📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Tasare - elfia łuczniczka
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Emi
Post #1 15 Dec 2005, 18:11
- Tasare
wzrost - niezbyt wysoki - 170cm
waga - 53 kg
oczy - szare
rasa - Elf
włosy - długie, bardzo jasne
wiek - sądząc po zręczności ruchów i bystrym spojrzeniu - raczej młoda

profesja - łuczniczka


Tasare niczym szczególnym sie nie wyróznia. Może tylko porusza się zręczniej i szybciej, niż inni. Widać, że nie przywiązuje dużej wagi do stroju - prosta zielona sukienka, bez żadnych ozdób. Nie nosi biżuterii, ani nie ma wymyślnej fryzury. Za to można zauważyć, że bardzo dba o swój łuk, który wyraznie, jest dziełem wytrawnego mistrza, biegłego w swej sztuce.



-No tak - westchnęła Tasare, strząsając krople krwi ze strzały, którą właśnie podniosła. Rozejrzała się dookoła. Stała na niewielkiej polance, otoczonej sosnami i krzakami jałowca. Idealne miejsce na postój i dobre miejsce na śmierć. Powiodła wzrokiem po trupach. - Nie umieli sie bronić - stwierdziła. Wytarła strzałę w szarą tunikę, najbliższego z martwych mężczyzn. - Szkoda - powiedziała sama do siebie. Usiadła zmęczona, na skraju polanki i wpatrzyła się w trupy trzech mężczyzn. -Ledwie opuściłam Nim Ereg, a już przelałam cudzą krew .- Min Tinve, mój ojciec, byłby przerażony... Wszystkie jego słowa o szanowaniu życia i honorze... - Nie zrobiłam nic złego - Nawet jeśli, to byli zwykli rabusie - Musiałam się bronić, innego wyjścia nie było. Ale może w słowach ojca, o mojej niespokojnej duszy, jest jakaś prawda? Mogłam zostać w Nim Ereg i żyć tak, jak inni mieszkańcy wioski. Każdy dzień nieróżniłby się niczym od następnego. Cisza i spokój. Zajęłabym się szyciem szat i polowaniem. Ale wiem na pewno, ze dobiegając kresu swoich dni, zastanawiałabym się, dlaczego nie wyjechałam z tej zielonej krainy, ukrytej daleko pośród lasów, którą omijają wszystkie ważne wydarzenia i żadne wieści z dalekiego świata nawet nie docierają. Jest tyle krain odległych, tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć... - Może kiedyś tam wrócę -
Spojrzała na jedno z ciał. Ten był pierwszy... Teraz leżał twarzą do ziemi, a jego krew wsiąkała w piasek. Dostał tylko raz, ale za to prosto w serce. Umarł zanim jego ciało opadło na piasek.Strzała błyszczy w promieniach zachodzącego słońca. Spojrzała na drugie ciało... - Ten nawet zdążył podnieść miecz, który i tak zaraz upadł mu na ziemię - Ten wrzask bólu...Trzeci z kolei, leży teraz skulony na ziemi. Zdążył nawet zaatakować i jego trochę się bałam, bo w oczach miał szaleństwo, ale kiedy pierwsza strzała trafiła go w skroń, zwinął się jak szmaciana lalka i w dziwnej pozycji upadł na ziemie. Powinien wstać i walczyć, ale umarł. -Muszę stąd iść - pomyślała zmęczona. -Zanim ktoś mnie tutaj znajdzie -Pójdę do najbliższego miasta- Marauderzy, czy przydrożni rozbójnicy, albo dezerterzy nie zagrażają mi-
Zanim mnie zobaczą, ja ich usłyszę... Najbliższe miasto to Haudth. Elfy nie sa tam mile widziane - juz od dawna, Odkąd ludzie przejęli miasto.- Wyrachowani i przekupni.Jacy głupi... Mloda rasa, nic nie warta. Nigdy nie nauczą się, gdzie jest ich miejsce -.
-Idę ścieżką do Haudth-. -Boję się tylko tych dziwnych istot, które nie należą do świata humanoidów, ani nie kierują sie instynktem przy zabijaniu - Nie są głodne, a zabijają dla samej przyjemności zabijania -. Nie należą do naszego świata, pochodzą z mroku i otchłani... Ich domem jest ciemność i chaos -. Otuliła się szarym płaszczem, założyła kaptur na głowę i poszła szybkim krokiem na północ.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, do miasto pozostało ponad 6 mil. Dziwne było nienaturalne poruszenie wśród zwierząt. Uciekały wyraznie spłoszone. Ptaki przestały śpiewać. Na najbliższym krzaku jałowca, Tasare zauważyła resztki sierści szarego wilka i krople krwi na gałęziach. Dalej leżało ciało wilka, ale jakoś nienaturalnie ułożone. Jakby puste w środku, pozbawione mięśni i kości. -Kto i jak, mógl to zrobić? - Zaczęła iść szybciej, niemal biegnąc.
Nagle usłyszała, dochodzący z pobliskich zarośli, suchy chrzęst, jakby ktoś darł koszulę na strzępy, alo łamał kości. Poczuła krople potu na czole. - Tam nic nie ma !- Idę dalej -. Zauważyła, że na dróżkę cos wypełzło z zarośli... Poruszało sie powoli. Była to dziwna istota i na pewno ranna. W jej oczach gasło powoli zycie, a pysk ociekał krwią, łapy połamane, a całe ciało jakby pozbawione ścięgien i mięśni. Robiło się ciemno, ale Tasare zauważyła, że widać już most na Tin Duin i od miasta dzieli ją już tylko mila. Kiedy wpadła zdyszana na most, strażnicy bacznie przyjrzeli się szczupłej, jasnowłosej elfce i bez słowa wskazali drogę. W oberży "Pod pięcioma ostrzami", do której zaszła Tasare, były wolne pokoje i okazało się, że bez zbędnych pytań, nawet elka, może wynająć komnatę, jeno by miała czym płacić. Siedząc, przy długim dębowym kontuarze, ze szklanką grzanego krasnoludzkiego piwa w dłoni, Tasare słyszała, jak przy sąsiednich stołach ludzie i krasnoludy, przyciszonym głosem opowiadają jakieś dziwne historie o tym, że "zło" zagościło na dobre w lasach Taur Hisie i że wielu dzielnych mężczyzn, którzy odważyli się tam pojść, zniknęło na zawsze.Była coraz bardziej senna i myślała tylko o tym, że zawiodła ojca i w pierwszym dniu podróży zabiła aż troje ludzi... Kątem oka zauważyła, przy najbardziej oddalonym stole, samotnego elfa, jego skóra była ciemna, o wiele bardziej ciemna niż Tasare kiedykolwiek widziała. -Może to nie jest elf? - W jego oczach jest tyle nienawiści...- ale była już tak zmęczona i senna, że pomyślała tylko : "jutro też jest dzień, zastanowię się nad tym wszystkim jutro...".

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026