|
Post #1
24 Feb 2006, 23:56
Jest to wstęp do historii mojej drugiej postaci. Jeśli można prosić o komentarze... 😊
(jak już napisałem, jest to wstęp, historię mam zamiar umieszczać w kawałkach) ....................................................................................................................................... Próba Gwiazd Część I Gwiazdy. Towarzyszą nam od zawsze, choć niezwykle rzadko przypominamy sobie o nich. Są tam, na nieboskłonie, odkąd tylko mogę spamiętać. Obserwują. Czujnie obserwują każde nasze zwycięstwo i porażkę. Najstarsi wiece powiadają, że hen daleko, niektóre stworzenia uważają je za bogów. Cudowne, mieniące się pięknymi kolorami ziarenka piasku na wybrzeżu przed domostwem bóstw. Tak, wspaniałe są to dzieła Matki. Plemienne przekazy mówią o wielu wierzeniach związanych z gwiazdami. Wierzono, że gwiazdy to strażnicy strzegący ich wolności. Słyszałem również opowieści o światłach na bezkresnym błękicie, które wskazywały drogę zagubionym podróżnikom podczas ich wędrówki. Tyle ile gwiazd na niebie, tyle przykładów mógłbym wymienić… I wszystkie, oprócz jednego, mówią o gwiazdach przychylnie. Ten jeden powinien Cię zainteresować, młody Kargoth*. Ten jeden opowiada o naszej kochanej Matce, która ten świat stworzyła i opiekuje się nim. Wiesz z Historii Powstania, że nie była w tworzeniu Eerie* osamotniona. Najważniejszymi pomocnikami były właśnie gwiazdy, wtedy pieszczotliwie nazywane przez Panią- Gellunde. Tak, te wszystkie małe gwiazdki to setki tysięcy przyjaciół Stworzycielki… Nieposłusznych przyjaciół. ....................................................................................................................................... Na początku była noc. Matka tak ustanowiła. I pierwsi z nas tę noc ukochali, bo była im jedyna i najwspanialsza. W nocy snuli opowieści, śnili, zagłębiali w rozmysłach. Ten czas poświęcali swej Duszy- duszy Eerie zarazem. Drugą porą, porą odpoczynku, była Nicość. Wtedy to Pani uciszała serca i umysły naszych przodków by mogli w spokoju odpocząć. Pierworodni tą porą gardzili, Matka kochała, gdyż mogła w skupieniu pracować nad światem. Nocą pracowały Gellunde, za Nicości Stworzycielka. Gwiazdy były tym bardzo zmartwione. Kochały Matkę i bały się samotności, gdyż była ona ich jedyną towarzyszką (Pozbawione były one możliwości rozmowy ze sobą, by nie przeszkadzać Pierworodnym w medytacji). Matka uznała, że tak pozostać musi, tak lepiej będzie dla jej Dzieci. Tak też zostało. Do czasu. Stworzycielka coraz więcej czasu poświęcała Pierworodnym zapominając o Gellunde. Przychodziła w Nocy i rozmawiała ze swymi Dziećmi, na gwiazdy nie zwracając uwagi. Doszło do buntu. Gwiazdy przestały pracować, poczęły natomiast przeszkadzać Pierworodnym w ich rozmyślaniach. Dzieci Stworzycielki stały się agresywne i nieokiełznane, mordowały własnych braci. Matka zobaczyła swój błąd i uroniła łzę… Kolejną… W końcu łzami zalała połowę świata… Tym samym stworzyła Wielkie Morze. Nieustannie rozpaczała, a morza rozrastały się… W końcu, by chronić swe Dzieci, zmuszona była stworzyć Czarny Wir, który zmieniał wodę w pustkę. Następnie Matka zamknęła zbuntowane Gellunde w klatkach nicości, utwierdzając każdą w innym miejscu. Czas, w jakim Pani zniewoliła gwiazdy, nasze plemię uznaje za okrągły rok. Stworzycielka postanowiła postawić na straży gwiazd księżyc i mroczne bezkresy w nocy, a w Nicości błękitną nieskończoność, dziś zwaną nieboskłonem, i Słońce, największego Strażnika w Historii. By słońce nie zakłócało swym blaskiem pory Snu, Najwspanialsza ustaliła nowe pory- porę światła, czyli Dzień, (w którym była chwila zwana Południem, kiedy Słońce widziało wszystkie gwiazdy) dwie pory rozmyślań- Poranek i Wieczór, postanowiła również dodać chwilę Północy, kiedy to księżyc zyskiwał największą siłę i mógł radzić sobie ze wszystkimi gwiazdami. Z Dziećmi swymi odbyła długą rozmowę wszystko tłumacząc i przepraszając. Niestety w Pierworodnych pozostała niewielka część wcześniejszego gniewu. Od tamtej pory nasi przodkowie w Nocy odpoczywali, a w Dzień wypełniali wszystkie przyziemne sprawy i, niestety, zaspokajali swą rządzę krwi. Porankiem i Zmierzchem dumali wznosząc modły do sił Natury i do samej Matki. Stworzycielka ukończyła świat. Tak jak Twa matka ukończyć może posiłek, który dla rodziny gotowała, jak Twój ojciec skończyć może schronienie Narrasem zwane, tak Matka ukończyła Eerie. Wtedy to zasiadła w swym domostwie i co wieczór obserwuje swe Dzieci i ich życie. Od tamtej pory nigdy już nie pokazała się Pierwotnym, ani też nie pomogła im w ciężkich czasach. Nasi przodkowie zrozumieli, że Matka nie opuściła ich, lecz liczy na czystość ich dusz przy podejmowaniu ważnych decyzji. Tak pozostało do czasów dzisiejszych. ........................................................................................................................................ Była to historia w ogromnym skrócie, lecz jak zapewne zauważyłeś, zawierała ona przekaz, z którym wiec Twego plemienia Cię nie zapoznał. Nie złość się na niego, toż to nie jego wina. Tak postanowiła sama Matka. Młodzi Taureni nie powinni znać całej historii… Dopiero, gdy dorastają ich dusza i umysł, i są oni w stanie pojąć tak ważne historie, ta wiedza zostaje im przekazana. Teraz, gdym już Cię zapoznał z najprawdziwszą prawdą, czeka Cię próba Gwiazd… *Kargoth- uczeń, adept **Eerie- Świat Nazwy mogą wydawać się poniekąd elfickie ale jak zauważyłem, elfy z Taurenami mają wiele wspólnego więc nie widziałem przeszkód w wymyślaniu kolejnych nazw (te były po prostu pierwsze, które nasunęły mi się na myśl). |
|
Post #2
26 Feb 2006, 17:25
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
|
Post #3
26 Feb 2006, 20:04
Fajne to... I naprawde świetne wprowadzenie... Takie podstawy wierzeń plemienia... Naprawde doskonaly podkład psychologiczny. Licze, że urodzi się na tym wspaniały Tauren. Zycze dalszej weny. 🙄
|
|
Post #4
02 Mar 2006, 17:52
Aiiieee..... Wygląda na to, że napisanie kolejnej części zajmie mi sporo więcej czasu niż przypuszczałem 😠 Szkoła sux, badly. I jesli to za malo to szkola kickz ass... Badly, too.
(Druga część w połowie ukończona) |
|
Post #5
02 Mar 2006, 19:34
Nie ma to jak olać szkołę.
Dalsze dzieje postaram się dość systematycznie dołączać. ......................................................................................... Początek Część II …………………………………………………………………………………………………... Powietrze w jaskini było krystalicznie czyste, gęste i czuć w nim było delikatną nutę prastarych ziół. Miało też inną nieczęstą przypadłość- było starsze niż całe plemię Visthar razem wzięte. A to nie lada wyczyn. Zdawało się, że powietrze nigdy nie wyszło poza obrąb jaskini, było nieskazitelne… Tak jakby nikt go nie używał i jakby jakaś nieznana siła trzymała je tylko dla siebie. Młody Tauren wiedział o wspaniałym oddechu Matki, który i jego rasie pozwalał oddychać. Gdy Pani spała spokojnie, powietrze też było spokojne, klarowne i chłodne; ale jeśli tylko Stworzycielka martwiła się czymś, jej oddech stawał się szybszy i nerwowy- na Ziemi wichry łamały potężne drzewa i sprawiały, że jego bracia chowali się by ratować swe życie. Wiedział również, że tylko dzięki stworzycielce nadal mogą żyć, gdyż wciąż sprowadza do siebie stare wichry, te umęczone i słabe, i wpuszcza nowe- pełne sił i chęci poznawania świata. Dlatego też jaskinia wprowadziła go w stan dziwnego zauroczenia. Polecenie plemiennego szamana brzmiało: „Idź do jaskini, gdzie stał się Początek i znajdź ostatnią komnatę, wilczą komnatą zwaną. Tam poznasz Prawdę i Endre*.” Kargoth, posłusznie starając się spełnić oczekiwania szamana błądził w jaskini, długo już szukając tajemniczej komnaty. Z ogromnym spokojem przemierzał coraz mniejsze korytarze. Zdarzało się, że leżąc musiał pokonać niektóre przeszkody, lecz i to nie zakłóciło spokoju Taurena. Niestety wszystko ma swe granice. Gdy po raz kolejny z mozołem wsunął się do dobrze znanej mu już komnaty, wstał i mruknął zamyślony. Rozejrzał się wokół i pogładził brodę. Skoncentrował się na wyglądzie kłów wyrastających z podłoża i ze sklepienia. Skorzystał ze swych wrodzonych zdolności… Ravant miał umiejętność „pierwszorzędnego” patrzenia- czasami, gdy wszystko go zawiodło, każdy pomysł kończył się niepowodzeniem, Tauren przypominał sobie o swej wspaniałej zdolności. Jego Dar polegał na tym, że już w młodości Ravant widział wszystko takim, jakim jest naprawdę- bez zupełnie zbędnych emocji i obłudy. Oceniał zdarzenia chłodno i spokojnie, nie przejmując się słowami innych. Potrafił rozmawiać ze zwierzętami- nie w ich języku, po prostu rozumiał te istoty, potrafił znaleźć się w ich skórze, właśnie dzięki swym obserwacjom. Całe plemię zawsze mówiło mu, że każdy szaman powinien posiadać tę umiejętność. Przez przymrużone powieki spojrzał na całe pomieszczenie. Po chwili wszystko się rozjaśniło… W końcu umysł zaczął postrzegać wszystko tak jak powinien- zauważył Drogę prawdziwego Szamana. Zamiast zwykłych skał wyrastających z podłoża, Tauren zauważył wilcze szczęki i kły, prowadzące do wnętrza wilka, do jego serca. Do Wilczej Komnaty. .................................................................................................................... *endre- Koniec (to nie endre drugiej części 😊 ) |
|
Post #6
06 Mar 2006, 06:35
"Pierwszorzędne" patrzenie powiadasz? 😉 No to ja tylko czekam na Małe-Fioletowe-Ludki-Z-Rudymi-Czuprynami-Pokazujące-Nieprzyzwoite-Gesty 🙂 😂 😂 🙂
|
|
Post #7
06 Mar 2006, 15:11
A wiesz ze dopiero jak to napisalem to skojarzyłem? 🙂 No zdarza sie, ale to sie tyczy kazdej takie profesji zwiazanej z |prawdziwą| madroscia... jesli wiesz o co mi chodzi.
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |