|
Post #1
27 Dec 2005, 15:18
Czym było by dobro bez zła? Czy mogło by istniec światło bez mroku? Jeśli zło by nie istnialo jak można by zdefiniować istote dobra? Tak jak i gwiazdy umierają umierają i inne stworzenia. Lecz tak jak gdyby gwiazdy nie umieraly nie powstawały by nowe... taki był mój tok myślenia.
Nazywam się Khazar. Czy tak się nazywam naprawdę? Nie pamiętam. Nie pamiętam kim jestem. Nie pamiętam skąd pochodze. Obudzilem się pewnego dnia w pięknych, choć niebezpiecznych okolicach lasu Tethyru nieopodal miasta Akhatali w Amn. Jak siętam znalazłem nie wiem lecz prędko ruszyłem w kierunku najbliższej osady. Trafilem do targowa. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Miałem przy sobie jedynie sakiewke z niewielką ilością złota, zniszczone ubranie i dziwny amulet który chyba miał cośwspolnego z moją przeszłością. Chyba wyróżniałem się trochę z tłumu. Nawet okoliczne Elfy nie miały takich uszu. Ruszyłem do najbliższej godpody podziwiając przepiękne dzieło sztuki w formie fontanny z pomnikami dla jakiegoś bohatera. Zanim dotarłem do gospody zagadał mnie pewien osobnik. Wyglądał na Elfa. Dociekał skąd mam naszyjnik. Okazało się, że w Amn używali takich grupa zwiących się Harfiarzami. Wytłumaczyłem mu iż straciłem pamięć. Ów elf zabrał mnie do swego domu w mieście zwanym Suldenslar. Elf ten zwał się Jon Irenicus. Wydał mi się porządnym elfem. Jednak jakie ja miałem powiązanie z harfiarzami? Tego się nie dowiedziałem nigdy. Zamieszkałem w Suldenslarze rozmyślając nad ideą dobra i zła oraz mej przeszłości. Dowiedziałem się z plotek także iż Jon miał romans z królową Suldenslaru. Mijały lata, ja zaczynałem odkrywać siłę zła, a mój przyjaciel Jon Irenicus planowal jakiś spisek wraz z swą siostrą Bodhy. Nie myliłem się. Wkrótce uciekł z Suldenslaru po przyłapaniu go na próbie kradzierzy mocy z drzewa życia. Ja ruszyłem jego śladem. Mimo iż stracił swą elfia połowe nadal był potężnym magiem. W zamian za służbę u niego nadał mi tytuł lorda oraz przekazał mi część swej mocy. Żądza Irenicusa do władzy była ogromna. Zawarł nawet przymierze z mrocznymi elfami zamieszkującymi podmrok. Zwały się drowami. Wkrótce po tym zaatakowaliśmy Suldenslar. Gdy mordowałem kolejnych braci z którymi niegdyś prowadziłem treningi w imię Lathandera uświadomiłem sobie jak niewłaściwa była moja droga... W pewnym momencie zwrociłem się przeciw Irenicusowi. Lord Khazar przestał istniec. Byłem już poprostu Khazar. Walczyłem teraz po stronie elfów. Z moca mego byłego pana, wrogowie padali pod deszczem moich strzał. W pewnym momęcie poczułem coś dziwnego. Jakby moja siła zniknęła.Teraz wiedziałem. Moj były pan zginął. Moja siła również. Zemdlałem.... Obudziłem się tydzień poźniej. Niektórzy tracili nadzieję, że się obudze. Od tego czasu porzuciłem życie awanturnika i zacząłem spokojne życie w Suldenslarze. Spokój nie trwał długo. Zdecydowałem iż powinienem odpokutować czas siania zła przez lorda Khazara. 2 dni poźniej ruszyłem na wschód, blisko 7 miesięcy podróży morskiej mnie wyczerpało. Gdy dobilem do brzegu rozejrzalem sie i spojrzalem na mape, teraz widzialem trafilem na Kalmidor. Wkrótce trafiłem do miasta elfów zwanego Darnassus. Mimo iż straciłem cała siłę wraz z śmiercią Irenicusa rozpocząłem trening na nowo. Tym razem to będzie ciężka praca, nie wspomagana niczyją magią. Pol roku pozniej. Gdzies na Teldrassilu Mrok odszedl.. tak mysle.. nie widze juz danej ciemnosci.. ale wciaz nie widze mojego celu.. gdzie jest swiatlosc.. kiedys ja odnajde.. a jesli nie istnieje.. napewno istnieje.. Bylem jak w transie, nigdzie pozytywna karma nie była tak silna jak na Teldrassilu. Ale tym razem nie dane było mi dokończyć medytację. -Khazar.. - Erax, moj przyjaciel miał bardzo ważną sprawę -Czy wszystko gotowe? -Lathander jest z Nami, pobłogoslawi zakon -Tak wiec mam zebrać wszystkich? -W poludnie w światyni.. światło powróci na te ziemie Wiedziałem co to oznacza, koniec wolnego życia, powstanie zakonu mogło oznaczać tylko walke w służbie Lathandera, ale bylem na to gotow. W samo południe wszyscy byli w światyni. Każdy, mimo iż znał Eraxa, bardzo chciał mu się przyjrzeć. Nie codziennie widzi sie człowieka który dzięki interwencji Bogów bedzie zył jedno milenium. -Lathanderze panie switu.. - Erax rozpoczal modlitwe, wszyscy stojący zanim uklękneli. W pewnej chwili świątynie przebil niesamowity blask, a na oltarzu pojawił się zwój. Erax wziął go do ręki i czytał powoli. "Ja, Lathander, oświadczam Wam iż przyjmuje Waszą służbę i daje me słowo jakoby będe miał nad Wami pieczę. Z dniem dzisiejszym możecie się zwać ludem Eorla - Uświęconymi Krzyżowcami." W tym momęcie Erax skonczyl czytać dokument a wszyscy obecni oddali się modlitwie, nadszedl nasz czas.. 133 lata pozniej -Mam dopiero 202 lata i jestem w najlepszej kondycji! -Czy jednak podołasz temu zadaniu? -Sam wiesz panie, że nigdy Cię nie zawiodłem. Erax spojrzał na mnie niepewnie po czym odwrócił się i odszedł bez słowa. -Lathander z Toba panie.. badz zdrów. Tego wieczoru była potworna burza. Sciany dudnily od każdego huku pioruna. Siedziałem w sali audiencyjnej popijajac sok melonowy. Pare chwił później usłyszałem łomotanie do bram. Któż to mogł być o tej porze? Strażnicy otworzyli bramę, byl to młody chłopak, przedstawił mi się jako Skallagrim. 8 lat pozniej Skallagrim został namiestnikiem zakonu, zaś młody oficer Quelthan dostał się do rady. Lord Erax powinien być ze mnie zadowolony.. czy będzie? -Książe, noc się zbliża, czas zamknać bramę! - obudził mnie z zamyślenia strażnik. -Tak.. tak tak, zamykajcie. Patrząc przez zanikająca szczelinę miedzy drzwiami chciałem by król Erax moglbyć z nami. -Będe czekał panie.. będe na Ciebie czekał |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |