📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 3976
« Wróć do forum  •  2 post(ów) w temacie
Post #1 08 Feb 2006, 14:07
Imię: Katani
Rasa: Nocny Elf
Klasa: Druid
Płeć: Kobieta
Włosy: do ramion, ciemno niebieskie
Oczy: błękitne
Wzrost: 165 cm

Pochodzę…sama nie wiem skąd. Moje prawdziwe imię brzmi, a raczej brzmiało, Amatsu Ko’tte. Wiem, mało efie, ale imienia się nie wybiera. Teraz mówią na mnie Katani. Sama tak się nazwałam. Otóż w wiosce, w której się urodziłam (jak przez mgłę pamiętam jakąś nazwę w stylu Al-Essu, czy Al-Ossu) istniał pewien dosyć dziwny zwyczaj. Gdy jakiś nowy elf przychodził na świat, już pierwszego dnia matka zabierała dziecko do szamana wioski. Ten, uważany za jedyną osobę mającą kontakt z duchami, odprawiał przy nim dziwne modlitwy. Cały proces miał na celu, jak przynajmniej uważano, wykrycie, czy dusza tego elfa, po wyjściu z Gam’Eh-tok – elfiego Edenu, miała kontakt z siłami nieczystymi. Jeśli okazuje się, że tak, wtedy taka dusza sprowadzić może same nieszczęścia. Zostaje ona wyklęta przez całą społeczność i skazana na banicję. Absolutnie niedozwolone jest mordowanie swych dzieci, więc jedyną możliwością jest wieczne wygnanie. Wygnanie do Torus’Akkeno, co oznacza Dom Potępionych. Spędziłam w tym domu większość swojego dotychczasowego życia. Na początku nie mogłam zrozumieć, dlaczego się tu znalazłam, jak rodzice mogli mnie porzucić. Ale właściwie, to nawet ich nie znałam. Nie wiem, jak wyglądało by moje życie w wiosce. Tutaj nie jest łatwo, ale przynajmniej spotkałam podobnych do siebie. Mimo, że nie łączą mnie z nimi więzy krwi, to są dla mnie jak rodzina. Takie dziwne praktyki muszą być stosowanie w co najmniej kilku wioskach, bo spotkałam tu elfy pochodzące z wielu różnych stron.

Z początku Dom Potępionych był dla mnie okropnym miejscem. Każdy walczył o swoje. Nie liczył się wiek ani płeć. To, że np. byłam młodą dziewczynką nie oznaczało, że nie mogłam dostać w pysk. Zawsze marzyłam o tym, by stać się silniejszą i móc w końcu przeciwstawić się tej tyranii. Nie miałam jednak u kogo się uczyć, nikt nie chciał mi pomóc. Pewnego razu, z rana, gdy wydawane było śniadanie (talerz zupy z jakichś wstrętnych grzybów i suche, bezsmakowe ciasteczka, zrobione chyba z trawy), podszedł do mnie pewien wysoki elf. Skórę miał granatową, źle mu z oczy patrzyło. Pomyślałam, że jak zwykle ktoś chce mi zabrać jedzenie. Nie stawiałam oporu, tylko pośpiesznie zjadłam choć jedno ciasteczko. Oprych zabrał mi całą resztę, a na dodatek porządnie mi przyłożył. Był naprawdę silny. Po jednym uderzeniu prosto w twarz upadłam na ziemię i po chwili miałam cała byłam we krwi. Stojące wokół inne elfy tylko szyderczo się ze mnie śmiały. Oprawca zbliżył się do mnie. Chyba mu nie wystarczyło. Najprawdopodobniej chciał mi jeszcze dołożyć. Jednak nagle usłyszałam ryk jakiejś zwierzyny. Nagle czarna pantera skoczyła na oprycha, odrzucając go kilka metrów dalej. Wtedy podeszła do mnie zakapturzona postać. Ubrana była w długą, zieloną szatę. W ręku trzymała dosyć tajemniczo, a zarazem groźnie wyglądającą laskę. Gdy zwróciła się w moją stronę, zobaczyłam, że pod kapturem jest twarz kobiety. Spojrzała na mnie, podała mi rękę i pomogła wstać.
- Nie obawiaj się, te bandziory już Ci nie grożą.
- …ehh… Dziękuję Ci, czarodziejko.
- Jestem Druidem. Na imię mam Gracia. Tamten elf zabrał Ci posiłek. Pewnie jesteś głodna. Chodź za mną.
Gracia zaprowadziła mnie do swojego mieszkania. Nie wyglądało ono imponująco. Niczym nie wyróżniało się spośród reszty szarych budowli. W środku znajdowało się wiele różnych przedmiotów. Na biurku leżała spora kolekcja ziół, w rogu pokoju stała kolejna laska, jeszcze dziwniejsza od tej, którą widziałam przedtem. Gracia spostrzegła, że się przyglądam.
- Hmm, widzę, że zainteresował Cię mój kostur. Przydaje mi się czasami. Nie ruszaj się przez chwilę.
Utarła moją twarz z krwi.
- A teraz proszę, zjedz to.
Podała mi miskę dziwnej zupy, wyglądającej jeszcze tajemniczej, niż ta, którą dostałam z rana. Mimo wyglądu, smakowała nieźle.
- Dziękuję Ci za całą pomoc. Nie mam jak się odwdzięczyć…
- Daj spokój. Tylko pomogłam Ci w potrzebie. Jeśli chcesz dać sobie tutaj radę, nie możesz stać w miejscu i wyczekiwać, aż zabiorą Ci wszystko. Oni są bezwzględni, nie zawahają się zrobić okropnych rzeczy, byle tylko mieć jak najwięcej dla siebie.
- Tobie łatwo tak mówić. Jesteś wielkim druidem, władasz mocami natury. Chciałabym być taka jak Ty…
- Gadaniem niczego nie zdziałasz.
Gracia sięgnęła do swojej sakiewki i po chwili wyciągnęła malutką tabliczkę.
- Weź to. Jutro w południe przyjdź pod starą fontannę. Gdy spojrzysz w stronę wielkiej wieży, ujrzysz duży budynek z niebieskimi oknami. Mocno zapukaj 4 razy do drzwi i pokaż tą tabliczkę.
- Zawsze myślałam, że ten budynek jest opuszczony…
- Wielu tak sądzi. W rzeczywistości jest to… a, z resztą, jutro wszystkiego się dowiesz. Idź już.
- Dziękuję…
- Nie dziękuj, tylko rób swoje.
Opuściłam ten budynek i wróciłam do swoich codziennych zajęć…czyli usiadłam pod dużym drzewem i jak zwykle pogrążałam się w marzeniach. Niecierpliwie czekałam na nadejście kolejnego dnia.

Wreszcie słońce wyłoniło się zza gór na horyzoncie. Byłam tak podekscytowana, że nie poszłam po śniadanie. Z resztą nie chciałam i dziś oberwać. Radośnie biegałam, mocno ściskając kamienną tabliczkę. Jednak gdy spostrzegłam wzrok innych, postanowiłam ją schować z obawy, że ktoś mi ją zabierze. Minęły dwie godziny. Wreszcie pobiegłam koło starej fontanny, a następnie podeszłam do wielkiego budynku i głośno zapukałam do drzwi. Słyszałam, jak skrzypi podłoga i ktoś zbliża się do drzwi. Wreszcie wysoki elf, wyglądający trochę podobnie do Gracii, otworzył mi drzwi. Burkliwym głosem rzekł:
- Czego tu szukasz, dzieciaku? To nie miejsce dla Ciebie.
- Przysyła mnie Gracia.
- Nie znam żadnej Gracii. Odejdź stąd.
Pokazałam mu kamienną tabliczkę.
- Ach, masz tabliczkę. Trzeba było pokazać mi to od razu. Prędko, wchodź do środka.
Weszłam i zamknęłam za sobą ciężkie drzwi. W środku było kilka osób. Wszyscy byli ubrani w ciemne szaty. Jedni zielone, inni fioletowe. Kilku siedziało i czytało stare księgi. Dwóch klęczało przed wizerunkiem tajemniczej postaci i modliło się. Jeszcze inni opiekowali się kilkoma zwierzętami. Nagle ujrzałam Gracię.
- A więc jednak przyszłaś. Dobrze. Wspominałaś mi wczoraj, że chciałabyś zostać druidem. Czy jesteś tego pewna? To bardzo trudna i żmudna droga.
- Tak, jestem pewna. Mam już dość tej ciągłej bezsilności i pogardy wśród innych.
- Pamiętaj, że nasza moc nie może służyć tylko zemście. Druid to mag natury, który utrzymuje z ni niezwykły kontakt. Musisz dobrze wykorzystywać swą wiedzę i umiejętności. Czy jesteś na to gotowa?
- Tak, pragnę zacząć nauki.
- To się jeszcze okaże…

Od tego momentu minęło wiele czasu. Codziennie przychodziłam do Gracii i brałam u niej lekcje. U niej, a także u innych druidów. Każdego dnia spędzałam z nimi coraz więcej czasu. Nauka nie była prosta, ale wiedziałam, że to jedyny sposób, by wreszcie zacząć coś znaczyć, by przestać być tylko kukiełką w rękach tej zgrai zbójów. Dni mijały, a Gracia chyba powoli zaczynała być ze mnie zadowolona. Bardzo się starałam. W końcu nadszedł czas, Ne który tak bardzo czekałam. Dzięki naukom i choć części zgłębionej sztuki magicznej, byłam w stanie przemienić się w wilka. Wymagało to wiele energii. Teraz zrozumiałam, dlaczego tak trudno stać się prawdziwym druidem. Daleko było mi do tego stanu. Ale w końcu zobaczyłam efekty swej pracy.
Pewnego razu, gdy przyszłam do budynku, gdzie jak zwykle spotykałam się z nauczycielami, usłyszałam fragment cichej rozmowy. Reynold, jeden ze starszych druidów, rozmawiał z dwoma dobrze wyuczonymi druidami na temat planowanego ataku. Nie wiedziałam, na kogo i w jakim celu chcieli atakować. Gdy razem z Gracią byłam na treningu, zapytałam ją o to. Ona ściszyła głos, mocno złapała mnie za ramię i szeptem powiedziała:
- Skąd o tym wiesz?!
-…nie…ja tylko…usłyszałam coś…pewną rozmowę…
Gracia ścisnęła mnie jeszcze mocniej i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Posłuchaj mnie uważnie. To bardzo ważne. Myślę, że jesteś już z nami wystarczająco długo i można Ci zaufać. Razem z całą grupą druidów planujemy wydostać się z tego przeklętego Domu Potępionych. Zostaliśmy tu zesłani bezprawnie i nie mamy zamiaru dalej znosić okrucieństw ze strony reszty tutaj osadzonych.
- To mi się podoba.
- Siedź cicho, jeszcze nie skończyłam. Znasz się już co nieco na sztuce magicznej, ale nadal wymagasz długiego treningu. Jako, że jesteś najmłodsza, przez cały czas będziesz pod moją opieką. Za dwa dni, tuż po zmroku, wyjdziemy z tego budynku i wydrzemy się stąd. Główna brama jest pilnie strzeżona, nawet w nocy. Dlatego wyjdziemy drugą bramą,. Straż jest przygotowana na atak także z tej strony, ale zawsze to kilku strażników mniej. Podczas, gdy my zajmiemy się walką ze strażą, Ty zmienisz się w wilka i szybko uciekniesz, jak najgłębiej w las. Tak będzie najbezpieczniej. Nie wiem, jakie będą Twoje plany. Ja udam się do Bellony, ludzkiego miasta, daleko na południowy wschód. Ty rób co chcesz. Dobrze, idź już. I pamiętaj, ale słowa o tym planie, bo wszyscy będziemy zgubieni.
-yhm.
Gracia wreszcie mnie puściła.

Następny dzień przebiegł w miarę normalnie. Zaś dnia kolejnego już od samego rana trwały przygotowania. Jeden z naszych szpiegów upewniał się, czy aby na pewno ten czas będzie najlepszy na atak, kilku zbierało mikstury lecznicze, jeszcze inni zajmowali się dokładnym planem szturmu. Nie mogłam się w tym wszystkim odnaleźć, ale wiedziałam, że już za parę godzin rozstrzygać się będzie nasz los. Wreszcie nadszedł wieczór. Wszyscy dostaliśmy identyczne, fioletowe szaty. Wszyscy wyszliśmy z budynku. Cały czas trzymałam się blisko Gracii. Po minięciu kilku zakrętów doszliśmy do bramy. Druidzi pozamieniali się w potworne bestie i z zaskoczenia zaatakowali strażników. Tak jak się spodziewaliśmy, brama była otwarta, gdyż akurat dostarczano żywność.
- Szybko! Schowaj się za tym budynkiem – krzyknęła do mnie Gracia – zamień się w wilka i przebiegnij przez bramę. Biegnij najdalej jak się da, głęboko w las!
Tak też zrobiłam. Nie chciałam oglądać walki. Ogromne bestie rozrywały ciała strażników. Ja biegłam, ile sił w moich wilczych łapach. Po dłuższym czasie wreszcie mogłam się zatrzymać i odpocząć. Tak spędziłam noc, pośrodku ciemnego lasu.

Gdy wstałam, zaczęłam swoją długą wędrówkę w nieznane. Nie wiedziałam, dokąd zmierzam. Zastanawiałam się, czy wszystkim druidom udało się uciec, czy Gracia jeszcze żyje. Teraz muszę zacząć swoje życie na nowo. Jako pełnoprawna, wolna elfia druidka. Zobaczymy, dokąd poprowadzi mnie wiatr. W całym Azeroth z pewnością znajdzie się gdzieś dla nie miejsce. Pewna miła, lecz chorowita elfia dziewczynka z Domu Potępionych opowiadała mi kiedyś o tajemniczym miejscu, o Mrocznych Wrotach. Być może udam się zbadać ich tajemnicę…
Post #2 08 Feb 2006, 18:29
No no no bardzo fajna historia naprawde mi sie podobala 😀 musze cie pochwalic jestem ciekaw czy bedziesz tak samo dobrym graczem tak jak pisarzem 😉

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026