|
Post #1
06 Mar 2006, 21:39
Słońce już dawno skryło się z nieboskłonem, gdy drzwi karczmy "Pod Szalonym Trollem" otworzyły się z donosnym skrzypnięciem. Do głownej izby wdarło się lodowate powietrze, tak dobrze znane krasnoludom, zachartowanym w trudach życia w Dun Morogh. Jednak nawet owe krasnoludy przeszył dreszcz, gdy zobaczyli postac, ktora przybyła wraz z wiatrem. Wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu i z kapturem zarzuconym na głowe zamknął powoli drzwi. Jednak kaptur nie zdołał zasłonić wielkiej blizny na tważy niemłodego już przybysza, biegnącej przez prawy policzek, przecinajacej łuk brwiowy i kończącej się na czole. Był wysoki, dobrze zbudowany. W ruchach widać było wojskową precyzje. Ruszył on z wolna w kierunku najbliższego wolnego stolika. Siadł bez słowa i czekał. Przez cały ten czas rozmowy w karczmie ucichły niemal całkowicie. Słychać było tylko stłumione szepty. Po chwili potężnej budowy krasnal wstał z udawaną pewnością i podszedł do przybysza.
- Witom w mojej piknej korczmie. - Rzekł krasnolud, miało to brzmieć złowieszczo, ale wyszło troche komicznie. - Witam, jest pan włascicielem? - Odżekł spokojnie człowiek. - Ni, dbom by we karczmie nie przebywoły osoby niegódne, mogunce spowodowoć jokieś zogrożenie, a ty mi na łowego brotku wyglundosz. Dlotego musze cię prosic, cobys jak nojszybciej stund wyemigrowoł, lub, jeśli wólisz, zapłocił coniecu, zo ewntółolne szkódy. Widzisz panieczku, to tokie zobezpieczenie, pyjmuje to łod cibie w zostow. Jok bydziesz grzeczny, łoddam prawie coła sume. Som tyż sie musze z czogoś łutrzymac, no ni? - Przykro mi krasnalu, ale nie mam zamiaru ci płacić. - Głos przybysza był monotonny, nie wyjawiający żadnych uczuć. - Żekłem ci roz, łolbo płocisz, łolbo wylotujesz? - Sprubuj. - Dopowiedział drwiąco mężczyzna. - Łosz ty jeden! - Wykrztknął rozzłoszczony krasnal, po czym rzucił się na przybysza. Ten jednak był o wiele szubszy. Krasnal wylądowal na pustym krześle, łamiąc je w drobne drzezgi. Mężczyzna wykonał szybki obrót. Z niewyobrażalną dla krasnoluda prędkością podskoczył, i upadł na przeciwnika, przyciskając mu kolanem głowe do podłogi. - Nie wieżgaj, bo może cię coś zaboleć. - Powiedział przez zęby mężczyzna. - Łosz ty! Zgniote cię jak roboka! - Wykrzyknął krasnal, starając się wyrwać z uścisku przybysza. Nie skończyło się to dla niego szczęśliwie. Nagle na sali rozległo się niemiłe chrypnięcie, a nosu krasnala popłynął potok krwi. - Ostrzegałem - Powiedział rzeczowo mężczyzna, co wprowadziło krasnala w jeszcze więkrzą złość. Dobrze, że krasnoludy są tak honorowe i nie starają się pomóc bratu, pomyślał Przybysz. Rzeczywyście krasnale patrzyły jedynie, choć po twarzach widać było, że chcętnie by się przyłaczyły. Krasnal starał się wyrwać jeszcze przez chwile, po czym pozostał w bezruchu, czekając. - No nich byndzie, wygroł żeś, tera póść. - Warknął krasnal, zdenerwowany tym, że cała jego broda zaczyna powoli tracić swą jasną barwe, za to nabiera krwistej czerwieni. Mężczyzna wstał i pomógł wstać krasnalowi. Ten, choć całe we krwi na sam pierw podszedł do swego stolika i podał przybyszowi swój kufel. - Pij człeku, my krosnole potrofimy rozpuznać mynżnego wojaka! - Mężczyzna pociągnął spory łyk wspaniałego krasnoludziego trunku. - Pije prowie jok nosz! - Krzyknął z zadowoleniem jeden z krasnali. Wszyscy ryknęli gromkim śmiechem. Atmosfera w karczmie rozluźniła się znacznie. - Jestym Grafost - Powiedział krasnal wyciągajac dłoń. - A ja Zerail - Odpowiedział przybysz, mocno ściskając dłoń krasnala. ***** Zerail od dziecka podróżował. Jego ojciec był kupcem i często zabierał go na wyprawy do innych krain. Dzieciństwo upłynęło mu spojojnie, w rytmie zabaw i podróży. Gdy za ziemie spadło przekleństwo Płonącego Legionu Zerail był zaledwie młodzieńcem. To wtedy został pozbawiony rodziny, oraz jakichkolwiek złodzeń na temat boskiej sprawiedliwości. Zrozumiał wtedy że, że jeżeli nawet istniejom jacyś bogowie, to są oni okrutni i obojętni na ludzkie krzywdy. By żyć musiał walczyc. Prawdziwej walki nauczył się od swego mistrza, ktory urawował go przed pewną śmiercią z rąk kilku nieumarłych. Mistrz ów zwał się Thorlon. Było on wędrwonym włuczęgą, byłym paladynem, wyrzuconym z zakonu. Zerail niegdy sie nie dowiedziałm, jaka była przyczyna owego wydalenia ze służby. Tak więc Thorlon podróżował, topiąc swe smutki w alkocholu. Kiedy spotkał młodego Zeraila i uratował przed kilkoma umarlakami, został on jego jedynym przyjacielem. Od tej pory wędrowali razem. Młody wojownik uczył sie walczyć od swego doświadczonego przyjaciela. Walczyli tak często, jak upijali się do nieprzytomności w przydrożnych karczmach. Wędrowali długo. Może byli biedni, ale szczęśliwi. Mając miecz u pasa i kilku wrogów przed sobą, czuli się wloni. Jednak pewnego pochmurnego popołudnia wiek Thorlona dał o sobie znać. Niezdążył uniknąć ostrza bandyckiego rapiera i legł martwy, u stóp swego przyjaciela. Od tego czasu Zerail wędruje sam. Nie kierują nim żadne wyższe cele. Nie lubi paladynów, wywyższającech, tylko dlatego, że żekomo majom o co walczyć. Nie lubi magów, bo miast walczyć, kryją się za księgami. Nie lubi złodzieji, bo nie mają odwagi wyjść na otwarte pole. Nie lubi chyba nikogo. Tak więc wędruje, poszukując przygód, oraz możliwości napicia się z kimś porządnym. Oto moja nowa postac. Ludzki wojownik, alkocholik, degenerat, cham, włóczęga, mówiąc ogólnie nic ciekawego. Ale jeśli jednak zaryzykujesz i zechcesz z nim porozmawiać, nie staraj się mu wciskać żadnych ideałów, bo on wszystkie porzucił dawno temu... Może i jego historia długa nie jest, ale powiedzcie sami, czy jest jakiś sens pisania o kimś takim? |
|
Post #2
09 Mar 2006, 06:38
Ech, zabraknie mi "brata" ale...
Jaka jast ta historia każdy widzi - akurat. Wszystko co być powinno, ani nie przesadzone, ani bez dodatkowych stron o "bohaterskich czynach supermena". Ogólna ocena - oby wiecej takich. Wyważona, brawo. |
|
Post #3
09 Mar 2006, 16:25
hyhy siostra, az sie wzroszylem... *wychyla kufel piwa* ale nie mysl, ze ja odchodze, nie bedzie tak latwo, nie zostawie cie na pozarcie i nie tylko wilka... Ino czekam, az mi ten leniwy padawan karczemke postawi, bo zastarym juz na wloczenie sie za potworami... I nie martw sie, na szlaku tez bedzie sie mial toba kto zajac, powiem krewniakom gnomom, to z pewnoscia zajma sie taka mila kicia 😛
A ten menel, to ino taki moj stary kolega, jakby tyle nie pil, to calkiem rowny chlop. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |