|
Post #1
31 Dec 2005, 09:55
Ten dzień zapowiadał się jak każdy inny w klasztorze, spokojny, nie różniący się niczym innym od tych wcześniejszych. Wiekszość akolitów i wyżej postawionych przedstawicieli klasztoru przebywała w salach na lekcjach.W jednej z nich odbywała się lekcja kartografii, która została przerwana przez wbiegającego kapelana niskiego wzrostu.
- Rumanheim prosze za mną - odparł zdyszanym głosem i wyszedł. Młody akolita podniósł się z ławki i pobiegł za kapelanem. Poruszali się w milczeniu by nikomu nie przeszkadzać. Niedługo potem doszli do drzwi od gabinetu głównego kapłana, kapelan zapukał i wszedł z młodzieńcem do środka. W środku ujrzeli lekko przygarbionego starca, który już od ponad 40 lat pełni w tym klasztorze urząd zarzadcy. - Witaj mistrzu - powiedzieli oboje. - Witajcie, witajcie. Prosze Rumanheim usiądz sobie. - rzekł główny kapłan - A ty kapelanie wracaj do swoich zajęć. - Jak sobie życzysz - odpowiedział i wyszedł - Czy wiesz po co tu jesteś chłopcze? - zapytał kapłan. - Nie za bardzo mistrzu. - Zostaniesz poddany próbie, która dowiedzie czy się nadajesz na rolę do której zaczynamy przygotowywac akolitów w twoim wieku. Uważam, że jesteś gotów przynajmniej na tyle by ją wytrzymać fizycznie, jak i psychicznie... Przyjdz do mnie wieczorem i wszystkiego się dowiesz, narazie jesteś wolny. - powiedział kapłan wstając z krzesła - Tak, tak nadasz się chłopcze... - wyszeptał i ruchem ręki pozwolił mu wyjść. Nastał wieczór, pora kolacji. W klasztorze panował spokój, niespotykany dość czesto o tej porze. Rumanheim przygotował się na próbę (przynajmniej tak się mu wydawało) i opuścił swój pokoj kirując się do gabinetu głównego kapłana. W jego umyśle kotłowały się myśli dotyczące próby, tego co zaraz go spotka. Gdy doszedł, zastukał i otworzył drzwi. W środku panował mrok rozświetlany jedynie małym płomykiem od świecy. - Nareszcie przybyłeś chłopcze, jesteś gotów? - zapytał starzec. - Chyba tak... - odparł Rumanheim z lekkim strachem w głosie. - Wiec zaczynajmy. - powiedział kapłan i zamknął drzwi od gabinetu na klucz. Nastepnie podszedł do jednej z książek stojących na regale, pociągnął ją w dół. Jedna ze ścian zaczęła sie ruszać ukazując ukryte przejście. - Chodz za mną - rzekł i skierowali się krętymi schodami w dół. Ta chwila, kiedy tak szli w dół zdawała się Rumanheimowi wiecznością, która się ciągnie w nieskończoność. Rumanheim nie był pewien, ale ściany były chyba jakoś uszczelnione, bo odgłos kroków tylko odbijał się głucho o ściany. Schodzili głębiej i głębiej, chyba niżej niż nawet są krypty położone, wkrótce doszli do drzwi. Kapłan zapukał raz w drewno, z którego były zrobione drzwi. Ktoś z drugiej strony je otworzył i wkroczyli do wnetrza jakiejś sali. Nie była ona zbyt duża, ale na tyle pojemna, że mogła pomieścić z dwadzieścia osób. W słabym blasku paru pochodni wiszących na ścianach można było w centrum sali ujrzeć łoże, przypominające nieco te do torturowania ludzi. Na twarzy Rumanheima pojawił się strach, wręcz przerażenie na ten dość nietypowy widok, wkoncu są to mury klasztoru. - Prosze połóż się na tym - rzekł wyłaniający się z cienia osobnik, którego Rumanheim pierwszy raz zobaczył w swoim życiu. - Nie bój się, nic ci nie będzie, chyba...Ale spokojnie prawie nikt przy tym nie ginie... - powiedział i skierował rękę na łoże. - Zaufaj nam chłopcze, nic ci nie będzie, mi chyba ufasz? Prawda? - zapytał kapłan - T... tak mistrzu... - odparł Rumanheim i położł sie trzęsąc się ze strachu. Kiedy to zrobił na jego nadgarstkach i kostkach u nóg zasklepiły się metalowe zaczepy, które go unieruchomiły do łoża. - Co... co to jest?! - krzyknął, próbując się wyrwać z więzów. - Spokojnie chłopcze to dla twojego bezpieczeństwa. - odparł ze swoistym spokojem starzec - Uspokój się... Po chwili tajemniczy nieznajomy wkroczył w cień. Z odgłosów było słychać, że coś nalewa. Gdy wrócił niósł ze sobą fiolkę z jakimś płynem i podał ją kapłanowi. - Sluchaj chłopcze, ten specyfik to wyjątkowo potężny eliksir, niewielu zna jego składniki a jeszcze mniej wie jak go przygotować. Dzięki niemu można zobaczyć co się stanie, co może sie stać jeśli wybierzesz daną drogę w swoim życiu. Nasz klasztor specjalizuje się w treningu przdstawicieli pewnej organizacji, która specjalizuje się w tępieniu mrocznej i złej magii, jej przedstawicieli, jej żródła. W bezustannej walce z każdym przejawem działalności zła na całym świecie, a szczególnie wśród członków tych, którzy uważają się za idealnych i dobrych. Krótko mówiąc szkolimy inkwizytorów wypleniajacych zło, czające się tam gdzie nie jest szczególnie widoczne. A za pomocą tego napoju sprawdzamy czy delikwent się do tej roli nadaje. Po jego spożyciu osobnik przechodzi w pewnego rodzju trans w którym widzi przyszłość, jej namiastke. Widzi siebie jako inkwizytora juz po treningu, można rzec w czasie pracy, a my obserwujemy reakcję na te obrazy i oceniamy czy sie nadaje czy nie. Ryzyko co prawda jest, ale nie martw się, jesteś silniejszy od innych i pewnie to przeżyjesz. Zaufaj mi. W przyszłości możesz pomóc wielu istnieniom, więc otwórz usta i wypij to chłopcze. Rumanheim z przerażeniem spojrzał na napój i na swego przełożonego i otworzył lekko usta. Starzec wlał specyfik do jego ust, smak był straszny, ledwo można było go wyrzymać, ale przełknął. Na początku się nic nie działo, czuł tylko lekkie mrowienie w okolicach gardla. Po chwili zaczął odczówać pieczenie w brzuchu, który przemienił się w kłujący ból rozprzestrzeniający się po całym ciele. Krzyki Rumanheima były bardzo donośne, ale grube ściany i głębokość na jakiej się znajdowali skutecznie je zagluszała. Ból był tak ciężki, że aż zaczął się rzucać na łożu, ciało próbowało się wyrwać, ale bez skutku, zdawało mu się, że jego ciało opanował jakiś demon, lub coś tego pokroju. Nagle ból zniknął, a ciało swobodnie opadło, a sam Rumanheim zemdlał i ogarnęła go ciemność. Nagle przez jego głowę zaczęły przepływać rozmaite obrazy. Nie mógł się im przyjżeć, bo z niebywałą szybkością się zmieniały, jeden po drugim i tak bez końca... Cechą charakterystyczną dla wszystkich nich była wszechobecna smierć, ból, cierpienie, płacz... Nagle ta szaleńcza projekcja zatrzymała się na jedym z obrazów. "...wokół czaszki, kręgosłupy potrzaskane, żebra, czarne wykrzykniki kości udowych i ramiennych, strzępy skóry, a może ostatnich ubiorów, całunów trumiennych, w wiecznym cieniu i wilgoci, tak czy owak przegniłe do jednej cuchnącej, lepkiej masy, góra ludzkich szczątków, hałda organicznych starożytności wspina się pod chropowatą ścianą na wysokość pasa, piersi, oczu. Kiedyś byli trupami, dziś nawet nimi nie są. Zatrzeszczą, zagrzechoczą, kiedy przebiegnie szczur, rozsypią sie w proch, gdy dotknie je dłoń człowieka..." Po chwili pojawia sie kolejny obraz. "...na co wielki hałas i ruch poczyna się w hałdzie kości i szczątków, zgnilizna osypuje się po zgniliźnie, toczą się po ziemi brązowe czaszki, trzeszczy drewno. Ludzie odskakują, ktoś przewraca jedną ze świec. Nagła rekofiguracja tłumu zaburza ustaloną równowagę pomiędzy światłem a cieniem. Cień, ośmielony rzuca się naprzód i pod jego to płaszczem występuje z ukrycia za hałdą, w łomocie i zgrzycie ten, którego się tak wszyscy boją, inkwizytor... za nim podążają kolejni, odwracają się jakby ze wstydem, szybko kryjąc się pod kapturami, bez słowa, unikając cudzego wzroku - jeden, drugi, trzeci, wszyscy niosą śmierć..." No i następny obraz. "...żelazo rozdziera mięso i kości. Deszcz zagłusza dzwięki rozrywanej skóry, pękającej jak skorupka jajka czaszki, miażdżonych słomek rąk i nóg, łamanej gałązki kręgosłupa. Wyprute z korpusu płuca otwierają się z cichym sykiem. Długie węże wnetrzności padają w kałużę, plusk jest ledwo słyszalny..." Kolejny obraz. "...spór nie ma końca, mogą tak godzinami, słowa przeciwko słowom, gad przeciwko ptakowi, wzajem się karmiąc i podjudzając. Większość zapewnie zna ich argumenty na pamięć, słuchają ich teraz tak, jak się słucha rytualnej deklamacji, refrenu nudnego a koniecznego obrzędu. Rychło więc zaczynają się tłumione przez maski szepty, powolne rozmowy, ruch niecierpliwy na granicy cienia..." Ostatni obraz. "...ciemne, klaustrofobiczne pomieszczenie a w nim lustro, lekko uszczerbione, ale tak w nienaruszonym stanie. Nagle pojawiła się postać dziwnie znajoma, dziwnie bliska, dziwnie podobna... Po chwili rzekła - Jak to powiedział ten filozof? Maska pomaga człowiekowi utożsamić się z postacią i wyzwolić cechy, które symbolizuje - podając Mu z cienia maske. Następnie radośnie się do Niego usmiechnął z lustra. Już cofał ręke, ale stojący przed lustrem chwycił ją i odparł - Chyba jednak zatrzymam te maski dla siebie... " Następnie znowu zapanowała ciemność. Rumanheim słyszał tylko w oddali jakieś głosy wymawiające jego imię. Powoli zaczynała wracać do niego świadomość, odzyskiwał kontrole nad ciałem, zaczął odczówać to co działo się na zewnątrz. Po chwili otworzył oczy i ujrzał przed sobą swojego zwierzchnika i tajemniczego nieznajomego, na ich tważach widoczne było zadowolenie i strach, dlaczego? Rumanheim nie wiedział. - Nareszcie wróciłeś do nas chłopcze - powiedział starzec - Nie spodziewalismy się takich wyników... Jesteś pierwszy, który tak przeszedł tą próbę. Jak nikt inny wcześniej leżałeś spokojnie a na twej twarzy... - tu kapłan przełknął ślinę - ...nie widać było strachu czy przerażenia jak u innych... tylko zainteresowanie... wręcz fascynację obrazami, które widziałeś... - tu na chwile przerwał. - Jednym słowem zdałeś - wtrącił się nieznajomy i odpiął zapinki na kostkach i nadgarstkach spogądając na to co ma w ręce, na jego twarzy pojawił się tylko uśmiech. - Możesz wracać do siebie chłopcze - powiedział kapłan. Rumanheim wstał i kroczył już w kierunku schodów na górę, gdy starzec zawołał. - Rumanheimie czy... czy to co trzymasz w ręce to... to jest to co myśle? Młody akolita podniósł lewą ręke a w niej ujrzał to czego tak wielu się boi. Symbol, który niesie ze sobą smierć. Maskę. Maskę ceremonialną inkwizytora... Imię: Rumanheim Rasa: Człowiek Klasa: Inkwizytor (Kapłan) Wiek: 26 lat Wzrost: 183 cm Waga: 79kg Oczy: ciemne, niemal czarne Włosy: brązowe, lekko siwiejące (życie inkwizytora nie jest łatwe) |
|
Post #2
31 Dec 2005, 11:25
Hmm... powiem krótko: Historia mi się podoba 😊
|
|
Post #3
31 Dec 2005, 11:57
Już teraz rozumiem dlaczego odpowiedziałeś tak krótko... ja również nie mam nic do dodania... świetny tekst.
|
|
Post #4
31 Dec 2005, 12:53
Wiec ja też odpowiem krótko 😀 Dziękuje za pozytywną ocenę. Pozdrawiam 😊
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |