|
Post #1
25 Feb 2006, 21:32
Imię: Rasha
Klasa: Hunter Rasa: Ork Kolor oczu: Czerwony Wzrost: 185 cm - cholera jak zimno! - pomyślał Washra. Poskakał chwile w miejscu i ponownie zabrał się do rozpalania ogniska w małej, obskurnej i wilgotnej jaskini. Rzucił spojrzenie kątem oka na leżące w głębi dziecko. Spało. Po kilku minutach nareszcie udało mu się rozpalić ogień. Mały Ork obudził się i spojrzał przerażony na Wshrę. - nie bój się. Już wszystko wporządku – dziecko nadal na niego patrzyło – napadły cię wilki. Masz szczęście, że byłem w pobliżu. Gdzie są twoi rodzice? - uhh… ja… nic nie pamiętam – wybełkotał malec. - już dobrze. Chodź tu i się ogrzej. – maluch podszedł nieśmiało do ogniska i usiadł na piętach wystawiając twarz i ręce w stronę ognia. - jak się nazywasz? Pamiętasz? – nadal wypytywał Washra. - ch… chyba… nie, nie pamiętam… - skoro tak, to nazwę cię… Rasha. Tak więc oboje przez następnych sześć dni poszukiwali rodziców malca, lecz na próżno. - eeh… tak sobie myślałem, że skoro nie masz już rodziców to powinienem się tobą zaopiekować. Wychowam cię na prawdziwego i dobrego łowcę. Co ty na to? - dobrze – odpowiedział bez namysłu Rasha. - Rasha! Rasha, chodź tu szybko! Chłopak jak wystrzelony z procy wyleciał zza pobliskich skał i rzucił się z toporem na trzy wilki. Szybkie cięcie z góry w łeb pierwszego, półobrót, cios, unik, cios i po chwili już zabierał się do zdejmowania skór ze swoich ofiar. - bywało lepiej – ciężko westchnął stary już Washra - masz racje, ale nie wolno się poddawać, a za te skóry dostaniemy może jakiś nocleg i ciepłą strawę - dobrze by było… szkoda, że taki talent marnuje się przy boku starego głupca! - nie mów tak! Gdyby nie ty to bym tego wszystkiego nie umiał! - może i masz racje… ale powinieneś siedzieć u jakiegoś wielmoża na dworze, zarabiać mnóstwo złota, mieć dziewek jak lodu i dobrego żarcia ile dusza zapragnie! A tymczasem ja robię za przynętę, a ty zabijasz te wychudłe wilki. Rasha skończył właśnie zdejmowanie skór z trzech, faktycznie niezbyt mięsistych zwierząt. - chodźmy zanim się ściemni – powiedział Washra. Ruszyli wąską ścieżką ku zachodzącemu słońcu. Nie przeszli nawet stu kroków kiedy zza krzaków wyskoczył człowiek ze spodniami opuszczonymi do kolan i sztyletem w ręce. - oddawać wszystko co macie! – krzyknął - chwila! Pójdźmy na układ! Oddam ci mój topór, a ty nie będziesz nic więcej od nas chciał. Ten topór to pamiątka z dawnych lat. Jest wykonany z bardzo dobrej stali. Zgadasz się? – zaproponował młody Ork - hahaha! Zgoda – zaśmiał się bandyta poczym wyszarpnął z ręki Rashy jego topór, skierował sztylet w stronę Washry, a topór w strone Rashy. - głupiec! A teraz oddaj te skóry i sakwe co masz do paska przypiętą! Łupieżca odebrał cały dobytek dwóch Orków, poczym czmychnął zpowrotem w krzaki. - szkoda mi ciebie. Żal, że jesteś tak ufny i święcie wierzysz w dobre intencje ludzi. Cieszmy się, że nas nie zabił… - przepraszam – młodzik opuścił ze smutkiem głowe. Washra leżał przy ognisku potwornie kaszląc i plując krwią. Obok niego siedział Rasha i wyjmował strzały z ciała swego drucha. - to nic nie…ekhe… nic nie da! To już…ekhe… koniec… - nie! To się nie może tak skończyć! – zawył młody Ork Washra sięgnął resztkami sił do kieszeni koszuli i dał Rashy swój amulet, a potem wyzionął ducha. - cholera! I co ja teraz mam zrobić! Zamknął oczy staremu nauczycielowi i zaczął pakować najpotrzebniejsze rzeczy do sakiew. Kiedy już skończył wyszedł przed jaskinie i ze świstem wciągnął powietrza do płuc. - będzie wojna – pomyślał i ruszył w strone odległych snopów dymu. Wokół młodego Orka zaroiło się już od elfów z łukami wycelowanymi w jego korpus. Nie przejmował się nimi i parł do przodu. Chodziło mu tylko o jedno. Zabić tego, który strzelał do Washry! - odsuńcie się głupcy! Chodzi mi jedynie o waszego wodza! - nie masz wstępu na nasz teren! - zakmnij się, chyba, że chce stracić głowe – Rasha położył ręke na toporze przytroczonym do pasa. - tylko spróbuj! - spokojnie chłopcy! To sprawa między mną a nim! – zza pobliskiego drzewa wysunął się dość niski jak na elfa przywódca łupieżczej bandy – jeśli mnie zabije to dajcie mu spokój i puśćcie wolno, zrozumiano? - tak szefie! – chórem krzyknęli podwładni - no! To zaczynamy – rzekł Rasha wyjmując topór. Dowódca elfów dobył z pochwy smukły sejmitar i rzucił się na Orka. Rasha odbił cios toporem, a miecz elfa ledwo co przetrzymał uderzenie. Modrin, bo tak było na imie elfowi, rzucił się z kolejnym ciosem wysoko podnosząc swoją broń. I tym razem atak został sparowany. Rasha zaczął atakować. Najpierw ciosem z góry, na głowe, potem z boku, w ramie. Elf zwinnie unikał ciosów. Cios, unik, cios, unik, krew. Tumany kurzu wzbijające się ponad ziemie przesłoniły widok. Po chwili elfom ukazał się straszny widok. Ich wódz leżał martwy, a nad nim stał Rasha z rozciętym prawym ramieniem. - no! To do zobaczenia – rzekł Ork powoli odchodząc i wsuwając topór za pas. |
|
Post #2
27 Feb 2006, 12:10
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |