📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4482
« Wróć do forum  •  3 post(ów) w temacie
Post #1 16 Mar 2006, 22:21
Imię: Kahedron

Rasa: Nocny Elf

Wiek: 20 wiosen

Waga: 80 kg (gruby człowiek)

Wzrost: 190 cm (2 barbarzyńskie miecze)

Klasa: Wojownik

Płeć: Mężczyzna

Karnacja: Ciemna (ciemno-niebieska)

Oczy: Czarne świecące (pod wpływem agresji robią się czerwone)

Charakter: Poważny, odpowiedzialny, impulsywny, nerwowy, nie zna litości
potrafi zabić z zimną krwią, zna etykę nie zna miłości, szanuje swoich przywódców,
gardzi słabszymi, pamiętliwy, oddaje hołd przodkom, religijny, zaborczy, uparty, czasami chamski.
.



Wygląd zewnętrzny: Kahedron jest potężnym, dobrze zbudowanym Elfem
Posiada duże niebieskie oczy, które mogą zmienić barwę na czerwoną pod
wpływem złych emocji.
Jego nogi i ręce są mocno umięśnione. Ma na nich dużo blizn i zadrapań.
Skura jego jest niebieskawa. Kahedron ubiera się w skórzaną zbroję wykonaną
z demoniej skóry. Nosi także buty i pas z tego samego materiału.
W prawej ręce dzierży puklerz a w lewej wielki jednoręczny miecz.
Z boku ma małą torbę na rzadkie zioła i leki.
Czasami ubiera także stalowy zamknięty hełm.

Umiejętności: Potrafi polować, pływać, łowić ryby, zakradać się,
nurkować, zna język trolli i orków,
potrafi czytać i pisać, zastawiać pułapki
umie wykorzystać zjawiska fizyczne przyrody
dobrze warzy małe mikstury lecznicze
ma zdolności przywódcze.







HISTORIA


Niewiele mi wiadomo, w jaki sposób dostałem się pod opiekę Quel Ekha, ale w ciągu wielu lat, podczas których dzielił się ze mną skąpymi informacjami o moich rodzicach, które mamrotał podczas snu wiem, że byli oni wielkimi wojownikami. Jako że nie znam ich imion ani nikt nie powiedział mi jak zginęli, przypuszczam, że zostali zamordowani przez orków.
Zostałem wychowany na wojownika. Do koszar trafiłem, kiedy miałem 6 wiosen. Nikt mną się nie zajmował. Nie miałem żadnych przywilejów z powodu moich rodziców. Nigdy nie nauczyłem się miłości i nigdy nie poczułem się być kochanym. W wojsku była twarda dyscyplina, nie uniknąłem kar cielesnych, głodówek czy karcera. Od małego uczono
mnie, nienawiści do orków.
Być może ból spowodowany odejściem rodziców sprawił, że Quel Ekh, aby mnie uleczyć, zabrał mnie do twierdzy Khorinis i wychowywał jak swoje dziecko. Po ćwiczeniach w koszarach codziennie zabierał mnie do świątyni gdzie nauczał mnie etyki i moralności. To dzięki niemu nie zostałem prostym, głupim szeregowcem. Nauczył mnie pisać i czytać. Poznałem honor i patriotyzm. Nigdy nie wolno było mi się zaśmiać czy zażartować w trakcie lekcji.
Przybrałem imię Kahedron. O swoich rodzicach nie wiem nic. W młodości słuchałem opowieści, Quel Ekha, zaczerpniętych ze świętych ksiąg, zebranych w zapomnianej świątyni. Siła i walka inspirowały mnie do czynów. Z tego wzięło się zrozumienie u mnie do wojowników, którzy zapewnili mi schronienie nad głową i przyjaźń dla ich niezmiennych wartości. Przyłączywszy się do ich sztuk walk, zacząłem myśleć o sobie. Kilku z nich, zapewne na prośbę Quel Ekha, wyjaśniło wiele z moich wątpliwości i pomogło zrozumieć, kim jest wojownik, dlatego w ten sposób postanowiłem zostać doborowym wojem i w celu dokształcania się i zdobyciu informacji o moich rodzicach poprosiłem Quel Ekha o pozwolenie przekroczenia progu mrocznych wrót. Kiedy się z nim spotkałem opowiedział mi starą historię, która mnie zainspirowała. Brzmiała Ona tak. Od zalania czasu na świecie znanym jako Azterh istniał tylko jeden kontynent, na którym panował spokój i harmonia. Pośrodku tego kontynentu mieścił się sztylet czasu, który był kolebką czasu i magii. Z wielu istniejących ras tylko jedna osiedliła się na brzegach tego wielkiego jeziora i poniosła tego konsekwencje. Byli to starożytni elfowi.
Przez lata lud ten, znany jako Kaldorei, doskonalił się w panowaniu nad czasem. Ich umiejętności w sztukach czarnoksięskich były wprost niewyobrażalne. Po latach spędzonych nad potężnym jeziorem, Kaldorei zyskali umiejętność władania czasem, ale też narazili siebie i na śmiertelne niebezpieczeństwo. Król Al Alamein i Najwyżsi Magowie - jej przyboczni, w swym zaślepieniu mocą skontaktowali się z Legionem Północy. Ta piekielna horda orków i trolli zniszczyła już niejeden świat, ale ten szczegół umknął pławiącym się w siłach magii Najwyższym Magom. Zadufani w sobie i oszalali od przepełniających ich mocy, wezwali Legion Północy. Jednak, gdy świat jest w zagrożeniu zawsze znajdą się bohaterowie, którzy go uratują. Tyrande Wisperwind oraz bracia Malfurion i Illidan Stormrage zorganizowali ruch oporu i zaczęli walczyć z najeźdźcą. Zdaniem Furiona problem tkwił w magii, która przyciągnęła demony na Azterh. W związku z tym zaproponował zniszczenie sztyletu czasu, które uważano za diabelskie narzędzie. Jedyną osobą, która się wstrzymała był
jego własny brat Illidan. To właśnie on, z miłości do magii, zdradził go i uprzedził króla Al Alameina o planowanym ataku. Kiedy rozpoczęła się ostateczna bitwa między elfami i orkami, Najwyżsi Magowie byli w trakcie odprawiania rytuału wzywającego dowódcę sił Północy. Magiczne wyładowania naruszyły delikatną strukturę rytuału i czar miał skutek uboczny. Wybuchy rozrywały ziemię kończąc czasy, gdy na Azterh był tylko jeden kontynent. Sztylet czasu został zniszczony na 6 części, a niedobitki Kaldorei wyruszyły w kierunku lądu w zasięgu wzroku – góry Hyjal, która potem stała się świętym miejscem.
Podczas bitwy miało miejsce jedno zdarzenie, które na zawsze rozdzieli braci Stormrage. Illidan tuż przed zniszczeniem sztyletu zaczerpnął z niego siedem rubinów z rękojeści . Przybył na górę Arreat przed swoim bratem i nad znajdującym się na szczycie kowadle przekuł nowy sztylet. Al. Alamein wpadł w szał, gdy tylko wyczuł nowy sztylet czasu i kazał zamknąć swojego brata w podziemiach. Zakazano używania magii w całym Azterh. Jednak ci z Wielkich Magów, którzy przeżyli nie chcieli się na to zgodzić. Za złamanie prawa wydalono ich w wyspy-kontynentu, który zyskał nazwę Kalimdor. By Wysoko Urodzeni nie mogli trafić z powrotem, cały kontynent otoczono magiczną barierą, by żaden podróżnik, który wszedł już nie wyszedł. Wysoko Urodzeni, czy raczej Quel’dorei, jak nazwali się wygnańcy, wyruszyli w poszukiwaniu nowego domu. Przepłynąwszy koło wielkiego wiru - Kaerth, który powstał w miejscu, gdzie kiedyś były pierwszy sztylet czasu, dotarli na kontynent nazywany teraz Lordaeronem. Na północ od niego znaleźli wyspę, na której się osiedlili – ich nowy dom - Quel’thalas. Tam, za pomocą rubinów z pierwszego sztyletu czasu odebranych Illidanowi, stworzyli własną Studnię, a, że zerwali z magią, nazwali ją sztyletem Apokalipsy. Jednak życie na Lordaeronie nie należało do spokojnych i elfowie, bo to właśnie one są Quel’dorei, musiały uciec do, Azereth, aby poszukać nowego domu.
Nie mogąc zorganizować wspólnego życia elfowie rozeszli się po całym kontynencie. Król na wieść o ucieczce swoich poddanych wysłał swoich
najlepszych wojowników. Moich rodziców. Matka bojąc się o mnie zostawiła mnie na starym kontynencie u Quel Ekha. Rodzice wyruszyli
w drogę w poszukiwaniu zagubionego sztyleta czasu. Musieli cofnąć czas
i przywrócić dawny ład i porządek. Na wieść o tym mag Rafas podążył śladem moich rodziców. Kiedy sztylet czasu odnalazł się Rafas zamordował ich. Posiadał potężny artefakt, którym nie umiał się posługiwać. Podróżuje teraz po krainie szkoląc się w dziedzinie czarnej magii. Usłyszawszy tą historię nie wiedziałem, co mam robić. Byłem oszołomiony. Niewiedziałem, czy mam wierzyć w tą historię. W mojej głowie piętrzyło się tysiące pytań.
Ale z drugiej strony wielki i znany Quel Ekh nie mógł mnie okłamać.
Po rozmowie z nim dał mi jeszcze jeden dzień do namysłu. W nocy myśląc o tym przypominało mi się stracone dzieciństwo. Widziałem dzieci bawiące
się na ulicy miast i siebie ciężko trenującego w koszarach. Widziałem znajomych bawiących się w karczmach i siebie stojącego na warcie w strugach zimnego deszczu. Najbardziej nurtowało mnie pytanie jaj wyglądał elf, który zabił moich rodziców. Byłem zdenerwowany i wściekły.
Myślałem o tym, aby zabić Rafasa w jak największych męczarniach. Kiedy obudziłem się następnego ranka i nie mogąc zasnąć wyszedłem przed koszary zastanawiając się, co powiem Quel Echowi. Bardzo się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem małego taurenka z •jabłkiem na głowie. Usłyszałem głos
i zorientowałem się, że to Quel Ekh stoi obok mnie. Rzucił mi miecz i powiedział:
-Jeżeli przetniesz to jabłko na 2 równe części i chłopak przeżyje to pozwolę ci odejść.
Jeżeli tego nie uczynisz będziesz zmuszony tutaj zostać.
Chwyciłem miecz drżącą ręką i podeszłem do malca. Popatrzyłem mu się przez chwilę w oczy, zachwiałem się i powiedziałem:
-Nie nie zrobię tego.
-Jesteś tego pewien ?
-Taj , jestem tego pewien
Quel Ekh podszedł do mnie i powiedział:
-Oto mapa. Zasłużyłeś na to. Jeszcze żaden tauren z naszego plemienia
tak się nie zachował. Udowodniłeś, że masz większy szacunek do życia
niż do zemsty. Masz prawe serce.
Byłem zaskoczony.
-Idź przygotuj się.
Odpowiedział mi Quel Ekh.
Poszedłem do garnizonu i zabrałem najważniejsze rzeczy potrzebne do podróży. Kiedy żegnałem się z Quel Ekhem powiedział mi te o to słowa:
-Żegnaj Kahedronie. Byłeś dla mnie jak syn. Nigdy mnie nie zawiodłeś.
Masz wielki dar. Będziesz wspaniałym wojownikiem, tak jak twoi rodzice.
Tu masz mapę. Pomoże dojść ci do miasta Balmora gdzie czeka na ciebie lodź. Tam po 1 dniu pełni księżyca wypłyniesz na południe. Wszystkie wskazówki są na mapie. I jeszcze jedno proszę nie zapomnij o nas.
W ten sposób pożegnałem się z i bez odwracania się odszedłem.
Podróżowałem długi czas przez puste i zamarznięte krainy północy.
Po około 2 tygodniach wędrówki ujrzałem twierdzę. Duże miasto w wąwozie. Zatrzymałem się w nim na dłuższy czas. Codziennie wieczorem
wychodziłem na dwór i oglądałem niebo. W końcu nadeszła pełnia księżyca. Następnego popołudnia wziąłem łódkę i wypłynąłem.
We wskazówkach przeczytałem:
-1 dnia po pełni księżyca wypłyń w morze. Wypłyń na tyle daleko, aby
zgubić ląd w oczach. Następnie wyrzuć wiosła i zaśnij. Musisz poddać się woli morza. Tylko tak dopłyniesz do zakazanego kontynentu.

To było szaleństwo. Ale cóż innego miałem robić. Wypłynąłem daleko na południe i wyrzuciłem wiosła. Dobrze, że zbliżała się już noc. Było łatwiej mi zasnąć. Kiedy obudziłem się następnego dnia niebo było czyste a słońce świeciło tego dnia bardzo mocno. Przeciągnąłem się i zobaczyłem w oddali ląd. Quel Ekh się nie mylił. Byłem godny na, tyle aby pokonać długą drogę. Zbliżałem się do zakazanego kontynentu. Do Azareth
KEt
Post #2 17 Mar 2006, 09:38
1) bledy otrograficzne , a sa widzialam

2) czemu to kolejny opis gdzie przytaczacie znowu historie grr, ktorej sami nie pisaliscie , wymazac mi to i to juz Rafas to samo po prostu nie zdzierze


poza tym wbijcie sobie do glowki historie mamy jedna MROCZNYCH WROT a nie Warcrafta kurna no 😠
Post #3 17 Mar 2006, 11:42
Splotłeś żywcem 3-4 historie ,ktore byly umieszczone przed resetem ( W tym moja) I wykorzystałes moja nazwe, chodz nawet Cie nigdy nie spotkalem. W mojej histori nie ma slowa o twojej postaci i rodzine ,wiec co piszesz takie glupoty.
Nie wolno przepisywac histori innych osob( jest to poprostu kradziez czyjegos pomyslu,czasu) , sciagac histori z internetu itp. Moze napisalbys wlasna historie ? A nie korzystal z innych prac ? 🙂

Ket - masz racje jeszcze dzisiaj to zmienie 😊

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026