|
Post #1
04 Feb 2006, 11:47
Trawa uginała się pod naporem lekiego wietrzyku. Zapach rumianku był dziś łagodny, dzień zapowiadał się ciekawie. Lewitowałem na skraju lasu. Byłem całkowicie spokojny... do czasu. Usłyszałem odgłosy bitwy.
Podbiegłem na wzgórze, oparłem się na sękatej lasce, którą trzymałem w prawj dłoni. Za wzgórzem ludzie walczyli z rozwścieczonymi orkami. Wiedziałem, że nie mieli szans. Wiedziałem też, że jak uporają się z grupą ludzi, którzy byli tu przejazdem zaatakują nas. Pobiegłem czym prędzej do lasu, do wioski. Wspiąłem się na najwyższe drzewo i krzyczałem: - Bracia i siostry! Do broni, niopodal lasu, za wzgórzem! orkowie! Cała grópa! Zaczęli się mnie słuchać, a chwilę po tym pobiegli po uzbrojenie. Gdy wszyscy byli już gotowi, wyszedł nasz wódz imieniem Elrandil i wygłosił mowę: - Nasz las! Nasze tereny! I żadne orki dzikusy nam go nieodbiorą! Walczyć będziemy o swoje! Elfy zaczęły wiwatować. I chwilę po tem usłyszeliśmy ciężki bieg i sapanie orków. - Wojownicy! Przygotować się do odparcia pierwszego ataku!- podniósł miecz w na wysokość głowy, trzymając go ostrzem na przód. Zauważyliśmy wyłaniających się orków zza horyzontu, a kiedy byli już blisko, wódz dał okrzyk bojowy i wyciągnął energicznie miecz przed siebie, po czym ruszył na szarżujące orki. Jeden oddział ruszył za nim, ale zaczęli nas atakować od tyłu. Szybko polała się krew, zapach krwi szybko zmieszał się z łagodną wonią rumianku. Rzuciłem kilka zaklęć defensywnych na nasze wojsko, po czym zaczałem rzucać na orki czary ofensywne. Pierwszy atak cudem odparliśmy. Wiedziałem, że drógiego nie damy rady odeprzeć, więc poszedłem do Elrandila. - Wodzu? - Tak Ranagharze? - Nie odeprzemy drógiego ataku. - Nawet nie myśl tak! Oczywiście, że damy radę. Jesteśmy potężni! - Nie sądze... - To ja Ci otuchy dodawać nie będe! Nie wyniesiemy się z tąd. Odszedłem ze zrezygnowaniem, akiedy nikt mnie nie widział zbiegłem z lasu. Pobiegłem do najbliższego miasta. Biegłem co sił w nogach. Opadałem z sił. Serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Wbiegłem do miasta zamieszkiwanego przez ludzi. Pobiegłem czym prędzej do króla. Natrafiłem na dosyć upierdliwego strażnika, z którym nie mogłem dojśc do porozumienia. - Czego tu obwiesiu?- spytał strażnik - Musze się widzieć z królem. - Jego wysokość jest zajęty i prosił, aby mu nie przeszkadzano. Wyjąłem mały pergamin i napisałem list na pobliskiej ławeczce, który mówił o napadzie orkówów i pilnie potrzebnym wsparciu. - Czy byłbyś tak uprzejmy zanieść to do waszego króla? - Za kilka miedziaków... - Ehh- wyjąłem małą sakwe i wręczyłem mu ją. Wrócił po chwil z drwiącą miną. - Jego wysokość powiedział, że jak Ci się takie żarty podobają to Ci przez rzyć będa wychodzić. Masz chwilę na wyruszenie z miasta, albo pal w rzyć. Odszedłem zbulwersowany i pobiegłem dalej. Pobiegłem do pobliskiej wioski nocnych elfow. Tam powitali mnie nieco milej. Byłem rozmowny i umiem się dogadać, więc tam dostałem to czego chciałem. Podszedłem do strażników wodza(o ile ich można było nazwać strażnikami). - Witajcie bracia musze się widzieć z waszym wodzem. - w Jakiej sprawie? - Las Ha' Kanel atakowany przez orki! - Wchodz! Szybko- popędził mnie jeden ze strażników. Podszedłem do wodza, uklęknąłem i wyjaśniłem. Wódz oznajmił mi, że wyruszamy odbić wioske teraz. Zebrał wojsko i ruszyliśmy. Dotarliśmy po połowie dnia. Miasto było wybite co do jednego elfa, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Mój wodz walczył z pięcioma orkami na pięści, a reszta się śmiała jak ten dostaje baty od pięciu orków. Szybko się wtrąciliśmy do walki. Mimo tego, że orków było piętnaście, mocno się bronili. Jeden przeszył mnie wzrokiem i przeszliśmy do pojedynku, byłem zwinny, więc unikałem jego ciosów, ale potknąłem się o korzeń i upadłem. Sturlałem się po trawi na moczary, orkowy wojownik dobiegł do mie i zaatakował z wyskoku, odturlałem się, jednak jego topór mnie trafił w lewe ramię. Nadal unikałem jego ciosów, ale byłem już zmęczony, nie miałem sił na dalsze uniki. Wykorzystał ten moment i zaatakował mnie od góry. Zasłoniłem się sękatym kijem, ale co może sękaty kijek w porównaniu do ogromniastego topora. Po ciosie który zadał kij złamał się, a ja dostałem po torsie. Upadłem, i zauważyłem tylko jak trzymał topór nade mną. Straciłem przytomność. Obudziłem się na stogu siana, w klatce. Prześladował mnie okropny ból głowy. Zauważyłem też mojego wodza. - Wodzu?- szepnałem - Hm? - Ostrzegałem, teraz oboje skończymy w garnku. - Nie skończymy, mam plan ucieczki. - Jaki? - Dowiesz się dziś wieczorem. Puźnym wieczorem,kiedy wszystkie orki kładły się spać, przydzielili nam jakiegoś młodego orka. - orki nie są zbyt inteligentne- powiedziałem do wodza, po czym uśmiecnąłem się zjadliwie. Rzuciłem czar gdzieś na choryzoncie, który miał na celu odwrócenia jego uwagi, rzeczywiście się tak stało, po czym go uśpiłem. Wódz wyłamał kraty, jednak na szczęście nikogo to nie zbudziło. - Biegnij za mną- syknął wódz. Pobiegnąłem, a nad ranem wróciliśmy do wioski. - Nie widze sensu odbudowywać wioski- rzekłem stanowczo- nawe jeśli ją odbudujemy, to potrzebna kobieta do rozpłodzenia wioski- po czym zaśmiałem się głośno. - Przestań! Nie czas teraz na żarty. - Nie pomogę Ci wodzu, wyruszam z tąd. - Jak to? - Ano normalnie, wyruszmy razem. Osiedlimy się gdzieś, tam będziemy bezpieczni. - Ale tu jest nasz dom. - Poprawka Elrandil, tu był nasz dom... - Jak śmiesz mówić mi po imieniu! - Nie ma wioski nie ma wodza, zostańmy więc kompanami. - Ehh, jak zwykle masz rację- uśmiechnął się smutno. Zjedliśmy coś, uleczyłem nas po czym zarzuciliśmy szaty i wyruszyliśmy. Zaczął padać deszcz. Zrobiło się straszne błoto i ciężko się szło, więc do najbiższego miastan na północ doszliśmy na zajutrz. Pierwsze co to udaliśmy się do łaźni, a puźniej do karczmy na małe piwo. Elrandil stwierdził, że się zaciągnie do straży, a ja uczyłem się u miejscowego maga, który mieszkał w północnej części miasta, w małym skromnym domku. Straciłem swoje poprzednie czary, gdyż uznał, że sa praktycznie bezużyteczne, ale nauczył mnie nowych, bardziej przydatnych. W krótce doradził mi, abym poszedł szukać przygód w Mrocznych Wrotach, które są dwa dni na pólnoc z tąd. Wyruszyłem po dwóch latach nauki magii u Saramandela i powędrowałem do Mrocznych Wrót... |
|
Post #2
04 Feb 2006, 12:47
Fajna historia, nawet chciało się czytać. Jak dla mnie masz wyobraźnie, ogólnie cool 😉
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |