📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Vaahlar - nocna łowczyni
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 25 Dec 2005, 18:38
- To powinno wytrzymać... przez chwile.. – rzekłam kładąc zasuwę na drzwi...
- Miejmy nadzieję... że zdążą... – odrzekł książę.
*Stuk!... Stuk! Trach!* odgłos bijących po drzwiach toporów....
- W imię Lathandera Krzyżowcy! – wykrzyczał Namiestnik
- Za Lathandera! – odkrzyknęliśmy chórem...
Chwyciłam miecz mocniej...
W imię Elune... Hmm dziwne... nagle łomotanie do bram ucichło... Wymieniliśmy spojrzenia...
- Co na odchłań? –powiedziałam
W tym momencie jakby wszystko zwolniło... Poczułam pisk w uszach.. drzwi poczęły się rozłamywać, a ze szczelin jęły tryskać strumienie ognia... Ból ciała... ciepło... odrzuciło mnie na przeciwległa ścianę ... Ciemność.. pisk... zapach spalenizny... Otworzyłam oczy... Sala była wypełniona dopalającymi się szczapami... Towarzysze zbierali się po bokach...W bramie przeklęty koń stanął dęba... Przez dym ogarniający sale... widać było nieumarłego jeźdźca.. Za nim... jego armia... orkowie, taureni, trolle. W jednym momencie, jakby na jego znak rzucili się do środka. Podniosłam się, po czym rzuciłam w wir walki... jak i moi towarzysze...
- Za Elune!- Wykrzyknęłam zduszonym głosem, Poczęłam siec... Ciecie, parada, półobrót, zwód cięcie... Ciepła posoka na twarzy... zapach krwi... cięcie, blok, obrót... pryskająca po ciele krew... cięcie... Arrgh... ból na plecach, pisk w uszach... potem w okolicach szyi... ciecie... Po czym upadek za ziemię... Upadek w brud i krew, zarówno wrogów jak i sprzymierzeńców... poruszające się stopy... wszystko ciemnieje... spojrzałam w górę... koń stojący dęba... poruszający nade mną przednimi kopytami... po czym powoli opada... Stuk... ciemność... Stuk...


Powietrze było zimne... suche... Otworzyłam oczy... Kontury otoczenia były jakby rozmazane... nieuchwytne... Leżałam na czym w rodzaju małego wzgórza, pokrytego bazaltowymi płytami... Wokół, równina.. i idealnie równe szeregi... obelisków... na nich wyryte jakieś napisy... lecz były zbyt małe z tej odległości aby je odczytać. Niebo pokryte ciemnymi chmurami... dziwne... chmury miały różne kolory... jakby obłoki pyłu...
Wstałam... próbowałam przyjrzeć się jednemu obeliskowi... Wtem odezwał się basowy głos.. od którego zadrżało powietrze...
- Zejdź ze mnie przybyszu, jeśli łaska...
Szybko zeszłam ze wzgórza... które okazało się ogromnym niebieskim smokiem... szybko oceniłam go na co najmniej 300 stóp długości. Odeszłam kawałek do tyłu... W głowie kołatały mi się jeszcze wizje wcześniejszej walki...
Bestia poruszyła się... odwróciła się w moja stronę jej ogromnym łbem...
- Nie powinnaś być gdzieś indziej? Hmm Dziwne...
Popatrzyłam na niego zdziwiona...
- Czy ja umarłam?
- Owszem... ale powinnaś być gdzie indziej... Czyżby skryba nie wypisał twego imienia?
- Imienia?, nie rozumiem...
- Każdy kto przechodzi na drugą stronę, ma wcześniej wypisane swe imię przez skrybę... Z tobą jest inaczej... Bardzo dziwne... Rzeknę, elfko... czy jak się zwie twa rasa, iż udało Ci się oszukać przeznaczenie...
Rzuciłam kątem oka na obelisk obok mnie... Widniały na nim tysiące, nie setki tysięcy wyrazów... imion
- Nie czytaj ich... bo wtedy i twoje zostanie tam dołączone – odpowiedział niebieski gad.
W oddali, widać było człowieka... nie, cień człowieka, odzianego w poszarpane szaty, rytmicznie wyrywającego w kamieniu kolejne imiona
- Umarłaś.. choć nie powinnaś... Cóż ja z Tobą zrobię...
Chwila oczekiwania na odpowiedź wydała mi się wiecznością... jeśli to nie była wieczność... tu czas jakby nie istniał... Przesunęła mi się w myślach perspektywa dłubania w kamieniach po wsze czasy... niczym ten osobnik... zwany skrybą....
- Nie powinnaś tu być... to niczym, hmm... nadwyżka... Mogę Cię zniszczyć... lub uczynić swym sługą... Zrobię to drugie...
Poczułam gorąco na nodze... jeśli w ogóle można coś czuć w tym stanie. Na prawym udzie „wypaliło” mi się znamię w kształcie głowy smoka... i jakieś runy wokół mnie
- Czy to znaczy iż kolejne milenia spędzę na ryciu w kamieniach? Przecie to gorsze niż śmierć... Wole zginać... na dobre...
- Nie- odpowiedział smok, po czym się roześmiał – nie znasz imion... wyśle Cię do innego świata... w którym są pewne... powiedzmy... „problemy”. Po śmierci... oczywiście jeśli zginiesz, wrócisz do mnie...
- A potem? - spytałam
- Potem... zobaczymy...
Nieopodal mnie, otworzyło się coś w rodzaju portalu... ale przestrzeń za nia, była znacznie bardziej wyrazista niż tutaj.
- Odnajdziesz tam innych, co noszą mój symbol... Oni, będą wiedzieć co zrobić... I jeszcze jedno... po przejściu przez portal... stracisz większość wspomnień.. pozostaną jeno strzępy... tak jest zawsze.
- Czy mogę Cię prosić o jedno, zanim przekroczę tę bramę – spytałam, jakby wiedząc, iż otrzymam odpowiedź.
- Taak?
- Wiesz co stało się z moimi przyjaciółmi?
Gad uśmiechnął się delikatnie... jeśli można to nazwać uśmiechem
- Spotkacie się...
- Dziękuję
Po czym przeszłam przez bramę. Jakby szarpniecie... mdłości.. a potem głucha ciemność...


Kim ja jestem? Cóż ja tu robie?... Okolica wygląda jakby znajomo... Lecz gdzie ja do diabła jestem?! I to słońce... tak razi w oczy...


Imię: Vaahlar
Rasa : Nocna Elfka
Wiek: 762 zimy
Wzrost : 177 cm
Waga: 54 kg
Oczy: Niebieskie, bijące słabym blaskiem
Włosy: Ciemnoniebieskie


Proszę i z góry dziękuję za komentarze 😊

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026