📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Opis postaci Kahrion - Wojownik Tauren
« Wróć do forum  •  7 post(ów) w temacie
Kahar
Post #1 17 Mar 2006, 11:20
Nazwa: Kahrion
Rasa: Tauren
Klasa:Wojownik
Waga:4 koboldy
Wiek:24 wiosny


Opis postaci:Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Od dawna lubił walczyć i ćwiczyć. Poznawał tajniki kowalstwa i górnictwa, chociaż go to już od bardzo dawna bardzo interesowało. Większości zarabiał na tym, czym się interesował. Był dzielny i odważny. Z boku przy pasie, miał mała torbę, z której trzymał swoje rzeczy.
Jako młody tauren uwielbiał bawić się z ukochaną matką Lirien, nikogo innego tak nie miłował, jak miłował ją.
Z ojcem Firenzem spędzał o wiele mniej czasu racji tego, iż ojciec zajmował się sprawami wioski. Bardzo mile wspominał wspólne wycieczki w celu obserwowania dzikich zwierząt. Ojciec był dla niego kimś więcej, był wzorem do naśladowania przyszłości chciał objąć po nim tron, i być tak doskonałym jak doskonałym był jego ojciec.
Lecz nikt nie zdawał sobie sprawy jak okrutne potrafi być życie....

Charakter:
Spokojny z natury
Odważny i dzielny
Pomocny i otwarty, do taurenów i nie tylko
Jak cos postanowi sobie jakiś cel to do niego dąży
Miły i niepękający się niczego
Bez litosny dla wrogów, ale przyjazny dla sprzymierzeńców

Historia

Spod krzaczastych brwi spoglądają dumne, władcze oczy, nieustannie szacując ryzyko w razie starcia. Na ogromnym ciele znajduje się wiele pamiątek po stoczonych dawno temu bitwach. Długie, zaplecione miejscami w warkocze włosy opadają na pokaźne rogi. Zauważasz, że Tauren chełpi się swoimi zwycięstwami – na ramieniu i w kilku innych miejscach wiszą ludzkie, krasnoludzie i elfie zasuszone głowy.

Kahrion był podniecony, jak przed każdą bitwą. Siedział teraz wśród drzew, starając się opanować emocje. Obok niego leżał jego najlepszy przyjaciel – buława, naznaczona nieprzeliczonymi karbami. Sięgnął łapą i chwycił wyrobioną rękojeść.
Po dłuższej chwili wyjął ze znoszonej torby kilka ziół, zmielił je w dłoni i wciągnął nosem powstały proszek. Po chwili doznał dobrze znanego uczucia...Już było ciemno, ale my jak od niepamiętnych czasów szliśmy przed siebie z pochodniami... Te tereny były wyjątkowo ciężkie do przebycia, to chyba góry, ale nie widzę za bardzo w tym mroku... Słychać głośny hałas, wszyscy wrzeszczą:
- Do broni!!!- Krzyczeli przywódcy naszego stada- Tylko nie atakujcie naszych!
- A ty mały skryj się tam w skale, tylko szybko!- Powiedział wskazując palcem w dość bezpieczne miejsce.
... Jeszcze słyszałem odgłosy cierpienia, nawet nie wiedziałem czy nasi wygrywali, wolałem się nie wychylać ze skał żeby czasem jakiś wróg mnie nie zaatakował... Walka trwała do rana, mgła spowodowała, że nie widziałem kompanów. Widziałem tylko setki leżących na ziemi takich zielonych ciał, mówili na nich "Ogry"
- Dobra, idziemy dalej!
- Tak jest generale!
... Już widziałem drogę gdzie szliśmy, to były wysokie góry, było zimno a my mimo wszystko szliśmy dalej... Trochę chyba przysnąłem.
- Mały, wstawaj, nie chce mi się już ciebie nosić na plecach.
Chyba nie miałem wyboru, bo chętnie bym się jeszcze poleniuchował. Z czasem przywódca stanął i krzyknął:
- dobra, tu w górach chyba jesteśmy bezpieczni, możemy robić obóz na parę dni.
- Tak jest panie Generale!- Odpowiedział jeden z ważniejszych.
Rozbiliśmy obóz, ja raczej patrzyłem albo byłem chłopcem na posiłki.
- Kahrion przynieś trochę drewna na ognisko.
- Kahrion podaj mój miecz.
... Tak właśnie mnie traktowano, a to był dopiero początek. W czasie wolnym wpatrywałem się jak nasi trenują walkę. Paru młodych wojowników z 5 lat starszych ode mnie.
-Ej młody, nie stój tak sam, podejdź i weź do ręki mój miecz- powiedział jeden z nich.
-Dobra, ale ja nie umiem walczyć.
Podniosłem oręż, była ciężka, ledwo, co ją podniosłem. Zacząłem walczyć, z czasem stałem, sie zwinny i trochę silniejszy. Teraz w czasie wolnym, sam gdzieś w ukryciu starałem się władać mieczem jak najbardziej potrafiłem i jeszcze lepiej... Minęło parę dni, nie wiem nawet ile, bo nie miałem nawyku liczyć, dla mnie była to wieczność... Szliśmy dalej, był to wielki las, po drodze trzymałem miecz i udawałem, ze walczę. Nagle w drzewo wbiła się strzała, od razu padłem na ziemie.
- Słuchajcie, tu jest strzała!- Krzyknąłem
- Cicho bądź młody, bo spłoszysz nam zwierzęta, które śledzimy od kilku dni, idź się pobaw gdzie indziej
-, Ale ja naprawdę...
- Idź mówię!
Nikt mnie nie słuchał, bo byłem najmłodszy, nagle, niewiadomo skąd, tak naprawdę znikąd zginęło dużo naszych kompanów.
- Do broni, wszyscy do broni!!!
- To Elfy, na Elfy, na Elfy!!!
Popchnął mnie ktoś na ziemie żebym czasem nie przeszkadzał. Wstając kopnąłem ze złości kamień. Niespodziewanie zabolała mnie noga, widocznie los chciał mnie jeszcze bardziej dobić. Schyliłem się i próbowałem podnieść rzecz, która wydawało się leżał tam wieki. Był to miecz. Wydawał mi się znany, jego wygląd przypominał rysunek w książce, jeden z kompanów czytał kiedyś dzieciom na dobranoc opowieści najdzielniejszych. "...Owy miecz był najostrzejszy, najlepszy, niezwyciężony, ale zgubiono go w lesie..." Przypomniały mi się właśnie te słowa... Rano było wyjątkowo zimno. Nie widziałem nikogo, jakby zapomnieli o mnie. Wziąłem nową zdobycz, była bardzo ciężka, Chyba z 10 razy od tego złomu, na którym ćwiczyłem dzień i nic i pobiegłem śladami za moimi kompanami. W końcu natknąłem się na obóz. To byli moi.
- Gdzie byłeś leszczu???- Powiedział jeden- Martwiliśmy się o ciebie.
- Zgubiłem się, byłem głodny i nadal jestem, ale biegłem przed siebie żeby was dogonić.
_ To żryj teraz, tylko szybko po za dwa noce musimy ruszać dalej.
... Przez te dwa noce ukrywałem się i zacząłem trenować nowym mieczem. Zapewne gdybym wspomniał cos o tym mieczu, zabraliby mi go... Szliśmy bez ustanku, do granic wytrzymałości, przynajmniej mojej...Wszyscy szemrali o mieczach wiec zapewne szykowała się jakaś wojna.
- Do mieczy, do mieczy wszyscy!!!- Krzyczał przywódca- Na śmierć!
Jak wszyscy to wszyscy, wziąłem swój miecz ukryty pod ziemią.
- Ja też walczę
- Nie, ty się ukryj w tamtym lesie.
- Sam się ukryj- powiedziałem cicho
I wtedy podniosłem wysoko do nieb miecz. Światło z niego rozświetliło mi drogę, wszyscy gapili się na mnie a raczej na mój miecz
_ Na śmierć!!!- Krzyknąłem jak najbardziej głośno umiałem
Ruszyliśmy na wrogów. Mówiliśmy na śmierć, bo wrogów było więcej a do tego byli ogromni, kupa mięśni. Nazywano ich Ogrami. Pierwszy raz widziałem, walkę. Był to chaos. Każdy zabijał, kogo mógł. Zobaczyłem pierwszą moją ofiarę. Był on 2 razy większy ode mnie a do tego był tak silny, ze chwilowo sparaliżował mnie strach, ale w końcu uderzyłem mieczem w jego miecz. Ku zdumieniu mój miecz jak by sam przeciął żywcem jego wszerz. Krew polała się w dużych ilościach. Jak patrzyłem wokół każdy walczył z wrogiem i albo przegrywał walkę no albo po ciężkiej walce jakoś wygra a ja jednym ciosem pokonałem tego wroga W jednym momencie zorientowałem się, ze wokół mnie są te dziwne olbrzymy a z
Moich kompanów zostali tylko najlepsi. Jednym słowem na przeżycie szans nie było... Nagle znikąd pojawiły się oddziały, setki a nawet tysiące. Nasi zaczęli krzyczeć:
- To chyba nasi, nareszcie po latach w odpowiednim momencie!!!
- Wygramy to, gińcie ścierwa!!!
Nasi zaczęli atakować z nadzieją na przeżycie. Wkrótce te tysiące wojsk dotarło do nas. Teraz wojna obróciła się w drugą stronę. Można powiedzieć, że już wygraliśmy. Wrogów zostało tylko paru, resztki. Taki styl życia zaczął mi się podobać. Po wygranej wszyscy szli w jednym kierunku i powtarzali:
- Nareszcie wracamy do domu!!!
- Tak, już chodzimy tak 10 lat przeszło, że nie wiem, co to słowo oznacz a teraz wszystko sie zmieni.
...Jako najstarszy syn, zostałem wysłany do wojska, jak nakazywała tradycja. Służyłem chętnie i dobrze... Po latach w wojsku w końcu zostałem Generałem, brałem dział w mniej znaczących bitwach... Pewnego razu zebrałem wojsko, ok. 50 wojowników i wyruszyliśmy w poszukiwaniu łupów albo jakiś Ogrów do niewoli... Było już późno, kazałem rozpalić ognisko a sam trenowałem trochę we władaniu mieczem.
- Panie Generale, Ogrowie!!! Cała horda
- Niedobrze, nas jest tylko garstka, ale mamy bestie kodo, mam nadzieje, że każdy ma swojego?
- Tak, oczywiście panie Generale!
- Ile zajmie im dotarcie???
- Góra dwie noce
- Zbierz wszystkich wojowników, kierujemy się w góry- powiedziałem zdecydowanie
- Tak jest panie Generale!!!
...Już wtedy wiedziałem, że Ogrów jest 10 razy więcej, że mamy nikłe szanse na przeżycie...Dokładnie przejrzałem naszą sytuacje, liczyłem mimo wszystko na moją wrodzoną strategie...
- Generale, jesteśmy już prawie na samym szczycie, bestie kodo już wyżej nie wejdą, można powiedzieć, że jesteśmy w potrzasku i nie możemy uciekać dalej, chyba, że...- Powiedział ze smutkiem- możemy uciekać pieszo
- Nie, zmierzymy się z nimi, przygotuj wszystkich do walki
...Po pewnym czasie było już wszystko gotowe, czekaliśmy tylko na Ogry...
- Już idą, Ogrowie nadchodzą!!!
- No to atakujemy, na śmierć i za Generała!!!!
- Czekajcie- zatrzymałem ich- Poczekamy aż wejdą wyżej, wtedy ruszymy końmi na nich.
...Po jakimś czasie...
- Teraz, na śmierć!!!- Krzyknąłem
- Tak jest panie Generale, na śmierć!!!
...Ruszyliśmy całym oddziałem a w zasadzie garstką. Ku wszystkich zdziwieniu bestie kodo, jadąc z olbrzymią prędkością z góry, kompletnie zmiażdżyły Ogry, większość nawet nie zdążyła wyjąć broni a ci, co wyjęli zaraz i tak pożegnali się z życiem...Po powrocie do domu kompani z dumą opowiedzieli, co przeżyli a ja dostałem medal za świetną strategie. Od teraz zaczęli mnie wysyłać na ważniejsze bitwy a ja starałem się sie wygrywać...Z czasem stałem sie kimś ważniejszym, teraz stałem się nieprzewidywalnym przywódcą zdolnym do użycia wszystkich środków, żeby wziąć wrogów na ostrze...Niestety, rozeszła się pogłoska, że jestem wstanie poświęcić własnych żołnierzy, jeśli zajdzie taką konieczność. Jedynym powodem, dla którego kontynuowali walkę było to, że bali się mnie bardziej niż śmierci....Moja siatka władzy w starym świecie została zniszczona podczas Kataklizmu, dlatego musze zacząć wszystko od nowa, niestety większość z moich przyjaciół już nie żyje, ale nikt z tych, którzy mnie znają, nie ma wątpliwości, że jestem w stanie sprostać wyzwaniu...

Ale słyszałem jako dziecko o tajemniczych wrotach. Na które mówiono,,Mroczne Wrota,, chciałem się przekonać czy to prawda. Nie miałem nic do stracenia. Większość przyjacieli już zginęło rodziców nie mam. Wiec pojechałem sam na besti kodo za góry. Po tygodni (dokładnie już nie wiem straciłem rachubę czasu)zalazłem je. Nareszcie,,Mroczne Wrota,, był to ogromny portal. Na początku się balem, ale pomyślałem, co mi szkodzi. Bez wahania wszedłem. Widziałem ciemność. Po chwili się obudziłem nic nie pamiętałem jakiś tauren, bo wyglądał podobnie do mie.Powiedział mi ze zemdlałem i nie zalazł na lace i przyciągnął mnie tu do wioski zwana Mulgore. Ale ja nic nie pamiętałem nic z przeszłości tylko jedno to ze byłem wojownikiem i pasjonowało mnie górnictwo i kowalstwo. I tak zaczęła się nowa przygoda……
Post #2 18 Mar 2006, 10:38
Opis postaci do bani...
Historia z poczatku nieco lepsza ale potem znowu masa bledow i powtorzen...
Malo taurensko...
🙂
Rumun
Post #3 18 Mar 2006, 11:12
Versus ma racje troche zadurzo powturzen. ale historia niejest tak tragiczna, powiedziałbym bardziej oklepana
😑
Post #4 18 Mar 2006, 11:39
polecam dobry słownik lub chociaz worda
Post #5 18 Mar 2006, 15:55
a może on nie słyszał jeszcze o czymś takim? 😛
















"Wszyscy jesteśmy winni, czas jest katem a katem jestem ja"
Post #6 18 Mar 2006, 21:16
W końcu to tauren, może nie ma słownika...
Kahar
Post #7 19 Mar 2006, 09:25
Poprawiłem błedy 😊 Wiec sie nie czepiac 😠

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026