|
Post #1
27 Feb 2006, 21:26
Imię:Arto
Rasa:Ork Klasa:Bierzesz topór i sieczesz(wojownik) Wiek:Sam niewiem dosyć młody jestem,dwóch ojców przeżyłem Wzrost:Tym się pochwalę przerastam trzy obiady(dziki)stojace na sobie Waga:Nieradzę mnie podnosić Opis: Arto nosi długie,gęste czarne włosy.Na ramieniu ma wyryty znak klanu ²²Chwalebnej Pieśni".Podbródek porasta czarna kozia bródka.Nos ma nieco zadarty do góry.Oczy są koloru krwistej czerwieni.Mięśnie brzucha ma twarde niczym skała a ramiona szerokie niczym baobaby.Niemal na każdej części ciała widać wystające żyły.Arto jest przebiegły i szybki..Jego duże wyłupiaste oczy potrafią zauważyć każdy szczegół.Na wszystkich patrzy z pogardą.Chodzi z wysoko podniesionym czołem.Arto jest bardzo roztrzepany,porywczy i agresywny,często dość konfliktowy.Brak mu roztropności i dlatego łatwo wpada w kłopoty,najpierw robi potem myśli.Żyje według jednej zasady:NIEMA ZASAD.Topór trzyma blisko siebie,uważa że zawsze nadaży się powód do walki.Wyruszył w podróż żeby oczyścić świat od JEDZENIA.Chciałby zostać bohaterem mimo wszystko(Miałby jedzenia pod dostatkiem).Nieufa nikomu,własny przyjaciel dla którego życie ryzykował zdradził go.Nie jest taki głupi na jakiego wygląda. Historia postaci: - Co robimy Give? - Niewiem,zajdż go od tyłu! Próba zajścia z flanki nie powiodła się.Bestia była zbyt szybka i przebiegła. - Spróbuj jeszcze raz,nie zniechęcaj się!-powiedziałem Ponownie się nieudało.Pszeszedła mnie szalona myśl,postanowiłem ją wykorzystać. - Uciekaj Give! - Co ty knujesz Arto?-zapytał kulejąc ork. - Rób co mówię! I tak też się stało Give uciekał,a ogromny demon biegł w jego stronę.Gdy bestia już miała chwytać dzielnego orka.Wyskoczyłem zza klifu wbijając miecz demonowi na wpół-głowy.Give podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy i rzekł: - Jesteś bochaterem Arto,uratowałeś cały nasz ród! Droga do rodzinnego miasta trwała wydawało sie parę długich wieków.Jednak gdy tam dotarliśmy,powitano nas jak prawdziwych bochaterów. - Wstawaj obiboku,zasuwaj do koszar!- odbył się głos Po krótkiej chwili zauważyłem,że znajduję się w skromnym legowisku,leżę na zimnym kamieniu. - Westchnąłem-Ach to tylko był sen,tak bardzo chciałbym żeby sie spełnił,ale to takie małe małe marzenie. - Nie slyszałeś jak do ciebie mówię?!- odbył się poraz drugi ten sam orczy głos. Trzeci raz nie trzeba było mi powtarzać,ubrałem się i ruszyłem na trening do koszar.Jak zwykle powitał mnie mój przyjaciel Give.Resztę dna spedziłem w koszarach.Pod wieczór zmęczony wracałem do legowiska.I tak wyglądało moje całe życie.Ale był jeden dzień w tygodniu który był warty całej tej męczarni,dzień w którym wspólnie z Give wyruszaliśmy na polowanie.Oczywiście im polowanie było niebezpieczniejsze tym bardziej było przyjemniejsze. Któregoś dnia miałem już dosyć - przecież nie zasłynę jako bohater spędzając całymi dniami w koszarach.Poinformowałem Give o moim planie.Uważał go za doskonały,postanowił ruszyć ze mną.Zrobilismy nie mały zapas surowców(troche pożyczyliśmy,może kiedyś oddamy)i o północy wyruszyliśmy.Przez następny dzień wędrowaliśmy w upale słońca.Zużyliśmy wiele litrów wody.Na noc zatrzymaliśmy się na zielonej polance.Rozbiliśmy obóz,po długiej podróży postanowiłem odpocząć zresztą Give też.Tej nocy było to ciężkie,zewsząd dobiegały głosy dzików.W pewnym momencie wyszedłem z toporem w ręku,zauważyłem piękne stworzenie na zasięgu ręki-NAJTŁUSTSZEGO DZIKA jakiego w życiu widziałem,niemogłem przepuścić okazji to było za piękne. Parę minut pózniej siedziałem nad ogniskiem podpiekając zwierzaczka.Noc była piękna,usnołem z uśmiechem na twarzy.Kolejne dni były ciężkie,upał z każdym dniem wędrówki nasilał się,coraz mniej było wody i sił. - Wiesz co może zatrzymamy się w jakieś wiosce aby nabrać wody?- zachrypiał Give - Świetny pomysł!Konam z głodu!- odpowiedziałem z uśmiechem Tego samego dnia znależlismy się w wiosce Danmer,odrazu mi się tu spodobało.Niebyła to ogromna wioska,ale i niebyła taka mała.Pozwiedzaliśmy my trochę i trafiliśmy do karczmy.Tam upiliśmy się,jak nigdy dotąd i chwiejnym krokiem udaliśmy sie na spoczynek.Rano zbudziłem się z wielkim bólem głowy,dosłownie sekundę póżniej mój przyjaciel oznajmił mi,że okradli nas.Wściekłem się,rozwaliłem pół pokoju i olśniło mnie....NIEMAMY PIENIĘDZY. Wiele myślałem co możemy zrobić,aby poprawić stan majątkowy,zaś Give naprawiał to co rozwaliłem. - Już wiem-wykrzyknąłem z radością - O co chodzi Arto?-z zaciekawieniem syknął Give Jedyne co pamiętałem z tamtego wieczoru to to,że dziś ma się odbyć turniej w jedzeniu,zrobię to z przyjemnoscią i dla pieniędzy,ponieważ dobrze zapłacą za wygraną.Wytłumaczyłem mojemu towarzyszowi w czym rzecz i pobiegłem na zapisy.Okazało się,że potrzebne są wpisowe trzy srebrne krążki.Uzyskałem je siłą od przechodniów,którzy mieli takie szczęście i natrafili na mnie.Pierwszy pojedynek miałem rozegrać z niejakim Zigiem,stresowałem się ,bo obok mnie dopingowal mnie mój przyjaciel,odemnie zależało jak nasze życie się potoczy.Nałożyłem trzy dziki,on pięć niemiałem ochoty tego robic ,straciłem apetyt.Mój przeciwnik okazał się słaby zjadł tylko jednego dzika ja sprostałem zadaniu i pożarłem moje trzy porcje. Resztę pojedynków wygrałem z dzieciną łatwością.I tak doszłem do finału,finał nie był taki prosty jak się wydawało,walczyłem z ogromnym grubasem-sarael się zwał.Zjadł ponad dziesięć w pierwszej rundzie.Ciężko mi będzie,zamówił cztery na początek,zdziwiło mnie to, że zjadł jednego i padł z bólem.Ja byłem w połowie i już niemogłem jednak na hama wcisnąłem jeszcze jenego.Na koniec triumfalnie bekłem,zabrałem pieniądze i ruszyliśmy w dalszą drogę.Przez następny miesiąc rozbijaliśmy się o różne wioski i mieściny,pomagaliśmy pobratyńcom za pieniadzę,gościne i jedzenie.Jenak pewnego dnia,kiedy krople deszczu waliły mnie ostro w głowe,zatrzymaliśmy się w karczmie pod ²²Pod Martwą Harpią",usłyszałem pewne pogłoski na temat demona który znajdował się gdzieś w pobliżu. - Co sądzisz o tym Give?-zapytałem o zdanie przyjaciela - Sądzę ,że to bajki wyssane z palca-odburknął Give - Ale spróbować możemy!- krzyknąłem z entuzjazmem - Przykro mi Arto ale ja niebedę narażał życia dla twoich chorych ambicjii!-krzyknął Ork Tak się rozstaliśmy ja przez wiele miesięcy podrózowałem aż dostałem się do klanu ²²Chwalebnej pieśni",i tam postanowiłem spędzić resztę życia ,jednak gdy klan został rozbity ruszyłem w dalszą podróż..... |
|
Post #2
27 Feb 2006, 22:48
Warning: mysql_connect(): Access denied for user
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |