|
Post #1
10 Jan 2006, 15:04
Nazywam się Eowentaric i jestem paladynem, inni mówią o mnie Upadły Paladyn i mogą mieć trochę racji. Musiałem uciec z zakonu, to długa historia więc zacznę od początku.
O swoich rodzicach nie wiem nic, wiem tylko tyle, że gdy miałem rok to matka zostawiła mnie pod wrotami klasztoru gdzie zaleźli mnie Paladyni. Moim Mistrzem i Opiekunem został Miraekor jeden z najpotężniejszych Paladynów w Zakonie. Był dla mnie jak ojciec , ale on nigdy nie dawał po sobie poznać swoich uczuć, zawsze mówił ze spokojem w głosie. Smuciło mnie to bardzo przez pierwsze lata mojego życia. Dopiero w wieku czternastu lat dowiedziałem się prawdy o matce, wtedy mi trochę ulżyło ale nadal traktowałem go jak prawdziwego ojca. Mój trening Zaczął się już w pierwszych dniach mojego pobyty w śród Paladynów. Był to trening mentalny, zamiast bajek opowiadano mi historie o najodważniejszych Paladynach jacy chodzili po świecie. Właściwy trening rozpoczął się gdy skończyłem siódmy rok życia. Piętnaście lat uczyłem się walki każdym rodzajem oręża, od mieczy poprzez młoty do toporów, poznawałem tajniki magii a w wolnych od treningu i nauki chwilach czytałem książki i uczyłem się kowalstwa. Książki opowiadały o honorze, o odwadze, o walce ze złem, byłem nimi zachwycony, to dzięki nim zapragnąłem być Paladynem, do treningów przykładałem się jeszcze bardziej, dawałem z siebie wszystko. Ale moje życie nie było takie łatwe, oprócz wiedzy o tym jak potraktowała mnie matka, bólu jakiego doświadczałem nigdy nie czując prawdziwej miłości za strony ojca, od kiedy zacząłem trenować stale byłem prześladowany przez jednego z uczniów, Arkina. Był wściekle zazdrosny o moje osiągi, stale ze mną konkurował. Raz on był lepszy, raz ja okazywałem się być górą. Gdy wygrywał wtedy napawał się tym swoim własnym sukcesem, ale gdy ja byłem lepszy w jego oczach było widać straszny gniew który w sobie gromadził. Moją inicjacje wyznaczono na dzień moich dwudziestych trzecich urodzin, tydzień przed jego. Uznał to za swoją największą porażkę, coś szykował, nie wiedziałem co. Ale starałem się o tym nie myśleć, przygotowywałem się do inicjacji. Miałem rok wolny, trening zakończyłem więc postanowiłem poważnie zająć się kowalstwem i wykuć sobie broń. Dwuręczny młot bojowy. Przy pracy posłużyłem się starym przepisem z starej księgi, którą znalazłem w archiwach biblioteki, który mówił „... siedem kropli krwi zmieszać z siedmioma kroplami łez jednej osoby. W pierwszej fazie kucia stal pokropić siedmioma kroplami tej mikstury. W ostatniej fazie kucia stal zahartować w wodzie do której należy dodać resztę mikstury. Tak poświęcona broń doda się jej właścicielowi i stanie się praktycznie niezniszczalna w rękach właściciela.” Broń kułem 200 dni. Przywiązywałem wagę do najdrobniejszych szczegółów. Praca była męcząca ale satysfakcjonująca. Gdy skończyłem młoty wyglądał pięknie, trzymając go w rękach czułem jego wielką moc. Postanowiłem go wypróbować. Poszedłem do lasu, na walkę długo nie musiałam czekać drogę zastąpiło mi trzech banitów. Bez słowa jeden rzucił się w moim kierunku, wziąłem zamach i uderzyłem go w klatkę piersiową. Zabiłem go od razu, a siła ciosu odrzuciła go na kilka metrów. Jego kompani nie zastanawiając się rzucili się do ucieczki. Darowałem im życie i wróciłem do klasztoru. Byłem pod wielkim wrażeniem potęgi tego młota. Gdy Nadszedł dzień uroczystości byłem bardzo podekscytowany. Na to czekałem cale swoje życie, wreszcie stanę się Paladynem. Ceremonia przebiegła spokojnie, ale zmartwiłem się, mój ojciec mimo tak ważnej chwili dla mnie zachował jak zawsze spokój i opanowanie. Powiedział mi tylko jedno słowo - Gratuluje i odszedł zająć się swoimi ważnymi sprawami. To zabolało mnie najbardziej, nawet się nie uśmiechnął. Dwa tygodnie po tym wydarzeniu oswoiłem się z myślą, że nic dla niego nie znaczę. W końcu nie był moim prawdziwym ojcem. Właśnie wracałem z klasztornej biblioteki, a by dojść do mojej komnaty trzeba było przejść prawie przez cały klasztor. Było już po północy więc starałem się iść jak najciszej. Gdy przechodziłem w okolicach bramy, drogę zastąpił mi Arkin. Chwycił za miecz. - Teraz zapłacisz mi za te zniewagę! - Wiesz, że nie chce z tobą walczyć, odłóż swoją broń. W tym momencie rzucił się na mnie z bronią. Zrobiłem unik, szybkim ruchem wyjąłem sztylet za pazuchy i wbiłem mu w brzuch. Usłyszałem kroki, wiedziałem, że karą za zabicie paladyna jest tylko śmierć, ale stałem, czekałem. To był Miraekor, zobaczył co się stało i rzekł: - Uciekaj. Nie namyślając się pobiegłem w stronę bramy. Spojrzałem za siebie i ujrzałem jak łza spływa po policzku mego mentora: - Żegnaj. Mój synu. W jego głosie słychać było straszny bul. Otworzyłem bramę i biegłem przed siebie jak najdalej, zostawiając przeszłość za sobą. Towarzyszyły mi tylko ostatnie słowa Miraekora. W lesie spędziłem rok, modliłem się i myślałem o ojcu. Więc jednak znaczyłem dla niego więcej niż okazywał. Nie wiem co się z nim stało, może oddał życie za mnie. Tego nie wiem. Wiem że musze odkupić swoją winę. Ruszę na ostatnią przygodę życia. Moją najpotężniejszą bronią będzie moja odwaga, a najmocniejszą tarczą wiara. Końcem tej przygody może być tylko śmierć. Wyruszę na krucjatę przeciwko złu. Imię: Eowentaric Rasa: Człowiek Płeć: Mężczyzna Klasa: Paladyn Wiek: 24 lat Wzrost: 189cm Waga:86kg |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |