📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Historie przez Braci spisane
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 14 Jan 2006, 10:01
Tutaj o to moi Bracia zamieszczajcie historie, które udało wam się odnaleźć we wszytsich bibliotekach Świata...


O to pierwsza z nich którą opowiedziała nam eflka dawno temu, którą mi udało się wtedy spisać...

Witam Was, zacni Panowie i Panie, zgromadzonych tu dzisiaj, w dniu tak ważnym dla naszego zgromadzenia. Mroczne Bractwo dziś po raz wtóry odrodziło się. Dlaczego, wiemy chyba wszyscy... Każdy, który pragnie Nas wesprzeć w walce, zjawił się dziś. Ale... czy wszyscy są gotowi? Prawdziwie gotowi na wysiłek, krew, upór i pokorę? Zapewne. Lecz ja, w tych niełatwych dla nas chwilach konfliktu, postanowiłam osłodzić Wam chociaż ten wieczór. I nie będę mówiła o walce, krwi i poświęceniu. Opowiem o Qoen, łotrzyczce z Silverpine.

Qoen była półelfką; córką Karharosa, karczmarza, i Vivienn - elfiej kurtyzany z Teldrasill. Nikt nie wie zatem, jakim cudem osoba tak niskiego stanu jak Qoen, w wieku lat 16 znalazła się na książęcym dworze Silverpine i odtąd znana tam była powszechnie... jako szlachcianka (!!) Krążą o tym różne nieprzyzwoite legendy, ale... nie o nich będzie dziś mowa.
Lady Qoen, bo z takim tytułem powszechnie ją znano, była mistrzynią zręczności, mistrzynią miecza. Ale była również mistrzynią ciętego języka i zadufania w sobie.
Pewnego jesiennego dnia, jak co roku o tej porze, odbywał się na dworze księcia Silverpine Turniej Trzech Ostrzy: sztyletu, miecza i ostrzy naręcznych. I jak co roku, Qoen była pewna zwycięstwa. Nie obchodzili jej zarówno weterani zawodów jak i nowi uczestnicy - każdego roku odchodzili z kwitkiem. Ją obchodziło tylko jedno: kolejny puchar. Kolejna wygrana. Jednak tym razem wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej... Bowiem do zawodów przystąpił nie kto inny, a Aldoran, nocny elf z Shadowglen. Jeden z Czterech.
Pustym śmiechem przywitała w finale Qoen ostatniego śmiałka, elfa, który stanął przed nią z pustymi rękami. Nie widział kim on jest. Nie widział tego nikt z zebranych wtedy na trybunach gości, łącznie z księciem Orekiem.
- "Czym będziesz walczyć, druidzie? Zębami? Ha Ha!" - zadrwiła dziewczyna. W ręku dzierżyła swój piękny, ostry jak szpony wiwerny, miecz krasnoludzkiej roboty.
- "O pani, będę dzierżył miecz" - odparł skromnie jegomość w ciemnym płaszczu.
- "A jakiż to miecz będziesz dzierżył??"
- "Twój, o pani."
W trybunach aż zawrzało. Qoen odebrała tę odpowiedź, jako policzek. Osobliwą zniewagę. Ruszyła z impetem do walki! ...Ale nie zrobiła kroku, gdy przed nią stał już nie nocny elf... a potężny, szary, dumny wilkołak.

"Nie zlęknę się", pomyślała. Uderzyła szybko i zdecydowanie, ale po raz pierwszy przeciwnik okazał się zwinniejszy. Zręcznym ruchem odsunął się z linii ciosu. Czuła jego oddech na policzku. Łapa likantropa poszybowała ku broni Qoen, lecz ta, czerwona ze złości, walnęła z całej siły w szponiastą dłoń. Aldoran odskoczył i przyjrzał się uważnie półelfce. Stanęli na chwilę przed sobą. Jego złotej barwy oczy zaśmiały się prowokująco. Dla Qoen zbyt prowokująco. Zaatakowała drugi raz - już bardziej rozsądnie. Wilkołak złączył szpony obu łap i sparował cios miecza , wiszącego tedy tuż nad jego głową.
Na trybunach dało się słyszeć co raz okrzyki dogłębnego zdumienia i podziwu. Każdy udany manewr Aldorana kończył się okrzykiem, każdy Qoen - oklaskami. W końcu nawet łotrzycę poczęła bawić ta gra ciała i umysłu.
"Równy z równym, nareszcie!", pomyślała z dreszczem emocji. Faktycznie, tak niesamowitej walki jak pojedynek łotrzycy Qoen i druida Aldorana nie widział już nigdy nikt.
Na arenie księcia Silverpine robiło się coraz goręcej. I to nie tylko na trybunach, ale i w sercach walczących ze sobą mężczyzny i kobiety... W końcu, po 4 godzinach nieprzerwanej potyczki, w momencie, jak się wszystkim wydawało, rozstrzygającym, gdy dumna, sapiąca Qoen zbliżyła się do dumnego sapiącego Aldorana, spojrzeli na siebie dysząc i ledwo trzymając się na nogach i... coś w półelfce wtedy pękło... Elf, już w swej naturalnej postaci, ciężko, ale zdecydowanie podszedł do niej, bez najmniejszego oporu, wyjął z jej ręki zdobiony miecz.
- "Com powiedział, dotrzymałem" - to mówiąc uśmiechnął się i rzucił ostrze na podłogę ,a te odbiło się metalicznym echem po całej sali.
- "Nie przyszedłeś, by wygrać..." - nie dowierzała Qoen.
- "Przyszedłem."
"Ale w trakcie walki, zapragnąłem czegoś cenniejszego, niż puchar..."
To mówiąc, Aldoran objął Qoen w pasie, a ta objęła go w karku i spoceni, zdyszani, pocałowali się.
- "Rozumiem to za remis!" - zagrzmiał wesoło książę, a publiczność przyklasnęła temu pomysłowi - dosłownie i w przenośni.

Po roku, ponoć gdzieś w głębokiej puszczy Teldrasill odbył się ślub i tak piękna szermierka Qoen została wybranką Aldorana, jednego z Czterech, a ten stał się wybrankiem łotrzyczki.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026