📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4175
« Wróć do forum  •  2 post(ów) w temacie
szu
Post #1 21 Feb 2006, 17:37
1. Pokazuje iż elfy nie są gaje 😊

Mężczyzna
imię: Szu
Wzrost:180cm
Waga:85kg
Włosy: czarne
Oczy: niebieskie
Rasa: Elf
Klasa: Hunter

Ogarnia mnie strach. Strach przed życiem, przed każdą następną krwią, którą przeleję. Mówili, że strażnicy mają rację, mordując bez opamiętania każde stworzenie nie należące do przymierza. Z ich rąk spływa krew bezbronnych kobiet i dzieci. Orkowie byli źli. Nie, nie byli źli, byli „inni”... W moim sercu budzi się wątpliwość. Czy mieczem można jeszcze przywrócić pokój? Czy krwią wrogów mogę sprowadzić szczęście na mój lud? Strach… strach przed następnymi ofiarami. Czy kiedyś zdobędę się na sprzeciw?
Ach pamiętam cudowne lata Ashenville. Te pachnące lasy mieniące się wszystkimi kolorami. Życie tam było piękniejsze. Liczyła się jedynie miłość. Miłość do natury, do każdego życia otaczającego nas zewsząd. I ona piękna jak poranek. Co dziennie przychodziłem pod jej dom by napawać się widokiem Bogini miłości. Jej włosy jak liście kołyszące na przyjemnym wietrze tamtych spokojnych lat. Oczy… duże błękitne oczy pełne dobroci. Wieczna wojna tego marnego świata zabrała mi to, na czym mi jedynie zależało! Dziś już nie mam, za co walczyć. Ona wypełniała me serce. Bez niej jest puste… całkiem puste!
Wstał od stołu. Był to Elf. Mimo to ludzie z trwogą w oczach starali się odsunąć od niego jak najdalej. Czarno włosy mężczyzna rzucił kilka brzęczących monet karczmarzowi i wyszedł pozostawiając tyko szybko zapomniany przez kmieci strach.

2. Wyróżniony

Do ciepłej gospody wchodzi ubrany w skóry krasnolud. Przy sobie trzyma strzelbę i sporej wielkości tarczę. Wszyscy na jego widok zadrżeli. Nie to, że on jakiś straszny czy z grobu powstały. Po prostu wchodząc wpuścił sporą ilość zimnego powietrza polującego wraz z zamiecią na słabiej odzianych podróżnych. Krasnolud ten był całkiem sporych gabarytów. Posiadał od długą brązową brodę i włosy, które starannie plótł w długie grube warkocze.
Karczmarz znając zamiłowanie do trunków przybysza zakasał rękawy i zaczął nalewać piwa do wszystkich naczyń, jakie miał pod ręką.
- Witaj Timoker, co nam opowiesz dzisiaj?- Na te słowa podniósł do góry pełen kufel, co krasnolud zrozumiał jedno znacznie- Opowiedz nam jedną z twoich historii.
- Chętnie opowiem tylko mnie tak gardło od tych mrozów boli… a to dla mnie dziękuję, dziękuję- tu Timoker wypija jednym haustem cały kufel- dobre wy to piwo macie, natychmiast pomaga. A opowieści chcecie, no dobra opowiem wam o jednej z moich podróży.
Pamiętam jak to rok temu wyprawiłem się do Azeroth szukać nowych ród złota. Wiem, wiem to był głupi pomysł, ale cóż, złoto piechotą nie chodzi a starość przed biedą trzeba sobie zabezpieczyć. No, więc kiedy już dopłynąłem na wynajętym przeze mnie statku zacząłem rozglądać się za względnie bezpiecznym miejscem na nocleg. Nie obyło się bez uśmiercenia kilku ghuli pałętających się po tej lodowej pustyni. Po kilku godzinach podróży przez zaspy śniegu zauważyłem wejście do jaskini. O ja głupi, co mnie podkusiło żeby tam wchodzić. Co gorsza zacząłem z ciekawości zapuszczać się w głąb pieczary. Szedłem bez przerwy przez jakieś dwie doby w kompletnych ciemnościach. W pewnym momencie, kiedy już miałem dość łażenia przed siebie przystanąłem by odnaleźć coś na ognisko. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłem przyczepioną do ściany pochodnie. Bez chwili namysłu złapałem ją i zapaliłem krzemieniem, który miałem przy sobie. To, co ujrzałem było przerażające. Setki szkieletów moich współplemieńców przykrytych jedynie resztkami odzienia. Od razu wpadła mi na myśl zaginiona wyprawa, Muradina. Niestety nie miałem już czasu zaśpiewać nad ich grobami nawet pieśni sławiących czyny wielkich wojowników. Światło z pochodni musiało obudzić stworzenie, które zabiło tych Krasnoludów. Natychmiast zza cienia wyskoczyło wielkie monstrum na kształt pająka wielkości około 10 000 tysięcy karaluchów takich jak ten, który łazi po pańskim obiedzie. Nie będzie pan tego jadł? A to pozwoli pan, że się nie zmarnuje. Na czym to ja skończyłem? A już wiem. No i te pajenczysko sądząc z wyglądu było bardzo głodne. Ja, kiedy już zrozumiałem, co jest grane długo nie namyślając się złapałem swoją strzelbę. Strzeliłem gadowi prosto między oczy. A wierzcie mi tyle oczu to jeszcze nie widzieliście. Stwor rozpadł się na kawałki i zbrudził swymi flakami całe to przerażające miejsce. Czasu jednak na świętowanie zwycięstwa nie miałem. Wiedziałem, że tylu moich silnych braci nie mógł zabić jeden przerośnięty pajęczak. Muszę przyznać, że decyzja, którą wtedy podjąłem była moją jedną z najlepszych. Oo. nie widzieliście jeszcze tak szybko biegnącego krasnoluda. W oka mgnieniu byłem na brzegu rzeki. Dzięki „Bogu wszelkich klejnotów” akurat na brzegu stała łódź piratów. Zabrawszy się na nią powróciłem do was by opowiedzieć wam kolejną historie
- Chrząknął i oblizał wargi na widok popijającego piwo człowieka – A teraz dolej jeszcze jednego miły gospodarzu.
- I tak wiem, że droga do tej gospody jest twoim szczytem możliwości – odpowiedział karczmarz zapełniając następny kufel.

3.Niby dramat 😛

Akt 1
Scena 1

Wieczór, do potężnego gmachu rady Lorda Duratoru Znorama wchodzi Odoaker, młody wódz klanu „Ostrza Kalimdoru”. Ubrany jest w brązowy płaszcz i skórzaną zbroje z naszytym herbem. Jego stosunkowo duży wzrost równoważy dość słaba budowa. Przy sobie nosił długi kij który sądząc po wiszących na nim talizmanach był potężną różdżką. Kiedy już każdy znalazł swoje miejsce w gmachu Lord Znorama rozpoczął przemowę.

Lord Znorama <powstaje i rozpoczyna przemowę>
Witajcie, zebrałem was tutaj, by prosić o radę. Nie ukrywam ,że sytuacja jest trudna. Przymierze ignorując postanowienia traktatu napada i rabuje nasze ziemie. Robią to małe najemne drużyny nie mające nic wspólnego z wojskiem. Wiemy jednak, że to flota Królestwa ludzi ich tu transportuje. Musimy zacząć działać! I właśnie w tej sprawie was tu zgromadziłem. Radźcie!

Odoaker
Panie czy mogę?

Lord Znorama
Wypowiedz się klanie „Ostrza Kalimdoru”.

Odoaker
Przymierze musi ponieść karę za złamanie traktatu. I ja poniesie! Nie możemy jednak otwarcie zaatakować Azeroth. Nasze wojska są jeszcze zbyt małe by mogły sobie poradzić na wrogich ziemiach. Nie powinniśmy być także zbyt ufni sprzymierzeńcom. Z nie umarłymi wcale nie ma pewności czy w chwili zagrożenia na poprą. Przecież jeszcze do niedawna toczyliśmy z nimi wojnę. Trudno także się wiele spodziewać po Taurenach. Może i są silni i oddani Hordzie, ale tylko na tym kontynencie. Musimy pamiętać, że nim my tu przeszliśmy oni już tu od dawno mieszkali. Nie opuszczą ziemi na której żyją niezmiennie od wielu tysięcy lat. Słuchajcie więc… Przymierze musi zaatakować pierwsze. Nie poradzą sobie na obcym terenie. A z pomocą Trolli i Taurenów łatwo damy sobie z nimi rade. Będziemy się przygotowywali do walki na Kalimdorze jednocześnie prowokując Azeroth do pierwszego ruchu…

Klan Płonącej Blizny, Gr'dik <przerywa Odoakerowi>
O panie nie słuchaj tych oszczerstw. Nie możemy stać się tchórzliwi jak ludzie, nie możemy bezczynie stać i patrzeć jak kłamliwe przymierze zadaje podstępne ciosy matce Hordzie! Niech róg zabrzmi! Niech nasze topory splamią się krwią elfów! Mój Lordzie jedno twoje słowo a, każdy klan przyjdzie tu w swej największej potędze! I ruszymy by raz na zawsze skończyć z plugawym narodem ludzi! Bracia bijcie w bębny nadchodzi czas chwały!

Chórem wojownicy <rębajło sejmikowe>
Wojna!! Wojna!!

Odoaker <podnosi glos>
Głupcy nie każdego można zabić jedyne toporem. Ludzie w swych potężnych warowniach skrywają magie którą mój klan stara się zgłębić od pokoleń. A machiny? Jak chcecie zdobywać potęgę Azeroth bez balist. Jaki jest sens w atakowaniu Dun Morogh, nie mogąc zdobyć Ironfronge? Wodzowie, musimy się pogodzić z tym iż póki co w Azeroth nie pokonamy wroga. Jedynie co możemy zdobyć w takiej wojnie to śmierć tysięcy oddanych wojowników! Panie… za rok, może dwa staniemy się wystarczająco potężni. I wtedy…

Klan Płonącej Blizny, Gr'dik <pogardliwie>
Tchórzu, w Hordzie nie potrzeba nam takich jak ty… słabych. Widać, że płynie w tobie krew Ofrala. On też nie chciał walczyć z ludźmi…

Odoaker
Nie używaj tego imienia Gr'dik boś nie wart nawet tego by je wymawiać. Mój ojciec walczył i zginął, by tacy jak ty teraz marnowali jego dorobek. On pierwszy odkrył jak wiele tracimy małym zainteresowaniem mocą magiczną. Nasz klan próbuje to zmienić. Nie można zaprzepaścić szansy odbudowania potęgi. Będzie to jednak bardzo trudne jeżeli wojna znowu zagrozi tym krainą.

Klan Płonącej Blizny, Gr'dik
Nie masz prawa mnie pouczać ty podstępny szamanie! Każdy prawdziwy ork wie, że wojna jest naszym żywiołem. Nie powinieneś się nawet znaleźć w tej radzie! Taki szczyl, swą obecnością obrażasz grono będących tu dostojników…

Lord Znorama <kończy kłótnie>
Dość. Wojny nie rozpoczniemy, nie damy się sprowokować. Posłucham rady Odoakera, na wojnę musimy być lepiej przygotowani. Szczególnie, że nie mamy pewności jak zachowają się sprzymierzeńcy w razie niebezpieczeństwa. A teraz towarzysze rozejdźcie się i głoście po wszystkich klanach moje słowo.

4. Następny Ork

Idą, w dwuszeregu młodzi silni pełni wiary. Przemierzają Kalimdor by stoczyć walkę z elfami. Święcie przekonani, że zwycięską walkę. A wśród nich Gumak wojownik, wysoki wierny prawom hordy. Niedoświadczony, lecz jakże ciekawy. Patrzy z na lśniący topór swego dowódcy. Wierzy wierzy, że kiedyś…

Gdy pierwsze pyły bitewne zaczną opadać odsłania się miejsce masakry. Krwawa posoka, która jeszcze do niedawna szybkim nurtem spływała do okolicznej rzeki teraz zmieszana z ziemią przeobraża się w błoto, o którego ofierze nikt nie będzie pamiętał. Setki twarzy, które do niedawna znaczyła duma i wiara tera jest zwykłym poświęceniem zwyciężonych, o których pieśni nikt nie zaśpiewa. Na tym polu elfy zadały krwawiącą ranę hordzie zaskakując orków w środku nocy. I pewnie właśnie tu musielibyśmy szukać naszego bohatera gdyby nie pewien przypadek…

-No chodź, co się boisz zobaczymy tylko topór – Zachęcił kompana Gumak – Wejdziemy tylko zobaczyć nikt nas nie złapie a szczególnie ten stary ślepy żołdak T ‘hon.
- No nie wiem, węszę jakieś kłopoty…- odpowiedział kompan Gumaka Rahn.
- Nie widziałeś w tej broni musi być jakiś smok albo inny jaszczur. No chodź przecież nie robimy nic złego.
- Eh, no dobra idziemy.
Tak oto dwóch jakże młodych i jakże niedoświadczonych kompanów weszło do namiotu swego dowódcy…
- Gdzie on mógł go schować?
- T ’hon - cichy chichot Gumaka – wiadomo gdzie… pod poduszkę.
- W takim razie ja stąd zwiewam. Nie zaryzykuje przyszłości dla jakiegoś tam topora.
- Zaczekaj przecież nie zauważy.
-, Na co ty liczysz on musi być naprawdę przywiązany do swego topora, jeżeli trzyma go pod poduszką.
- Nie gadaj, lekko wyjmę topór podstawiając na jego miejsce moją rękę. Niema zagrożenia patrz.
- Nie tylko nie to.
Oczywiście Gumak wiedział lepiej. Delikatnie zaczął wyciągać magiczny Topór. Nie zwracał uwagi na to, że jego towarzysz omal nie zaczął panikować. Z uporem powoli wyciągał broń. Oczywiści wielce „delikatne” ręce orka nie nadają się do precyzyjnych prac co się objawiło obudzeniem się dowódcy.
- Co żeś zrobił do jasnej cholery…
- ups
- WRRRAAAAAAAAAA!!! Chcieliście wziąć mój topór podstępne niedorajdy. Zaraz go poczujecie na własnych szyjach!!
- Uciekamy!!
Jak powiedzieli ( a raczej krzyknęli) tak zrobili. W mroku nocy zgubili pościg (co nie było zresztą trudne biorąc pod uwagę stan wzroku T ‘hona).

I tak oto dzięki ogromnemu szczęściu udaje się Gumakowi i Rahnowi ujść z życiem nieświadomie uciekając przed masakrą, jaka miła nadejść za kilka godzin w obozie orków. Oczywiście nie byli tego świadomi. Rahn z ogromnymi pretensjami skierował się na wschód do swej rodziny a Gumak przemierzał krainy Kalimdoru w poszukiwaniu sławy i bogactwa. Może sam kiedyś będzie miał magiczny topór.

5.Pieśń

Imię: Broth
Rasa: nieumarły
Wiek: dość młody jak na nieumarłego
Wygląd: hmm… trochę nadgniły, ale te niedoskonałości są dobrze zamaskowane
Klasa: Wojownik

Wesoła Ballada o smutnym końcu Barda Brotha

Dawno dawno temu
Bitny Bard tędy chadzał
Nie miał własnego domu
Uczyć swych nie zdradzał
Broth na imię miał
Na lutni swej grał

A to jest pieśń o nieszczęsnym bardzie tym
Co w kwiecie wieku miał najlepszy rym
Odwiedzał gospody i śpiewał w nich tam
Jak wielkie potwory rozwalał mieczem swym sam
Po kilku głębszych kuflach nastawał jego czas
Aż rano błogi sen, sen kończył jego dzień!

Butny był ogromnie
Pyskaty i kłótliwy też
Swych wrogów bił okrutnie
Na głowie stał mu jeż
Broth na imię miał
Swą lutnią ludzi lał

A to jest pieśń o nieszczęsnym bardzie tym
Co w kwiecie wieku miał najlepszy rym
Odwiedzał gospody i śpiewał w nich tam
Jak wielkie potwory rozwalał mieczem swym sam
Po kilku głębszych kuflach nastawał jego czas
Aż rano błogi sen, sen kończył jego dzień!

Przyszedł na niego kres
W postaci silniejszego
Zabił człeka bies
Bard dokonał życia swego
Broth na imię miał
Chcę byś zasługi jego znał

A to jest pieśń o nieszczęsnym bardzie tym
Co w kwiecie wieku miał najlepszy rym
Odwiedzał gospody i śpiewał w nich tam
Jak wielkie potwory rozwalał mieczem swym sam
Po kilku głębszych kuflach nastawał jego czas
Aż rano błogi sen, sen kończył jego dzień!



Bard został wskrzeszony przez pewnego miłującego się w muzyce Lisza. Nudząc się wiecznością okropnie uznał, że najlepiej będzie jak znajdzie sobie jakieś hobby. Pamiętał, że za życia całkiem nieźle władał mieczem. Rozpoczął naukę w tym kierunku. Teraz podróżuje po świecie mordując i grabiąc, do czego przyśpiewuje sobie skocznie.

6. Najnowszy

Rasa Tauren
Klasa Wojownik
Wiek Młody




Stary podróżnik Timoker nie spodziewał się takiego widoku. Wysoki Tauren przechadzał się właśnie lasem. Krasnolud ze strachem w oczach natychmiast się skrył i począł obserwować przybysza. Rogi i broda jego nie były specjalnie wielkie. Wzrok Timokera natomiast przykuł strój wojownika. Żelazny ciężki błyszczący młot i ciężka zbroja płytowa robiły wrażenie. Do tego jeszcze te wszystkie tatuaże i dziwne kolczyki wzbudzały w Krasnoludzie mimowolny strach. Co gorsza Tauren zaczął iść w jego stronę…

………………………………………………………………………………………………

W Krasnoludzkim Barze jak zwykle tłoczno. Wszędzie leje się piwo i inne mocniejsze trunki. Dookoła słychać przyjemną muzykę i tylko okropny odór psuje dobrą atmosferę. Opijano właśnie 174 urodziny Timokera, który niestrudzenie przez całą biesiadę opowiadał o swych przygodach.
- A mówiłem wam kiedyś o tym jak spotkałem … „Bykoczłeka”!?
- I tak wiemy, że ty nigdy z kufla gęby nie wyjmujesz.
- To nie pamiętasz jak wyruszyłem na Kalimdor.
- Ale to chyba było ze 50 lat temu…
- No właśnie, wyruszyłem wtedy co by trochę kasy złapać i może jakieś no nieważne. Ważne że jak ledwo znalazłem się na lądzie spotkałem … „Bykoczłeka”.
- Krowe żeś zobaczył!
- Cicho wieśniaki, pozwólcie mówić. No, więc zwierze to jest ogromne dwa razy większe od Elfa. Rogi długie kręcone ostre zakrwawione chyba na dwa metry! A broda, czarna brudna i zapluta! Dzikie i złe to zwierze…

………………………………………………………………………………………………..

Tauren dojrzał przed momentem ustrzelonego dzika, który dogorywał właśnie ku uciesze głodnego krasnala. Zbliżył się zarzucił dzika na plecy i poszedł. Dla Timokera było to za wiele.
-Ej ty brudna krowo zostaw mój obiad!!
-O nie wiedziałem, że to twoje Krasnoludzie musisz jednak odejść, bo dzik został zabity na moim terenie łowieckim!
- Niedoczekanie zostaw go albo pożałujesz!
- Czyli? – Tauren położył zdobycz i wyjął ogromny młot. Na ten widok Timoker zdecydowanie załagodził ton.
- A może pokojowo rozwiążemy ten problem. Mam na imię Timoker a tobie jak jest?
- Awan
- Więc drogi Awanie przybyłem w pokojowych zamiarach. Jestem bardzo głodny a ty zabrałeś mi zwierzynę…, więc oddaj ją!
- Nie oddam ci jej mogę się za to wymienić hm daj mi ten trunek, co tak pośpiesznie chowasz. - Piwo o nie niedoczekanie trzymaj ten topór starczy ci no a teraz daj dzika no.
- Ładny topór Krasnoludzie oto twój dzik żegnaj i żebym więcej cię tu nie widział!
Krasnolud nic nie odpowiedział tylko pośpiesznie skrył się w krzakach by spożyć swój posiłek.


……………………………………………………………………………………………..

- Nie wiecie, jakie to okrutne stworzenie. Przechadzałem się spokojnie po obcym lesie, a tu nagle widzę jak wielki chodzący Byk znęca się nad biednym dzikiem. No, powiedziałem nie będziesz mi tu się nad zwierzyną znęcał, i jak mu nie strzeliłem w pysk jak go nie pogoniłem!. Na długo zapamiętał tę Krasnoludzką brodę oj na długo! Uciekał z podkulonym ogonem a ja w glorii spożyłem dzika.


……………………………………………………………………………………………….


- A wiecie, kogo ja spotkałem dziś w lesie nie uwierzycie.
- Kogo??
- Krasnoluda.
- Tu w tych stronach Krasnoluda, jakim cudem??
- Nie wiem. Miły nawet podarował mi topór dwóch zamian za dzika. Wezmę go na swoją wyprawę, bo wydaje mi się, że to nie zwykły topór…



Oczywiście to nie był zwykły topór tylko rodzinny skarb Timokera. Myśl, która przypomniała mu o tym skutecznie zepsuła jego przyjęcie urodzinowe.



Tak dwóch bohaterów mych powieści spotkało miejmy nadzieje nie jedyny raz…

.................................................................................................................................

No wiec który wam sie najbardziej podobał?
Post #2 23 Feb 2006, 09:59
eeeeee... a po co?

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026