📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Historia Tredaka - samotny ork z Klanu Wilczego Topora
« Wróć do forum  •  6 post(ów) w temacie
Post #1 19 Feb 2006, 17:39
Niżej jest zamieszczony drugi, poprawiony opis.


Potężna błyskawica rozdarła pochmurne niebo oświetlając postać stojącą na szczycie skalnej skarpy. Umięśniona sylwetka i zielona skóra nie pozastawiała wątpliwości ,że jest to ork. Białe, groźnie sterczące kły kontrastowały z mądrymi, ciemnymi oczami, a mokre ,długie włosy spływały swobodnie wzdłuż masywnego karku. Ork stał wyprostowany i patrzył przed siebie. Wydawał się wyjątkowo nieobecny. Przypasany przy plecach ogromny topór lekko kołysał się na boki targany podmuchami nadciągającej wichury.

Stojąc na nieznanej skarpie i patrząc na nieznaną krainę Tredak przeklinał w myślach głupców ze swojego klanu, przeklinał duchy, które doprowadziły go do tego miejsca, przeklinał przeznaczenie ,które spisało jego los słowami samotności i bólu. Jeszcze parę miesięcy temu był częścią całości, częścią rodziny, częścią klanu Wilczego Topora. Szkolił się we władaniu toporem i marzył o wielkich bitwach ku chwale Hordy. Jakże to było proste, znać cel swojego życia, dążyć do niego… Ale wszystko się zmieniło, jednej przeklętej nocy.


.......................................................................................................................


Po wieczornym posiłku i naukach Grinda –Szamana Klanu Wilczego Topora , Tredak zasnął jak reszta jego współbraci. W nocy obudził go przeraźliwy syk. Całe ciało przebiegł zimny dreszcz. Ork instynktownie zacisnął rękę na drzewcu swojego topora i powoli się podniósł. Nie należał do bojaźliwych, ale mimo to coś go przerażało w nieznanym syku. Toporem odsunął wejściową płachtę i węsząc wychylił się na zewnątrz. Obozowisko tonęło w ciemnościach oświetlane jedynie nikłym blaskiem księżyca. Nie wyczuł żadnych zapachów, to było dziwne, wręcz niemożliwe , jednak niepokojąca myśl umknęła z jego głowy w ułamku sekundy. Tredak skoncentrował się na dźwięku, dochodził z zachodu. Powoli ruszył w jego kierunku wypatrując w ciemnościach oznak zagrożenia. W miarę upływu czasu syk przybierał na mocy, stawał się rytmiczny, głęboki i jeszcze bardziej przerażający. Pokonawszy wzgórze Ork dostrzegł zielonkawy blask wydobywający się z niewielkiej groty na południu. Ruszył w dół zaciskając palce na broni. Demoniczne brzmienie przybierało na sile w miarę zbliżania się do groty. Ogłuszało, wszystkie zmysły kazały mu zatrzymać się i rzucić się do ucieczki. Jednak ciekawość i chęć poznania, które towarzyszyły Tredakowi od dzieciństwa nie pozwalały mu zawrócić. Dotarł do wejścia i ostrożnie zajrzał do środka. Nic, skalny korytarz zakręcał po paru metrach lecz czym dalej w głąb jaskini , tym zielone światło stawało się coraz bardziej intensywne ,a pulsujący syk niemal powalał z nóg. Ork ruszył przed siebie ,zanurzając się coraz bardziej w zielonej poświacie. Pokonując drugi zakręt spostrzegł ,że przy ziemi unosi się niewielka mgła lub jakiś dym. Nic nie udało mu się wywęszyć. Po chwili dotarł do większego pomieszczenia, była to zaokrąglona grota bez innego wyjścia. Ściany pokrywały nieznane mu symbole i znaki. Na środku paliło się niewielkie ognisko, w około którego ziemia ozdobiona była szeregiem czerwonych okręgów. W ich centrum stał przerażający ,czworonożny stwór, Jego ciało pokryte było czerwonymi łuskami, grzbiet tworzyły kostne narośla ,a z łba wyrastały dwa potężne rogi. Bestia stała bez ruchu skąpana w zielonym świetle, które niczym sieć krępowało jej ruchy. A drugi koniec owej sieci trzymał Grind.

Szaman nagle przestał intonować demoniczną pieśń ,otworzył oczy i dostrzegł intruza. Wielkie, żółto-czerwone oczy wbiły swoje spojrzenie w sparaliżowanego ze strachu i zdziwienia Orka. I świat zalała czerń…


.......................................................................................................................


Następne co Trepak ujrzał to twarze jego braci z klanu. Potrząsali nim i próbowali go dobudzić. Ocknął się ,ciągle jeszcze dygocząc z przerażenia. Towarzysze pomogli mu wstać i czekali na wyjaśnienia. Ork złapał topór i wybiegł z siedliska, właśnie zaczynało świtać. Oszołomiła go woń i ilość zapachów jakie teraz odczuwał. Postanowił to później przemyśleć i ruszył biegiem w stronę namiotu szamana. W biegu odchylił wejściową płachtę i wbiegł do środka. Grind siedział na środku pomieszczenia mieszając jakieś zioła. Tredak złapał starego orka za szaty i wywlókł na zewnątrz. Rzucił go na ziemię i podniósł ostrzegawczo topór. Wokół zebrali się przebudzeni członkowie klanu. Dwóch uczniów szamana wbiegło do środka okręgu, jeden podniósł starego , kiedy drugi nienawistnie mierzył wzrokiem napastnika.
- Jak śmiałeś znieważyć Szamana swojego Klanu?! Wytłumacz się! – wrzasnął wściekły szaman, a od zgromadzonych podniosły się gniewne okrzyki.
- Jesteś Warlockiem Grindzie, nakarmię wilki twoim ścierwem! – odpowiedział gniewnie Tredak.
Wszyscy zgromadzeni zamilkli. W Klanie Wilczego Topora praktyki warlockie były surowo zabronione. Przodkowie klanu wyrzekli się demonicznej mocy i odnowili tradycje szamańskie oraz magię natury. Karą, za złamanie tego prawa była haniebna śmierć. Wszystkie oczy zwróciły się na szamana. W powietrzu czuło się groźbę.
- Jak śmiesz!!? Jak śmiesz oskarżać mnie o coś takiego?! – rzucił starzec.
- Widziałem cię! Wszystko widziałem! – i Tredak opowiedział zebranym co widział.
- Kłamiesz! – krzyknął Grind – cała noc zbierałem z moimi uczniami zioła ,oni mogą to potwierdzić! – a uczniowie pokiwali potakująco głowami.
- Czy ktoś widział ,żeby Tredak w nocy gdzieś wychodził? – zapytał szaman zebranych – Nie jest możliwe ,żeby udało się mu wyjść nie budząc żadnego z was!
- Racja! Prawda! To niemożliwe! – rozległy się głosy zebranych.
Tredak z niedowierzaniem opuścił topór, zdawał sobie sprawę ,że nie ma żadnych umiejętności skradania się i ,że wśród tylu łowców śpiących obok niego nie zdołałby wyjść niepostrzeżenie. Nikt też nie słyszał tego przeraźliwego syku, a przecież z pewnością powinni się obudzić przy chociaż najdrobniejszym hałasie.
- Jesteś opętany prze demony! Nie ma dla ciebie ratunku! Musisz Odejść stąd na zawsze! Nie jesteś już członkiem Klanu Wilczego Topora! – wywrzeszczał Grind.
Z tłumu podniosły się gniewne okrzyki i orkowie pochwycili zdezorientowanego Tredaka. Pod przywództwem szamana ,wywlekli go poza granice obozu i zakazali kiedykolwiek powracać.
Ten odchodząc zbadał jeszcze grotę ,którą widział w nocy. Była dokładnie taka sama jak pamiętał. Nie było jednak żadnych mgieł, zielonego światła, ani symboli czy znaków. Zdał sobie sprawę ,że chyba traci zmysły. To co widział nie było prawdą tylko sennym koszmarem, musiało tak być. W pełni zasłużył na los jaki go spotkał.

.......................................................................................................................


Stojąc na nieznanej skarpie i patrząc na nieznaną krainę Tredak przeklinał w myślach duchy ,które dopiero wczoraj pozwoliły mu zrozumieć, duchy które owej nocy poprowadziły jego duszę w podróż astralną , duchy które nakazały mu szukać nowego świata, duchy które otworzyły dla niego Mroczne Wrota, duchy które kazały mu zapomnieć o dawnym życiu, duchy które poradziły mu rozwijać swoje nowoodkryte szamańskie zdolności w tej obcej, niebezpiecznej krainie…


Imię: Tredak
Rasa: Ork
Klasa: Szaman
Post #2 19 Feb 2006, 17:59
Jak dla mnie nie znajduje sie tam nic co mogło by przykuć moją uwage... prawde powiedziawszy. Może ktoś inny będzie mieć inne odczucia. Pozdrawiam
Post #3 19 Feb 2006, 18:00
PS. Ale opowiadanie jest wporzadku... Tylko czegoś mi w nim brak 😊 jak dojde czego odpisze 😊
Post #4 20 Feb 2006, 00:25
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
Post #5 24 Feb 2006, 20:05
No więc uwzględniając wasze opinie i moje wnioski zmieniłem co nieco, a właściwie to prawie nowy opis. Teraz będzie mi sie zdecydowanie lepiej odgrywało postać , no i będzie ciekawiej 😊 Liczę na komentarze.



Potężna błyskawica rozdarła pochmurne niebo oświetlając postać stojącą na szczycie skalnej skarpy. Umięśniona sylwetka i zielona skóra nie pozastawiała wątpliwości ,że jest to ork. Białe, groźnie sterczące kły kontrastowały z mądrymi, ciemnymi oczami, a mokre ,długie, bordowe włosy spływały swobodnie wzdłuż masywnego karku. Ork stał wyprostowany i patrzył przed siebie. Wydawał się wyjątkowo nieobecny. Przypasany przy plecach ogromny topór lekko kołysał się na boki targany podmuchami nadciągającej wichury.

Stojąc na nieznanej skarpie i patrząc na nieznaną krainę Tredak przeklinał w myślach duchy, które doprowadziły go do tego miejsca, przeklinał przeznaczenie ,które spisało jego los słowami samotności i bólu. Jeszcze parę lat temu był częścią całości, częścią rodziny, częścią klanu Wilczego Topora. Marzył o wielkich bitwach ku chwale Hordy. Jakże to było proste, znać cel swojego życia, dążyć do niego… Ale wszystko zmieniło się jednej przeklętej nocy…

Po wieczornym posiłku i naukach Grinda –Szamana Klanu Wilczego Topora , Tredak zasnął jak reszta jego współbraci. W nocy obudził go przeraźliwy syk, a całe ciało przebiegł zimny dreszcz. Ork instynktownie zacisnął rękę na drzewcu swojego topora i powoli podniósł się z ziemi. Nie należał do bojaźliwych, ale mimo to coś go przerażało w nieznanym syku. Toporem odsunął wejściową płachtę i węsząc wychylił się na zewnątrz. Obozowisko tonęło w ciemnościach oświetlane jedynie nikłym blaskiem księżyca. Nie wyczuł żadnych zapachów, to było dziwne, wręcz niemożliwe , jednak niepokojąca myśl umknęła z jego głowy w ułamku sekundy. Tredak skoncentrował się na dźwięku, dochodził z zachodu. Powoli ruszył w jego kierunku wypatrując w ciemnościach oznak zagrożenia. W miarę upływu czasu syk przybierał na mocy, stawał się rytmiczny, głęboki i jeszcze bardziej przerażający. Pokonawszy wzgórze Ork dostrzegł zielonkawy blask wydobywający się z niewielkiej groty na południu. Ruszył w dół zaciskając palce na broni. Demoniczne brzmienie przybierało na sile w miarę zbliżania się do groty. Ogłuszało, wszystkie zmysły kazały mu zatrzymać się i rzucić się do ucieczki. Jednak ciekawość i chęć poznania, które towarzyszyły Tredakowi od dzieciństwa nie pozwalały mu zawrócić. Dotarł do wejścia i ostrożnie zajrzał do środka. Nic, skalny korytarz zakręcał po paru metrach lecz czym dalej w głąb jaskini , tym zielone światło stawało się coraz bardziej intensywne ,a pulsujący syk niemal powalał z nóg. Ork ruszył przed siebie ,zanurzając się coraz bardziej w zielonej poświacie. Pokonując drugi zakręt spostrzegł ,że przy ziemi unosi się niewielka mgła. Nic nie udało mu się wywęszyć. Po chwili dotarł do większego pomieszczenia, była to zaokrąglona grota bez innego wyjścia. Ściany pokrywały nieznane mu symbole i znaki, a sięgająca za kolana mgła mieniła się złowieszczo odcieniami zieleni. Niespodziewanie tajemniczy syk ucichł ,a mgła zaczęła krążyć niespokojnie po pomieszczeniu, jakby szukała drogi ucieczki. Tredak instynktownie cofnął się do tyłu ,a ręka sama chwyciła za broń. Nie miał pojęcia co się dzieje, a nie nawidził czegoś nie wiedzieć, szczególnie jeśli dotyczyło to jego samego. No i w takich sytuacjach zawsze lepiej mieć w ręce niezawodny topór. Chyba ,że rzecz dotyczyła magii, której nie cierpiał od czasu pewnej niewielkiej potyczki , podczas której jakiś blond-włosy, wychudzony człowieczyna potraktował go lodowym zaklęciem. Tredak usiłował się bronić ale moc zaklęcie nie tylko zamroziła broń ale także jego ramię, które od tamtej pory nie jest już tak sprawne w wymachiwaniu toporem. Ork wpatrywał się w osłupieniu jak mgła kształtuje się w jakąś sylwetkę, nie miała konkretnego kształtu ale wydawała się zaskakująco znajoma.
-Witaj Tredaku, w końcu do nas przyszedłeś – Głos widma wdzierał się do umysłu orka ,niosąc ze sobą przeraźliwy ból ,a świat zalała czerń…..

.......................................................................................................................

Stojąc na nieznanej skarpie i patrząc na nieznaną krainę Tredak z goryczą uświadomił sobie ,że nie pamięta już twarzy swoich braci z klanu. Jego życie się zmieniło. Ileż czasu spędził na bezowocnym poszukiwaniu owych Mrocznych Wrót, na spełnianiu żądań świata duchów. Przez tyle lat błąkał się po lasach ,targany sprzecznymi uczuciami, za dnia walcząc z głodem, w nocy zaś będąc dręczonym przerażającymi wizjami. Miał udać się do nieznanej krainy, wspomagać Hordę w walce z nieprzyjacielem, a w zamian duchy miały udzielać mu swojego błogosławieństwa. Nigdy nie pragnął takiej odpowiedzialności jednak potęga natury, którą dopiero co zaczął poznawać kusiła go nieprzerwanie, a duchy obiecywały więcej, jeśli tylko będzie postępował wedle ich woli. Cóż za ironia sprawiła, że dbał teraz bardziej o siebie niż wielkie idee, którymi był karmiony od dzieciństwa. Zginąć ku chwale Hordy, rzucać się do boju z okrzykiem na ustach, nie zważając na niebezpieczeństwo. Teraz takie puste słowa nie miały znaczenia. Nic nie jest czarne albo białe, świat tonie w szarościach ,a jedynym pewnym kierunkiem jest dobro samego siebie.


Huk kolejnej błyskawicy wyrwał Tredaka z zamyślenia. Strugi deszczu spadały z nocnego nieba ,a pojedyncze, okoliczne drzewa uginały się nerwowo pod naporem wichury. Wreszcie tutaj dotarł, wypełnił część powierzonej mu misji. Czerwona, skalista kraina przypominała legendy z dawnych czasów, legendy o prawdziwej ojczyźnie Hordy. Nieważne, przeszłości zostawił już za sobą, teraz liczy się chwila obecna. Wzmagający się od trzech dni głód znowu dawał o sobie znać, basowe burczenie wydobywało się natrętnie z poskręcanego żołądka. Owo burczenie było niezmiernie uciążliwe, pojawiało się w najmniej odpowiednich momentach, to płosząc zwierzynę, to ostrzegając nieprzyjaciela. Często w napadzie złości ,Tredak przeklinał duchy, obwiniając je o kolejne niepowodzenia ale w głębi siebie wiedział ,że to wina jego nieprzemyślanych eksperymentów z jadalnością niektórych roślin i owoców. Jakby w odpowiedzi na głód orka między pobliskimi drzewami mignął niewielki cień. Ulewa znacznie ograniczała widoczność ale Tredak widział ,że coś tam musi być. Dobył broń i ruszył na polowanie…


Chmury na niebie ustąpiły miejsca gwiazdą , a księżyc oświetlał swym blaskiem samotnego orka opychającego się świeżą zdobyczą. Nie udało mu się rozpalić ogniska, wszystko było zbyt mokre po całodniowej ulewie. Zresztą pomyślał o tym dopiero w połowie gwałtownego posiłku. Od tak dawna nie miał w ustach mięsa, a teraz udało mu się upolować jakiegoś dziwnego karłowatego dzika. Może nie był to najlepszy posiłek jaki jadł ale w tej chwili nie zamierzał narzekać. Z pełnym brzuchem położył się pod młodym drzewem i przyglądał się gwiazdom prześwitującym przez koronę drzewa. Robił tak co wieczór ,odkąd opuścił rodzinne strony. Tutaj niebo było zupełnie inne, nie znał tych gwiazd, nie układały się w żadne znane mu wzory. Napawało go to niepewnością i ukłuciem tęsknoty za domem. Było przeraźliwie zimno ,a przemoczone szaty pogłębiały jeszcze to uczucie. Zamrożona niegdyś ręka doskwierała mu najbardziej , tak jakby wbijano mu w ramie tysiące igieł. Nie dawała mu ona zapomnieć o swoim spotkaniu z ludzkim magiem. Odkąd sam zaczął oswajać się z mocą natury i powoli zaczynał ja kontrolować cała swoją niechęć do magii przelał na zimno. Nie cierpiał marznąć i gdy tylko tak się działo wpadał w paskudny humor. Niestety nie było w pobliżu nikogo na kim mógłby się wyładować, więc rzucił tylko przekleństwo w noc i zamknął oczy…
Post #6 26 Feb 2006, 17:46
Warning: mysql_connect(): Access denied for user

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026