|
Post #1
17 Dec 2005, 17:00
Mężczyzna - Krahs
Rasa: Człowiek Płeć: Mężczyzna Klasa: Łotr Wzrost: 188 cm Waga: 80kg Wiek: 19 lat Włosy: Czarne Oczy: Czerwone (Świecące) Karnacja: Ciemna Cechy charakterystyczne: Smukły, wysportowany Ten stojący przed tobą łotr jest dość wysoki, jego twarz jest skryta za chustą, która zasłania w połowie jego twarz, widzisz tylko oczy. Są one duże i ciemne, wpatrzone w ciebie obserwują każdy twoj ruch. Włosy są krótko przystrzyżone, czarne, gęste. W zacisnietej dłoni trzyma grawerowane sztylety, na ich klingach spostrzegasz dziwne runy i symbole, być może jest to znak jakiejs gildi...Głos tego cichociemnego jest spokojny, wydaje ci się że caly czas mówi szeptem a jednak słyszysz wszystko co mówi, chodz znajdujesz sie przynajmiej 10 stóp od niego. Gdy odchodzi widzisz kawałek jego pleców, które po chwili znikają w ciemności lasu a on rozpływa sie jak nocna zjawa...już go niema Zyłem w rodzinie szlacheckiej w mieście Stormwind. Mój ojciec posiadal plantacje w całym Elveyn Forest, na któych były chodowane warzywa i inne rzadkie rośliny potrzebne alchemikom do wyrabiania magicznych mikstór. Codziennie rano na plantacje wyruszały wozy, które mialy za zadanie przetransportować cało i w całości towar z plantacji. Czesto konwoje były napadane przez grupy rzeźimieszków i okradane ale interes ojca tak dobrze kwitł że z czasem wynajął ludzi do ochrony transportu. Byli oni elitarnymi wojownikami Stromwind, odpierali każdy atak bandytów. Od czasu wynajmu ochrony, pieniądze ojca zaczeły się pomnażac, ponieważ nietracił żadnego towaru przywożonego z farm. Nasza rodzina stala sie jedną z najbardziej wpływowych i najbogatszych rodzin w Stormwind. Ojcu wydawało się że posiadając tak dużą ilość mamony jest w stanie kierować każdym i robić co mu się żywnie podoba... zmienił się niedopoznania. Stał sie niemiły i arogancki. Kiedy nasza rodzina niebyła tak zamożna, Vendrik- bo tak na imie miał mój tata, był inny... chodziliśmy na ryby, razem gralismy w karty, tata opowiadał zabawne historie. Był taki jaki powinien być ojciec. Któregoś dnia zapytałęm ojca czy mnoge isć na przyjęcie urodzinowe do mojego najlepszego przyjaciela Kargosa. Ojciec zakazał mi tam iśc i spotykać się z nim kiedy kolwiek, uważał że ktoś taki jak ja- syn obrzydliwie bogatego szlachcica niepowinien się zadawać z kimś niższego stanu. Byłęm rozwścieczony że niemogłem byc na 17 urodzinach mojego najlepszego przyjaciela. Na drugi dzień wstałem rano lecz moje nerwy nieochłoneły. Gdy dostrzegłem mojego ojca w salonie, podszedłem do niego i naplułem mu w twarz mówiąc że niemoże tak mnie kontrolować i mówić mi co mam robic. Ojciec patrzał na mnie tak jak by miał mnie zaraz zabic. Uderzył mnie silnie z płaskiej ręki a potem kopnął jak psa. Miałem połamane żebra. Postanowiłem wyprowadzic się z domu , nie mialem zamiaru mieszkać w tym zbeszczeszczonym domu, w którym niema rodzinnego ciepła. Mieszkałem tymczasowo u mego przyjaciela Kargosa do czasu powrotu do zdrowia. Mój cel był prosty: chcialem zabić swojego ojca... niezasługiwał żeby żyć, miał tyle mamony zarobionej uczciwie ale nadal było mu mało, zaczął brać udzial w ciemnych interesach...Nienawidziłem go tak bardzo. Niemogłem uwierzyć w to że człowiek może się tak zmienić pod wpływem pieniedzy...Nicjuż mnie nieobchodziło chciałęm tylko jego śmierci. Pewnego wieczoru postanowiłem wejsć do domu przez balkon i załatwić sprawe po cichu. Musiałem zrobić to bezszelestnie, ponieważ w domu roiło się od strażników. Pokój ojca był na samej górze domu w rogu, miałem ułątwione zadanie. Okno ojca było otwarte, była godzina w półdo drugiej w nocy. gdy stalem już na posadzce pokoju widziałęm ojca, łóżko na którym spał. Jego mina nawet przez sen była zachłanna, juz go niekochałem. Wyjełem długi sztylet, który kupiłem na targu z bronią. Był on bardzo ostry, był wstanie przebić nawet niegrubą deske.Popatrzałęm na ojca ostani raz i wbiłęm mu sztylet prosto w głowe... jego oczy otworzyły się. Wtedy poczułem że ulrzyłem jego duszy... do pokoju wpadł lokaj, który usłyszał moje kroki. Zawołał straże. Musiałem uciekać. Wyskoczyłem za okno na line, po której wszedlem. Uciekałem wzdłuż murów miasta ale straże niedawały mi spokoju. gdy wbiegłęm w ślepą uliczke jedna z murowanych scian sie otworzyła i zostałęm wciągniety przez kogos do środka. Zauważyłęm że jestem w jakimś tajnym miejscu, które nie widzi światła dziennego. Bandyta, który mnie wciągnął powiedzial mi że byłęm obserwowany... opowiadał mi o ich organizacji, o gildi czarnoksiężników i zabujców. Cały czas powtarzał że jest pod wrażeniem moich umiejętności. Zaproponował mi członkostwo. Nic już niemialem do stracenia, nie miałem dokąd pujść. Zgodziłem się... Czarnoksięrznik, do kotórego mnie zaprowadzono powiedzial że musze przejsc przez proces "zerowania duszy", miał on na celu usunąć moje uczucia, zrobić ze mnie idealnego zabujce... Zgodziłem się. Mówiono mi że mineły2 godziny o czasu kiedy zaczęto proces, mnie się wydawało że jestem tu już dobre pół roku. Po procesie przebudziłem się. Czułem że jestem kimś innym... ZABÓJCĄ... na służbie gildi. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |