|
Post #1
07 Mar 2006, 09:56
- Cicho…
- Ale czemu? - Stul się no… - Ale.. Nie mogąc się opanować trzepnąłem kompana w łeb. On się uśmiechnął myśląc, że chce się bawić w tę jego grę o nazwie „Kto ma twardszą głowę” , lecz kiwnąłem głową i od razu zamilkł. Siedzieliśmy za drzewem, które miało szerokość dobrych trzech Kodo, więc spokojnie nas zmieściło w swoim cieniu. Już od dłuższego czasu wpatrywałem się w odległe kilka postaci, lecz one siedziały tylko i rozmawiały o rzeczach mi niejasnych między innymi o wyprawie na „śmierdzące, głupie i tchórzliwe stworzenia”. Za każdym razem, gdy chciałem usłyszeć więcej i przysuwałem się trochę, one zrywały się myśląc, że w krzakach czai się jakieś zwierzę. Nie wiedząc co robić odwróciłem się do kompana, który coś bazgrolił na płótnie. - Co robisz?- szepnąłem - Pisze - A dokładniej? - Pisze na płótnie… Trochę się zdenerwowałem, lecz za chwile już się opanowałem, bo już odkryłem, że denerwując się na tego trolla nic nie zdziałam. - Może jeszcze dokładniej? - Pisze piórem Fenixa na płótnie, które dostałem od pewnego Łorka. A mówią, że to ja jestem głupi… - Ech… Nieważne… Spojrzałem jeszcze ze dwa razy na stworzenia i wpadłem na pewien pomysł. Postanowiłem rzucić kamień w okolice wschodniego krańca ich „obozu” i zobaczyć ich z bliska. Można zapytać, czemu wpadłem na to tak późno, ale odpowiedzi raczej się nie otrzyma. A więc rzuciłem kamień i natychmiast zasłoniłem mordę trolla, aby nie krzyknął myśląc, że to nas ktoś chce zaatakować. Postacie natychmiast się zerwały, a jeden po prostu w mgnieniu oka pojawił się w okolicy kamienia. Był on za niski jak na człowieka, lecz wyższy od dorosłego wilka. Poruszał się na dwóch nogach. Nie wiedziałem co to może być, lecz raczej na pewno nie byłby zadowolony widokiem taurena i trolla w krzakach. Gdy odwrócił się do, jak myślę swoich towarzyszy, i powiedział „ nie ma żadnego ścierwa” zobaczyłem dosyć długą ,koloru zeschłej kory brodę i takie same włosy. Twarz miał zmarszczoną, w ustach fajkę, przy boku dwa topory i nosił na sobie ciężką metalową zbroję z jakimś dziwnym symbolem. - Ej… weź tu trochę rozjaśnij sprawę- powiedziało stworzenie z fajką. Przez rogatą głowę przebiegała jedna myśl „ Wiem co to za stworzenia, ale skąd i dlaczego nie pamiętam ich nazwy” - Już, już- powiedział drugi. Dzięki czujnemu słuchowi usłyszałem słowa szeptane przez drugą postać. Było to coś w rodzaju zaklęcia szamana i brzmiało jakoś tak „ Pnie rozasniei to sawe” . Nie mogłem odczytać znaczenia tych słów, lecz po chwili rozbłysło przeraźliwie jasne światło. Nie zdołałem tego pokonać, więc zamknąłem na chwile oczy. Gdy je otworzyłem światło nieco się zćmiło. Zobaczyłem żywy ogień nad ręką, teraz już byłem pewien, człowieka. Mój towarzysz, co było widać po jego oczach, bardzo się zdziwił, lecz mnie to nie wzruszyło. W swoim życiu już niejedno widziałem, a ogień wywołany przez zaklęcie to prawie codzienność. Teraz już mogłem spokojnie zobaczyć i policzyć postacie. Było ich pięć i prawie każda innej rasy, lecz wszystkie należały do istot z ziem Przymierza. Jedną postacią, tą którą zauważyłem na samym początku, był krasnolud, a po ubiorze i zachowaniu założyłem, że jest wojownikiem. Drugą postacią był człowiek z pewnością mag. Miał kruczo- czarne włosy, długą sięgającą ziemi szatę oraz laskę z równomiernie obracającą się wokół niej świecącą na czerwono kulą. Twarz miał młodą, więc określiłem go, iż ma około 20 lat. Trzecią postacią był również człowiek. Miał na plecach długi miecz, więc pomyślałem, że też jest wojownikiem jak tamten krasnolud, lecz w jego zachowaniu było coś innego… Dwie ostatnie postacie to był wilk oraz elf. Na początku ten wilk mnie trochę zmylił, lecz za chwilę uświadomiłem sobie, że to jest druid. Tak to z pewnością druid. Miał na prawym…. Eee… na prawej nodze dziwny symbol, który zawsze towarzyszy druidom przy zmianie kształtu. Drugi elf miał na sobie skórzaną zbroję oraz długą drewnianą laskę na plecach. Jego długie nogi chroniły nagolenice ze skóry chyba niedźwiedziej, a głowę lekki z wyglądu metalowy hełm. Na jego ramiona i plecy spadały długie jasne włosy, a w oczach świeciły jasne węgielki. - Nic nie widoć- powiedział krasnolud i cofnął się od krzaków- ej ty jelfie przywołaj se tam jakiego wróbla i niech trochu popatrzy. - Już- odparł bez emocji i wymruczał słowa mocy tak cicho, że nawet tamten druid z pewnością ich nie usłyszał, a co dopiero ja. Zapadła chwila ciszy, potem długie wycie druida, znowu cisza i z nieba zleciał piękny srebrny orzeł. Usiadł na ramieniu elfa, a ten mu wydał krótkie, lecz ostre polecenie elfa: - Patrz Orzeł natychmiast wzbił się w powietrze i obleciał dużą ilość lasu, a gdy znalazł się nad nami pisnął długo i poleciał na ramię swojego pana. Krasnolud natychmiast wyjął topór i rzucił się w naszą stronę. Gdy dobiegał usłyszałem jeszcze szczęk broni i wypowiadanie zaklęć. Nie czekając na nic wyjąłem szybko z pod trolla jego maczugę i z całej siły grzmotnąłem nią w nadbiegającego krasnala. Z zaskoczonymi oczami padł na ziemię i przez chwilę nie mógł wstać, przez ważną chwilę. Oddałem trollowi maczugę i krzyknąłem: - Baw się!!! Baw się na całego!! Troll szeroko się uśmiechnął i szybko wyskoczył zza drzewa krzycząc „ Chodźcie!!!”. Ja w tym czasie rzuciłem jedno, lecz bardzo dobre zaklęcie. Wszystkie drzewa i ich gałęzie zaczęły się oplątywać wokół naszych wrogów. Aby elf-druid nie mógł rzucić zaklęcia odwrotnego, jedno drzewo zatkało pysk wilka. Najwyraźniej nie był takim doświadczonym druidem, aby móc myślą odwołać to zaklęcie. Człowiek wypuścił miecz z rąk, a mag zemdlał od uderzenia w plecy przez jedną z gałęzi. Elf, który przywołał orła, z pewnością łowca, wpadł w dziurę, którą zrobił żywioł, a krasnal nadal leżał, lecz już się podnosił. Troll machnął dwa razy i raz w coś trafił. Był to człowiek, którego uważałem za wojownika. Teraz wiedziałem, że się bardzo pomyliłem. Zwykły człowiek miałby połamane wszystkie kości, lecz on odleciał tylko kawałek uwalniając się tym samym z pnączy. Szepnął jeden wyraz i nad nim pojawiła się lekka otoczka, która natychmiast go uleczyła. Z pewnością był to palladyn. Rzucił się na mego towarzysza i ugodził go dwa razy w okolicę brzucha. Troll lekko zaskoczony reakcją człowieka zatoczył się do tyłu, lecz ja rzuciłem mu się na ratunek pod postacią niedźwiedzia. Trzepnąłem dwa razy po łbie palladyna i już żadne zaklęcie mu nie pomogło. Padł na ziemię i stracił przytomność. Po tej krótkim pojedynku poczułem straszliwy, piekący jakby jadem pająka, ból w okolicy tylnej łapy. Zobaczyłem wbity w nią topór krasnala i jego właściciela już nie leżącego, który rzucił swoim toporem w moją stronę. A potem zapadłe długa ciemność… Obudziłem się na brzegu jakiejś rzeki związany jakimś bardzo mocnym sznurem. Obok leżał mój kompan, który nie miał żadnych obrażeń. Nie wiem jak to było możliwe. On również był związany, a na widok mojego obudzenia krzyknął. - Mirethorn!!!! Myślałem, że już umarłeś. - Jak widać jeszcze nie… Byliśmy w małej wiosce, przed nami stało pięć…. sześć postaci. Szóstą był mały gnom z ubioru wywnioskowałem, że mag. Miał siwe włosy i śmiesznie długą dla niego laskę. - Co robimy z tym ścierwem?- zapytał krasnal- jak myślisz Svarte? - Nie wiem rób jak sądzisz… - Ja bym mu łep rozwalił, ale nie będę nic robił na razie. - Może go wrzucimy do tej rzeki, a tego Trolla wypatroszymy- zaproponował mag. - Może ich po prostu zostawimy związanych niech ich zwierzęta pożrą- powiedział druid. - Ty naprawdę nie myślisz… - powiedział krasnal- przecie to druid jest zamieni się w tego jakiego misia czy sowe i odleci… - No to rzućmy na niego jakie zaklęcie przeciw magi…- zaproponował gnom- i rzucil na nas zaklęcie- no i po kłopocie co ty na to Yag? - Niech wam będzie. Zabrali swoje rzeczy i poszli w stronę północną. Ja zacząłem szybko myśleć nad ucieczką lecz nic mi nie przychodziło do głowy. - Gdzie teraz idziemy? – zapytał troll, który teraz stał przede mną już bez węzłów. - Eeee…. Jak to zrobiłeś? - No po prostu… - Acha. A mnie uwolnisz? - Już… Za chwile już miałem wolne ręce i ująłem, że przybysze zabrali wszystkie moje rzeczy. - No i… - Idź po jakieś drewno a ja rozpalę ognisko I tak kilka chwil siedziałem i myślałem o rodzicach o swojej rodzinnej wiosce. Nawet Taureni mają uczucia, chodź ludzie z Przymierza uważają nas za bezlitosne potwory. My po prostu się bronimy przed najeźdźcami. Czemu nas tak nienawidzą? - Mam- powiedział troll niosący cztery wielkie dęby. - Ech… połóż je tu, a potem połam. Nie minęła chwila równa lotowi strzały, a drewno już się paliło, a my siedzieliśmy przy ogniu. - Coś taki załamany? - Ach… długa to byłaby historyja. - Opowiadaj więc… - Dawno temu urodził się tauren o imieniu Mirethorn. Miał niebieskie oczy, dwa cudne ciemne rogi i włosy sięgające do połowy pleców. Miał wspaniałych rodziców. Wychowywali go przez długi czas, aby tak jak oni stał się wojownikiem i walczył za kraj. Opiekowali się nim cały czas. Niestety został on porwany w młodym wieku przez ludzi, którym nie udało się podbić wioski. Następnie zostawili go na łonie natury gdzie nauczył się wykorzystywać przyrodę jak to robili druidzi. Coraz bardziej i bardziej zagłębiał się w tajemnice przyrody. Rzadko wychodził gdzieś do większych wiosek bardziej lubił spokój i cisze. Po upływie kilku lat zaplótł warkocze przy brodzie tak jak to robili jego szlachetni rodzice. Jakiś czas temu spotkał on przyjazne orki, które miały wieść dla niego. Oznajmili mu, że bardzo trudno było go znaleźć, lecz przysięgę złożyli i jej dopełnili. Na liście, który przynieśli, mieścił się taki oto tekst: „Jeśli jeszcze żyjesz i masz się dobrze wróć do nas jak najprędzej. Martwimy się o Ciebie tyle lat i ciągle Cię szukamy. Po twoim porwaniu nasza wioska zjednoczyła siły i postanowiła ruszyć na każdy obóz ludzi w Kalimdorze. Nie zdobyliśmy tylko jednej twierdzy: Darnassus, lecz człowiek którego rozpoznałam jako porywacza powiedział mi ,że zostawili Cię gdzieś w buszu , aby Cię pożarły dzikie zwierzęta. Więc jeśli już dostałeś ten list to jak najprędzej wracaj do naszej wioski.” Trzeba przyznać, że łza zakręciła mu się w jego wielkim oku. Tyle lat nie widział tauzenów, swojej wioski i swoich rodziców. Nie wiedział nawet czy żyją. Po otrzymaniu tego listu postanowił jak najszybciej do nich wrócić. Przemierzał lasy i wioski, a w jednej spotkał szlachetnego, choć niemądrego trolla, który nie znał swego imienia. Zgodził mu się towarzyszyć, lecz po kilku dniach ich podróży natknęli się na ludzi, elfów i krasnali. I jakimś cudem trafili tutaj.- westchnąłem przeciągle i wyjąłem dobrze schowaną mapę- i z tego co widzę jesteśmy znów w Azeroth. - Ej Hond a co to był za tauren i ten troll bo troll to trochę jakby podobny do mnie… - Ech… nieważne I tak wyruszyliśmy w dalszą drogę do mej wioski i z pewnością kiedyś tam dotrzemy…. |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |