📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Gegeloth i jego ojciec - historia z gry
« Wróć do forum  •  2 post(ów) w temacie
Post #1 07 Feb 2006, 15:25
imie: Gegeloth
rasa: troll
klasa: mag
wzrost: typowy troll
waga: bez odstepow od normy 😛
kolor skory: blekitny wpadajacy we fiolet
kolor wlosow: karmazynowy

Zalazane, to imię wyryło się mu głęboko w pamięci. Prześladowało go za każdym razem, gdy zamykał powieki do snu. Czas był nie ważny, ale teraz tylko on dla niego się liczył. Szedł nieobecny, zmęczenie i głód nie wywierały na niego najmniejszego choćby wpływu. Gegeloth, jego imię - miłował je, a zarazem tak bardzo nienawidził. Usiadł pod drzewem i zamknął oczy. Wiele dni bez jedzenia, czy choćby kropli wody. Chłodna bryza z nad morza przyniosła sen, jak widmo które tak bardzo chciał zapomnieć.

Ktoś budził Gegeloth’a. Tak, to ta sama osoba co zwykle, jego ojciec, jeden z wielkich czarowników. Chłopak popatrzał na około, jeszcze nawet nie świtało. Machnął ręką i przewrócił się na drugi bok. Ojciec w dalszym ciągu go budził.
- Ojcze ty dać ja spokój. Jeszcze nawet słońce nie wstać.
- Wstać, dziś my zdobyć cała wyspa tylko dla my.
Stary troll wyszedł, a jego syn położył się z powrotem, ale już po kilku godzinach usłyszał pierwszy krzyk. Zerwał się z łóżka i wybiegł przed chatę. To co zobaczył odcisnęło się piętnem na jego życiu. Zalazane jego mentor, nauczyciel… jego ojciec właśnie złożył krwawą ofiarę z współplemieńca na swym jakże osobliwym ołtarzu. W wiosce zaczęło się zamieszanie. Vol’Jin zawołał chłopaka.
- Co twój ojciec robić?! On zwariować?!
Nie umiał mu odpowiedzieć, ale już wtedy postanowił, że nie będzie się przyglądał jak jego ojciec niszczy to, co tak żmudnie każdy troll w tej wiosce odbudowywał. Nie da zabijać niewinnych. Zaczęła się walka. Ratował kogo mógł, był jednym z wielu którzy to robili. Vol’Jin rozkazał wycofać się i tak też zrobili. Gegeloth jeszcze raz go zobaczył.
- Ty już nie być mój ojciec.

Obudził się zlany potem, jak każdej nocy. Chciał wstać, ale nogi jakby przyrosły mu do ziemi, zrozumiał wtedy, że jeśli czegoś nie zje to umrze. Choć sam nie wiedział, czy nadal chce żyć. Poczuł jakiś słodki zapach na sobą. Jagody - powinno wystarczyć – pomyślał i zjadł ich ile zdołał, a z braku pożywienia przez ostatnie parę dni nie mógł nawet wmusić w siebie zbyt dużo. Podniósł się na klęczki i zerwał trochę jagód. Podziękował naturze za jej hojne dary, bo tego zawsze uczyła go jego matka Diane. Była kapłanką i mimo jej śmierci zawsze miała specjalne miejsce w jego sercu. Wstał popatrzał za siebie. Jeszcze było widać morze, cienką linie kryjąca się już prawie całkiem za linią horyzontu. Obrócił się i ruszył w dalszą drogę, nie miał zbyt dużo czasu. Choć znowu nie było tego czasu tak mało.

Wspomnienia męczyły go z siłą i upartością wołu. Pamiętał, że po dotarciu na wybrzeże Durotaru, nie traktowano go jakoś inaczej. Zdziwiło go to, bo przecież to jego ojciec do tego wszystkiego doprowadził, więc jak mogli tak łatwo do tego podchodzić. Zaczęli się uśmiechać powoli budować wioskę, którą ich wódz nazwał Sen’Jin. Gegeloth wciąż czuł się nie swojo - pomagał, robił ile tylko mógł, a nawet więc niż pozwalała mu na to jego siła. Któregoś wieczora, gdy wszyscy już kończyli prace podszedł do niego ktoś i położył mu dłoń na ramieniu.
- Wodzu .
Troll padł na kolana.
- Wstań Gegeloth. Musimy porozmawiać.
Obawiał się, że ten moment kiedyś nadejdzie. Spodziewając się najgorszego wstał. Vol’Jin usiadł nie opodal przy ognisku, chłopak usiadł obok niego.
- Ja cię obserwować od dłuższy czas i dojść do wniosek, że ja móc ci coś powiedzieć. Ty widzieć księżyc?
Gegeloth kiwnął głową.
- Ja dać ci mapę, którą dać mi kiedyś twoja matka. Ty nie być tu szczęśliwy. Nikt nie winić cię za czyny od twój ojciec, ale ty i tak czuć się winny. Ty ruszyć do Mrocznych Wrót. One być otwarte tylko kiedy ty wypowiedzieć magiczne słowa i kiedy księżyc być w pełnia.
Vol’Jin wstał, dał mu mapę, uśmiechnął się i poszedł do swojej chaty. Gegeloth popatrzył po sobie i wstał. Spakował to co miał, a było tego niewiele. Ubrał się w zieloną szatę maga i ruszył przed siebie. Opuszczając wioskę wymienił jeszcze jedno znaczące spojrzenie z Vol’Jin’em i ruszył. Dobrze to pamiętał, a słowa wodza dodawały mu w jakiś sposób otuchy.

Trochę się zmienił od czasu opuszczenia wioski. . Wysoki lekko przygarbiony, skóra o barwie nieba, przyciął trochę swoje karmazynowe włosy, dokończył swój tatuaż na twarzy i wypolerował kły. Był całkiem zadowolony ze swojego wyglądu, a mało z czego był zadowolony.

Mijały dni i noce, a on szedł niewzruszony niczym, ewentualnie lekkim ssaniem w żołądku. W końcu sięgną celu swe podróży. Nie tylko on szukał wrót, ale on również do nich w końcu dotarł.
Post #2 10 Feb 2006, 13:29
QUOTE(kryka @ Feb 7 2006, 04:25 PM)
Była kapłanką i mimo jej śmierci zawsze miała specjalne miejsce w jego sercu.


dziwne wydaje mi sie ze trolle nnie mieli kaplanow 😛 ale moze mi sie wydaje:P
Historia moze trzeba popoprawiac bledy stylistyczne mi sie ani nie podobala ani nie zrobila na mnie specialnego wrazenia moze byc 😑

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026