|
Post #1
03 Feb 2006, 21:20
Człowiek, mężczyzna
Wzrost: Na 2 i pół kobolda (185cm) Waga: Pół młodego tygrysa (50kg) Włosy: Czarne Oczy: Niebieskie Karnacja: Jasna Wzrok twój pada na mężczyznę który wyglądem przypomina wojownika lub nawet barbarzyńcę. Jednak wyczuwasz w nim magiczną moc. Jego długie i czarne niczym noc włosy leżą gładko na ramionach jednak nie wyglądają na zadbane. NIebieskie oczy patrzą zdradziecko na każdego napotkanego osobnika. Widać w nich rządzę zemsty. Nos wygląda jakby był złamany w kilku miejscach. Na jego twarzy widać liczne blizny, które świadczą o tym, iż prawdopodobnie był wojownikiem i brał udział w wielu bitwach, usta wykrzywia grymas złości i zniesmaczenia. Natomiast wręcz blada krnacja świadcza o przebytych chorobach, mimo to mężczyzna ten wygląda na zdrowego jak ryba, a gdy się porusza robi to płynnie i bardzo cicho niczym elf. Wilwarin pochodzi z wioski Anarya, położonej na niewielkiej wyspie w gęstej dżungli. Jego plemię to dumni wojownicy niezbyt umiejętnie posługujący się magią. Plemię Anaryów toczy spokojne życie od wielu lat, żyją z polowania i z tego co da im ziemia. Wyznają oni wiarę w Ducha Walki, ducha potężnego wojownika założyciela plemienia Anaryów. Anaryowie obchodzą się z magią ostrożnie, dlatego magia jest przeznaczona tylko dla Gartana, kogoś w rodzaju szamana. który i tak zna tylko podstawowe zaklęcia. Wilwarin jest wojownikiem w którego duszy znajduje się ziarno mocy magicznej, jednkaże nie jest tego świadom. Prowadzi życie zwykłego wojownika, który z powodu braku jakiegokolwiek zajęcia spaceruje całymi dniami lub nawet tygodniami po otaczającej wioskę Anarya dżungli. Wilwarin ma żonę i dwójkę dzieci 2 letniego syna i 5-miesięczną córkę. Podczas jednej z wielu jego wędrówek po pobliskiej dżungli znalazł leżącego na ziemi jelenia, który wyglądał jakby jego skóra mieniła się kolorami. Wilwarin zdziwił się wielce widząc jelenia w środku gęstej i niebezpiecznej dżungli, zdziwiła go również skóra jelenia. Ściągnął ostrożnie z pleców swój półtoraręczny miecz, na którym widać było jeszcze zaschnięte ślady krwi po ostatnim starciu z wrogiem, a dokładnie jednym z „tubylców” zamieszkujących te dżungle, i w pełnej gotowości bojowej ruszył ostrożnie do przodu w stronę jelenia. Gdy znalazł sie w odległości mniej więcej 10 metrów spostrzegł że jeleń jest ranny. Nie chowając miecza Wilwarin trochę przyśpieszył kroku, nie tracąc jednak czujności. Gdy doszedł do rannego jelenia wojownik... zapłakał. Widok ciężko rannego, mieniącymi się kolorami tęczy jelenia był tak piękny a zarazem smutny, że każdy człowiek bez wyjątku zapłakałby niczym małe dziecko. Wilwarin chciał w jakikolwiek sposób pomoc temu jeleniowi opatrzyć mu rany, lecz nigdzie nie znalazł czegoś co mogłoby pomoc... Wtedy przypomniał sobie jak jego plemię skracało cierpienie ciężko rannym wojownikom, przykładali wtedy ostrze do serca rannego, do serca które ukochało swoją ziemię, swoich braci i siostry i przebijali to serce swym mieczem. Wilwarin przyłożył swój miecz do serca jelenia i odmawiając krótką modlitwę do Ducha Walki przebił to serce swym mieczem. Z rany wytrysła biała krew, cała krew jelenia zmieniła się z czerwonej na białą. Ciało jelenia zaczęło się błyskawicznie mienić kolorami tęczy aż w końcu zmieniło się na kolor biały, biel to była olśniewająca, śnieg w wysokich górach zdawał się przy tej bieli szary. Wojownik przyglądał się temu widokowi ze łzami w oczach i podziwem dla tego jakże pięknego stworzenia. Przyglądając się temu ciału wojownik usłyszał cichutki szmer, natychmiast odwrócił wzrok w tamtym kierunku i zobaczył mglistego jelenia jelenia łudząco podobnego do tego któremu przed chwilą skrócił cierpienie. Duch powoli podszedł do wojownika i wojownik zaczął wyczuwać ogromną magię którą emanował duch jelenia. Wojownik padł na kolana przed jeleniem, głowa pulsowała mu z bólu jaki zadawała mu ogromna dawka magii tak blisko niego, jeleń trącił go lekko swoimi jaśniejącymi rogami i dał mu do zrozumienia żeby za nim podążał. Wilwarin posłusznie wstał i podążył za duchem. Duch jelenia dawał dużo światła więc wojownik widział przed sobą dosyć długa odległość wtem zobaczył ogromną jaskinię jaskinia miała tak wielkie wejście iż mogłaby tam zmieścić się największa kreatura istniejąca na tym świecie. Jeleń zaprowadził go do środka idąc rozległymi korytarzami Wilwarin zaczął odczuwać lekki niepokój. -Może chce mnie zaprowadzić w pułapkę za to, że go zabiłem? - pomyślał Jednak nie mógł on sam w to uwierzyć wyczuwał w tym jeleniu samo dobro. Wtem oślepił go ogromny blask, kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do widoku, Wilwarin nie mógł ukryć swojego zdziwienia. Cała komnata wypełniona była po brzegi złotem i różnego rodzaju kamieniami szlachetnymi. Przyglądając się temu widokowi, wojownikowi zrobiło się straszliwie gorąco, zaczął się rozglądać za źródłem ciepła i... Serce podeszło mu do gardło, strach go sparaliżował, z końca komnaty przyglądał mu się wielki czarny smok... Wilwarin przyglądał mu sie tylko parę sekund które zdawały mu się być wiecznością, wtem smok przemówił: -Wielki wojowniku! Przyprowadziła cię tu dusza mojego towarzysza i powiedziała mi o wszystkim. Wilwarin juz spodziewał się najgorszego lecz smok kontynuował. -Opowiedziała mi jak to została zaatakowana przez plemię Agunabów jedyne plemię na tej wyspie praktykujące potężną, mroczną magię. Plemię to od dawna wyczuwa moją obecność lecz nie wiedzą kim jestem. Agunabowie zaatakowali mojego towarzysza, on obronił się lecz został ciężko ranny. Wtedy ty Wilwarinie się zjawiłeś, i widząc cierpienie mego przyjaciela skróciłeś je stosownie do zasad swego plemienia, i za to chciałbym ci podziękować. Wilwarin uspokoił się odrobinę i zanim zdołał się ugryźć w język rzekł: -Wielki smoku! Skrócenie cierpienia twego przyjaciela było moim obowiązkiem, nie mogłem pozostawić go tam na pastwę losu. Chciałbym jednak zadać parę pytań jeśli to nie będzie żaden kłopot dla ciebie o Wielki! Smok mu odrzekł: -Ależ oczywiście pytaj o co chcesz i moje imię brzmi Mor'loki, więc zwracaj się do mnie w ten sposób. Wojownik rzekł -Jako pierwsze chce wiedzieć skąd znasz moje imię? -Ja żyje na tej wyspie od początku świata i wiem wszystko o każdym stworzeniu nawet o najmniejszym. Twoje plemię jest dumne ze swej siły i słusznie jesteście jedynym tak walecznym plemieniem. -Następną interesującą „rzeczą” jest twój przyjaciel. Jak to sie stało, że jego skóra mieniła się kolorami tęczy, a następnie po śmierci zmieniła się na olśniewającą biel? -Otóż widzisz Wilwarinie, spotkałem mojego przyjaciela w podobnej sytuacji jak ty. Leżał ledwo żywy na polanie. Zasmucił mnie ten widok więc przy pomocy moich mocy uzdrowiłem go. On jako dowód wdzięczności towarzyszył mi całe swoje życie. Jednak pewnego dnia ciężko zachorował i musiał umrzeć. Więc chciałem mu pomóc i dając mu wiele swojej mocy uzdrowiłem go pozwalając mu żyć wiecznie. I tak żyliśmy razem jak najlepsi przyjaciele przez tysiąclecia. Lecz teraz gdy był ranny ja odpoczywałem i nie wyczułem tego, a ty nie miałeś tych mocy co ja więc nic nie mogłeś zrobić, oprócz skrócenia mu cierpienia. -W ten sposób odpowiedziałeś również na moje trzecie pytanie skąd w tym jeleniu wyczułem taką wielką ilość magii. Lecz także nasunęło mi się kolejne pytanie. Jakim cudem wyczułem tę moc magiczną skoro moje plemię podchodzi z dystansem do magii. Mamy tylko jednego Gartana, który i tak nie posługuje się wielką magią. -Mówisz, że zacząłeś odczuwać magię tak? Hmm... Mor'loki milczał zamyślony przez dłuższy czas gdy odrzekł: -Skracając cierpienie mojego przyjaciela twój miecz, który do tego posłużył został krwią mego przyjaciela skropiony przez co część magii przeszła na twój miecz a przez co na ciebie. Eh... Obawiam się że znajduje się w tobie bardzo duża ilość magii którą dałem mojemu przyjacielowi. Użył resztki swojej magii aby doprowadzić cię do mnie pod postacią ducha. -Więc posiadam w sobie magię? -Tak, i to dosyć dużo o wiele więcej niż wasz Gartan. Tylko ta magia musi zostać uwolniona przez ciebie. I wiem, że wkrótce uwolnisz swoją magię. Niestety nie będzie to najszczęśliwsze zdarzenie. Jednakże więcej ci powiedzieć nie mogę. I proszę cię, magia w tobie jest silna, nie pozwól jej wykorzystać w sposób którego byś potem żałował. -A czy nie mógłbyś jakoś tej magii ze mnie zdjąć? Nie chcę jej, nie umiem się nią posługiwać, jeszcze komuś z bliskich krzywdę wyrządzę! Proszę cię! To po części twoja magia nie możesz jej zabrać z powrotem? -Wilwarnie, wybacz ale nie mogę. Jestem już stary jak na smoka i czuje że moje długie życie sie kończy. Jeżeli chcesz się tej magi pozbyć to po wyjściu z tej jaskini musisz się uspokoić i być spokojnym przez długi czas aby uśpić tę magię na długo lub nawet do końca twego życia. -A więc niech tak będzie postaram się to uczynić. -Dobrze teraz muszę cię prosić abyś mnie opuścił, musze udać się na spoczynek. I jako nagrodę za twój czyn pragnę abyś wziął ten oto miecz. - po czym wręczył mu piękny, srebrny, póltoraręczny miecz. Idealnie wyważony z pięknie zdobioną rękojęścią. Wilwarin przyjął dar i dziekując Mor'lokiemu odszedł. Idąc gęstą dżunglą Wilwarin myślał nad tym co usłyszał i czego sie dowiedział. Musiał zachować spokój aby magia nie została uwolniona. Postanowił przed wszystkimi, nawet swoją ukochaną żoną, zataić tylko fakt że posiada w sobie ogromną ilość mocy magicznej. Przez jakiś czas wiódł spokojne spokojne życie. Pewnego dnia Wilwarin wyszedł na wędrówkę do dżungli. Wędrując przez dzicz zaczął odczuwać dziwny niepokój gdy wyszedł na puste pole nie osłonięte jego wzrok błyskawicznie przyciągnął dym unoszący sie z kierunku jego osady. Umieścił odpowiednio miecz Mor'lokiego na plecach po czym co sił w nogach popędził w kierunku osady. W drodze zaczął wyczuwać magię, na dodatek mroczną magię... Serce podskoczyło mu do gardła. Wyczuł magie Agunabów, Gartanów posługujących się mroczną magią, tych samych Agunabów co zaatakowali przyjaciela Mor'lokiego. Przyśpieszył kroku, mimo skurczu biegł dalej, mimo zadrapań i ran jakich sobie narobił na gałęziach i krzewach, biegł dalej. Wtem wyczuł że magia Agunabów zaczyna się oddalać. Był zaledwie kilometr od Anary'i jeszcze bardziej przyśpieszył kroku. Gdy w jego nozdrza uderzył mocny zapach dymu, wyczuł że połączony jest z zapachem śmierci. Zatrzymał się na skraju swojej osady, całej spalonej... Idąc z wyciągniętym mieczem w pełnej gotowości przez swoją ukochaną Anaryie, Wilwarin przyglądał się wszystkiemu z mieszaniną złości i smutku. Jednak najbardziej mu zależało dotrzeć do swojego domu, musiał wiedzieć co z jego rodziną. W końcu stanął przed swoim domem całym spalonym, zaczął w nim wzbierać gniew. Natychmiast wszedł do środka i zobaczył, że cały dom został splądrowany, jednak nie to go obchodziło, szukał tylko swojej ukochanej żony i swoich dzieci. Jego nozdrza wyczuły zapach śmierci, natychmiast podążył do pomieszczenia obok i zobaczył swoją rodzinę. Jego żona leżała ze sztyletem wbitym w pierś, a dzieci zadźgane. Wilwarin wziął ciało swej żony i przytulił się do niego, zaczął płakać... Wtem z ust wojownika wyrwał się krzyk, krzyk przeraźliwy i straszny, dało się w nim wyczuć gniew, złość, przysięgę zemsty. Wojownik zaczął odczuwać ogromny ból, a zarazem miłe uczucie, uczucie siły i mocy. Zrozumiał, że zawiódł Mor'lokiego, nie zachował spokoju, ale pomyślał, że to nawet lepiej, będzie miał więcej mocy i siły aby pomścić swoją rodzinę. Tak wreszcie zrozumiał dlaczego Mor'loki nie chciał aby Wilwarin obudził tę moc, bał się tego co się stało. Wilwarin krzyknął jeszcze potężniej i jeszcze bardziej przeraźliwie, tak że wszystkie okoliczne zwierzęta uciekły. Wyczuły niebezpieczeństwo w postaci ogarniętego magicznym szałem bojowym wojownika. W tym momencie wewnątrz swojej jaskini wielki smok Mor'loki, wyczuł zmianę zachodzącą w wojowniku. -Stało się. Nie opanował swojego gniewu, mogłem to przewidzieć. Teraz cała wyspa ulegnie zniszczeniu przez jednego człowieka, człowieka posiadającego smoczą moc. Biada wszystkim żywym istotom zamieszkującym tę wyspę, teraz czeka ich koniec. A ja już nic nie zdziałam... Wojownik oślepiony rządzą zemsty, biegł przed siebie w stronę wioski Agunabów. Nie świadom tego co pozostawiał za sobą. Nie wiedział, że mieczem swoim zabija każdą roślinę i każde zwierzę, które stanie mu na drodze. W końcu dotarł na skraj wioski Agunabów, którzy świętowali zwycięstwo nad najsilniejszym plemieniem, plemieniem Anaryów. Stojąc na skraju niezauważony Wilwarin wydał krzyk, ten sam który obudził drzemiącą w nim magię, ten sam przeraźliwy. Agunabowie widząc opętanego wojownika natychmiast stanęli do walki miotając zaklęciami które Wilwarin odbijał swoim mieczem. Miecz jego zaświecił na czerwono, a raczej na krwisto-czerwono i ruszył do ataku. Pierwsi Agunabowie padli pozbawieni głów, następny ginęli w podobny sposób pozbawieni różnych części ciała. Jeden Agunab trafił Wilwarina strzałą prosto w brzuch lecz wojownik jakby nie odczuwał bólu, gdyż dalej siekł swym mieczem po nieprzyjaciołach. Wreszcie stanął przed wodzem, który mimo rzezi uśmiechał się szyderczo do Wilwarina. Wreszcie zaatakował silnym zaklęciem, które Wilwarin zblokował swym mieczem, następny rucha należał do wojownika, wziął on i pchnął mieczem w Arcygartana, lecz on zblokował magiczną tarczą. W momencie gdy Agunab przywoływał dosyć silne zaklęcie Wilwarin wziął swój przesiąknięty krwią miecz i rzucił w stronę Arcygartana. Miecz trafił prosto w szyje. Agunab był zaskoczony całym obrotem sytuacji, nawet nie zdążył dotknąć miecza jak padł martwy na ziemie. Wilwarin natychmiast wydał swój przeraźliwy krzyk, po czym zostawiając swój miecz udał się w dzicz. Zaczął przechodzić z jednej wioski do drugiej, zabijając wszystkich gołym rękami, a jego wspaniały miecz pozostał w gardle Arcygartana Agunabów na zawsze. Gdy przybyła łódź do jego wyspy on zabił wszystkich którzy na niej przypłynęli i sam odpłynął ze swojej ukochanej wyspy, wyspy którą zmienił w ogromne cmentarzysko, na szeroki świat. Wcześniej zapomniał swoje imię i nazwał się Elderinem co w jego języku oznaczało ''zemsta''. |
|
Post #2
04 Feb 2006, 08:45
litosci... rozdzielilbys jakos ten tekst... 😊
|
|
Post #3
04 Feb 2006, 11:03
szczerze mowiac nie wiem czemu ten tekst sie tak zrobil historie pisalem w Wordzie a potem skopiowalem i byly wszystkie akapity wszystko OK a jak zamiescilem to tak sie to zchaotyzowało 😊
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |