📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4477
« Wróć do forum  •  4 post(ów) w temacie
Rumun
Post #1 16 Mar 2006, 21:05
Imię - Cerion
Oczy- Brązowe
Wzrost- 195 cm
Karnacja- Jak miód
Włosy- brozowe
Zarost- kozia bródka
Postura- Bardzo umięśniony
Waga-100kg
Klasa-Wojownik

HARAKTER

Charakter: Nieprzewidywalny, nie zna strachu, mściciel, bystry, zabijanie
Sprzymierzeńców hordy sprawia mu przyjemność, małomówny, w walce czuje się jak ryba w wodzie.
HISTORIA

To było dawno temu.
Mieszkałem w małej wiosce nieopodal lasu
Byłem wtedy małym chłopcem, któremu życie mijało spokojnie i beztrosko.
W każdy dzień biegałem po lesie i bawiłem się na podwórku z moimi przyjaciółmi i
Rodzeństwem, nie mogłem na nic narzekać.
Byłem wychowywany bardzo dobrej i religijnej rodzinie.
Matka zawsze powtarzała abym pomagał każdemu, kogo spotkam na swej drodze.
A Ojciec mówił mi ze „czasami mądry wygra z silniejszym”.
Pomimo tego, że cały czas to powtarzali ja niezbyt byłem im posłuszny.
Byłem bardzo żywiołowym, spostrzegawczym i pojętnym młodym chłopcem.
Ale wszystko to pewnego dnia się zmieniło.


Był to piękny słoneczny ranek, kiedy to matka wysłała mnie po zioła do lasu.
Pobiegłem z wielką chęcią gdyż lubiłem chodzić po lesie.
Kiedy wszedłem do lasu nie było tak jak zawsze, nie słyszałem śpiewu ptaków,
Zwierząt też nie było widać ani słychać.
Kiedy tak zbierałem te zioła trafiłem na olbrzymie ślady.
Nigdy wcześniej takich nie widziałem były takie wielkie ze potrzeba by było
czterech moich stóp żeby zapełnić ślad.
Byłem bardzo ciekawski i poszedłem po tych śladach.
Prowadziły one w głąb jaskini, z której widać było blask pochodni.
W pierwszej chwili pomyślałem ze to ktoś z ludzi, też trafił na ten ślad i podążył za nim
aż do tej jaskini.
Wszedłem do środka.
Gdy podążałem w tej mrocznej i zimnej jaskini cały czas wydawało mi się ze ktoś mnie śledzi, ale nie zwracałem na to zbyt szczególnej uwagi, ponieważ strach nigdy mi nie towarzyszył aż do tej chwili, kiedy to doszedłem do wielkiej groty we wnętrzu
jaskini i ujrzałem dwóch zielonych stworów wielkich jak młody dąb, ich kły były tak durze że wystawały im z tych krwiożerczych mord.
Wiele się nie zastanawiając odwróciłem się i zacząłem biec w kierunku wyjścia.
Kiedy widziałem już koniec jaskini nagle przede mną, stanął jeden z tych wielkich przerażających bestii. Ogarnął mnie taki strach ze serce podchodziło mi do gardła
nogi trzęsły się jak opętane skórę miałem bladą jak śnieg.
Nagle zobaczyłem wielką i potężną łapę która unosiła się do góry i zmierzała w moim kierunku. Straciłem wtedy przytomność.


Obudziłem się w klatce razem z innymi ludźmi, elfami, gnomami, i krasnoludami.
Zapytałem ich, do czego jesteśmy potrzebni tym stworom.
Jeden z elfów odpowiedział mi: jesteśmy przysmakiem ich dzisiejszej kolacji.
Nie mogłem w to uwierzyć ze moje życie skończy się tak szybko.
Wmawiałem sobie ciągle „tonie tak miało być” jestem jeszcze za młody by umierać.
Mówiłem tak, dlatego że gdy byłem małym chłopcem pewna kobieta przepowiedziała mi
iż będzie ze mnie wielki wojownik, nie znający strachu, mężny, silny, który walczy o słuszną sprawę. Mówiła też, że zanim to się stanie czeka mnie kilka lat doświadczeń.


Na nasze szczęście elf się mylił.
Orkowie potrzebowali nas do kopalni, która miała takie wejście ze ork nie mógł się tam zmieścić i tylko taki ktoś jak człowiek czy krasnolud, mógł tam wejść.
Następnego dnia obudzono nas bardzo wcześnie dostałem w rękę kilof i zaprowadzono nas do kopalni były tam cenne kamienie, które Orkowie wykorzystywali do produkcji magicznych przedmiotów.


I tak było dzień za dniem.
Dorastałem w kopalni ucząc się przy tym wydobywać różne minerały i robić z nich pożyteczne rzeczy.
Od piętnastu lat każdy dzień był taki sam, ale nie ten.


I jak w każdy dzień wstaliśmy bardzo wcześnie, by wyruszyć do kopalni.
Gdy znajdowaliśmy się niedaleko kopalni jeden z orków upadł nie wiedzieliśmy,
co się stało.
Potem jeden z dowódców przekręcił ciało na plecy i wtedy zobaczyłem, że ork ma
dziurę w klatce piersiowej wielkości głazu. Był to ślad po ognistej kuli.
Nagle dowódca orków ryknął a wszyscy orkowie ustawili się w szyku bojowym,
my byliśmy całkiem zdezoriętowani, nie wiedzieliśmy co się dzieje nagle oddział orków
okrążyli rycerze a na każdym wzgórzu znajdował się mag .
Orkowie nie mieli szans.
Rozpętała się nierówna walka rycerze wraz z magami starli z powierzchni oddział orków,
a nas rozkuli i puścili wolno.


Nie wiedziałem, co mam z tą wolnością zrobić.
Błąkałem się z krainy do krainy, żeby przeżyć musiałem nauczyć się walczyć.
Piętnaście lat w kopalni trochę mnie nauczyło, wykułem piękny miecz
i tarczę ale co z tego jak naniż mi się nie przydadzą bo ja nawet nie umiem trzymać
tego oręża w dłoni. Gdy byłem w pewnej wiosce organizowana była jakaś wielka uczta na
cześć powrotu jakiegoś już wysłużonego, zmęczonego i starego rycerza.
To była dla mnie jedyna szansa.

I tak pewnego dnia ów wojownik siedział nad jeziorem, podszedłem do niego i ukłoniłem się
przed nim, zapytał mnie czego chce od takiego starego wojownika jak on,
odpowiedziałem mu ze chcę aby mnie wyszkolił, i opowiedziałem mu moją historię.
Bardzo był zdziwiony, że jako młody chłopiec przeszedłem tak dużo.

Obiecał mi ze wyszkoli mnie na wielkiego wojownika abym już nie obawiał się orków,
troli, taurenów i nie umarłych.
Z nastaniem ranka zaczęło się szkolenie trenowałem cały czas, bez wytchnienia, dzień i noc
aby przewyższyć mojego mistrza.
Uczył mnie determinacji, skupienia, wytrwałości, cierpliwości, rozwijał we mnie takie umiejętności, o których sam nie wiedziałem.


W końcu przyszedł czas na praktykę powiedział mi gdzie mogą znajdować się orkowie.
Wyruszyłem w drogę.
Przedzierałem się przez dżungle, pustynie i góry w poszukiwaniu orka, abym mógł go zabić i przynieść jego głowę do mojego mistrza.
Kiedy podróżowałem przez pustynie zauważyłem na piasku te same ślady co w młodości.
Nie zastanawiając się nad niczym ruszyłem w kierunku tych śladów byłem przygotowany
na walkę z tymi krwiożerczymi bestiami.
Nareszcie nadszedł ten dzień, w którym mogłem udowodnić swojemu mistrzowi i sobie, co potrafię.
Ujrzałem wielkiego zielonego potwora, który trzymał w ręku ogromny topór, nie zląkłem się nawet na chwile, wyciągnąłem swój miecz i ruszyłem w bój, byłem tak szybki i tak zwinny że ork nie mógł mnie trafić, wreszcie mój miecz wtopił się w jego wielkie cielsko padł na ziemie jak kłoda okropnie jęcząc.
Odciąłem głowę stworowi i ruszyłem w drogę powrotną do mego mistrza.
Kiedy dotarłem na miejsce zobaczyłem zwęglone resztki domów które tam były i mojego mistrza konającego przy strumyku.
Zapytałem, kto to zrobił odpowiedział cicho plując krwią, hooorrdaa, po tych słowach zmarł.

Nazajutrz pochowałem jego ciało pod pięknym głazem i przysięgłem mu ze nie spocznę dopóki ostatni ork, tauren, nieumarły czy trol nie będzie martwy będę prześladował ich aż
po kres czasów.
KEt
Post #2 17 Mar 2006, 09:12
1) blad otrograficzny popraw
2) widzialam piekna literowke ktora uniemozilwia lekkie przeczytanie pewnego zdania


ogolnie ok 😊
Post #3 17 Mar 2006, 09:42
Poza bykami to chyba nie mam do czego się przyczepić, ale i to jeszcze na udanego 😛

Jestem bardzo na TAK!!! 😀











"Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja"
Rumun
Post #4 17 Mar 2006, 10:46
dzieki za sprawdzenie mego opisu ket i kosie dzieki za ocene.
błedy poprawione ale niewiem o ktore zdanie chodzi.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026