📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4096
« Wróć do forum  •  5 post(ów) w temacie
Post #1 16 Feb 2006, 07:51
Imię: Almighty
Rasa: Tauren
Klasa: Wojownik
Wiek:31 lat
Wzrost: 240cm
Waga: 300kg
Kolor oczu: Piwne
Włosy: Długie brązowo-siwe

Urodziłem się jako drugi w dosyć zamożnej rodzinie orkowej. Z pokolenia na pokolenie jeden z członków rodziny wstępował do zakonu <kultu> Wojowników. Niestety ten zaszczyt mnie nie spotkał, wielkim i potężnym paladynem i obrońcą świątyni Wielkiego Dysofa. Anghar czyli mój starszy brat był ze mną skłócony i kiedy on trafił do zakonu nasze kontakty się zerwały, a ja próbowałem udowodnić, że to ja zasługiwałem na miejsce w zakonie. Anghar szczycił się swoją pozycją, mimo że przyjęcie go do zakonu nie było sprawą jego umiejętności. Po pewnym czasie pogodziłem się z tą decyzją i zacząłem pracę jako pomocnik mojego ojca, który wykuwał narzędzia pracy dla okolicznych górników. Potem nastały ciężkie czasy, mój ojciec zaczął chorować, a ja z matką i swoim bratem nie radziliśmy sobie z interesami ojca. Wkrótce nasz ojciec zmarł, to był ciężki moment w naszym życiu. Postanowiliśmy sprzedać warsztat ojca. Pieniądze jednak nie wystarczały, pracowałem za marne pieniądze jako najemnik w pobliskich wioskach. Postanowiłem, że wyjadę i zarobię grosza, aby nasza rodzina nigdy więcej nie borykała się z problemami. Jeździłem od wioski do wioski w poszukiwaniu jakiejś najemnej pracy. Trafiały się małe robótki, ale nadal to niebyła praca, za którą można utrzymać rodzinę. Postanowiłem wybrać się do Zhufbar. Chodząc po różnych karczmach natrafiałem na wielu dziwnych osobników, jednak żaden nie miał mi nic do zaoferowania. Znudzony bezowocnymi poszukiwaniami postanowiłem powrócić do rodzinnej wioski, z nadzieją, że coś się wydarzy...

Jakoś udało nam się przeżyć do końca tego roku, jednak coraz trudniej zawiązać nam koniec z końcem. Wraz z moim bratem Verhistem wyruszyliśmy w koleją podroż w poszukiwaniu pracy. Tym razem za nasz główny cel obraliśmy miasto Kislev, które jest ogromne, a co za tym idzie szansa na zdobycie pieniędzy jeszcze większa (przynajmniej według nas). Podczas wędrówki napotkaliśmy bandę rabusiów. Nie chcieliśmy kłopotów, byliśmy w stanie oddać im część naszego majątku, aby zostawili nas wolno. Im jednak to nie wystarczyło, chcieli zabrać nam wszystko, co mieliśmy przy sobie. Byliśmy w trudnej sytuacji, przytłoczeni ilością wrogów, ale na nasze szczęście grupa strażników z pobliskiego miasta pomogła nam. Udało nam się rozprawić ze wszystkimi napastnikami. Tylko jednemu z nich udało się uciec, a reszta leżała nieprzytomna. Kiedy chcieliśmy związać i oddać ich w ręce prawa zobaczyłem cos nieprawdopodobnego? Jednym z nich był... Mój brat, Anghar. Początkowo nie mogłem w to uwierzyć, jednak Verhist dostrzegł na jego szyi znak naszej rodziny. Wszystkich bandytów, łącznie z moim bratem dostarczyliśmy do więzienia, które znajdowało się mieśćie Kislev, do którego już wcześniej podążaliśmy...

Kislev to wielkie miasto skupiające ludzi wszystkich profesji i ras. Przypadkiem spotkaliśmy nawet innych wojowników z zakonu Wielkiego Dysofa. Opowiedzieli nam o "wyczynach" mojego brata, który haniebnie zbezcześcił relikwie Dysofa, i został wydalony z zakonu....

Oto cześć mojej bardzo powikłanej historii która zmieniła na dobre moje życie.


Rasa: Ork
Klasa: Wojownik
Wiek:31 lat
Wzrost: 189cm
Waga: 120kg
Kolor oczu: Piwne
Włosy: Długie brązowo-siwe

Urodziłem się jako drugi w dosyć zamożnej rodzinie orkowej. Z pokolenia na pokolenie jeden z członków rodziny wstępował do zakonu <kultu> Wojowników. Niestety ten zaszczyt mnie nie spotkał, wielkim i potężnym paladynem i obrońcą świątyni Wielkiego Dysofa. Anghar czyli mój starszy brat był ze mną skłócony i kiedy on trafił do zakonu nasze kontakty się zerwały, a ja próbowałem udowodnić, że to ja zasługiwałem na miejsce w zakonie. Anghar szczycił się swoją pozycją, mimo że przyjęcie go do zakonu nie było sprawą jego umiejętności. Po pewnym czasie pogodziłem się z tą decyzją i zacząłem pracę jako pomocnik mojego ojca, który wykuwał narzędzia pracy dla okolicznych górników. Potem nastały ciężkie czasy, mój ojciec zaczął chorować, a ja z matką i swoim bratem nie radziliśmy sobie z interesami ojca. Wkrótce nasz ojciec zmarł, to był ciężki moment w naszym życiu. Postanowiliśmy sprzedać warsztat ojca. Pieniądze jednak nie wystarczały, pracowałem za marne pieniądze jako najemnik w pobliskich wioskach. Postanowiłem, że wyjadę i zarobię grosza, aby nasza rodzina nigdy więcej nie borykała się z problemami. Jeździłem od wioski do wioski w poszukiwaniu jakiejś najemnej pracy. Trafiały się małe robótki, ale nadal to niebyła praca, za którą można utrzymać rodzinę. Postanowiłem wybrać się do Zhufbar. Chodząc po różnych karczmach natrafiałem na wielu dziwnych osobników, jednak żaden nie miał mi nic do zaoferowania. Znudzony bezowocnymi poszukiwaniami postanowiłem powrócić do rodzinnej wioski, z nadzieją, że coś się wydarzy...

Jakoś udało nam się przeżyć do końca tego roku, jednak coraz trudniej zawiązać nam koniec z końcem. Wraz z moim bratem Verhistem wyruszyliśmy w koleją podroż w poszukiwaniu pracy. Tym razem za nasz główny cel obraliśmy miasto Kislev, które jest ogromne, a co za tym idzie szansa na zdobycie pieniędzy jeszcze większa (przynajmniej według nas). Podczas wędrówki napotkaliśmy bandę rabusiów. Nie chcieliśmy kłopotów, byliśmy w stanie oddać im część naszego majątku, aby zostawili nas wolno. Im jednak to nie wystarczyło, chcieli zabrać nam wszystko, co mieliśmy przy sobie. Byliśmy w trudnej sytuacji, przytłoczeni ilością wrogów, ale na nasze szczęście grupa strażników z pobliskiego miasta pomogła nam. Udało nam się rozprawić ze wszystkimi napastnikami. Tylko jednemu z nich udało się uciec, a reszta leżała nieprzytomna. Kiedy chcieliśmy związać i oddać ich w ręce prawa zobaczyłem cos nieprawdopodobnego? Jednym z nich był... Mój brat, Anghar. Początkowo nie mogłem w to uwierzyć, jednak Verhist dostrzegł na jego szyi znak naszej rodziny. Wszystkich bandytów, łącznie z moim bratem dostarczyliśmy do więzienia, które znajdowało się mieśćie Kislev, do którego już wcześniej podążaliśmy...

Kislev to wielkie miasto skupiające ludzi wszystkich profesji i ras. Przypadkiem spotkaliśmy nawet innych wojowników z zakonu Wielkiego Dysofa. Opowiedzieli nam o "wyczynach" mojego brata, który haniebnie zbezcześcił relikwie Dysofa, i został wydalony z zakonu....

Oto cześć mojej bardzo powikłanej historii która zmieniła na dobre moje życie.
hotshot
Post #2 16 Feb 2006, 12:14
// Post Skasowany, wywo?ywam b?ad w bazie \\
Post #3 16 Feb 2006, 15:19
Czyli widze że jednak moje przeczucie się sprawdziło mamy kandydata na palladyna w hordzie 😀 . No ale nie byle jakiego w koncu jest Almighty 😂
Post #4 17 Feb 2006, 00:20
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
Post #5 17 Feb 2006, 22:15
Bardzo przepraszam za to co jest w tym temacie, ale to nie ja to pisałem!!! zrobił to moj "kochany" kolega (szymonnn) , który podszywajac się pod moją osobę podczas mojej nieobecnosci, skopiował historie z mojego krasnalka ipodał ją jako historie tego taurena, wielkie sorki..... a jemu to sie niezle dostanie <nie chciałbym być w jego skorze>

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026