|
Post #1
13 Mar 2006, 15:33
Imię. Adian
Wiek. 22 lata Włosy. Czarne Wzrost. Ok.190cm Rasa. Nie umarły Imię co śmierci. Damer Klasa. Wojownik Życie zaczyna się tak naprawdę kiedy dorastamy i stajemy się dorośli na swój sposób. To wtedy można powiedzieć ze się zmieniłem, zmieniłem się z rozpieszczonego chłopaczka w kogoś kim zawsze chcieli moi rodzice abym był. No ale zacznijmy od początku. Moje imię to Adian. Pochodzę z dość zamożnej rodziny kupieckiej. Życie upływało mi w zbytku i sześciu, nie martwiłem się o nic. Cały czas spędzałem na zabawie trwonią zarabiane przez rodziców pieniądze. ----------------------------------------------------------------------------------------------- Pewnej bardzo parnej nocy wracałem przez zakazany las do swoich posiadłości, nie wiem co mnie do tego podkusiło, pewnie byłem raczej tak pijany ze nie zażyłem gdzie się pakuje. Puszcza patrzyła na mnie złowrogo, wydawało mi się jak gdybym był non stop obserwowany, drzewa poruszały się, rozmawiały miedzy sobą. Coś mnie śledziło, a raczej tak myślałem. Nagle zrobiło się strasznie cicho. Żadnego szelestu, nawet ptaki zamilkły. Nie wiem czy możecie to sobie wyobrazić. Serce waliło mi jak oszalałe. Słyszałem wiele opowieści o tych lasach, o panujących tu czarownicach, grasujących bestiach, wściekłych i ogromnych jak domy. Polowali na nie bracia zakonni, mordowali i palili wszystkich którzy choć przez chwilę znajdowali się w tym lesie. Nie znali litości. Nigdy nie wierzyłem w te bajania starych dewotek, ale cos było w tym lesie, cos nie dawało mi spokoju. Koń parskał z podenerwowania, wiedziałem że coś się czai w ciemności gotowe do ataku. Czułem to. Nie czekając na to, wyciągnąłem miecz i byłem gotowy na jego nadejście czymkolwiek by mnie był. Niespodziewanie z za krzaków wyskoczył ogromny wilk, oczy świeciły mu jak dwie gwiazdy, jego sierść czarna jak czarna może być najciemniejsza noc. Nagle koń wierzgnął kopytami, stanął dęba... nie przewidziałem tego. Nie trzymawszy się niczego straciłem równowagę i spadłem na ziemie ugodziwszy nieszczęśliwie głową na wystający pień. Straciłem przytomność. Ocknąłem się w jakimś obcym łóżku, nie mogłem zaczerpnąć powietrza, wszystko mnie bolało, straszny ból zalewał moje skronie. Zerwałem się na równe nogi. W głowie mi zawirowało, zaszumiało i znów straciłem przytomność. Usłyszałem jakiś szmer obok mnie. Otworzyłem powoli oczy żeby zobaczyć co się dzieje. Ktoś krzątał się po izbie. Ktoś kogo jeszcze moje oczy nie widziały…ktoś tak piękny że brak mi słów żeby ją opisać. Obserwowałem ją przez chwile nie mogąc oderwać oczu od tej pięknej istoty. A ona jak by to czując, mój wbity w nią wzrok odwróciła się. Nasze spojrzenia spotkały i już teraz oboje zrozumieliśmy że należymy do siebie. Że jesteśmy jednością a każde z osobna jest niczym. Nie wróciłem więcej do domu, nie było poco, a raczej nie chciałem. Wiedziałem jak zareagują moi rodzice kiedy się dowiedzą że kocham czarownice i spodziewamy się dziecka. Po prostu umarłem dla świata. Zamieszkaliśmy więc razem. Nic nam nie było potrzebne, a raczej to co było zapewniała nam puszcza. Żyliśmy spokojnie ciesząc się sobą i swoją miłością. Przyszli mocą, w bladym świetle poranka twarzy napastników były zimne, wręcz odpychające. Związali mnie zakneblowali i zostawili w chacie, byłem bezradny, nic nie mogłem poradzić, nie mogłem pomóc mojej ukochanej. Gęsta mgła kłębiła się nad uroczyskiem, opływała półwysep mlecznym wirem i wznosiła się ku niebu ścianą tłumiącą wszelki głos. Ale oni milczeli i milcząc rozniecili ogień. Potem rzucali płonącymi głowniami. Z goryczą patrzyła, jak płomienie pożerają drewniane ściany i szarą strzechę i mnie razem z nimi. Wraz z chatą dopalały się wspomnienia. Cały ład i chronologia pamięci zostały zburzone. Od wewnątrz stawała się martwa. Jej myśli tężały, jak tężeje ciepły wosk wylany na lodowatą wodę. Poddano ją próbie ostatecznej, odarto z wszelkiej nadziei, pozbawiono mizernych resztek celu istnienia w tym świecie. Nie stawiała oporu. Nie krzyczała. Związali jej ręce, a na szyję założyli szorstki powróz. Było ich pięciu. Wsiedli na konie i powlekli ją do miasta. Nie skarżyła się, choć powróz odzierał skórę szyi, a ostre kamienie raniły stopy. U bram dołączyła silniejsza eskorta. Tutaj też uwolnili ją od hańbiącej pętli. Przedwiosenny ziąb przenikał ciało. Szła wyprostowana, z dumnie uniesioną głową, a wiatr rozwiewał długie włosy upodabniając je do czarnych skrzydeł. Była tak piękna, że w sercach młodych chłopców rodziła się nieokreślona trwoga i ze współczuciem odprowadzali ją oczyma. Na jej widok w oczach dozorcy lochu zapłonęły błyski zwierzęcego pożądania. Gdyby nie lęk przed czarami, byłby się na nią rzucił. Ten grubianin o twarzy rzezimieszka na znak dowódcy straży ujął w garść jej lśniące włosy i uciął jednym ruchem noża. A potem dokładnie ogolił głowę. Chcieli zniszczyć piękno - z zawiści, ze strachu, ze zwykłej głupoty. Stanowili część szarej masy i rozumowali jak ta masa. Jakaż była ich wściekłość, gdy ujrzeli, że zmianie uległ tylko wizerunek. Piękno nie zniknęło. Przeciwnie, zdawało się szydzić z nich swą nadludzką, tryumfalną siłą. To ich rozsierdziło do reszty. Zmienili się w bestie, w których nie ma ani krzty współczucia. Gdyby tylko mogli, rozdarliby ją na strzępy. Jednak lękali się kary. Dlatego, z całym okrucieństwem bezmyślnych żołdaków, wrzucili ją do wielkiej beczki, aby nie miała kontaktu z ziemią. Ziemia dawała Moc. Jeszcze splunęli w jej kierunku i wyszli zatrzaskując ciężkie żelazne drzwi. Zapadła ciemność. Przemożny i wszechobecny smród zgnilizny atakował nozdrza. Uważnie nasłuchiwała cichnących kroków. Wreszcie odetchnęła głęboko i zamknęła oczy zalewają się łzami. W gorące popołudnie wywlekli ją na rynek, odarli z szat i zakuli w dyby na pośmiewisko gawiedzi. Wiosenne słońce jątrzyło otwarte, ropiejące rany. Zakapturzeni modlili się o zbawienie jej duszy. A ona popatrzyła na niebo i na ziemię, i na rozwydrzony tłum, co nie mógł się doczekać końca widowiska Tak jak i nienawiść... Wreszcie kat uwolnił ją od drewnianego jarzma, zaciągnął na stos i przywiązał do sterczącego pośrodku pala. Nie czuła lęku ni rozpaczy. Zbliżał się kres jej upokorzeń. Natomiast tłum zakołysał się i zawył z uciechy. Ale następny okrzyk, jaki wydobył się z wielu gardeł, był wrzaskiem trwogi. Niebo gwałtownie zasnuły chmury i zrobiło się tak ciemno, jakby nagle zapadł zmierzch. Tłum znów zafalował, a potem plac wypełniła cisza. Gdy oprawcy z pochodniami zbliżyli się do stosu w ciasnych zaułkach miasta zawył wicher. Gęste chmury zdawały się opadać coraz niżej. Kat i jego pomocnicy stali z wygaszonymi pochodniami i bezradnie rozglądali się wokół siebie, najwyraźniej oczekując nowych rozkazów. Mnisi nasilili swe modły. Tylko strażnicy pozostali nieruchomi niczym posągi z kamienia. Ale i oni się rozpierzchli, gdy ciemność przeorały błyskawice. Od grzmotów zadrżały stare mury. Zakonnicy wznieśli ręce. Wobec rozpętanego żywiołu wydawali się śmiesznie mali i bezradni. Z chmur spłynęła szeroka struga ognia. Z ogłuszającym hukiem uderzyła w sterczący pal i roztrzaskała go na drzazgi. Mnisi padli w błoto i strachliwie okrywali rękoma zakapturzone głowy. Przywiązana do pala kobieta skonała. ----------------------------------------------------------------------------------------------- Ocknąłem się. Byłem sam nie wiedzą gdzie. Jak grom przez moją głowę przeleciały wspomnienia minionych dni. Tych szczęśliwych i tych…i tych w których straciłem wszystko. Swoją miłość, nienarodzone jeszcze dziecko, życie. Nic nie wróci mi tych chwil. Nie czułem nic poza gniewem, nienawiścią tak silną że aż się jej bałem. Wiedziałem co mam zrobić aby go ugasić. Nie zaznam spokoju dopóki nie znajdę i nie pomszczę swoich bliskich. Teram mam tylko jeden cel, a tym celem jest zemsta… |
|
Post #2
13 Mar 2006, 19:50
Baaaardzo spodobał mi sie opis ... jest naprawde świetny... ale dlaczego prawdziwa miłość kończy sie tak szybko i tak tragicznie....ehhhh zycie... 😢 OPIS NAPRAWDE ŚWIETNY
|
|
Rumun
|
Post #3
13 Mar 2006, 21:46
Opisik elegancki fajnie sie czyta i wciąga npisz jeszcze cos to z checia poczytam .
SUPER 😀 |
|
Post #4
14 Mar 2006, 07:51
Naprawde kawał dobrej roboty. Ciekawa historia, dobrze napisana i dobrze sie czyta. (format tekstu). Może jeszcze jakaś postać stworzysz? 😉
|
|
Post #5
14 Mar 2006, 22:11
DZIĘKUJE LUDZISKA ZA DOBRE RECĘZJ 😀
Jak macie jakieś ale do tego opisu to nie wahajcie się tylko piszcie co myślicie 😀 "Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja" |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |