|
Post #1
29 Dec 2005, 19:48
Matzel - niegdyś dość przeciętny wojownik z rasy Taurenów, na wojnie odniósł ciężkie rany głowy i reszty ciała, co spowodowało śmierć nawet tak wyrośniętego samca. Kapłani (z pobliskiej wioski do, której wszyscy ranni i martwi zostali przeniesieni) musieli go wskrzeszyc, tygodniami odprawiając nad nim modły i pielęgnując go, by wrócił do pełna sił. Modły nad Ludźmi i Taurenami nie były takie same i nie był on jedynym pacjentem.
Po wskrzeszeniu okazała się, ze po urazach głowy została mu tylko migrena i amnezja. Jedyne co pamiętał to własne imię i do czego służy miecz. Gdy poczuł się lepiej, na zapleczu u kapłanów, zaczął przypominać sobie sztukę walki. Od razu znalazł towarzyszy do treningu i potyczek. Po zakończonej kuracji, kapłani zaproponowali mu by jeszcze u nich został, lecz ten zrezygnował i wyruszył w świat, poszukując swoich rodzinnych stron. Wędrując przez świat spisywał mapy i bestionariusz. Znalazł mnóstwo cennych skarbów, niektóre z magicznymi zdolnościami. Dochodząc do wioski (według plotek wieśniaków tam gdzie się kierował tam właśnie leżała) napadli go bandyci. Chciwi i głodni rzucili się na niego. Walka była zażarta. Tauren walczył o życie i skarby, które sam zdobył!! Używał wszystkich swoich umiejętności jakie tylko miał. Jednego ze złodziei kopnął prosto w brzuch i odleciał do tyłu. Wyskoczył w górę. Lądując uderzył mocno kopytami o ziemie, powodując wstrząs, który ogłuszył wrogów i dał mu czas na przejście do ataku. Wyciągnął swój topór za placów i zaczął rąbać przeciwników. Pierwszy, kompletnie zamroczony nawet nie zauważył topora, który odrąbał mu łeb i ciężko raniąc jego towarzysza. Złodzieje dochodzili do siebie. Zostało jeszcze sześciu. Jeden ciężko ranny wykrwawi się i nie będzie z nim kłopotu, następnych dwóch stoi niedaleko niego. Pozostali trzej stoją dalej, których ogłuszenie nie do sięgnęło. Zaczęli wyjmować łuki i celować w Matzela. Wrogowie wystrzelili jednocześnie dość niecelnie, tak że Tauren nie musiał unikać strzał. Wykorzystał moment i zasiekł kolejnego złodzieja, trafiając go w klatkę. Trzech zabitych, jeden ranny, jeden zmierzający w jego kierunku. Przeciwnicy weszli w szranki. Posypała się kolejna salwa strzał. Jedna utkwiła w nodze broniącego się wojownika. Druga poleciała dużo dalej, a trzecia trafiła napastnika w głowę, zabierając mu życie. Złamał strzałę i zaczął rzucać podstawowe zaklęcie ofensywne, których nauczył się od kapłanów. Z jego palcy wyleciała wiązka energii, raniąc poważnie dwóch łuczników. Kolejna strzała zasyczała w powietrzu i przebiła pierś Matzela. Wojownik biegł w strone przeciwnika, wymachując toporem i krzycząc. Przez czas biegu kolejna strzała utkwiła mu brzuchu. Dobiegł do winowajcy ran i zasiekł go toporem. Zachodził mrok. Czuł się strasznie zmęczonych pojedynkiem i dokuczały mu rany. Kapłani nauczyli go jeszcze jednego, leczniczego zaklecia, którego nie miał nigdy okazji wyprobować. To była idealna okazja. Zaczoł wymawiać formułke. Z jego palcy wypłynął jakis zielony gaz i zaczął wirować wokół jego ciała. Zaczął odczuwać ulge. Usnął.... |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |