📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4441
« Wróć do forum  •  3 post(ów) w temacie
Post #1 12 Mar 2006, 20:52
Imie: IvaN

Rasa: Ork

Klasa: Wojownik

Wzrost: Na półtora człowieka (245 cm)

Waga: 195 kg

Karnacja: Ciemno zielony

Kolor oczu: Czerwony

Włosy: Brak

Cechy charakterystyczne: Brak przygarbienia jak u reszty orkoów, zadbany zarost na twarzy


[center]Opis Postaci[/center]

Ork, na którego spoglądasz jest potężny, jest większy niż reszta jego rasowych braci. Ork stoi dumnie wyprostowany, nie jest przygarbiony nawet odrobine. Jego ciemny pancerz odbija promienie słońca a potężne naramienniki zasłaniaja wiekszość tego co dzieje się za jego plecami. Na jego plecach widzisz duży miecz, ostrze jest pokryte zaschnietą krwią...gdy ork łapie za klinge...już wiesz że żarty sie skończyły.

[center]Historia[/center]


Zwą mnie Ivan. Me imię zostało mi dane z połączenia pierwszych liter imienia mojej matki Ivatlah oraz z początku imienia mego ojca Narnukha. Urodziłem sie w największym mieście orków zwanym Orgrimmar-leży ono na stepach Durotaru. Żyłem w bogatej orkowej rodzinie. Nasz Klan nosił nazwę "Czarny Topór". Mój ojciec Wódz plemienia, zwany Narnukh był poteżnym, rosłym wojownikiem i jedną z "głów" Orgrimmaru. Jego władza opierała sie na dowodzeniu wojskami hordy klanu "Czarnego Topora" podczas wojny i różnych wypraw. Ojciec równierz szkolił początkujących wojowników Hordy i uczył taktyki oficerów. Był wielkim orkiem. Dzieki niemu i reszcie inteligentnych orków miasto Orgrimmar utrzymywalo swą potęgę. Moja matka zwała sie Ivatlah. Nie pełniła żadnej funkcji na rzecz miasta, opiekowała sie mną gdy ojca nie było w domu. Z mym ojcem Narnukh'iem chodzilem na polowania i nad rzekę łowić ryby gdy tylko miał wolny czas. Jak dla mnie był wzorem dla innych ojców. Zawsze chciał abym przejął jego posade gdy dorosne i został poteżnym wojownikiem, ale jak narazie ja wolałem czytać książki i studiować pisma, które należały do istot z przymierza. Nasz klan był bardzo aktywnym wojennie klanem hordy. Ojciec czesto wyruszał i dowodził legionami orków w obleżeniach miast i bezposrednich bitwach. Nasze legiony zawsze powracały z ogromnymi łupami do miasta, z tąd też miałem pełno książek i arkuszy, które specjalnie dla mnie przywoził mój ojciec. Lata mijały a ja powoli stawałem sie dojrzałym orkiem. Byłem bardzo inteligentny. Ma wiedza przekraczała poziom wiedzy przecietnego człowieka a wszytko dzieki temu ze za młodu rozwinąłem swój umysł poświecając wiele czasu na studiowanie książek i almanachów. Mój wygląd był odmienny do wygladu innych młodych orków. Byłem bardzo potężny, szerokie bary, postawa prosta, wysoki i dobrze zbudowany. Odziedziczyłem to chyba po moim ojcu, ponieważ on również był poteżnym orkiem. Pewnego razu gdy szedłem do garnizonu zanieść mojemu ojcu obiad, który przygotowała dla niego matka, zauważyłem na polu legiony orków, które trenowały wraz z mym ojcem. Poszedłem tam. Przekazałem mu obiad oraz razem znim go zjadlem na pniu starego powalonego drzewa... wtedy opowiedział mi co sie szykuje. Szykowała sie wyprawa wojenna na miasto Stormwind. Ojciec mówił coś o wielkim oblężeniu hordy, że jest to wyprawa na skale całego kontynentu. Przeraziłem sie. Bałem sie że tym razem mój ojciec może już nie powrócić. Nic nie mogłem zrobić. Narnukh był dumnym wojownikiem. Jego Honor kazał mu walczyć ZA HORDE. Następnego dnia wszystko już było gotowe. Otworzyły sie bramy Orgrimmaru. Z miasta pierwszy wyszedl mój ojciec Narnukh na wielkiej i strasznej besti Kodo a zanim pozostali orkowie na wilkach oraz powozy z zaopatrzeniem i wiele legionów piechoty. Za wzgórzami Durotaru czekały już armie Taurenów oraz Trolli gdzie miały dołączyć do legionów mego ojca. Gdy miasto opusciła ostatnia noga orkowego wojownika... bramy zamkneły się. Teraz razem z matką żyłem w strachu nie znając przeznaczenia.Nie wiedzieliśmy czy ojciec powróci. Podziwiałem tych, którzy wyruszyli za ich wielki honor i odwage, która nie pozwalała im zostać w mieście. Albo powrócą z toporem albo ich krew zaleje ziemie przymierza. Mineły 4 tygodnie od czasu kiedy nasza armia wyruszyła na Azeroth. Nie było żadnych wieści...któregoś razu gdy siedziałem w karczmie i popijałem zioła przygotowane przez taurena oberżyste, do karczmy wpadł wysoki łysy troll. Był on chyba kurierem. Wskoczył na stół i krzyknął "SŁUCHAJCIE !"- "Nasza wielka zjednoczona armia WYGRAŁA ! miasto Stormwind padło pod naciskiem naszych toporów" WYGRALIŚMY ! walka była ciężka ale dzieki naszemu doskonałemu wodzowi Narnukh'owi WYGRALIŚMY !" . Stałem wryty w podłoge ze szczęscia. Odsknąłem sie i złapałem trolla za szyje i zapytałem czy Narnukh żyje. Patrzał się na mnie przerażony co robie ale nic nie mówił. Potrząsałem nim i sie pytałem czy mój ojciec żyje... Nic jednak nie odpowiedział. Cisnąłem trollem w kąt karczmy i usiadłem nie spokojny. Nagle usłyszałem cichy głos trolla. "nasza armia wygrała ale wódz zaginął"... Łzy pociekły z mych oczu. Nie wiedziałem czy mój ojciec żyje. Razem z matką rozpaczaliśmy nie wiedząc co sie dzieje z Narnukh'iem. Trzy dni później stojąc na bramie miasta zauważyłem na widnokręgu coś co ruszało się i zbliżało sie do miasta. Kazałem teleportować się szamanowi w tamto miejsce i zdać mi raport. Była to nasza dumna powracająca armia. Wielu poległo ale aure honoru, odwagi i zwycięstwa było czuć juz tutaj. Otworzyły się bramy miasta i weszli nasi zwyciezcy. Tłum wiwatował. Wszyscy sie cieszyli ze zwycięstwa i z dóbr przywiezionych przez naszą armie z ograbionego miasta Stormwind. Radość górwała dzisiaj nad Orgrimmarem. Z Tłumu wystąpił zastępca Wodza Wojennego- najlepszy przyjaciel mego ojca Targast. Wszedł na mównice i ogłosił ze smutkiem że razem z nimi nie powrócił Wódz, mój ojciec Narnukh. Nagle zapadła cisza. wszyscy cieszący sie zwyciestwem nie zauważyli braku Wodza. Nieogarnięta radość przerodziła sie w masowy płacz i lament. Nastała żałoba po zaginionym wodzu. Wszyscy wiedzieli że poległ na dobro sprawy, że oddał życie za horde. Wielkie istnienie odeszło...Dni mijały a ja nie mogłem sie otrząsnąć po utracie ojca. Siedzac na bramach Orgrimmaru pewnego wieczora długo rozmyslałem nad słowami mego ojca, który chciał abym został wielkim wojownikiem tak jak on. Myślałem i myślałem... moja dusza była rozdarta. Kości zostały rzucone... Nie zawiode mego ojca Bede Wodzem Wojennym. Gdy juz miałem schodzic z bramy usłyszałem dzwięk rogu wojennego. Przykuło to moją uwage nie wiedziałem co sie dzieje. Coś z horyzontu zblizało się do bram miasta. Rozpoznałem że są to bestie Kodo i taureny. Nie wiedziałem co moze ich sprowadzać do nas o tej porze. Bramy miasta otworzyły się. Dech w mych piersiach stanął ! Zobaczyłem mego ojca, całeg i zdrowego siedzącego na swoim kodo a za nim legion taurenów. Całe miasto sie zbudziło i wiwatowali z radości iż ich Wódz żyje i jest cały i zdrów ! Matka razem ze mną rzuciła sie w ramiona ojca. Byliśmy tak szczęśliwi z jego powrotu. Cały Orgrimar tej nocy nie spał tylko świetował. Na wielkiej sali siedziałem razem Z mym ojcem na honorowym miejscu. Wszyscy wypytywali się co się stało, gdzie dotychczas był ich wódz. Taureny, które ucztowały zaczeły opowiadać historie. "Wasz wielki Wódz zabłądził i zjawił się w naszej wiosce, a że jest on przywódcą hordy myśmy wzieli na nasze barki ciężar i postanowiliśmy odprowadzić go do jego domu całego i zdrowego". Teraz przemówił mój ojciec. "Podczas oblężenia kiedy to wszyscy dzielnie walczyli, ja zająłem się najwyższym generałem Stormwind. Był on doskonałym wojownikiem, byłem zaskoczony ze przymierze posiada tak doskonałych wojowników... zabił on wiele naszych braci. Walka była długa i ciężka odniosłem dość poważne rany... ale nacisk mojego topora i twardy niczym diament pancerz zmusily go do poddania sie...pusciłem go żywcem aby szedł i głosił potęge hordy w innych miastach przymierza. Gdy wstąpiłem do wielkiej katedry światła zauważyłem potężnego maga, teleportował mnie on swoim ostatkiem sił w odległe obszary Kalimdoru przez co wszyscy myśleli że zaginąłem w walce ". Wszyscy się radowali z potęgi swojego wodza. Złapałem mego ojca za ramie i poprosiłem go o rozmowę w cztery oczy. Przeszliśmy do prywatnych komnat oficerów. Stanąłem przed mym ojcem dumnie i orzekłem mu że chcem być taki jak on, że chcem być potężnym wojownikiem. Na twarzy ojca zagoscił uśmiech. Odrzekł "jestem dumny z ciebie Ivanie". Podszedł do konta. Nie wiedziałem co sie szykuje. Otworzył torbe, tą którą miał zawieszoną na Kodo obok siodła. Nie miałem pojęcia co sie może w niej znajdować. Ojciec otworzywszy tą duża torbę i wyjął przeraźliwy dwuręczny miecz. Stałem wryty w ziemie nie wiedziałem co powiedzieć. Od miecza biła tak straszliwa aura. Ojciec złapał mnie za dłoń i zacisnął mą ręke na klindze miecza. W momencie gdy ma ręka zetkneła sie z tą straszliwą stalą, poczułem tak ogromną siłę i pewność siebie. Czułem że jestem tak samo potężny jak mój ojciec. "Synu gdy byłem w tej katedrze światła ... wiedziałem że tam przymierze przechowuje ten potężny miecz, był on nie gdyś bronią potężnego Arthasa upadłego palladyna przymierza, ktory stał się nieumarłym rycerzem śmierci, lecz ludzie pokonali go i broń została zamknieta w bramach Stormwind. Teraz ta broń należy do ciebie, daje ona potężną moc władającemu". Szał Krwi ogarniał me ciało, moc miecza spełzła na mnie. Teraz już wiedziałem ze scieżka wojownika jest moją scieżka...
Post #2 13 Mar 2006, 19:24
nie chce marudzić ale tak opis jest bardzo fajny ale ciężko się go czyta .

zrób go bardzie czytelnym jakie akapity odstępy w tekście itd. 😀

a tak pozatym to jest spoko 😀
Post #3 14 Mar 2006, 20:41
piszcie co sadzicie o tym opisie....

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026