|
Post #1
12 Feb 2006, 13:09
To co teraz powiem nie jestm moją całą historią, jest to tylko mala część tego co mnie spotkalo.
Gdzie przzybylem na świat? tego nie wiem, za długo zyje aby to pamiętać. Pierwszą rzeczą jaką pamiętam kiedy przebywałem w świątyni. Juz wtedy zyłem w jednym celu o którym zaraz opowiem. W świątyni przebywałem od dziecka. Byłem bezimiennym. Muwiono do mnie uczniu albo jakos podobnie. Rodzciów nie miałem, moją rodziną była swiątynia w lesie gdzie byłem jedynym dzieckiem, reszta to dojrzali elfowie. Na początku było to wszystko normalne lecz z upływem czasu i nudzących nauk o roslinach i zwierzętach w lesie stawałem się coraz ciekawszy na temat mojego istnienia. Nigdy nie uczył mnie ten sam elf, zawsze był to inny których imion tez nie znałem. Pewnego ranka obudzono mnie w pośpiechu w nocy. Wstałem jak mi kazano i poszedlem za elfem który mnie budził. Dziwiło mnie to ze nie dostrzegłem w świątyni zadnego elfa a ten który mnie prowadzil był najwidoczniej zdenerwowany. Wyprowadził mnie przed świątynie gdzie czekał na nas elf w płaszczu. -Uczniu ruszysz z tym eflem na wyprawe i ukończysz swoje szkolenie-Powiedział pośpiesznie i z lękiem. Wyruszyłem jak mi kazano razem z elfem który się nie odezwał ani przez chwile. Podrózowalismy przez wiele dni az doszlismy do śnieznych krain i wtedy sie odezwał. -Tutaj dokończe twoje szkolenie i postaram sie odpowiedziec na wiekszosc twoich pytań które z pewnośćią masz, lecz powiem ci jedno... jezeli cie te lekcje nie obchodzą mozesz odrazu odejsc. Lekko zdziwiony zgodziłem sie aby kontynuować lekcje. Od tego momentu nie mielismy stałego miejsca pobytu. Całymi dniami chodzilismy a on mi opowiadał mi o ziołach, drzewach i zwierzętach. Na noc stawalismy i rozpalaliśmy ognisko i jedlismy pieczeń z wierzyny ktorą on upolował kiedy ja zbierałem chrust na ogień. -Jakim chciałbys byc zwierzem jezeli mógłbys sie w nie zamienic.-zdziwiony tym pytaniem po chwili namysu powiedziałem ze tygrysem. Kiwną lekką głową i się juz nie odezwał do snu. Nastepnego ranka obudzil mnie wczesniej niz zwykle. Obóz był juz złozony co mnie równiez zdziwilo. -Ruszamy natychmiast zbieraj swoje rzeczy i w droge.-Z jego głosu nie mozna było nic odczytac...nic jak zawsze. Po dwóch dniach ciągłej podrózy stanelismy i rozlozylismy obóz, zjadłem pieczeń wyczeńczony podrózą i polozylem się spac. Obudziwszy sie rano dostrzeglem efla siedzącego przy ognisku najwidoczniej czekającego na mnie. Przygotowalem sie szybko lecz tym razem obóz zostawilismy i ruszylismy w las. Po niekrótkiej podrózy doszlismy na polanę. Nie wierzyłem oczom na polanie było kilkanascie srebrnych tygrysów. Były to najpiekniejsze stworzenia jakie wiedziałem, poruszały sie one z gracją. Ruchy były szybkie i ciche, łapy miałe duze i silne a pazury i kły ostre jak wykonana mistrzowsko włócznia. -Zostawie cię tu i masz obserwowac te zwierzęta, jak się cos wydarzy znajdziesz mnie w obozie. Nie odpowiedziałem ale zrozumiał mnie. Siedziałem na skraju polany oparty o drzewo zapatrzony w zwierzęta, nie wiem ile mineło dzien albo tydzien kiedy poczułem dziwne powiązanie do tych zwierząt. Bez namysłu ruszyłem w ich strone obserwując je. Nie lękałem sie, dziwnie sie czulem jakbym był tym zwierzem. Nagle się ocknełem i zauwazyłem ze ide na czterech łapach! Zdezorientowany ruszyłem ku obozu. Nigdy tak szybko nie bieglem, cztery mocno umiesnione nogi, niosły mnie jak z wiatrem. Dobieglem w kilka minut do obozu. Dziwnym instyktem zaatakowalem w elfa który teraz nie jest mi znany. Nie zdązyłem wykonac ruchu a byłem juz nieprzytomny. Obudziłem sie w nocy przy swietle gwiazd i trzaskającym ognisku. Elf siedział po drugiej stronie ogniska i uśmiechał sie do mnie. -Widze ze dołączyles do swoich równieśników.-kiwnełem głową w odpowiedzi. -I dobrze o to mi chodziło, wyczuwałem od początku w tobie moc lecz nie wierzyłem kapłanom bo powiadali ze masz w sobie nadzwyczajną moc.-powiedział juz powazniejszym głosem. Powiem ci co musisz wiedziec a reszta nalezy do ciebie. Nazywam się Płomień i jestem druidem. Odebrałem cię ze świątyni poniewaz nie dobrze się działo u nas u eflów. W tej chwili znajdujemy sie w Krainach Ironforge. Przebywałeś w świątyni poniewaz jestes niezwykly. Odebrano cie rodzicom i szkolono na straznika natury, Drudia. Twojego celu nie moge ci zdradzic, sam musisz go odkryc. Przekazałem ci wiedzy ile mogłem i na tym skończy się nasze szkolenie. Niebawem ruszymy spowrotem do stolicy elfów aby uczestniczyc w niezwyklej radzie.-Siedziałem cicho i słuchałem go z wielką ciekawoscią a kiedy skończył polozyłem się natychmiast spac. Rankiem kiedy się obudziłem Drudia nie było przy obozie wiec spakowałem się, zjadłem kawałek zimnej pieczeńi i czekałem... Druid nie powracał, do wieczora, zdenerwowany ruszylem w las. Bieglem ile sił w nogach szukając Płomienia. Zaczynałem wpadac w panike i nagle znow biegłem na cztrech łapach jak niesiony przez wiatr. Wyostrzone zmysly pozwoliły mi znalesc trop elfa. Biegłem i biegłem w wielkiej panice nie czując upływu czasu. Nagle napotkałem na ciało Elfa które lezalo oparte o drzewo, panika zbierała się we mnie, oby mu się nic nie stało. Powoli podszedłem i poczułem zapach krwi. Jakos sam z siebie przemieniłem sie spowrotem w elfią postać i podszedlem do ciała. Miał wiele ran i ledwo oddychał. Przechyliłem lekko jego głowe i spoglądałem na niego. -Idz..... i dostań..... się.......narade.-mówił cicho i z przerwami jak by mu to sprawiało trudniosc. Oczy mi napłyneło łzami i potrząsnełem nim aby nie zasypiał. -Nadaje....ci....imie....Płomien....-jego głowa opadła bezwładnie. Wśćiekły ruszyłem z całych sił w poszukiwaniu winowajcy. Nie mogłem sie przemienic w Tygrysa lecz poruszałem się jak on, szybko, cicho i z gracją. Biegłem dzień i noc mając na tropie coś...kogoś, sam nie wiem. Wkońcu zauwazylem w oddali sylwetke biegnącą lecz nie tak szybko jak ja. Był to troll który nagle się odwrócił i uśmiechną się drwiąco i powiedział: -a wiec ta osoba byc tobie bliska którą zjadłem.-po czym zaśmiał się. No choc pokazuj co cie nauczono. Wściekły do granicy ruszyłem ku niemu i skacząc na niego. Szponami rozerwałem go na strzępy a kłami wgryzłem się do brzucha. Troll był przerazony kiedy na niego skoczyłem, dopiero teraz zauwazyłem ze jestem znów w postaci Tygrysa. Po pomszczeniu Płomienia ruszyłem w pierwszym kierunku jaki mi przypadł. Błąkałem się po polanach polując na króliki przez wiele tygodni. Nie wiedziałem do kąd ruszyc w którym kierunku. Rozpaliłem ognisko i usiadłem na ziemi wtulony w liscie. Sam z siebie zaczełem cos nucic pod nosem. Nie znałem tej melodi i nigdy jej nie słyszałem którą nuciłem ale czułem sie jakbym ją znał. Ptaki usiadły przy mnie na gałąsce a zwierzęta z ciekawoscią wychodziły ze swoich skrytek. Nuciłem i nuciłem az zrozumiałem ze ma nie jest to zwykla pioseneczka. To pieśń lasów. Zyłem w lesie kilka nascie lat ucząc sie coraz bardziej. Zbierałem zioła i róznego rodzaju liscie i suszyłem nad ogniskiem. Uszyłem sobie torby ze skóry zwierząt. Raz na około trzy tygodnie zmieniałem miejsce obozu. Pewnego dnia jak zawsze z rana nabiłem nowy kawał mięsa na aby się juz powoli smazyło. Wyruszyłem do lasu aby pomuc rannym zwierzętom i zbierac zioła, rzadko przemieniałem się w Tygrysa bo nie widziałem potrzeby. Kiedy juz pod wieczór wracałem wyczułem zapach zwierzyny w moim obozie wiec ruszylem. Zauwazyłem całkiem wychudłą pantere spiącą przy ognisku, pieczeń tez była zjedzona. Zadne zwierze tak blisko nie podchodzi a zeby panthera znajdowała się w zimowych krainach, a miala ona nadzwyczajne rozmiary. Dawało mi to myślenia lecz wiedziałem ze nagły pisłek po glodowaniu nie jest dobry. Połozyłem Pantere na miekkiej skórze i przykryłem ją. Miała poranione łapy które opatrywałem i przykrywałem ziołami. Zwierze spało 2 dni i budzilo sie krótkimi chwilami i dawałem jej jeść i pić. Kiedy zmieniałem opatrunek nagle sie obudzilo i zerwało na nogi i pognało w las. Nie zaskoczony reakcją wiedziałem ze wróci, bo to nie była zwykła pantera. Dwa dni ukrywalo się w zaroslach w tym czasie uzupelniłem straty ziół i jedzenia. Pantera co noc przychodziła i zjadała pieczeń która jej przygotowywałem. Nie zwracałem na nią uwagi tylko opiekowałem się nia a ona co raz bardziej zblizała sie do ogniska. Pewnego razu kiedy przyszła zjadła pieczeń i zasneła. Jednego dnia nuciłem sobię tę pieśń co zawsze aby zwierzęta przedmną nie uciekały i mogł je uleczyc lub nakarmic. Wkoncu nadszedł czas aby znów zmienic miejsce obozu wiec je całe spakowałem i ruszyłem. Nie zdziwiłem się kiedy pantera ruszyła za mną, i podrózowała razem ze mną. Wyczuwałem w niej zachowanie elfie wiec zaczełem do niej mówic w języku elfow. Z ciekawosci chciałem zamienic się w tygrysa i zobaczyc jej reakcje. Zrobiłem to i zaatakowała mnie jak ja kiedys na mojego nauczyciela wiec mnie to nie zdziwilo i oplątałem ją korzeniami i straciła swiadomosc zmieniając sie w elfkę. Natychmiat ją wziełem i polozyłem pod kocami przy ognisku. Co wieczór kiedy siedziałem przy niej przygladałem się jej uwaznie. Zyłem tyle w odosobnieniu i spotkałem kogos. Elfa miała piękne długie zielone lsniące włosy. Twarz wydawała się delikatna i wrazliwa. Nigdy nie widziałem tak pieknej elfki. Zauwazyłem równiez znak na jej biodrze... był to taki znak jak ja mam lecz oznaczał Pantere. Po dwóch dniach w swietle gwiazd i ogniska obudziła się. -- Kim jesteś, moja piękna?-wkońcu moglem zobaczyc jej piękne lśniące oczy, były takie same w postaci pantery. Ja... nie wiem... – Wyszeptała, zlękniona, jak by nie wiedziala co myślec i robic. Zapadlo milczenie a ja się jej przyglądałem a potem skierowałem wzrok na biodro gdzie był znak. Myślałem w milczeniu po czym powiedziałem: - Czy wiesz co oznacza ten znak?-Zapytałem zdziwiony. Ona tylko pokręciła głową. - „Pantera”. Znaczy w dosłownym tłumaczeniu Pantera. Lub też pani cieni... hmm... jak to możliwe? Przecież jesteś elfem, nie ma mowy o wymieszaniu krwi...Zastanawialem się jak to mozliwe ze ona równiez jest taka jak ja po chwili namyslu zorientowalem się ze siedzimy w milczeniu. - Wybacz, straciłem głowę. Jak masz na imię? Mnie zwą Płomień, jestem druidem. - Shadowlady. – Odparła i uśmiechnęła się blado. Nie pamiętałam jak wołali na mnie w wiosce, ale skoro mam być „panią cieni”, to nią zostanę! Wędrowałem z nią przez długie lata przekazując jej wiedze jaką mi przekazano. Pewnego dnia powiedziała mi ze musi ruszyc do elfów lecz ja nie chciałem tam pujsc wiec zostałe... zastałem sam...sam zakochany w elfiej damie której mozliwe nigdy juz nie zobacze. P.S Wybaczcie za ortografie ale nie jestem swietnym pisarzem a co do histori tez nie za dobra pewnie. |
|
Post #2
12 Feb 2006, 15:02
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
|
Post #3
14 Feb 2006, 07:33
Hmmm... Czy myślałeś, że oceni Cię sama Shadow?
Dobrze znów spotkać Płomienia i myslę ze innych też ucieszy jego powrót. Jeśli tylko dobrze odegrasz tą postać, hmmm... wygląda na to, że się spotkamy 😊 P.S. Tylko gdzie, na Elune, Płomień ze znamieniem? Ech... następnym razem baczniej sie przyglądaj. Omały włos nie dołączyłbyś do mojego rodzeństwa... Witaj nauczycielu! 😊 😊 😊 |
|
Post #4
14 Feb 2006, 07:41
No proszę, rodzinka się powiększa 😀 Historia niezła, owszem, są i błędy ale... to Płomień 😊 zawsze trochę pokręcony był. Co do pisowni to się zgadzam z przedmówcą, word by się przydał. Znamienia komentować nie będę, ale wygląda na to że zostałeś moim bratem, bardzo prosze 😊 Za dużo tu już kobiet w rodzinie, tak, o tobie mówie Shadowku... Więc mam nadzieję że się spotkamy, byłoby o czym podyskutować 😊 |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |