📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Wschodni wiatr niesie wieść o odejściu
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 04 Mar 2006, 16:49

"Wschodni wiatr niesie ze sobą wieść, że na kogoś przyszedł czas by wraz z nim odejść..."

Siedząc pod drzewem oparty o jego pień obserwował w ciszy stado jeleni wędrujące przez las. Dzień chylił się ku wieczorowi, zaś chłodny wiatr będący zwiastunem nadchodzącej pory deszczów czesał delikatnie jego grzywę. Niósł on ze sobą zapach przebywających opodal zwierząt. Młody Tauren czuł w nim spokój jaki ogarniał te leśne stworzenia.
Przeniósł swój wzrok na konary drzew by ujrzeć jak lekko zżółknięte liście stawiają opór, nie dając się jeszcze oderwać od macierzy, by unieść się wraz z duchami i poszybować na wietrze ku nieznanemu.
Wtem zaległa cisza.
Ustał wiatr a wraz z nim szum lasu. Tauren spojrzał na jelenie które teraz stały wyprostowane i spięte w każdej chwili gotowe by rzucić się do biegu. Z powrotem podniósł wzrok do góry. Liście poczęły lekko falować na wietrze. Czuć było w powietrzu napięcie ogarniające całą okolice, jakby miało się stać cos wielkiego lub...... jakby już się stało ! Wtem w całą okolicę uderzył silny wiatr któremu oprzeć się nie mogły te silne jeszcze liście. Zdawać by się mogło że nawet zwierzęta dały się mu porwać gdyż podążały jego tropem.
I właśnie kierunek w jakim biegły zwierzęta uświadomił mu co to za wiatr. To właśnie tego wiatru ostatnio wyczekiwał dziadek. To na niego czekał. Młody Tauren zerwał się na nogi rozejrzał się dookoła poczym wydyszał z siebie:
-Niet !
I ruszył biegiem w stronę doliny.
Dobiegając na jej skraj odczuł wszechogarniające go poczucie spokoju i zdało mu się że słyszy jakiś ciepły szept. Wreszcie stanął na granicy lasu i obiegł wzrokiem całą dolinę. Trawy kołysały się targane wiatrem niczym fale na tafli wody. Nabrał w pierś powietrza i zamkną oczy. Powoli podniósł prawą dłoń i pozwolił by ten zachodni wiatr delikatnie poruszał jego palcami. Trwał tak przez moment próbując wychwycić z słyszanego szeptu jakieś słowa lecz nie potrafił oddzielić żadnego wyrazu. Resztą nie było to potrzebne, bo młody Tauren wiedział kto je wypowiada i o czym mówi.
To był jego dziadek który żegnał się z każdym zakątkiem domu i z każdym kogo w swym długim życiu spotkał. Wtem poczuł że jego dłoń oblepia się piaskiem i ziemią. Twarz zaś i reszta ciała nie były atakowane przez niesiony wiatrem pył. Nie cofną jednak ręki gdyż nie było w tym nic bolesnego ani nieprzyjemnego. I wtedy go usłyszał:
- Bywaj wnuczku - powiedział ciepły stanowczy głos - i niechaj Ona cię prowadzi.
Nie odpowiedział nic, choć nic nie poją. Nie zrozumiał kto go ma prowadzić. Z rozterki wyrwał go głośny szczery śmiech niesiony wiatrem...
Nagle silny pęd powietrza porwał mu wyżej dłoń i wręcz zaczął nią targać. Spojrzał z lekkim strachem na swoja rękę i wtedy dostrzegł jak bardzo była brudna od....ziemi !
Ponownie rozległ się gromki śmiech:
- Jeśli będę ci kiedy potrzebny, tedy wezwij mnie. A teraz, żegnaj drogie dziecko.
Tauren wypuścił z piersi haust powietrza, który tak długo w sobie przetrzymywał, wypowiedziawszy jednocześnie:
- Żegdaj dziadku...
Jeszcze przez krótka chwile wschodni wiatr kołysał trawami doliny poczym wszystko ucichło by pozwolić samotnej łezce opaść na ziemię i smutnej ciszy zstąpić w serce Taurena...


"... i dołączyć do matki która nas na świat wydała."


Tamtej nocy młody Tauren nie wrócił już do wioski, nie było do kogo. Postanowił po wielu latach powrócić znów do rodziców i babki, którzy mieszkali tydzień drogi od miejsca, gdzie spędził dzieciństwo. Cała rodzina, wspólnie podjęła decyzje iż lepiej będzie jeśli młodzik zamieszka z dziadkiem, który przekaże mu wiedze o lesie, życiu, i ziemi. Lecz teraz dziadek odszedł i nie było nikogo kto mógłby go dalej prowadzić drogą druidów. Zresztą młody Tauren był już wystarczająco duży by teraz samemu wykorzystywać nabyta wiedzę i umiejętności.
Nim pora deszczów na dobre zawitała to krainy doszedł do rodzinnej wioski gdzie mieszali matka i ojciec. Nie wiedział co ma teraz czynić tym bardziej ze w owym miejscu nie przyjęto go jak swojego. Nie pasował tam ktoś kto nie brał udziału w polowaniach dla zysku twierdząc że jest to niepotrzebne i haniebne. Od rodzinnej wioski odtrącały go dodatkowo odwiedziny jakie składali jej mieszkańcom grupy orków i trolli. Wiedział że jeżeli Natura stworzyła istoty takie jak te to miała w tym jakiś cel a on może się tylko starać go pojąć.
Przebywał tam przez dwie zimy aż do czasu, gdy postanowił odejść na dobre i ruszyć swoja ścieżką po wydarzeniach pewnej wiosennej nocy...


"Gdy niewielka część chmury oderwana przez wiatr od matki napotka drugą, podobną sobie, może dojść do walki w wyniku której obie osłabione rozwieją się nie pozostawiając po sobie żadnego śladu..."


- Idą! - krzykną jeden z bandy orków gdy na horyzoncie pojawiły się sylwetki jakichś postaci.
- Nareszcie ! Czas poderżnąć cherlakowi gardło ! Rozprujemy GO !! - mamrotał i pokrzykiwał co jakiś czas pod nosem wielki pokraczny troll.
Mieszkańcy wioski w większości pochowali się w szałasach by nie oglądać nieumarłych którzy właśnie zbliżali się do osady. Tylko wojownicy i łowcy którzy mieli wziąć dziś udział wraz z orkami, trollami i nieumarłymi w polowaniu na widzianego w lesie elfa.
Daled miał również uczestniczyć w tym zdarzeniu jako że najlepiej ze wszystkich rozumiał las. Siedział na uboczu tego całego zbiorowiska powstrzymując wymioty. Spojrzał w stronę, którą wskazywał ork i z niepokojem stwierdził że nadchodzące postacie otacza coś złego. Coś co kłuci się z życiem. Coś co jest obelgą rzuconą w najpiękniejsze oblicze matki Natury. Nigdy wcześniej nie spotkał się z tymi istotami, toteż odczuwał w sobie lęk prze czymś nowym i nieznanym.
Po chwili zrobiło się jakby chłodniej i wtedy Tauren stwierdził z przerażeniem iż trawa i polne kwiaty wokół niego zaczynają czernieć i umierać. Coraz więcej, coraz szybciej z coraz bliższymi nieumarłymi. Zerwał się na nogi i jakby strzepując z siebie stado mrówek pozbywał się resztek martwych roślin wśród których przed chwilą siedział. Zauważył to jeden z trolli :
- Oho młody się bać ! Kochać kiedy oni przychodzić ! - wybełkotał.
Poczym rykną gromkim śmiechem.
Daled odbiegł kilka kroków od obozowiska by zwrócić treść żołądka.
Gdy przybył z powrotem do grupy, cała grupa była w komplecie. Nie pozostało mu nic innego jak tylko trzymać się z dala od trupów i podążać wraz z swoimi.
Po niedługim marszu doszli na skraj lasu i zaczęli ustalać jak będzie wyglądać polowanie. Młody Tauren miał iść przodem wraz z grupą myśliwych i nasłuchiwać wszelkich sygnałów jakiejkolwiek obecności kogoś obcego.
Ruszyli w głąb lasu.
Tauren starał się zachowywać ciszę i spokój jednak to nie miało większego sensu w sytuacji gdy ci którzy szli na tyłach gawędzili w najlepsze i co jakiś czas rechotali lub wybuchali zachrypniętym śmiechem.
Tylko nieumarli zachowywali kompletną ciszę, która sprawiała że Daledowi ciarki przechodziły po grzbiecie.
Zastanawiało go jeszcze dlaczego taureni tolerują tak poczwarne i obrzydliwe stworzenia na swojej ziemi. Ale to były jego odczucia a on zawsze był inny. Tylko dziadek rozumiał go i traktował jak swojego. Jednak nigdy nie czuł urazy ani żalu do swoich za to ze nie przyjęli go tak do końca do siebie. Dziadek wpajał mu miłość i szacunek do nich od kiedy z nim mieszkał...niemalże od kolebki.
Wtem do jego uszu doleciał bardzo cichy skowyt jakiegoś wielkiego zwierza.
Tauren rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu reszty z zwiadowców lecz byli oni bardzo oddaleni. Daled zostawił również daleko w tyle wojowników gdyż niechęć do trupów pchała go do szybszego chodu.
Przykucną w miejscu by w ciszy lepiej zlokalizować zwierzynę. Ponownie dał się słyszeć dławiony skowyt. Pomyślał teraz o tym, którego szukają. Przecież ten elf zabił czterech orków i dwa trolle a przed resztą zdołał uciec nawet po tym jak ranili go toporem w nogę. Mówili jeszcze że zna się na magii. To właśnie dlatego ściągnęli do wioski nieumarłego maga z uczniami. To wszystko napawało go lękiem. I znów usłyszał ten sam skowyt, tyle tylko ze tym razem rozpoznał do kogo należy. Zwierz ten musiał być niedźwiedziem i to pokaźnych rozmiarów. Po zastanowieniu się ruszył cicho w stronę z której napływał dźwięk, by po paru chwilach dojść do małej polany na uboczu której leżał w trawie ciemny wielki kształt. Rozejrzał się dookoła i nie widząc nikogo innego zakradł się do zwierza. Niedźwiedź szybko dostrzegł nadchodzącego Taurena i zwrócił pysk w jego strone.
Daled przystaną w miejscu i spojrzał mu w oczy. Dostrzegł w nich strach, ból ale i nienawiść. Zwierze wydało z siebie niski i groźny pomruk, który Tauren odczytał bezbłędnie „ Jestem ranny, i zginę ale jeżeli mnie nie zostawisz to zginiemy dziś”.
Daled był w szoku. Pierwszy raz poją co jakiekolwiek ze zwierząt do niego mówi a był pewien że zrozumiał dobrze. Zaryzykował i usiadła na ziemi ze skrzyżowanymi nogami.
- Nie uczynię ci nic złego – powiedział do niego.
Wątpił w to czy niedźwiedź go zrozumie ale chciał mu jakoś pomóc nim reszta go znajdzie i zakatuje. Wtedy dostrzegł że tylnia łapa zwierzaka jest praktycznie zmiażdżona. Szybko podniósł wzrok do góry i ponownie spojrzeli sobie w oczy. W tym momencie w głowie młodego Taurena rozpętała się wielka burza, której wynikiem były myśl ;
- Więc to ty...
Więc to był ten elf którego wszyscy szukają tyle że pod postacią dzikiego zwierza. Ale to by znaczyło że on jest..! Od razu przypomniał sobie jak jego dziadek przyjmował postać niedźwiedzia bądź wielkiego kota gdy wspólnie wędrowali przez lasy i pola.
Coś w nim pękło, coś się przełamało i wiedział że nigdy nie będzie już taki sam jak kiedyś. Nie będą go bawiły te same rzeczy oraz że nie będzie szczęśliwy w grupie. Ciekaw był tylko czy jego dziadek przeżył to samo co on teraz przeżywa i czy postąpiłby tak samo.
- Pomogę ci – odezwał się ponownie tauren.
Przez moment trwali w milczeniu poczym niedźwiedź położył swój łeb na ziemi. Daled podszedł do niego i wyją z swojej sakwy dwa duże liście zielonej barwy. Ujął je w dłonie poczym przyłożył delikatnie do zmasakrowanej nogi zwierza. Przymkną oczy a swoją głowę podniósł lekko do góry. Szeptem począł wymawiać mantrę uzdrawiania zaś w myślach zwrócił się do przodka :
- Dziadku! Nie wiem czy czynie wedle twych nauk ale jeśli uczyniłbyś podobnie, tedy mi dopomóż!...


„...lecz gdyby tak połączyły się ze sobą tworząc jedność to pojawia się cień szansy że kiedyś spadnie z nich życiodajny deszcz.”


Gdy Daled opuszczał las był inny aniżeli przed wkroczeniem do niego. Jego młodzieńcza budowa ciała jakby zanikła a pojawiła się stanowczość w każdym ruchu jaki wykonywał. Oczy patrzyły pewnie przed siebie zaś wyczytać z nich można było że Ten który nimi postrzega świat wie co ma robić i dokąd iść.
Wiał południowy wiatr...



  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026