|
Post #1
05 Feb 2006, 14:35
Imię:Aries
Rasa:Człowiek Klasa Palladyn Wiek:28lat Wzrost:185cm Waga:75kg Kolor oczu:błękitne Włosy:do ramion ciemny bląd Urodziłem się w małej chatce niedaleko stolicy. Mój ojciec Arion służył kiedyś samemu Artrasowi jednak gdy moja matka zmarła odłożył młot i razem ze mną odszedł z królestwa. Od moich najmłodszych lat uczył mnie jak być prawym człowiekiem i nie ulegnąć pokusą. Pomagałem mu w każdej pracy, chodziłem na polowania gdzie wszystkiego mnie nauczył, żyło się nam dobrze aż do czasu... Pewnej nocy-było to 7 dni temu obudził mnie jego krzyk. Wybiegłem z naszego domku na pustkowiu i zobaczyłem jego... leżał na suchej ziemi z czarnym ostrzem wbitym w plecy. Jego niebieskie jak niebo oczy były puste, zostałem sam... Jednak historia rodu Indaleshi jeszcze się nie zakończyła, a ja jestem jej ostatnim żyjącym autorem. Dowiem się kto dokonał tej zbrodni i pomszczę mego ojca nie plamiąc jego honoru. Bo jam jest Aries, syn Ariona, ostatni żyjący Indaleshi od dziś przybieram przydomek błękitny mściciel i przysięgam że zabójca mojego ojca zostanie ukarany. Dziś jest pierwszy dzień reszty mojego życia. To się wydarzyło 7 dni temu dziś podróżuje do stolicy z nadzieją że odnajdę zbrodniarza. Podróż jest męcząca od 2 dni nieustannie podążam do stolicy. Zabrałem ze soba młot mego ojca i jego zbroja, niech światłość mi przyświeca, za słuszną sprawę. Tak myślałem 2 dni temu... razem upłynł 4 dni, ledwo ide a stolicy wciąż nie widać, niedługo umrę z głodu i pragnienia, mój ojciec z pewnością nie chciał by mnie takiego widźieć, powiedział by że chańbię lud Idaleshi!!!! już straciłem nadzieję, chyba zabłądziłem, kolejne wzzgórze-takie samo jak poprzednie a za nim za pewne to samo co przedtem-jedynie pustkowia. Wtoczyłem się resztkami sił na szczyt wzgórza nie spodziewając się niczego co było by warte mego zainteresowania. Jednak bogowie są po mojej stronie, moim oczom zostało ukazane piękne miasto-klejnot królestwa ludzi. po wyczerpującj podróży wreszczie dotałem do celu jednak obawiam się że to ylko pierwszy etap mej tułaczki... w mieście wszedłem do pierwszej gospody przeznaczonej dlastrazników, rzuciłem się na jedzenie jak hiena.. nie było to dobrym pomysłem zwróciłem uwagę wszystkich strażników... czułem klopoty... Od jednego ze stolików wstał wysoki barczasty strażnik a za nim ustawilo się 5 niższych lecz równie tęgich. Wysoki zagadał do mnie: -czego tu szukasz przybyszu?? -Nie wasz interes... -naszym interesem jest dbać o porządek, a ty wyglądasz na takiego co z chęcią go zakłuca... Albo odpowiesz na me pytanie albo posmakujesz mego miecza... więc wybieraj... nie odzywałem sie, postanowiłem kontynuować posiłek z nadziejąże strażnik odejdzie jednak tak się nie stało... -A więc wybierasz śmierć?? dobze, twój wybór... Wyciągną z pochwy błyszczące ostrze,uniusł je nad głowe i wypeowadził cięcie. jednak był zbyt wolny, lata nauki u ojca nie poszły jednak na marne, zablokowałem cios jednak postanowiłem nie atakować z nadzieją że przeciwnik si opamięta. Jednak on atakował nadal, tym razem wykonł potężne cięcie od prawej strony, odskoczyłem do tyłu i strażnik się zamachną, tym razem nie zmarnowalem okazji, uderzyłem go lekko w plecy jednak z wystarczającą siłą aby go powalić na kolana. -Nie chę walczyć, nie szukam nieszczęścia. Strażnik powoli wstał nadal patrząc na mnie nie ufnie, spojrzał na towarzyszy i odpowiedział: -Wiec dam ci spokój, miałeś poprostu szczęście, ale jeśli usłyszę jeszcze raz o tobie to bądź pewny że ja pierwszy się tobą zajmę. Wyszedł wraz z piątką towarzyszy najwyraźniej lekko poirytowany. A wtedy podszedł do mnie barman. zasiadłem ponownie przy stoliku i pochyliłem się nad misą. -Widzę że jesteś świetnym wojownikiem. Ja milczałem nie chąc ponownie sprowadźić na siebie kłopotów. -Powiedz mi co cię tu sprowadza, mnie nie musisz się obawiać, zaiste jestem tylko barmanem. -Pewne sprawy... porachunki... -Ach tak... widźisz znałem jednego wojownika który prusza siępodczas walki równie sprawnie jak ty, niestety odszedł z tąd prawie 30 lat temu... a od tej pory go nie widziałem. Służyłem kiedyśpod jego komędą. -A wiesz może czy ten wojownik mial wrogów??? -No zaiste wielu... wkońcu to on zwalczał bandytów a to były ciężkie czasy. -A może znasz kogośkto wie o nim więcej?? -Być może ale powiedz mi prybyszu dlczego się tak wypytujesz?? Znam te oczy... równie głębokie i błękitne jak ocean... -To ja jestem jego synem, ostatni Idaleshi... -Co??? To arion nie żyje??!! -Tak, więc jednak go znałeś... -Tak byliśmy swego czasu najlepszymi przyjaciółmi, powiedz mi jak do tego doszło. -Nie wiem, spałem i uslyszałem jego krzyk, w jego plecach znalazłem to... Już miałem wyciągać czarne ostrze jednak barman mnie powstrzymał. -Nie, nie tutaj, chodź ze mną, jestem Lorius, jeden z 7 członków straży honorowej. Poprowadził mnie za ladęi znaleźliśmy sięw pokoju z jednym małym okienkiem. -Więc mówisz że tweój ojciec nie żyje... zaprawdęspotkała go niesprawiedliwość... -A ja chcę wyrównać rachunki... -Pokaż to ostrze. Wyciągnełem z pod szaty czarny ztylet, przedtem się mu nie przyglądałem z tego powodu że ciągle widziałem oczy mego ojca... takie puste... -To ostrze pochodzi z ziem forsaken nie daleko lasów Trisfal Glades... kiedyś wraz z twoim ojcem stacjonowaliśmy tam i walczyliśmy z rozwijającym siętam buntem pospulstwa. Myślę że powinieneś zacząć szukać od tego miejsca, jednak potrzebne ci jest coś więcej niż ten młot, w tych czasach bez dobrego ostrza na tamtych ziemiach jesteś trupem, a tak się skłąda że twój ojciec zastawił pamiątkę którą zachowałem... Barman Lorikus wyciągną coś z starej szafy, było to oplecione w pożułkłe białe szaty, rozwinąmateriałe i ujrzałem przepiękne ostrze... srebrna klinga z elfickimi znakami. -Dostał jąkiedyś od nocnych elfów w podziekowaniu za uratowanie życia... ujołem w lewąrękę ostrzę które natychmiastowo zalśniło błękitem. -Będzie służyćtylko wojownikowi o mężnym sercu i walczęcemu w słusznej sprawie. Teraz myślę że powinieneś odpocząć, wyglądasz na wyczerpanego a zapewne nie masz pieniędzy?? -Niestety te co wydałem na posiłek to bylyumoje ostatnie. -Tak sięskłąda że mam u twojego ojca dług życia, kiedyś uratował mnie przed hordą orków. więc możesz się wyspać, najeść a rano wybierzemy dla ciebie odpowiedniego konia na tak daleką podróż. -Dziękujębardzo, dziękujęza wszystko... -Nie muśisz młodźieńcze, nie muśisz... wyszedłem z pokoju prowadzony na górędo sypialni, kiedy tylko zobaczyłem łoże stałem się senny, ostatnią rzecz jaką widziałem przez okno to dachy domów stolicy Azeroth... |
|
Post #2
05 Feb 2006, 14:57
to jest wstęp?
|
|
Post #3
05 Feb 2006, 15:09
ehh... wiec... jak to bylo? czy bohaterowie by istnieli gdyby nie zemsta?
|
|
Post #4
05 Feb 2006, 17:31
Kolejna historia zrobiona w 5 minut....
|
|
Post #5
10 Feb 2006, 13:17
historia srednia nie bardzo mi sie podoba brakuje jej sensu w kolko jedno to i samo nic tylko wielcy wojownicy pragnacy zemsty bo jakis czlonek rodziny zostal zabity ehh juz takie historyjki brzydna napiszcice cos lepsze historie oceniam na 2+ jest wiele bledow i niezrozumialym zdan
|
|
Post #6
14 Feb 2006, 22:01
Co to za rodzina"A" ..Areis itd itp...ale ok....historia taka sobie..ujdzie......ale mogla byc troche lepsza...daj nam tu kawałem sowjej ksiazki to moze zyskasz szacunek Mrocznych Wrót:P
|
|
Post #7
16 Feb 2006, 22:30
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
|
Post #8
19 Feb 2006, 07:49
Błękitny mścicielu…. Powiem tak nie winie cię za te błędy w stylistyce…ale jest tak jak jest
Nie napisałeś nic o swojej postaci, no nic…trzymaj się lepiej tego wojownika a nie paladyna…widzę że nie wiesz nic o ich głównych zasadach ( palladyn jak napisał kolega nie szuka zemsty to jest wbrew ich kodeksowi) Więcej informacji o swoim bohaterze… Wcale się nie uczepiłem…ale tak poza tym to znowu opowiadanie morderstwie i o zemście…ech |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |