z Ciebie zostało - odezwał się głos. - Nie martw się, wygląd nie będzie Ci potrzebny. - zakpił. Mierzyłem około 5 i pół stopy, ciało me było sinozielone, czasami ukazywało nagie kości lub kawałki mięsa. Włosy? - jedynie smętne resztki. Wyraz twarzy nie zmienił się... tak samo surowy, może jednak nie ze wszystkimi częsciami. Oczy me białe, a w środku płoną małe ogniki. Ruchy moje nie straciły na szybkości, przygarbiłem się troche, a ramiona siegają prawie ziemi. Zapewne minie troche czasu zanim będę gotów do walk po stronie zła. - Niczego sobie - pomyślałem szczerząc się do siebie paskudnie... - Jak Ci na imię ? - zapytał głos. - Quintus - odparłem szybko. - Śledziłem Twe czyny od czasu waszego przyjścia do zamku i to ty spośród reszty zostałeś wybrany. Twym zadaniem jest dziś służyć mi i przyczyniać się do zniszczenia świata. Hmm... jeszcze jedno. Jako trup w reku trzymałeś skrawek papieru. Przeczytaj go a następnie ruszaj w świat siejąc śmierć i zniszczenie. CODE ________________________________________________________________________ / __ |/ | | |__/____________________________________________________________________/ | | | 42 dzień wyprawy, rok 3521 | | | | Ostatnie dni przysporzyły nam wielu kłopotów oraz nieszczęść, / | w dodatku powietrze stało sie gęstsze albo to mnie się tak zdaje. | Wędrujemy juz po podziemiach osiem dni... osiem dni od czasu gdy | | doszlismy do opuszczonego (jeszcze wtedy) zamku Dietricha. | | | | Jesteśmy przemoczeni, zmarznięci i głodni. Wokół pełno śmieci | | i szczurów... w dodatku ten odór, nie do zniesienia. | Skrzynia którą niesiemy z dnia na dzień staje się coraz cięższa. | _/ / 45 dzień wyprawy, rok 3521 / / < | Wędrówka nie przynosi rezultatów... to na nic, ugrzęzliśmy... | Wiekszość osób powymierała z powodu tej dziwnej choroby. __ | Zostałem tylko ja i mag. Coś dziwnego dzieje się z moim ciałem, | | staje sie sine, czernieje w niektórych miejscach. Chyba mam gorączkę. | | Oddech stał sie płytki... cięzko mi z tym, teraz żałuję że zgodziłem | | się na tą wyprawę... nie wiem co będzie dalej, narazie znów ruszamy. | | / | 50 dzień wyprawy, rok 3521 < > | Pisze juz ostatkiem sił, znaleźliśmy wyjścię na powierzchnię lecz | | to na nic. Światło słońca parzy jak nigdy dotąd, świerze powietrze | | dusi. Me ciało stało się gnijącą masą mieśni i kości. | | W ustach nie miałem nic od kilku dni. To chyba koniec... | | Ta przeklęta skrzynia... jakie zlo w niej sie czai? Mag twierdzi że | | to klątwa rzucona przez Mrocznych Bogów... nie wierzyłem w to, aż | | do tych dni. Przeklety świat! Nienawidze go! Zemszcze się na tych | | co wciągnęli mnie w tą całą cholerną zagadkę. ____| | / | Jedyną drogą ratunku i zemsty jest poświęcenie... <__ | Ostatnim tchem wołam: "Oddaję swą duszę i ciało Mrocznym Bogom!" | I tak sie stało... __ | ______________________________________________________________________|_ |/ |__| | ___/_____________________________________________________________________/ _____________________________________________________________ - A więc to tak było - Pomyślałem. Czas dopełnić zemsty, odwróciłem się i ruszyłem w stronę czarnego wyjścia... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |