|
Post #1
19 Feb 2006, 14:29
Nieumarły Kapłan:Villiand
Wzrost: 183 cm. Waga: 25 kg. Włosy: brak Oczy: małe błękitne, świecące ziarenka Karnacja: Zależy od aktualnych stanów egzystencjonalnych Opis Postaci: Źrenice świetlisto- niebieskie osadzone są w ciemnych cieniach oczodołów. Twarz postaci rysuje się krzywą esowatą i zakręca przy podbródku. Przygarbiona, jakby ściśnięta sylwetka postaci, smukłe wyolbrzymione kształty kończyn, z ostro zarysowanymi konturami doskonale korespondują z jej wnętrzem, wyniszczonym egzystencjalnie. Jego wszelkie uczucia przenoszą się na wygląd, deformując i wykrzywiając. Nie jest to postać, to istna karykatura postaci, karykatura myśli, groteska świata. Historia Postaci: W pomieszczeniu dostrzegalne były nikłe promyki światła od zapalonych świec. Ileż to razy wspominając o przeszłości zapominał o chwili obecnej. Ileż to razy w umyśle jego dostrzegalne były nikłe strzępy wspomnień, zatartych, zniszczonych, wirujących gdzieś w nadprzestrzeni. Wspomnienia te były jakże dziwne, jakże różne jakże bezsensowne, scalały się, tworzyły wizje. Widział siebie, nie mógł się nadziwić. Twarz młodzieńcza smukła sylwetka, niebieskie oczy ten wzrok, co przewiercał dziewczynom serca. Te serce, wielkie nieskazitelne, przepełnione ideami. Ten człowiek to nie on. To strzęp tego, co umarło, zabite za bezsens, za przebielone serce. Waleczność honor, rycerstwo, te turnieje wygrane bitki, te damy zapłakane rysowały mu się oczami umysłu. Jakież to wszystko było obłudne – pomyślał. Sztuczności marna, bezsensowne ogólniki, stworzyły go tym, czym teraz jest, tą istota, której z jakże wielka pasja nienawidził. Nic już nie jest takie same- stwierdził. Człowiek po śmierci dochodzi do tragicznych wniosków. Smutne jest to ( w ogóle z trudnością przypominał sobie te uczucie), ze przez cały okres swojej egzystencji i nadegzystencji , nie zaznał nic. Nie może sobie tego wybaczyć. Cofnąć czas- jakież to banalne. Co ja w ogóle tu robię. Nie sumienie nieistniejące nie da mu spokoju. Sumienie które umarło razem z nim nie odpuści. Żal pokonał śmierć, żal za życiem, które dopiero zrozumiał w momencie upadku, w momencie, gdy żarłoczne psy rozciągały jego, tkanki po wszechświecie. Przypominał swoje wcześniejsze myśli, krew płynącą strumieniami, tworzącą zakrzepy, przemieniająca się w istne rzeki oceany, łączącą się rozrywająca go od środka. Gorąca, kipiąca krew istnień, pojedynków, dam pięknych. Wszystko urywa się …. Wszystko łączy się i urywa przy tym drzewie, pod którym sęp wydziobywał wątrobę. Tak bracia rycerze, mężni, ginący za honor, przelewający krew za wiarę, walcząc ze złem współtworząc je. Pamiętał początek. Chwile rozstania z mistrzem, z mistrzem obłudy. Który nie nauczył go niczego prócz ogólników. Zakon, który z gracją ulepił go, bez refleksyjnego rycerzyka, figurkę, z wyrytym na twarzy „zabijaj za idee”. I przypominał sobie te twarze zarysowane, wykrzywione w grymasie, przekrzywione, zespolone, masa twarzy, rozwrzeszczane, zagryzane przez psy, z wybałuszonymi oczyma, zakochane twarze i twarze krwawe. Scena za sceną, Romans na przemian z mordem, damy i rycerze, zło i dobro, czarne i białe, Bitwy, Bitki, potyczki, walki, dzicy wrogowie, złe dzieci mordowane, tak jak i bestie. Sceny zaiste realistyczne, batalistyczne, huki strzały, ciągła pogoń, brak wytchnienia, chwila ukojenia w alkoholu. Istne misterium myśli. Chwała na wysokości Bogu – krzyknął z pasja i splunął. Wiara, złudnicza, za która niegdyś oddałby życie, ba ! oddał życie. Nieumarły skoncentrował się, próbował sobie przypomnieć – miłość. Umysł zaciskał się i rozluźniał jak pętla, był rozszarpywany, przeciągany, wykręcany – nic. Ponowna próba skoncentrowania, rozbitych myśli. Uruchomił wizje, ponowną, lecz niezbyt wyraźną, zamazaną, przejaskrawioną ogromem czerwieni. On chłopak, nastolatek, uczeń czeladnika, prawdziwe życie. Łza byłaby mu popłynęła w tym momencie, gdyby… Zastanawiał się również, co on tu robi. Nie mógł już dokładnie przypomnieć powodów i motywów nadżycia . Granice zacierały się po czasie. On zagubiony w swych myślach, powyrywanych fragmentach wspomnień, uczuć. W jego nadegzystencji, nie było celu, może niegdyś istniało jakieś rozwiązanie, jakiejś wyjście z tej bierności, teraz jednak zostało zatarte. Błądząc w poszukiwaniu motywu ( zagubiony raczej w obszarach umysłu aniżeli świata realnego), przemierza krainę za krainą, strzęp myśli za strzępem. Nieumarły uniósł powieki rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdował, zgasił zapalone wcześniej świece, a jedynym światłem, które rozświetlało teraz wszechobecna ciemność były jego jasne błękitne oczy. |
|
Post #2
19 Feb 2006, 20:35
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |