|
Post #1
03 Mar 2006, 20:35
Imię: Khador
Rasa: Tauren Dwaj Taureni siedzieli w krzakach. Jeden z nich, stary, z posiwiałą szczeciną, ubrany w przepiękny strój z mnóstwem frędzli, ornamentów, wyszywanych symboli, trzymał krótką laskę, zwieńczoną lekko opalizującym kamieniem nieznanego pochodzenia. Drugi, młodziutki smarkacz, ale mimo wszystko prawie tak duży jak jego towarzysz, nosił na sobie niemalże tylko i wyłącznie skórzaną tunikę ucznia. – Posłuchaj mój drogi. Wiele razy podkreślałem, że choć nie jestem twoim ojcem, ukochałem cię jak syna i postanowiłem, zgodnie z tradycją, przekazać ci całą wiedzę, jaką mam. – powiedział starszy – Uczyłem cię wiele o ziołach, duchach, sposobach łączenia się z Tamtą stroną, wywarach, zamawianiach i urokach. Jesteś gotów, aby poszukiwać swojej ścieżki druida na własną rękę. Spójrz więc teraz na te elfickie istoty, które oglądamy z ukrycia zastanów się i powiedz, co widzisz. Obaj długo obserwowali Elfickich Druidów, zajętych przygotowaniami do ważnej uroczystości - przyjmowali w swe szeregi nowego druida. Część z nich jeszcze ustawiała totem, znaki, laski i symbole, część rzucała ochronne zaklęcia na świętą Wodę Życia, jeszcze inni zamawiali pomniejsze duchy polany, biorąc ich na świadków ceremonii. – Widzę jak Elfy z całą powagą i oddaniem czczą Matkę Ziemię. – odpowiedział młodszy. – Masz rację, patrzysz i widzisz. – odpowiedział stary druid. – Co jeszcze? – Widzę jak jeden z nich wstępuje w krąg, aby oddać swe życie w hołdzie Dobru i Prawdzie. – Dobrze, lecz powiedz mi czego oni nie dostrzegają, czego ja, całe swoje dobiegające do końca życie nie rozumiałem, a co ty, młody Khadorze, czujesz podświadomie, lecz nie zdajesz sobie z tego sprawy. Skrajne zdziwienie opanowało ducha młodego ucznia. Nigdy nie pomyślałby nawet, że jego mistrz nie jest wszechwiedzący. Długie minuty ciężkiego milczenia przerwał niespodziewanie starszy druid. - Powiem ci to po raz pierwszy i po raz ostatni. Ci głupcy, podobni mnie, widzą tylko łagodną stronę Matki Ziemi. Lecz tak jak wiatr może chłodzić i odświeżać albo powalać drzewa i kruszyć skały, tak w Matce Naturze jest po równo łagodności i dzikości. My, Taureni, nosimy tę dzikość w sercu, więc nie powinniśmy jej tłumić. Dlatego nigdy nie ograniczałem twych umiejętności jako woja i mysliwego. Lecz strzeż się! Orkowie i trolle to dumni wojownicy, lecz nie daj się zwieść. Ich zapamiętanie to dzikość umysłu, ty natomiast kieruj się tylko dzikością serca. – Tu stary Tauren zrobił znaczącą pauzę – Teraz odejdę, aby w samotności szukać drogi, ostatniej wędrówki mego ducha na Zielone Wieczne Pola, gdzie będę galopować w jedności z naturą. A ty wróć do wioski i razem ze wszystkimi dołącz do Karawany Hordy, tak jak każe nam Wódz. Niech moja mądrość będzie twoja mądrością. Bywaj. Khador długo jeszcze żył, zanim zrozumiał co stary druid naprawdę chciał mu powiedzieć. *** – Nareszcie jakaś sadyba! Oby to była karczma a nie kolejna zasmarkana chłopska kleć! – Głos krasnoluda długo musiał lecieć zanim dotarł do uszu Khadora. – niech mnie, w gębie mi już rosną te jagły… – Racja, Undry. Zaiste, jest to gospoda. Nie chcę być złym prorokiem, ale czuję, że w środku spotkamy jakiegoś elfickiego łysonia z wybujałym mniemaniem o sobie. Chwilę później w całej okolicy słychać było zawodzącego już po raz drugi tego wieczoru barda. Ale tym razem zawodził nie z powodu swojego miernego talentu, lecz przede wszystkim dlatego, że parę minut wcześniej ktoś otworzył nim drzwi. Od wewnątrz. Z kilku metrów. Tymczasem w środku dwóch taurenów robiło groźne miny stojąc naprzeciwko siebie, każdy puszył się przed drugim i trwał w pewności siebie. Nagle obaj złapali się za ramiona i ku zgrozie kilku wędrowców obserwujących zajście, czterokrotnie z całej siły uderzyli czołem w czoło adwersarza. Puścili się. Raz… Dwa… Trzy! Do tylu zdążył doliczyć krasnolud, zanim tryknięty przez Khadora tauren zachwiał się i oparł o ścianę. – Brawo, pobratymcu. Zaprawdę, godny z ciebie przeciwnik. A teraz napijmy się i zapomnijmy o kłótni, tak jak zwykli nasi dziadowie! Hoc Hoc! – Hoc Hoc! Takoż się trykali nasi praojcowie, i my tyż będziemy, bośmy ich synowie! – zaintonował Khador, a krasnolud podał bykom po kuflu potężnego piwa. To była dobra noc. Dobra noc… |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |