📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Z dedykacją dla KEt :)
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 22 Jan 2006, 15:52
Rasa: Nieumarły
Klasa: Mag
Wiek: Brak danych 😊
Wzrost: Średni.



Zaatakował… długo powstrzymywana moc, nie nabyta, nie wyuczona, lecz pierwotna siła, wystrzeliła z ciała paladyna. Moc, o której nie miał pojęcia, choć podświadomie ją wyczuwał, moc, wobec której był bezradny. Moc jego przodków. Moc zła… Przeciwnik nie miał szans. Nie spodziewał się… nekromancji…



Ustęp z kronik Andoru dotyczący paladyna VithTara:
[…] VithTar – członek rady Wielkiego Królestwa Andoru. Był bohaterem Bitwy o południe pod Volgoroth, gdzie ze swoim odziałem przedarł się do bazy wroga i zabił Nor’Kahla, sam ponosząc bohaterską śmierć. Nie znamy jego przeszłości, wiadomo jednak, że przybył ze wschodu, terenów opanowanych przez nieumarłych.
Łączył w sobie wielką moc i wiedzę. Pomimo przynależności do kręgu Wielkiej Rady, nigdy nie zdradził imienia swojego boga...Był bardzo tajemniczy. Szybko awansował, dzięki swojej mądrości […]



Pamiętnik mędrca Erathona, mędrca elfickiego:
[…] Nie wiem co myśleć o VithTarze. Pierwszy raz spotykam istotę tego gatunku i mogę z nią porozmawiać w cztery oczy. Jest bardzo tajemniczy. To na pewno. Jest bardzo… inteligentny i oczytany. Zbyt oczytany… Czuć znamię wieków… Muszę uważać, by go nie drażnić… Stracił swój honor i jest... nieobliczalny.
Po prostu czuć od niego potęgę… Gdy go pierwszy… pierwszy raz od… gdy go pierwszy raz spotkałem nie mogłem powstrzymać przerażenia. Ale przejdźmy do […]



……………………………………………………………..


Część pierwsza: Śmierć.

Długi szereg Andorańczyków rozciągnięty był na całe wzgórze. Na twarzach wojowników widać było wiele uczuć. Jedni przerażeni, stojący jakby z przymusu, przytłaczani przez tych z tylnych szeregów. Drudzy z minami fanatyków, obłąkanym wzrokiem patrzący w stronę szeregów wroga. Na jedno skinienie gotowi oddać życie. Inni jeszcze, zamyśleni, myślący pewnie o opuszczonych żonach, matkach, dzieciach, pogodzonych z faktem, że już nigdy ich nie zobaczą. Wśród tłumu wyróżniał się tylko jeden człowiek. Opanowanym, silnym głosem przemawiał do ludu.
To ostatni dzień naszych walk!! Przed nami stoi obóz wroga! Lisz Nor’Kahl w tej chwili, w namiocie na tyłach swojej armii przygotowuje się do ostatecznego ataku! Pokażmy, że potrafimy walczyć. Zabijmy wroga! DO ATAKU!!!!

Oddział stopniowo przebijał się od tyłu do obozu lisza. Nie powstrzymały ich wilcze doły, infernusy, nie powstrzymała ich armia przyboczna władcy. Jednak ponieśli ogromne straty… Przed namiotem, pośród zwałów trupów została zaledwie garstka ludzi… Najlepsi i najsilniejsi. Wstąpili do środka.
Wtem nagły błysk nieziemskiego, zielonego światła ogłuszył wszystkich. Pośród spętanych rycerzy wstąpił Nor’Kahl.
I wy chcieliście mnie powstrzymać? Wy nędzne ludziki? Rozsądne wyjście, przepłynąć jezioro i zaatakować od tamtej strony… Jednak i tyły były chronione… Dodatkowo ja tu stoję… Co wy myśleliście? Że możecie mnie pokonać??
Przeszedł wzdłuż wojowników.

Ty? Ty chciałeś mnie zabic?? –odezwał się do wielkiego, rudowłosego wojownika z oburęcznym toporem. Zaśmiał się, jednak nie był to szczery śmiech… Brzmiał on niemal jak sama śmierć. Jednym ruchem ręki, jakby przyspieszył czas dla tego człowieka… Topornik nagle zaczął się starzeć, w ciągu jednej chwili rozpadł się w proch.
Inni, nie mogąc się ruszyć, tylko patrzyli i…
A może ty, zwinny elfie? ? – Z palców maga wystrzeliły sople lodu rozcinając mu gardło. Bezwładne ciało runęło na ziemię…
i ginęli, pogrążeni w rozpaczy…
A co tobie zrobić krasnoludzie? Zahartowany jesteś od zimna panującego w twojej krainie… Zobaczymy czy wystarczająco…
… - Delikatnym ruchem ręki od stóp niskiego wojaka pociągnął ręką ku górze. Całe ciało zamieniło się w lód. Zdecydowanym ciosem uderzył w zastygłe serce. Krasnolud rozpadł się na małe okruszki. Ktoś zemdlał…
Co tak czcigodny kapłan tu robi? Przybył zabić mnie? To jest zgodne z waszym bzdurnym kodeksem? Boisz się ciemności, mroku, potępienia? Postaram się, byś ich zaznał! – Okrężnym ruchem ręki otworzył mały portal, skąd wyzierała nieopisana ciemność. Pchnął przerażonego człowieka.
Co wy myśleliście! Że możecie mnie zniszczyć? MNIE???!!! – nekromanta wpadł w szał… Zabijał wojowników, jednego po drugim… Mógł pozbyć się ich wszystkich naraz, lecz wolał się z nimi pobawić, nasycić się ich przerażeniem…

Wtem zauważył paladyna. Przez ułamek sekundy można było zobaczyć w jego oczach zaskoczenie. Podszedł do niego. Wtem VithTar, pod wpływem żalu, złości za dawnych kompanów przełamał czar. Zaatakował… długo powstrzymywana moc, nie nabyta, niewyuczona, lecz pierwotna siła, wystrzeliła z ciała paladyna. Moc, o której nie miał pojęcia, choć podświadomie ją wyczuwał, moc, wobec której był bezradny. Moc jego przodków. Moc zła… Przeciwnik nie miał szans. Nie spodziewał się… nekromancji…Uderzył celnie, prosto w duszę Lisza.

Sor’t deam’roth deff hanttar!!! – wypowiedział niezrozumiałe dla siebie słowa…

Człowiek padł na ziemię. Lisz, nagle jakby zaczął znikać, zaskoczony atakiem, nie miał czasu na obronę. Dusza zaczęła uciekać z jego starego ciała.
Głupcze! Czy wiesz co zrobiłeś? Sprowadziłeś na siebie klęskę. Nie śmierć, ale coś gorszego… Potępienie.
. – zaczął się śmiać. Nagle, jakby rozpadł się w pył, zniknął…
Wiele godzin później armia ludzi od frontu dowodzona przez Awantariona wdarła się do namiotu. Nie zastała nikogo żywego. Koło zastygłego ciała VithTara Awantarion zauważył szaty znienawidzonego wroga. Zapłakał nad losem dzielnych kompanów, którzy oddali życie, za pokój, za zwycięstwo nad nieumarłymi. Przeniósł umarłego VithTara, do krypty w zamku. Został zamknięty, na wieki. Aż…


Koniec części pierwszej: Śmierć.


……………………………………………………………………….

Część druga: Światłość.



Głupcze! Czy wiesz co zrobiłeś? Sprowadziłeś na siebie klęskę. Nie śmierć, ale coś gorszego… Potępienie. – zaczął się śmiać. Nagle, jakby rozpadł się w pył, zniknął…




Paladyn osunął się na ziemie. Nagle poczuł, piekielny ból, jakby ktoś próbował wyrwać mu płuca. Nie mógł złapać oddechu. Ostatkiem sił spojrzał, w kierunku, gdzie przed chwilą stał lisz. Po znienawidzonym wrogu pozostały jedynie szaty.

Nagle uczuł następną falę bólu. Coś wdzierało się w niego… Coś próbowało nim zawładnąć. Walczył, cierpiał… Zwijał się na ziemi, w nieziemskim bólu. Nie wytrzymał…
Nagle wszystko ustąpiło. Ból, cierpienie, stał się lekki jak piórko. Zamgliło mu się w oczach… Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Zaczął mieć halucynacje…


Wstawaj psubracie jeden! Co ty sobie myślesz? Że bedziesz spał niwiadomo dokąd? I po kiego my wzieli tego dzieciaka! Same kłopoty z nim… Do roboty się bierz! Musisz paleniskiem się zająć, bo żelazo ostygnie! Siedzi po nocach, niewiadomo, po co z tymi swoimi mądrymi księgami, a potem, za uczciwą robotę się nie chce brać! Wstawaj Tarze!!! A kto ci takie imię wymyślił to musiał być niezdrowy na głowę! Aż trudno powiedziec…Zara pasem oberwiesz, to szybciej się ubierzesz!


Świadomość powoli wracała… Obejrzał się wkoło. Namiot, cały pokryty był tajemniczymi runami. Pośrodku znajdowała się złowrogo wyglądająca złota czara.
Te runy. Nigdy ich nie widział, jednak… Coś wiedział…
Powróciły sny…

Eh… Szkół mu się zachciało! Zamiast nam pomagać, ucieka w daleki świat! A niech idzie! I tak nic nie umioł! Do paladynów idzie! Wielki mi tam pan z nigo bedzie! A idźże już! No dobra… Już wystarczy tych czułości!
- VithTarze!



Ocknął się. Szukał wzrokiem kogokolwiek żywego, by jeszcze przed nadchodzącą śmiercią uratować kogokolwiek, kogokolwiek dawnych towarzyszy. Jednak Lisz był zbyt skuteczny…


Dzisiaj kończycie nauki w szkole. Dzisiaj stajecie się prawdziwymi wojownikami, walczącymi ku chwale światłości! Stajecie się paladynami! Od dzisiaj, nie wiążą was ciasne mury naszej szkoły. Wyruszacie, by pomagać ludowi. Pamiętajcie jednak, że zawsze będziecie tu mile widziani….


Próbował powstać, jednak ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Spojrzał jeszcze raz w kierunku byłych towarzyszy. Jednak nie poznał nikogo… Zapłakał…


-Witaj czcigodny Erathonie! Wielki spotkał mnie zaszczyt, że mogłem cię poznać!
-Witaj, witaj… Słyszałem wiele, o twojej mądrości VithTarze. Czym zasłużyłem na tą wizytę?
-Przybyłem tu… po radę. Jak wiadomo zbliża się wojna… Jednak mną targają złe przeczucia… Coś się tam stanie… To nie jest strach… Jego oblicze poznałem zbyt wiele razy i potrafię odróżnić… Czy… Czy ja… Proszę… pomóż mi…
-Gdybyś wiedział, jak wielkie jest twoja cena… Cena za wojnę… NIE IDZ TAM!! Jest wielu innych… Poradzą sobie… Ty nie możesz iść…



Otworzył oczy… chciał sięgnąć po miecz, by zakończyć swoje męki. Jednak nie potrafił udźwignąć ręki. Był już zbyt słaby… Usnął…


-Tchórzysz! Phi… Wielki mi wojownik, a boi się na wojnę iść! O co ty mnie prosisz? Bym ci pozwolił pozostać w kraju? Ciepłego ogniska domowego ci się zachciało? Jak śmiesz…
Król podszedł do pochylonego paladyna. Od razu zauważył w nim zmiany. W ciągu tej podróży VithTar postarzał się znacznie. Przytłaczały go zmartwienia.
-dlaczego? Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, co spowodowało, że nie chcesz iść na wojnę…
my potrzebujemy cię… jestes generałem! Pomyśl, co wojsko powie… A tak cię kochają… Chcesz ich zawieść? Powiedz o co chodzi? Może mogę ci jakoś pomóc?
Paladyn pochylił się tylko jeszcze bardziej. Nie powiedział już nic.
Nie poznaję cię… wiem, że się nie boisz… odwracasz wzrok… Nie chcesz wyjawić. W takim razie pójdziesz!!!! Wybacz…



Odzyskał przytomność. Zatoczył w koło wzrokiem. Ostatni raz…Nastała ciemność. Błoga ciemność i spokój. Na wieki…


……………………………………………………………………….
Część trzecia: Drugie życie…


Pamiętam, narodzenie, nie… narodzenia. W obu światach.

Zakapturzony człowiek przedzierał się w głąb krypty. Dla jego bystrych oczu, prymitywne pułapki nie stanowiły problemu. Próbował dostać się do Sali, gdzie został pochowany VithTar, zabójca potężnego lisza Nor’Kahla. W końcu odnalazł. Cicho, instynktownie zaczął się skradać. Odsunął wieko krypty…
Nagle ze środka wysunęła się stara, jednak zbyt dobrze zachowana ręka …
Złodziej zginął… W ciągu jednej chwili spłonął trafiony kulą ognia. Ostatni przebłysk jego myśli brzmiał: „Przebudził się! Nasz mistrzzz…”


„Wiesz czym jest potępienie? Kim tak naprawdę jestem? Dlaczego w instynktownym odruchu cofasz się przedemną? Wzywasz pomoc swojego boga? Jakby to jeszcze mogło pomóc…”


Wstał powoli. Słaby, jednak szybko wlewały się w niego siły życiowe. Śmierć i świeża krew wyraźnie wzmocniły jego moc. Po długim śnie…
Jednak osłabiły duszę.
Co się stało? Gdzie jestem? Czym jestem?! Ciało moje… umarło. Ja nie żyję… Przeklęty! Ja… Ja nie zabiłem lisza… Stałem się nim… Zginę, zabiję się! Powstrzymam od hańby…
Wziął miecz, leżący na ziemi i przebił serce… upadł. Zemdlał…


„Długo tak żyłem, nie… raczej egzystowałem… Całe lata budziłem się, usypiałem. Żyłem i umierałem. Nie wiesz, jaki to był Koszmar Erathonie… Jednak musiałem się pogodzić… Byłem wyklętym, nieumarłym, potępionym!”


Ale załamał się… Śmierć, którą sobie zadał, nic nie dała… W końcu wyszedł… Nocami, wśród cieni przekradał się w ciemności. Unikał Ludzi. Nie chciał niszczyć tych, których wcześniej bronił. Jednak musiał…
Zaczął studiować magię…


„Nigdy nie pogodziłem się z losem… Próbowałem znaleźć sposób, by odczynić czar, jednak było dla mnie za późno. Zbyt wiele lat minęło, zbyt wiele zmarnowałem śniąc… Za to dowiedziałem się czegoś innego… Czegoś strasznego!”


Nie… - szepnął. Uderzył głową w rozłożoną księgę… - Przeklęty! Przeklęty!!!
NIEEEE!!
– przeciągły, rozdzierający ryk popłynął korytarzami Biblioteki An-Mantanara…
Dlaczego? Mój ojciec! Jak… Zabiłem ojca… nie… Zabiłem wroga, największego wroga!
Zapłakał… Pierwszy raz w życiu. Drugim życiu. Potężny nieumarły załamał się. Jakby skurczył… Zmalał… Ogień, który zawsze płonął w jego oczach zgasł… VithTar wstąpił do mroku…


„Postanowiłem odejść, nie mam już siły… zbyt wiele doświadczeń. Muszę odpocząć, wreszcie… Ale powrócę!!! I ZATRZĘSĘ POSADAMI TEJ ZIEMI!!!”


Erathon stworzył portal. Sarkofag z ciałem VithTara został pochłonięty przez Mroczne Wrota. Tak jak sobie życzył VithTar, paladyn, nekromanta.


………………………………………………………………..

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026