|
Post #1
29 Jan 2006, 23:16
Tak więc drogi czytelniku, mam nadzieje, że nie jesteś inkwizytorem
plądrującym mi moją pracownie, a zwykłym człowiekiem, tudzież elfem czy krasnalem, który zapragnął literatury wyższych lotów. Mówie tu o moim pamiętniku. Pisać go zacząłem w lat około 10 po tym, jak na ziemie spadło przekleństwo ognistego legionu. Były to czasy burzliwe, gdy siły przmierza (w tym moi pobratyńcy, czyli dumne plemie gnomskie) wojowały z nieprzyjacielem, czyli Hordą. Ja stałęm rzecz jasna, po stronie przymierza i starałęm się z całych sił pomóc naszym siłom wygrać. Niewiele mogłęm zrobić sam, szczególnie dlatego, że stolica moich przodków opanowana zostałą przez potęzną złą siłę, a więkrzość z jej mieszkańców zginęła, lub zostałą uwięziona wewnątrz. Garstka tych którzy przetrwali zamieszkała w krasnoludzkiej twierdzy Ironforge i nie zamierzała opuszczać jej bezpiecznych murów. Ja jednak nie myślałem pozostać bierny. Przed przekleństwem, które opanowało nasze ziemie, byłem uczniem Gnomerandzkiej Akademii Magicznej. Miałem ją ukończyć w ciągu niespełna roku. Nie pisane mi było jednak tegoż dokonać. Nie będe się tu rozwodził nad tym, jak zdołałem ujść z życiem, pod czas gdy całą moja rodzina zginęła. O tym napisze innym razem, narazie nie mam na to jeszcze odwagi. Jednak co ważne, uciekłem. W Ironforge przeczekałem przekleństwo Legionu. Nie byłem w stanie jednak czekać dłużej. Wraz z mym przyjacielem Eldgrimem powędrowaliśmy ku pozostałości świetności ludzkiego królestwa. Do Stromwind. Jednak ludzie tam mieszkając, nadto doświadczeni przez okrutny los, nie byli dla nas szczególnie uprzejmi. Pozostaliśmy tam kilka tygodni, w czasie których Eld z wielkim zaciekawieniem wertował podręczniki magiczne i inne pisma będące w posiadaniu Wielkiej Biblioteki Stormwind, ja natomiast z jeszcze więkrzym zaciekiawieniem, poznawałem wspaniałe nocne życie rasy ludzkiej. Ohhh, pamiętam, że wtedy właśnie ustanowiłęm mój pierwszy rekord w piciu piwa. W ciągu 20 sekund opróżniłem krasnoludzki kulef pełny złotego trunku. Jednak nie myślcie, że porzuciłem moją edukacje. O nie! Wiedziałem jednak, że to co przeznaczone jest dla ogółu jest mało interesujące. Dlatego też "pożyczyłęm" sobie kilka zakazanych rękopisów z tajnych archiwów biblioteki. Nie powiedziałem jednak o tym nawet Eldgrimowi. Na jednym ze zwojów zapisana była bardzo ciekawa inkantacja pewnego czaru. Po przestudiowaniu całego, wmówiłem memu oczytanemu przyjacielowi, że sam wymyśliłęm owy czar. Ten nie chciał wprawdzie dać wiary mym słowom, jednak udało mi się go nakłonić, by go poprawił, jeśli są w nim jakieś niedociągnięcia. W tym pomógł mi z chęcią. Co do wyniku mych badań, przeczytać możecie w innej części owej książki. Ważne jest to, że wynikiem owej zabawy było moja przemiana w elfickiego zabójce, nie nie przesłyszeliście się, elfiskiego zabójce! Może się wam to wydawać komiczne, ale tak było. Wyobraźcie sobie spokojnego gnomiego maga w ciele bezwzględnego elfa. Wiedziałem, że osoba taka musi mieć wiele niedokończonych "spraw", więc by uniknąć kłopotów ulotniłem się z miejca w którym się wtedy znajdowałem. Nie wiem do tej pory, jak się owa miejsciwość nazywała. Dzięki bogom mężczyzna który trudnił się przewozem na grzbiecie hipogryfów (swoją drogą stworzeń bardzo zagatkowych, podobnych troche do naszch gryfów) znał język powszechnie zwany wspólnym, który powinieneś drogi czytelniku wiedzieć, wywodzi sie w z języka elfów wysokich, statnimi czasy zwanymi krwawymi. Tak więc udałem się do Darnassus. Tam przez kilka tygodni pracowałem jako kurier, płącili marnie, szczególnie dlatego, że byłem elfem, który nie znal elfiego języka,a to mogło wydawać się podejrzane. Jednak jakoś zdołałem uzbierać te kilka groszy, które starczyły na wynajęcie ludzkiego maga przebywającego na delegacji w elfiej stolicy. Gdy owy mag wracał do Stormwind zabrałem się z nim. Po raz kolejny szczęście mi sprzyjało, mag użył magicznegom portalu, więc podróz morska normalnie trwająca kilkanaście tygodni skróciłą się do paru chwil strachu w magicznym portalu. Po powrocie do ludzkiej stolicy próbowałem odnaleść Eldgrima, jednak wrócił on do Ironforge. Nie miałem wyboru, musiałem się tam dostać. Niestety nie było to takie łatwe. Chciałem skożystać z użądzenia skonsruowanego przez krasnoludzkich rzemieślników, nazwanego koleją, ale była to podróż droga. I tym razem bogowie zlitowali się nad biednym gnomem. Pewną szlachcianke zaintrygował mój wygląd. Nieczęsto widuje się mroczne elfy na owych terenach. Po upojnej nocy zwędziłem kilka monet ze szlacheckiej torebki, która sama kosztowałą pewnie o wiele więcej. W ten sposób powróciłem do domu, no prawie domu. Okazało się, że Eldgrim jest prawdziwym przyjacielem. Sprowadził on moje ciało, pozbawione ducha do krasnoludzkiej twierdzy i tam teraz starał się, z pomocą kapłanów i innych magów sprowadzić mnie do życi. Jakaż była jego mina, gdy zjawiłem się w jego kabinie wczesnym rankiem, kilka dni przed zimowym przesileniem: *** Eldgrim dopiero co obudził się ze snu trwającego niespełna pięć godzin. Nie miał czasu na sen! Musiał uratować Samalina, biednego Samalina. Nagle poranną cisze przeszyło wesołe pukanie do drzwi. - Podobnie pukał Sam - Pomyślał gnom, popadając w coraz więkrzą rozpacz. - Kto tam? - Jego głos był słaby, tak jak on cały - Piekielny legion, prosze otworzyć. - Głos który to mówił był szorstki i niemiły dla ucha, ale jednak słychać w nim było wesołą nute. - Nie mam czasu na głupie żarty - Odparł ze złością Eldgim i otworzył energicznym ruchem drzwi kabiny. Stał przed nim wysoki jegomość o błękitnej skórze. Długie włosy w barwie indygo były niezadbane i rozczochrane. Kilku dniowy zarost nie dodawał mu przyjaznego wyglądu. Mimo, że wyglądał na kogoś niezbyt przyjaźnie nastawionego do świata, uśmiechał się radośnie, a gdy tylko ujżał gnoma krzyknął z radości i rzucił się na niego, ściskając jak najleprzego przyjaciela. - Eld, och jakże się ciesze, że widze te twoje przekrwione oczy i wredną morde! - Co?! Puść mnie pan, zboczeniec jeden! - Gnom starał się wyrwać z mocnego uścisku elfa. Ten puścił go po chwili i odsunął się, siadając małym fotelu, ledwo się w nim mieszcząc. - Nic się nie bój, to ja Sam! - Głos elfa była radosny, a on sam uśmiechał się całkiem, można by żec szczerze. - Bez takich panie elf, to wcale nie wydaje mi się zabawne, a teraz wynocha! Pewno jesteś jadnym z pokręconych przyjaciół Loraka i chcieliście mi zrobić żart co? - Eldgrim był zdenerwowany nie na żarty. Od ponad miesiąca starał się pomóc przyjacieloi, ten jednak zapadł w dziwny sen i ani myślał się obudzić. - Nosz Eld! Co ty... Lorak też tu jest, a to ci historia. Haha! Nawet on chciał mi pomóc?! Nieźle. Słuchaj, po dokończeniu zaklęcia przeniesiony zostałem do ciała tego elfa! Nie wiem jak, ale zostałem. Co gorsza, elf ten był jakimś zabóją, więc szybko spakowałem manatki i zacząłem wędrówke na stary kontynent. - I chcesz powiedzieć, że w ciągu miesiąca zdołałeś się dostać do Ironforge?! Z elfiego królestwa? Wolne żarty. - Teleportowałem się z jakimś magiem, którego spotkałem w Darnassus. Uwierz mi! Zadaj jakieś pytanie, no dawaj! - Jak nazywałą się twoja pierwsza prawdziwa miłość? - Heh, Kandaris, córka lektora akademii. Dzięki niej nie wyrzucili mnie na pierwszym roku. Hehe... - Tważ Eldgrima na chwile zminiła wyraz z gniewu na zadziwienie, szybko zadał kolejne pytenie: - A jak się nazywała jej siostra? - Eld był pewien, że zbije tym pytaniem elfa z tropu. - Sahrasia, kochałeś się w niej, ale nie miałęś odwagi z nią porozmawiać i odebrał ci ją nijaki Polopsus. Pamiętam jak potem od nas dostał, pod pretekstem skradzenia mi pracy kończącej semestr. To były czasy - Sam uśmiechnął się do wspomnień. - Sam, to ty? - Oczy Eldgirama rozszeżyły się ze zdziwienia. - Ale jak... - Haha! Tak to jak, przeca mówiłem, jakimś sposobem zaklęcie zmieniło swój cel. - Elf z wyrazem triumfu rozsiadł się na fotelu. - Ohhh, teraz trzeba to odwrócić! Szybko, do Loraka, musi się o tym dowiedzieć! - Gnom rozradowany złapał elfa za ręke i wybiegł z pokoju, zapominając nawet zamknąć drzwi. Biegli przez niezliczone korytarze krasnoludzkiej twierdzy, a Eldgrim cały czas zasypywał toważysza pytaniami na temat podróży, życia elfa i wszystkiego, co wpadło mu do głowy. - No, już prawie jesteśmy. A Sam, i jak z tym podrywaniem elfickich panien? - Ty widzisz moją tważ? Wszystki panny po zobaczeniu mnie, miast chwytać się za serce, chwytały się za sakwy! Ot jak działa magia kryminalisty. - Haha, i dobrze ci tak, może się czegoś nauczysz! - Gnom przez całą droge był w wyśmienitym humorze. Od ponad miesiąca nie robił nic, prócz zajmowania się ciałem przyjaciela i tworzeniem coraz to nowych inkantacji, mających na celu sprowadzenie duszy przyjaciela do ciała. A teraz wreszcie się uda! - Tak, nauczyłem się jak pić elfickie wino będąc elfem. - Odpowiedział cynicznie Samalin. Gdy kończył te słowa dobiegli do dużych dębowych drzwi, obitych metalem. Eldgrim zapukał trzy razy. Z za drzwi dało się słyszeć donośny męski głos. - Czego! Jestem zajęty! - Głos był wyrażnie zdenerwowany tym, że ktoś mu przeszkadza. - To ja Elddgrim, mam dla ciebie mały prezent. - Gnom nie był tak radosny od kilku miesięcy. - Ohhh Eldgrim, też coś wymyśliłem - Drzwi komnaty otworzyły się i ukazała się w nich postać wysokiego młodego mężczyzny, o zamyślonym spojrzeniu. Na sobie miał białą szate, wyszywaną złotą zdawałoby się nicią, z wieloma wspaniałymi ornamętami. - O, witam cię Eldgrimie oraz ciebie, nieznajomy. Wchodźcie śmiało - Mag patrzył podejrzliwie na nowoprzybyłego elfa. Gnom szybkim krokiem wszedł do pracowni, z elfem podązającym za nim raźno. - Ha! Nie uwierzysz mi Lorak! Nie uwierzysz! Ten elf to Samalin! - Po wykrzyknięciu tych zadziwiających wieści Gnom wskoczył na najbliższe krzesło z pracowni i rozsiadł się dumnie. - Ohhh Eld, widze żeś zadużo pracował ostatnimi czasy, odpocznij lepiej, przeraszam pana za jego zachowanie. - Lorak z troską podszedł do gnoma. - Cichaj padawanie i migiem mnie tu odczarować! - Elf z rozbawieniem udał groźny głos, dodając mu barwe wojskowego podźwięku. I, o niebiosa, robił to dokładnie jak Sam! - Co? - Młody mag był wyraźnie zdziwiony. - Coś powiedział elfie? - Osz, coście się tego elfa przyczepili! To ciało przejściowe! Tedy idz Lolku, uczniu mój i przygotuj jakąś ceremonie czy coś. Chce znowu poczuć się gnomem! - Ale... - Widać było, że Lorak nie wie nawet co powiedzieć. Nie dość, że elf mówił w sposób identyczy do jego gnomiego przyjaciela, to używał tych samych przezwisk, których ośmieliłby się użyć tylko Samalin. - Ale jak? - Jak to jak, zaklęcie było wadliwe ot co! A teraz z łaski swojej, zróbcie coś. - Elf miał wyśmienity nastrój. Wreszcie znów będzie tylko Samalinem! - Hmmm, jeśli mówicie prawde, to nie będziemy mieli żadnych kłopotów. Ale nie wiem co się stanie z ciałem elfa. - Lorak nadal nie do końca chciał uwierzyć w cudowne pojawianie się przyjaciela. - Ohh, nie przejmuj się nim! Toż to elfi bandyta, zabójca zwykły! Ja chce wrócić do mojego przytulnego ciała. - Tedy do sali ceremonialnej. - Lorak porwał z biurka kilka ksiąg i pergaminów, po czym raźnym krokiem wyszedł z pokoju. Gnom i elf powędrowali za nim. W sali nei było nikogo, nie licząc niewielkiego ciała gnoma leżącego na jednym z ołtarzy. Cała sala była okrągła, z pięcioma ołtarzami ułożonymi w krztałcie rogów gwiazdy. W okół za pomocą śiwczkików utowrzony został okrąg. Elf podbiegł do owego ciała i krzyknął: - O jak dobrze! Widze, żeście go dzięki bogu nie przypalili czy coś, przy wcześniejszych próbach. - Ależ oczywiście, żeśmy go czasem lekko uszkodzili, ale Thorsten co jakiś czas cię, a właściwie jego - Lorak wskazał skinieniem głowy ciało - leczył, dzieki czemu nie umarło, ani z głodu ani z kilku niegroźnych obrażeń. - Ale szata jest cała, choć... To nie moja szata! - Elf był bardzo zdenerwowany brakiem swej ukochanej magicznej szaty. - Wiesz sam... - Eldgrim lekko się cofnął za Loraka i patrząc spokojnie w sufit, niby to z nudów powiedział. - No wiesz, jakoś musiałem cię sprowadzić do Ironforge, a potem wynająć dla nas pokój na cały miesiąc... - Osz ty! - Elf z zadziwiającą szybkości skoczył w strone gnoma, jednak zatrzyała go magiczna barjera, stworzona przez Loraka. - A ty go bronisz! Przeca sprzedał moją szate! - Ale to ty się w to władowałeś, powinieneś być mu wdzięczny. A teraz cichaj i kładź się na ołtarzu. To zajmie chwile - Lorak zakasał rękawy togi i rozłożył księgi na pobliskim stole. Elf posłusznie położył się i nerwowo zaczął ruszać stopami. - Tylko ostrożnie, nie widze tu Thorstena który mnie uleczy w razie czego, a te elfy są strasznie delikatne wiesz... - Oj nie bój się. Eld świece! A teraz inkantój za mną: Therra ibhantus abras, solatras okragthug olters, innotris ograstun abhetis, ollaest dra! Ollaest dra! Ibhis otsraklis da! Otsraklis da! Otsraklis da! Gnom posłusznie powtarzał za Lorakiem, ale o wiele ciszej, prawie szeptem. Moc powoli zaczęła zbierać się nad ciałem Elfa w postaci błękitnej energii. Intkantacja powturzyła się kila razy. Całą sala zaczęła wręcz od niej huczeć. Ibhis otsraklis da! Otsraklis da! Otsraklis da! Po ostatnich słowach energia z wielką szybością powędrowała nad sufit, lewitując tam chwile wyżłobiła w nim nawet neiwielką wnęke. Nagle spadła na ciało gnoma. Runy wyryte na ołtarzu zaświeciły jasno. Ciało bezwładnie uniosło sie jakiś metr w góre. Nagle targnięte skurczem zaczęło samo świecieć blaskiem podobnym do światła księrzyca. Swiatło stało się tak silne, że magowie musieli zasłonić oczy rękoma. Wszystko skończyło się tak szybko, jak się zaczęło. Ciało równie bezwładnie jak wcześniej upadło na ołtaż. Ani Eldgrim ani Lorak nie mieli odwagi się odezwać. Po chwili dobiegł ich znajomy głos. - Dobra, żeje, a teraz skocz no młodzik po coś do picia. - Samalin nadal leżąc na ołtarzu odwrócił głowe i z zadowoleniem spojżał na przyjaciół. - Sam! - Zawołali z ulgą tak Lorak jak i Eldgrim. [ Dodano: 2006-01-30, 20:09 ] Oho, cosik nie wyszło. Ten tekst był w zasadzie próbnym, jak widać nie do końca sformatowanym, a i błędy znaleść w nim można. Wrzyciłem go tu, bo chciałem zobaczyć ile będzie na forum zajmował, a potem zamierzałem usunąć. I zdawało mi się, że takowe usunięcie nastąpiło, ale musiałem coś pomylić. Tedy Ket, mogła byś to usunąć, poprawie tu jutro w wrodzie i wrzuce wersje poprawną. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |