|
Post #1
16 Feb 2006, 20:18
Imię: Jorengen Kolcozwierz
Płeć: Mężczyzna Rasa: Człowiek Wiek: Nigdy nie pytaj maga o wiek, to nieelegancko i niebezpiecznie Wzrost: 190 cm Waga: 76 kg Wygląd: Spoglądając na niego już z daleka można rozpoznać w nim maga. Zdradza go charakterystyczny pewny siebie chód i postawa ciała. Jego ubiór jest typowy dla każdego maga: długi czarny płaszcz z czerwonym podbiciem., spięty pod szyją, narzucony na prosta funkcjonalną i wygodną szatę. Jego czarne włosy swobodnie opadają na zawsze spokojną twarz. Jego piwne oczy emanują stanowczością i doświadczeniem. Zachowanie: Jest małomówny woli słuchać, i uważnie obserwować otaczający go świat. Nigdy nie wiadomo kiedy zdarzy się jakaś niebezpieczna bądź nieprzyjemna sytuacja której da się uniknąć, nie jest tchórzem, bynajmniej, po prostu nie miesza się w nie swoje sprawy. Jednak gdy zauważy jawną niesprawiedliwość zrobi wszystko by ją naprawić (nawet gdyby go to zabiło). Rozwiązania siłowe stosuje tylko w ostateczności, czyli w przypadku zagrożenia życia własnego bądź przyjaciół.(co nie oznacza, że nie potrafi porządnie przysolić) Słynie ze specyficznego poczucia humoru... Magia: Stara się racjonalnie wykorzystywać swoje umiejętności, jednak przyparty do muru wykorzysta każdy czar który mógł by mu się przydać. Ten dzień zapowiadał się całkiem normalnie. Jeszcze rano nie przypuszczałem, że będę siedział na jakimś zupełnym pustkowiu, pod wielkim drzewem, nieznanego gatunku, przy marnym ognisku i wylewał swoje żale komuś kogo zupełnie nie znam. Obecnie moim największym zmartwieniem, nie jest mocno padający deszcz, bynajmniej, tylko to, że właściwie nie wiem gdzie jestem, a co najgorsze nie wiem nawet jaki to wymiar. Tak, tak, ktoś porządnie spartolił sprawę przy rzucaniu zaklęcia przeniesienia, Znasz jakieś zaklęcia przeniesienia Nie? Nie? szkodzi. Przynajmniej mogę się cieszyć z dwóch rzeczy: po pierwsze, że nie trafiłem jednak do piekła, po drugie, jeśli zaklęcie nie wypaliło to oznacza to tylko jedno: ktoś nie potrafił nad nim zapanować. Encyklopedius Magikus mówi w takich przypadkach tylko jedno „Jeśli mag rzuca zaklęcie potężniejsze od swoich umiejętności, grozi to uwolnieniem ogromnej ilości energii magicznej”, co w rzeczywistości oznacza ogromną za przeproszeniem rozpierduche, i rozniesienie rzucającego na atomy. Przynajmniej tyle, jeśli chodzi o dobre informacje. Do złych mogę zaliczyć, również to, że robi się coraz zimniej i zewsząd otacza mnie gęsta mgła, która ogranicza widoczność na kilka metrów. No nic będę musiał tu troszeczkę posiedzieć i poczekać na poprawę pogody. To może opowiem Ci jak właściwie się tutaj znalazłem? Widzę, że jesteś bardzo pozytywnie nastawiony do tej propozycji. To było tak.... Właściwie od dziecka chciałem być magiem. Na całe szczęście rodzina nie miała nic przeciwko i posłała mnie do najlepszej akademii sztuk magicznej w mieście. Pobyt w akademii wymagał wiele wysiłku i ciężkiej pracy, ale ja nie miałem nic przeciwko temu, w końcu mogłem spełnić swoje marzenia! Każdy dzień mijał szybko, a nauka szła gładko, nawet nie zauważyłem kiedy nastąpił dzień egzaminów końcowych. Ubrałem swoją ulubiona, prostą i praktyczną szatę (ma wiele kieszeni, w których trzymam prawie cały dobytek), narzuciłem ulubiony czarny płaszcz i wyruszyłem w stronę Akademii. Właściwie to daleko nie zaszedłem, bo w najbliższej miejskiej bramie, ktoś porządnie dał mi w łeb. Ocknąłem się w ciemnym pomieszczeniu. Byłem zakneblowany i przywiązany do jakiegoś kamiennego siedziska. Kiedy próbowałem się uwolnić, ktoś klasnął w dłonie. Od razu zapaliły się dziesiątki świec. Po tym jak moje oczy przyzwyczaiły się do światła, mogłem ocenić pomieszczenie. Było dość przestronne całe zawalone regałami z magicznymi księgami.(biblioteka?) Siedziałem pośrodku, dokładnie wyrysowanego okogramu. Naprzeciwko mnie za drewnianym pulpitem, na którym leżała wielka magiczna księga, stał zakapturzona postać. Nagle zaśmiała się gardłowo i odsłoniła twarz. To był on! Xawier! Ten drań, którego upokorzyłem, dwa lata temu w szkole! Facet znęcał się na młodszym roczniku, ale w końcu jak to się mówi „trafiła kosa na kamień” i sprawiłem mu niezłą nauczkę. (Może nie wyglądam na jakiegoś osiłka, ale bić się potrafię, pozatym byłem niezły z eliksirów...). Tak więc po tym jak sprawiłem mu niezłą lekcje światopoglądową, facet wyleciał z uniwerku. Szczerze mówiąc to nieźle się darł „Zobaczysz Jorengen! Jeszcze Cię dorwę! A Wtedy pożałujesz, że się urodziłeś!”. A teraz stał z tym swoim paskudnym uśmieszkiem i ględził coś do mnie: „ A widzisz! Nareszcie Cię dopadłem! Pewnie myślisz, że Cię zabije, ale mylisz się. Są o wiele gorsze, rzeczy od śmierci... Na przykład: co powiesz na dłuuugie wakacje w piekle!” Po czym zaczął intonować zaklęcie. Momentalnie w powietrzu zaczął unosić się smród siarki i zrobiło się jakoś dziwnie gorąco. Szczerze mówiąc to spanikowałem! Pomyślałem, „nie ma sprawiedliwości na tym świecie!” i przygotowałem się na najgorsze. Co najdziwniejsze usłyszałem w mojej głowie odpowiedź: „OWSZEM. NIE MA. JESTEM TYLKO JA!”. Po czym, nie wiem jakim cudem, ale w komnacie pojawił się wielki czarny kot, który przewrócił jedną ze świec stojących w wierzchołku oktogramu, po czym wskoczył na pulpit przy którym stał Xawier. Wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie, facet ze strachu przejęzyczył się, coś szarpnęło, huknęło i nastąpiło jeszcze wiele rzeczy z „ęło” na końcu wyrazu, i tak wylądowałem tutaj pod tym drzewem. Resztę już znasz. O widzę że się przejaśnia! I mgła jakaś lżejsza! Chyba trzeba się zabrać do jakiejś roboty. Ooo... mówisz, że za tym wzgórzem jest jakieś miasteczko, w którym znajdzie się zajęcie dla maga. Świetnie! No to „komu w drogę temu siekiera w plecy!!!” jak to mówili w moich okolicach. Dziękuje, za wszystko, cieszę się że chciałeś wysłuchać mojej opowieści! Niech los ma Cię w swojej opiece! Koniec (Właściwie początek wspaniałej przygody...) |
|
Post #2
17 Feb 2006, 00:49
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |