|
Post #1
16 Mar 2006, 20:53
Imię: Jorengen Kolcozwierz
Płeć: Mężczyzna Rasa: Człowiek Wiek: Nigdy nie pytaj maga o wiek, to nieelegancko i niebezpiecznie Wzrost: 190 cm Waga: 76 kg Wygląd: Spoglądając na niego już z daleka można rozpoznać w nim maga. Zdradza go charakterystyczny pewny siebie chód i postawa ciała. Jego ubiór jest typowy dla każdego maga: długi czarny płaszcz z czerwonym podbiciem., spięty pod szyją, narzucony na prosta funkcjonalną i wygodną szatę. Jego czarne włosy swobodnie opadają na zawsze spokojną twarz. Jego piwne oczy emanują stanowczością i doświadczeniem. Zachowanie: Jest małomówny woli słuchać, i uważnie obserwować otaczający go świat. Nigdy nie wiadomo kiedy zdarzy się jakaś niebezpieczna bądź nieprzyjemna sytuacja której da się uniknąć, nie jest tchórzem, bynajmniej, po prostu nie miesza się w nie swoje sprawy. Jednak gdy zauważy jawną niesprawiedliwość zrobi wszystko by ją naprawić (nawet gdyby go to zabiło). Rozwiązania siłowe stosuje tylko w ostateczności, czyli w przypadku zagrożenia życia własnego bądź przyjaciół.(co nie oznacza, że nie potrafi porządnie przysolić) Słynie ze specyficznego poczucia humoru... . Magia: Stara się racjonalnie wykorzystywać swoje umiejętności, jednak przyparty do muru wykorzysta każdy czar który mógł by mu się przydać. Ten dzień zapowiadał się całkiem normalnie. Jeszcze rano nie przypuszczałem, że będę siedział na jakimś zupełnym pustkowiu, pod wielkim drzewem, nieznanego gatunku, przy marnym ognisku i wylewał swoje żale komuś kogo zupełnie nie znam. Obecnie moim największym zmartwieniem, nie jest mocno padający deszcz, bynajmniej, tylko to, że właściwie nie wiem gdzie jestem, a co najgorsze nie wiem nawet jaki to wymiar. Tak, tak, ktoś porządnie spartolił sprawę przy rzucaniu zaklęcia przeniesienia, Znasz jakieś zaklęcia przeniesienia Nie? Nie? szkodzi. Przynajmniej mogę się cieszyć z dwóch rzeczy: po pierwsze, że nie trafiłem jednak do piekła, po drugie, jeśli zaklęcie nie wypaliło to oznacza to tylko jedno: ktoś nie potrafił nad nim zapanować. Encyklopedius Magikus mówi w takich przypadkach tylko jedno „Jeśli mag rzuca zaklęcie potężniejsze od swoich umiejętności, grozi to uwolnieniem ogromnej ilości energii magicznej”, co w rzeczywistości oznacza ogromną za przeproszeniem rozpierduche, i rozniesienie rzucającego na atomy. Przynajmniej tyle, jeśli chodzi o dobre informacje. Do złych mogę zaliczyć, również to, że robi się coraz zimniej i zewsząd otacza mnie gęsta mgła, która ogranicza widoczność na kilka metrów. No nic będę musiał tu troszeczkę posiedzieć i poczekać na poprawę pogody. To może opowiem Ci jak właściwie się tutaj znalazłem? Widzę, że jesteś bardzo pozytywnie nastawiony do tej propozycji. To było tak.... Właściwie od dziecka chciałem być magiem. Na całe szczęście rodzina nie miała nic przeciwko i posłała mnie do najlepszej akademii sztuk magicznej w mieście. Pobyt w akademii wymagał wiele wysiłku i ciężkiej pracy, ale ja nie miałem nic przeciwko temu, w końcu mogłem spełnić swoje marzenia! Każdy dzień mijał szybko, a nauka szła gładko, nawet nie zauważyłem kiedy nastąpił dzień egzaminów końcowych. Ubrałem swoją ulubiona, prostą i praktyczną szatę (ma wiele kieszeni, w których trzymam prawie cały dobytek), narzuciłem ulubiony czarny płaszcz i wyruszyłem w stronę Akademii. Właściwie to daleko nie zaszedłem, bo w najbliższej miejskiej bramie, ktoś porządnie dał mi w łeb. Ocknąłem się w ciemnym pomieszczeniu. Byłem zakneblowany i przywiązany do jakiegoś kamiennego siedziska. Kiedy próbowałem się uwolnić, ktoś klasnął w dłonie. Od razu zapaliły się dziesiątki świec. Po tym jak moje oczy przyzwyczaiły się do światła, mogłem ocenić pomieszczenie. Było dość przestronne całe zawalone regałami z magicznymi księgami.(biblioteka?) Siedziałem pośrodku, dokładnie wyrysowanego okogramu. Naprzeciwko mnie za drewnianym pulpitem, na którym leżała wielka magiczna księga, stał zakapturzona postać. Nagle zaśmiała się gardłowo i odsłoniła twarz. To był on! Xawier! Ten drań, którego upokorzyłem, dwa lata temu w szkole! Facet znęcał się na młodszym roczniku, ale w końcu jak to się mówi „trafiła kosa na kamień” i sprawiłem mu niezłą nauczkę. (Może nie wyglądam na jakiegoś osiłka, ale bić się potrafię, pozatym byłem niezły z eliksirów...). Tak więc po tym jak sprawiłem mu niezłą lekcje światopoglądową, facet wyleciał z uniwerku. Szczerze mówiąc to nieźle się darł „Zobaczysz Jorengen! Jeszcze Cię dorwę! A Wtedy pożałujesz, że się urodziłeś!”. A teraz stał z tym swoim paskudnym uśmieszkiem i ględził coś do mnie: „ A widzisz! Nareszcie Cię dopadłem! Pewnie myślisz, że Cię zabije, ale mylisz się. Są o wiele gorsze, rzeczy od śmierci... Na przykład: co powiesz na dłuuugie wakacje w piekle!” Po czym zaczął intonować zaklęcie. Momentalnie w powietrzu zaczął unosić się smród siarki i zrobiło się jakoś dziwnie gorąco. Szczerze mówiąc to spanikowałem! Pomyślałem, „nie ma sprawiedliwości na tym świecie!” i przygotowałem się na najgorsze. Co najdziwniejsze usłyszałem w mojej głowie odpowiedź: „OWSZEM. NIE MA. JESTEM TYLKO JA!”. Po czym, nie wiem jakim cudem, ale w komnacie pojawił się wielki czarny kot, który przewrócił jedną ze świec stojących w wierzchołku oktogramu, po czym wskoczył na pulpit przy którym stał Xawier. Wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie, facet ze strachu przejęzyczył się, coś szarpnęło, huknęło i nastąpiło jeszcze wiele rzeczy z „ęło” na końcu wyrazu, i tak wylądowałem tutaj pod tym drzewem. Resztę już znasz. O widzę że się przejaśnia! I mgła jakaś lżejsza! Chyba trzeba się zabrać do jakiejś roboty. Ooo... mówisz, że za tym wzgórzem jest jakieś miasteczko, w którym znajdzie się zajęcie dla maga. Świetnie! No to „komu w drogę temu siekiera w plecy!!!” jak to mówili w moich okolicach. Dziękuje, za wszystko, cieszę się że chciałeś wysłuchać mojej opowieści! Niech los ma Cię w swojej opiece! Koniec (Właściwie początek wspaniałej przygody...) |
|
Post #2
16 Mar 2006, 21:10
Hmm naprawde mi sie podoba, ciekawa historia pojawienia sie na terenach Wowa. Dobrze sie czyta.
|
|
Post #3
16 Mar 2006, 21:20
Super! Mi się bardzo podoba 😀
|
|
Post #4
17 Mar 2006, 09:27
czekamy na ciag dalszy
|
|
Post #5
17 Mar 2006, 09:32
„trafiła kosa na kamień” a to dobre hahahaha 😀
Fajny opis, mi tam się podobało, ale jak zawsze mam mało i chce więcej… 😛 "Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja" |
|
Post #6
17 Mar 2006, 10:23
Z przyjemnością moge powiedzieć, że ciąg dalszy nastąpi... 😎
Ale jest jedno pytanie: Czy umieścić ciąg dalszy w tym samym temacie, czy zrobić nowy...? 🙄 |
|
Post #7
17 Mar 2006, 10:29
no pewnie że tu... a niby gdzie? 😀 zaznacz tylko że jest to jakiś cd... i bedzie dobrze 😀
"Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja" |
|
Post #8
21 Mar 2006, 23:31
Nareszcie skończyłem!
Oto dalsz część historii mojej postaci: Wiedziałem! Po prostu wiedziałem to od samego początku... To było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Od momentu, kiedy wszedłem do tej wioski, miałem złe przeczucia. Cholera przecież tutaj nie ma żywej duszy! Nawet zapchlonego i śmierdzącego kundla! I ta niesamowita cisza... przecież jest środek lata... powietrze powinno rozbrzmiewać świergotem ptaków... A tu nic... tylko grobowa cisza... brrry! Aż mnie ciarki przeszły... Wioska na pierwszy rzut oka wydawała się zupełnie normalna. Solidne domy z kamienia, budowane wzdłuż dwóch przecinających się prostopadle ulic. Na skrzyżowaniu znajdował się skromny placyk, pewnie targowisko. Niedaleko stała nie za duża świątynia. Tylko po jakiego grzyba , były im potrzebne wielkie solidne, kamienne wrota na środku placu? Po chwili zadumy zacząłem, dokładnie oglądać ten cud architektury... Na pierwszy rzut oka wydawały się najzupełniej na świecie normalny. Kamienne odrzwia, sprawiały wrażenie bardzo solidnych, całe były pokryte mchem. Same wrota, chyba w magiczny sposób, wyglądały na nieużywane. Pod wielką miedzianą klamką zauważyłem, malutką dziurkę od klucza. Jeszcze kilka razy obszedłem dokoła wrota, poczym poszedłem rozejrzeć się po wiosce. Skręciłem w pobliską alejkę i zacząłem nerwowo rozglądać się w poszukiwaniu kogokolwiek. Moją uwagę przyciągnął mały domek, który stał na rogu alejki, a dokładnie ten z wspaniałym różanym krzewem rosnącym za ogrodzeniem. Podszedłem bliżej, aby przyjrzeć się tym szlachetnym kwiatom. W pierwszej chwili nie zauważyłem nic szczególnego, jednak po chwili coś mnie tknęło... Przecież te kwiaty nie pachną! A powinny! Coraz bardziej przekonywałem się że coś tu nie gra. Postanowiłem że rozejrzę się po wnętrzu chaty. Podszedłem do frontowych drzwi i otworzyłem je prostym zaklęciem, które nauczyłem się kiedyś od znajomego kuglarza. Nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi. Na całe szczęście otwierały się na zewnątrz. Moim oczom, mimo wielu lat magicznej praktyki, ukazał się zadziwiający widok. Widzieliście kiedyś NIC? No właśnie! Ja też nie... A jednak zobaczyłem NIC. Pomieszczenia nie było, jedyne co znajdowało się za drzwiami był niekończący się mrok...W jakiś niespotykany magiczny sposób pochłaniał on światło padające z zewnątrz. Spróbowałem postawić nogę za progiem drzwi, jednak o mało co nie spadłem w przepaść. Podniosłem z ziemi spory kamień i wrzuciłem go w otchłań... Z niecierpliwością czekałem na upragniony stukot. Ten jednak nie nastąpił... Cały spocony z przerażenia zatrzasnąłem te przeklęte drzwi, odwróciłem się na pięcie i pobiegłem do najbliższej studni, aby opłukać twarz w zimnej wodzie. To musi być iluzja... pomyślałem, cała wioska jest tyko iluzją... Kiedy przebiegałem koło wrót, w mojej głowie pojawiła się paskudne buczenie, znak, że gdzieś w pobliżu znajduje się jakieś wielkie skupisko magicznej energii. Stanąłem jak wryty, gdy zobaczyłem, że spod grubej warstwy mchu prześwitują magiczne runy. Jednym ruchem dłoni, wypowiadając magiczne słowo, oczyściłem odrzwia. Moim oczom ukazał się runiczny napis, mieniący się złotawą poświatą, mówiący: „WĘDROWCZE! JEŚLI CHCESZ PRZEJŚĆ PRZEZ MROCZNE WROTA, Z ODWIECZYNYMI STRAŻNIKAMI ROZMOWE ODBYĆ MUSISZ.” Jaki ja byłem głupi, że od razu nie wpadłem na pomysł iż to wrota są kluczem do rozwiązania tajemnicy. Tylko jakimi strażnikami? O co tu chodzi? Przynajmniej zagadka z miejscem mojego pobytu rozwiązała się sama... Musiałem znajdować się w pewnego rodzaju „poczekalni”, zawieszonej pomiędzy wymiarami. No nic będę musiał poczekać na strażników, skoro wrota aktywowały się to muszą być gdzieś w pobliżu. Postanowiłem, że jeszcze raz dokładnie obejrzę wrota. Moją uwagę przyciągnął snop światłą wydobywający się z dziurki od klucza.... ...”No moje drogie maluchy! Czas już abyście pomaszerowały do łóżek! Na dzisiaj już koniec tych bajek...” „Ale panie Opowiadaczu, baardzo prosimy! Nie może Pan tak urwać historii Jorengena w najlepszym momencie!” Krzyknęły dzieci. „A właśnie, że mogę...” Powiedziałem. Po czym wstałem z miękkiego fotela i zacząłem gestykulować, w sposób jaki wielcy magowie rzucają swoje straszliwe klątwy... Dzieci z piskiem pobiegły do swoich pokoi... A ja mogłem nareszcie troszeczkę odsapnąć. Dorzuciłem drewna do paleniska, kiedy odwróciłem się w stronę fotela, zobaczyłem młodą kobietę stojącą w drzwiach. „Dziękuję Ci, że zająłeś się moim młodszym rodzeństwem.” Powiedziała. „Po śmierci rodziców jest mi naprawdę ciężko z tą niesforną gromadką” Dodała z lekkim westchnieniem. „ To ja bardzo dziękuje za gościnę, nawet nie wiesz jak trudno w dzisiejszych czasach o nocleg i przepraszam za kłopot” odpowiedziałem. „Jorengen! Jak na maga jesteś zbyt skromny!” powiedziała z uśmiechem. „Skąd wiesz?” Zapytałem zaskoczony. „Nie trudno się domyślić, poza tym uważnie słuchałam twojej opowieści...” powiedziała śmiejąc się w głos. „Ale to tylko bajka. Tak naprawdę, żadnych wrót, wioski nigdy nie było... Powiedz kto chciałby wysłuchać kolejnej nudnej opowieści o zwykłym szarym magu, który wędrując po świecie stara się pomóc zwykłym ludziom...” odpowiedziałem. „Mylisz się Jorengenie. Na pewno ktoś by się znalazł.. Popatrz na nas. Przecież daliśmy Ci schronienie, na te kilka dni.” Powiedziała. „Wiem o tym doskonale. Za to dziękuje wam z całego serca! Jednak z drugiej strony postąpiliście nierozważnie, zapraszając mnie do swojego domu. Obecnie nie wiadomo komu można zaufać. Wszędzie czają się szpiedzy sił ciemności, dlatego musicie zachować czujność przez cały czas... Nie mogę tu dłużej zostać. Wyruszam jeszcze przed świtem.” Zauważyłem, że posmutniała po tym jak powiedziałem moje ostatnie zdanie. „Na prawdę chcesz nas opuścić?” Zapytała. „Już to postanowiłem. Nie ma innego wyjścia...” Odpowiedziałem. „Rozumiem. Zaczekaj więc chwile... Chciałabym Ci coś ofiarować.” Pośpiesznie odpowiedziała, po czym znikła w mroku domu. Po chwili wróciła, ściskając coś w ręku. ”To dla ciebie.” Powiedziała. „Mam nadzieję, że będzie Cię chronił, gdziekolwiek się znajdziesz. Wiem, że w stosunku do twojej magicznej mocy, to nic nie znaczący gest, ale może się przydać...” Po czym wręczyła mi małą płócienną bransoletkę, którą od razu zawiązałem na swoim nadgarstku. „Nawet nie wiesz jak wielką wartość ma twój podarunek... Dziękuje bardzo...” Zauważyłem dziwny błysk w jej oczach, a może był to tylko płomień paleniska? Tego nie wiem do dziś... Usiedliśmy razem przy kominku i spędziliśmy wiele godzin na rozmowach o niczym... Do dzisiaj wiem, że były to najwspanialsze godziny w całym moim życiu... Około czwartej nad ranem zauważyłem, że moja przyjaciółka zasnęła. Dorzuciłem, więc drewna do ognia, zebrałem swoje rzeczy i o cichu wyszedłem z domu. Kiedy zamknąłem za sobą drzwi, rzuciłem na nie urok, tak aby nikt nieproszony nie mógł przez nie przejść. Drobny podarunek dla moich wspaniałych gospodarzy. Dzień zapowiadał się mgliście. Całą okolice spowijała gęsta, mleczno-biała mgła, w której ginął skręcający lekko na zachód szlak... Odwróciłem się, aby po raz ostatni spojrzeć na ten przyjazny dom. „Czasami żałuje, że zostałem magiem...” Pomyślałem. „Chyba Cię piorun trafił” odpowiedział mi głos w mojej głowie. „Masz racje, chyba się starzeje” odpowiedziałem sobie, śmiejąc się w głos, po czym raźnie ruszyłem przez mgłę w stronę nowej przygody... |
|
Post #9
22 Mar 2006, 12:21
Zamieść dalszy ciąg swojej opowieści w tym samum miejscu co poprzedni opis. Po prostu dodaj go do tamtego odpowiednio zaznaczając że jest to Cd…
"Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja" |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |