📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Koniec świata nadchodzi - historia gildii
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 11 Mar 2006, 10:40
Bylo słoneczne popołudnie... w Barrens powietrze niosło zapach trawy wysuszonej przez słońce oswietlające równiny... siedziałem jak zwykle siedzibie naszej
gildii przy stole popijając jakiś trunek o smaku jakiego brzydzilby sie chyba nawet najbardziej zatwardzialy w piciu krasnolud. Jeden z młodych kowali
leniwie uderzał młotem o kowadło wytapiając kolejną sztabkę żelaza... jednak coś mnie zaniepokoiło... płomienie trawiące ognisko w naszej bazie wydały się dziś żaliwsze i bardziej szalone niż zwykle... jakby śpieszyły się aby zdążyć strawić ostatni kawałek drewna... tylko przed czym?

Odpowiedz nadeszła szybko... rozbłysnął magiczny blask i w bramie bazy pojawił się jeden z adeptow czarnej magii przyjetych na praktyki do naszej gildii, nieumarły którego ożywił jeden z naszych szamanów z ciała zaszlachtowanego przez nas ludzkiego maga...

- Panie! - wrzasnął od wejścia, aż jego słowa zabrzęczały mi w głowie w której krązyła już pokaźna ilość parszywego trunku - Panie! Czas przyszedł! Zginiemy!
- Cóż pleciesz? - odpowiedziałem jednak spokojnie... widziałem że nasi wrogowie wciąż lecza rany po przegranym turnieju i nie byliby wstanie zebrać sił na tyle potężnych by najechać na nasze ziemie.
- Prawdę rzekę Wodzu... Koniec świata!
- Uspokój się adepcie... usiądź i opowiedz mi coż taki Cię przeraziło?
Kiedy młody czarnkoskieznik usiadł, podsunąłem mu czarkę z napojem którym raczyłem się całe popołudnie... ten zajrzal do środka i zaciągnął się pokaźnie odorem z niej ulatujacym i odmówił...
- Panie... siedziałem w swej komnacie w Undercity... i jak zwykle o tej porze oddawałem się ćwiczeniom sztuk czarnomagicznych... kiedy spojrzałem w moją kulę... nic w niej nie spostrzegłem...
- Jak to nic?
- No właśnie... pustka... nicość... - odpowiedział z obłędnymi od przerażenia oczyma,a potem łamiącym się głosem kontynuował - zz-zzawsze.. zawsze była pełna zycia, nie moglem nadazyc aby dostrzec wszystkie szczegóły przepowiedni... a dziś... myślałem że straciła swoje magiczne moce, lub też że swoja nieudolnością do tego doprowadziłem o Panie... dlatego w strachu i wstydzie zrzuciłem ja do fosy... ale to nie koniec Panie...
- Coż jeszcze? - spytałem leko zaniepokojony, oblizujac chropowate wargi z resztek wywaru
- Panie gorzej jescze! Oddałem się wtedy ćwiczeniom wywarnictwa... jednak dobrze znane receptury nie dawały znanych mi efektów... jakby wszystkie moce magiczne tego świata uleciały gdzieś...
- Hmm... - zafrasowałem się dalej uwaznie sluchając
- Ale wtem wywar zaczął bulgotać by po chwili zrobić się przejrzysty... zajrzałem do niego z czystej ciekawości... i Panie... zobaczyłem twarz... twarz ciągle się zmieniającą... nie jestem w stanie określic czym byla chocby prez chwilę... i wtedy twarz przemówiła... głosem tak cierpkim że sprawiał że pierwszy raz od mojej śmierci poczułem ból duszy...
- Do wszystkich demonów, ale co powiedział? - prerwałem mu niecierpliwie
- Panie... powiedział... że nadchodzi czas, najtwardsza stal pęknie, kiedy magia więcej nie posłucha jej władcy, kiedy nieumarli umrą wreszcie na wieki... a wszystko zamieni się w nicość...
- Na sto tysięcy elfich łbów! Któż to był?
- Nienazwany...
- Toć nazwać go wreszcie trzeba...
- Panie... to imię jego...
- A to dziw... może diabelska szutczka jakaś?
- Panie tak żem i ja myślał, ale kiedy przerażony opuściłem mą komnatę zobacyzłem innych adeptów wybiegających w popłochu, a nawet naszego przełożonego sinego jeszcze bardziej niż wtedy kiedy wyciągneli jego trupa z Loch Modan!

Wtem kilka kolejnych magicznych iskier rozbłysło w bazie i oczom mym ukazywali się kolejno przerażeni członkowie gildii... szmanani którym tą samą przepowiednię przekazały czczone bożki, druid któremu złą nowinę obwieścił starożytny dendroid i kolejni...

Aż wreszcie przybył Azagh i Skorpion... dwaj pozostali wodzowie... wrócili właśnie z wyprawy zafrasowani... obaj bowiem w niwyjasnionych okolicznosciach złamali swoje miecze...
- Nie rozumiem ani krzty... przecież z czarnego żelaza wytapiane w krasnoludzkiej kuźni... - rzekł zdenerwowany Azagh
- I to żeby chociaż na twardej jakiejś istocie, ale łeb akurat odcinałem hydrze kiedy poczułem że miecz łamie się jakgdyby z kruchego drewna byl zrobiony - dodał Skorpion
- Uspokójcie się wszyscy! - Krzyknąłem tak, że wiatr poniosł mój głos przez równiny aż wzdrygnął się nie jeden strażnik w Mieście Skrzyżowań... po chwili dodalem - nadszedł dzień o którym mówiy stare legendy...
Przypomniałem sobie pewnego starca, o twarzy tak ochydnej, że nosił ją obszytą skórą. Starca tego spotkałem podczas lat młodzieńczych, kiedy spędziłem kilka lat w lochu Ogrimmarskiej twierdzy
- Bracia... - rozpoczałem znów - bracie orkowie, przyjaciele trolle, oddani nieumarli i wy mężni taureni... nadszedł czas Nowego Otwarcia!
- Cóż to znaczy o Panie? - spytał jeden z dzielniejszych naszych łowców, Karim
- Starożytna legenda powiada iż Bogowie by chronic swiat przed chaose dbaja o swoją władzę... i gdy na świecie pojawiają się istoty tak silne że mogą być niemal do Bogów przyrównywane, bogowie zamykają świat w magicznej kuli tak aby nikt nie mógł się z niego wydostać, a następnije dematerializuja owa kule... znika jak za dotknięciem różdżki
- Biada nam! - zaczął lamentować jeden z szamanów - Na pewno Bogowie niezadowoleni są z naszych ofiar!
- Nie Taurze... nie lękaj się... Jestem pewien, że Bogowie doceniają nasze kontrybucje... co więcej... jestem pewien że jeszce nie raz ofiarę taką złożysz - powiedziałem, a mój wewnętrzny spokój wprawił towarzyszy w osłupienie.
- Jakżeż to? - spytał z zaciekawieniem Verthold
- Bogowie nagradzają tych najbardziej posłusznych nowym życiem - odrzekłem spokojnie
- Pewny jesteś Wodzu? - sytali niemal chórem
- Tak... To pewne jak to że słońce wkrótce zajdzie... Nie smućcie się więc! Albowiem przepowiednia klątwą jest tylko dla niewiernych! My dziś świętujmy! Świętujmy i wypijmy za to by Horda znów odrodziła się silna! ZA HORDĘ! - krzyknąłem podnosząc czarę
- ZA HORDĘ !!! - krzyknęli wszyscy chwytając za czary i obijajać je o siebie z takim zapałem iż duża część trunku zrosiła trawiasty dziedziniec.
- Ucztujmy! - nieomal rozkazałem
Długo czekać nam nie kazano, chwile potem na stole przy którym jak rzadko zasiadła wieksza cześć gildii pojawily sie metalowe misy z pieczonymi dzikami, owocami z odleglych krain i wszelkiego rodzaju trunkami. Na czerwonym jak zwykle wieczornym niebie nad Barrens rozbłysly fajerwerki przywiezione z dalekich krain. Nasi szamani raczyli nas muzyką bębnów a my tańczyliśmy przy ognisku wznosząc co chwilę czary...
- ZA HORDĘ !!! - wiatr niósł o krzyki przez całe Barrens od ziem elfów aż po krainę Tysiąca Igieł
- Szkoda, że nie ma tu z nami Fela - zagadnął jeszce tylko smutno jeden z towarzyszy.
- Nie martw się bracie! Przyrzekam Ci że jeszcze go spotkamy! - odrzekłem - ZA HORDĘ !!!
A czerwone słońce powoli chyliło się ku upadkowi za horyzont... upadkowi który miał przynieśc Nowe Otwarcie...

user posted image
user posted image
user posted image
user posted image
user posted image
user posted image

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026