📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4488
« Wróć do forum  •  3 post(ów) w temacie
Post #1 17 Mar 2006, 12:19
Mortido – człowiek
Wzrost- ok. 180cm
Waga- ok. 84 kg
Wiek- 30 lat
Karnacja- ciemna z jaśniejszymi śladami po ospie
Włosy- krótko ostrzyżone , czarne
Oczy- ciemne, brązowe

Opis postaci:

Mortido jest ok. 30 letnim mężczyzną. Chudy, żylasty. Seminarium odcisnęło na nim swoje piętno. Mało mówi , wyznaje zasadę „jak mówić to mądrze w każdym innym wypadku milczeć”. Porusza się powoli , jest napięty jak „struna”, gotowy do skoku .........do walki .
Jego twarz wygląda jak maska , nigdy nie widać na niej żadnych uczuć. Tylko oczy są rozbiegane, zimne...... Ulubioną bronią Mortido jest miecz choć woli rozstrzygać spory oraz zwady mową i celnymi ripostami. Wie iż za wyciągniętym mieczem ,czai się śmierć....
Ukrywa przed światem zewnętrznym swoje prawdziwe „wnętrze”.
Podróżuje sam .W duszy ,pragnie prawdziwej przyjaźni, podąża za bogactwem..........




Noc. Opat Sergiusz z trudem porusza się po ciemnych korytarzach dormitorium.
Wie, iż jest jedyną osobą, która o tej porze ,może pozwolić sobie na ten przywilej.
Ma 67 lat. Jego twarz ,przypominająca zaorane pole jest nieruchoma.
Lata pełne wyrzeczeń, spędzone w seminarium odcisnęły swoje piętno.
Tylko wzrok został ten sam . Czujny , pełen niepokoju jak w dniu kiedy przekroczył, po raz pierwszy mury seminarium. Wie ,iż jego spojrzenie , nie raz doprowadzało do drżenia magów, do uległości królów i władców, a maluczkich sprowadzało na kolana......
Niestety tej nocy oczy tego mocarza , który jednym spojrzeniem nakazywał swoją wole są wilgotne............
- Już 13 dzień jak Gunter, mój ulubiony seminarzysta.....mój palladyn ....zniknął bez śladu....
Choć nie był jego ojcem , on go wychował i pokochał jak syna.....
A teraz go nie ma .......nie ma .....już 13 dzień ............
Idzie bardzo wolno.
Ciemność. Wszechobecna pustka. Przejmujące zimno.....
Zna układ korytarzy , pomieszczeń, zaułków na pamięć.
Równie dobrze może poruszać się z zamkniętymi oczami.
Idzie bez celu, choć wie każda taka noc, kosztuje go bardzo dużo........każda kończy się w tym samym miejscu.....
Kiedyś tę drogę przemierzał ze swoim Guntim ( jak go nazywał w chwili słabości), po tysiąc kroć , przez całą noc.......do białego świtu, rozprawiając o teologii, stworzeniu świata, magii.....o rasach , bitwach , wojnach.........
Teraz już 13 noc idzie sam , mając za towarzyszy szczury i myszy które wyłażą na nocny żer.....
Jedną jedyną myślą, jednym pytaniem, którym się zadręcza ......w dzień i w nocy........bez ustanku ...jest..
- „ Czy zrobiłem wszystko by temu zapobiec.....Boże bądź milościw....”
Zatrzymuje się nagle przed potężnymi drzwiami , w których jest malutki zakratowany otwór.
Wie iż obok są setki takich pomieszczeń , a w każdym z nich śpi młodzieniec, z głową pełną ideałów.
Niestety ta cela jest pusta .........odrażająco pusta............ cela Guntera Jorgensena.
Walczy sam z sobą, przez głowę przelatują setki wspomnień , tysiące obrazów.
Oczy płoną.....serce bije jak oszalałe.......trzęsą się kolana......pot zimny spływa po karku....
„ Spokój.....Boże pomóż......spokój ..........spokój........opanuj się ...”
Bardzo szybko przekręca klucz w starym zamku.
Starcza dłonią popycha zardzewiałe, nadgnite drzwi , które niemiłosiernie skrzypią.....
Zapala pochodnie , wchodzi do tego , jakże umiłowanego , a teraz tak obcego pomieszczenia....
Staje pośrodku i czeka.............
Światło z pochodniami delikatnie rozchodzi się po małej celi. Wydobywając z mroku najróżniejsze kształty. Opat rozpoznaje z łatwością przedmioty ,do których nawykł za młodu......siennik, dębowa skromna szafka, modlitewnik, wiadro na fekalia ........
Zdaje się ze pomieszczenie przygniata i wciąga tego starca o niespokojnych oczach ....
Ileż razy tu już był......ile razy oglądał to samo .....sam już nie wie ........nie pamięta.......
Jego uwagę zwraca gruba księga, zbiór praw i kodeksów miasta Stormwind..
Leżąca na dębowej szafce, w twardej skórzanej oprawie.
Podchodzi do niej .......Przed twarzą przelatują wspomnienia.........
Mały 7 letni Gunti.......psoty ......zabawa........kradzież......kara....zimna cela ....głód i ta książka......którą mu podarował.....
Jakie wtedy życie było proste.
Nieubłagany upływ czasu widać po rozpadającej się księdze , która wtedy wydawała się niezniszczalna...........
Moment zawahania.......
Źrenice się poszerzają , widzi go.......
To nie możliwe.......nie możliwe....a jednak .... nie ...nie.......
Zimny dreszcz.....
Zjawa?...nie... on tu siedzi na prawdę.....mój ukochany.......to niemożliwe.....czyżby mój chory umysł szwankował?.......nie......
Próbuje dotknąć ową postać.....
A jednak to mój umysł.......boże czemu mnie tak każesz......czym zawiniłem......
Czuje , iż oczy mu wilgotnieją, gorąco podchodzi do głowy......nie wytrzymuje napięcia.....zalewa się gorzkim płaczem.....w duszy lży , ubliża bogu i po raz drugi wątpi w istnienie stwórcy.....
Pierwszy raz, był dawno temu, zaraz po śmierci matki gdy zabrała ją „ czarna śmierć”, a on , kapłan wraz ze swoim bogiem , nie potrafili jej pomóc. Odeszła.
Siada na sienniku, ciało jego opanowuje drżenie......zimno wdziera się do szpiku kości........i te łzy....łzy ,które rozmydlają rzeczywistość ....zacierają kontury...które oczyszczają.....
Dochodzi do siebie , odzyskuje jasność umysłu. Nie zamknął drzwi do celi ...
„A może mnie ktoś widział?.... nie to niemożliwe....”
Noc.
Cisza ...rozdzierana co jakiś czas wyciem dzikiego zwierza.....
„Och .... jak bym chciał zawyć.....zawyć z bólu .... tak jak to zwierze.....jak wilk..... Czyż wilki nie mają więcej swobody niż ludzie...?”.
Sergiusz opanował się.
„Płacz ........Gniew.......smutek.......to cechy które przysługują maluczkim, mnie to nie przystoi”
Jego twarz znowu przybrała pozę maski, którą nie są w stanie targać żadne uczucia.....
Bruzdy na jego twarzy, wróciły do swojego pierwotnego kształtu, tylko oczy napuchnięte i jeszcze wilgotne świadczą o namiętnościach jakie nim targały.
Uświadamia sobie, iż za kilka godzin usłyszy pianie koguta i znowu ,jak co rano opactwo wróci do swojego normalnego życia......
„Czas wracać.....”
Wstaje.....lecz zaraz ponownie siada, gdyż jego wzrok zatrzymuje się na kolejnej księdze , a raczej zeszycie , którego nigdy nie widział, a który teraz wystaje z postrzępionego siennika...
A cóż to takiego do diab....
Ugryzł się w język.
Szybkimi zwinnymi ruchami przerzuca kilka pożółkłych kartek.........
Blednie, ale zachowuje trzeźwość umysłu ........
Toż to jest.......to jest .........to!!!....a jednak bóg jest miłosierny....
Na pierwszej stronicy , widnieje napis wykaligrafowany ozdobnym gotykiem:
„PAMIĘTNIK GUNTERA JORGENSENA.
OD POCZĄTKU, DO KOŃCA „

Zaczyna czytać, a głowę zaprząta mu już tylko jedna myśl.....
„Nareszcie się dowiem.......”
Czyta......
„Seminarium duchowe. Okolice miasta Stormwind .Wspomnienia
Roku pańskiego(data jest rozmyta).
Pochodzę z ubogiej rodziny. Ze wsi. Rodzice starali się jak mogli .Ojciec imieniem
Pracował ciężko na polu naszego pana, na które wychodził z pierwszym pianiem kogutów,
A schodził późnym wieczorem. Matka ,często siedząc w chałupie ,przędła.
Jej stare, pokryte siecią żył i żyłek, ręce z wielką zręcznością tworzyły coraz to nowsze hafty ,
Gobeliny.......
Było to z wielkim pożytkiem dla naszej rodziny, ponieważ wytwory jej wyobraźni
Często kupowali ludzie zamożni ,krasnoludy, elfy, kapłani......”

Opat szybko przerzucił kilka stronic i znów pogrążył się w lekturze.....

„Moim marzeniem było zostanie rycerzem.....wspaniałym rycerzem...........
Jako chłopiec nocami wykradałem się z wioski ,by oglądać wspaniałe rumaki w
W stajniach pańskich......niestety stało się inaczej.....
Przyszła zaraza „czarna śmierć” ,przez mędrców nazywana dżumą....
Moje dzieciństwo legło w gruzach .Matka odeszła jako pierwsza....
Nigdy nie zapomnę, twarzy ojca........jego łez......jego cierpienia.......
Wtedy widziałem cię po raz pierwszy .....to byłaś ty..... Pani w bieli......la Mort.....
Śmierć.......
Tylko ,że ja się nie bałem......nie bałem się........”

Sergiusz podniósł wzrok , znad zżółkniętych stronic.
„Czy to aby możliwe......czyżby mój Gunter.......widział........?”.
Zbladł.
Jego oczy znów zwróciły się w kierunku tego, jakże dziwnego zeszytu....

„Ojciec postanowił oddać mnie do seminarium........nienawidzę go....był słaby.........
nie był wstanie pracować.....utrzymywać rodziny......całe dnie przesiadywał
na grobie matki.....modląc się ,o bóg wie co.......jakim był głupcem....głupcem.....”

Dalszy tekst na tej stronicy jest rozmyty.....
„Czyżby wilgoć.....nie..... to.....łzy ......łzy Guntera........Dlaczego mi o tym nie powiedział .......dlaczego nie powiedział, iż tak nienawidził ojca.............tego co mu zrobił.......seminarium........”

Zaduma......Wszechobecna cisza.........
Starzec z większym szacunkiem przewraca karty tego zaskakującego pamiętnika i czyta....
Czyta dalej chcąc zaspokoić swoje narastające wątpliwości.........

„Są ludzie którzy twierdzą, iż wszystko co ma się wydarzyć jest zapisane w
gwiazdach i tylko przeznaczenie ma decydujący „głos” w sprawie naszej karmy.
Są też tacy którzy twierdzą, iż sami są panami swojego losu.
Tylko poprzez trafnie podejmowane decyzje można przejść przez życie w szczęściu
i spokoju. Niestety są też tacy którzy swoją nieszczęśliwą dolę zrzucają na działanie przypadku.
Ja natomiast sądzę ,iż o ludzkim losie decyduje przeznaczenie, świadomy wybór oraz jakże
Często czysty przypadek”

„Moje słowa”, pomyślał ...

„P.S. Ja będę kowalem swojego losu , sam będę decydował co ma się stać........
......ja.....miecz....śmierć....moja pani...........”

Starca przeszedł zimny dreszcz.
„Czyżbym go nie znał........Mojego chłopca.....”

Padają kolejne stronice.......

„Seminarium- Bagno
Zamiast ludzi zwierzęta, szczury i żmije, całe plugastwo tej ziemi.....
Uduchowieni dziwacy.......idealiści.........Wykładowcy pałający niezdrową miłością do swoich podopiecznych....wiara w jednego wyimaginowanego boga.......to niezdrowe......to chore...
...głupie.....Jestem sam.......zmierzcie się......”

Słowa te padają na stare schorowane serce opata, niczym krople brudnej , zimnej wody rzucane rozgrzany do czerwoności piec.

„Ja się nie dam ....nigdy się nie poddam.....”

Kapłan wraca pamięcią do owych pierwszych lat Guntera w seminarium.
Ile ten chłopak musiał wycierpieć....Boże.....Na każdym kroku przypominano mu jego pochodzenie-wieś . Był wyśmiewany i szykanowany ...

Kolorowe obrazy przelatują przez głowę Sergiusza......twarz Guntera....łzy..... ciągle tylko łzy......napuchnięte oczy.....strach......zimna cela.......głód.......surowe nakazy i stalowe zasady....
.....Ciemność.......krzyk rozpaczy przeszywający nocna ciszę seminarium......powagę kościoła.....
To Gunter..... mój malutki Gunti....straszne...
I nagle zmiana . Przyszedł do mnie i powiedział:
„ Ja już nie będę.......będę się starał aby być najlepszym”
Nie wierzyłem......Boże wybacz.......jakim byłem niedowiarkiem...........
Obrazy znikają niczym mgła przegnana zimnym podmuchem wiatru.........
Głucha cisza......
Jednak Sergiusz wciąż jeszcze słyszy słowa: „będę najlepszy........najlepszy.....”
„Tak też się stało , Gunter wziął się do nauki, szybko nadrobił zaległości z teologii, magii, zielarstwa...alchemii......stał się prymusem....byłby świetnym kapłanem......niestety jego pasją był miecz......walka”.....ech......
Głośne westchnienie przerwało panującą ciszę.
Starzec znów zagłębił się w lektórze.......

„Teraz wiedziałem jedno......jestem najlepszy...
teologia, alchemia, zaklęcia.......cóż to jest......muszę się nauczyć władać bronią,
Która sprawi że będę silny.
Broń to miecz........miecz to władza.........a władza to potęga, chwała ,szacunek ,bogactwo pałace...etc.
Przysięgam wyrwę się stąd.........wygram........”

„ To dlatego zaczął uczęszczać na treningi chłopców , którzy w przyszłości mieli zostać palladynami.
Kłamał ,iż to dla mojego bezpieczeństwa.......oj głupcze
Ty chcesz się odegrać na losie za to , że urodziłeś się wieśniakiem....dlatego odszedłeś
.......ja to wiem...........już wiem......”
Sergiusz był pewien.
Machinalnie jednak bez zastanowienia przerzucił kilka kartek aby zakończyć i zamknąć ten pamiętnik. Został wychowany w poszanowaniu do ksiąg. W młodzieńczym wieku wychowawcy z seminarium wpoili mu zasadę ,iż od książki tak jak od posiłku można odejść
dopiero po skończeniu .
Nagle.......dłoń zawahała się ......dziwny traf.......dialog......
Krew w żyłach zamarła.......gardło się ścisnęło .........po raz kolejny w tej nocy stary opat poczuł strach......
To niemożliwe........

„Trzeci dzień . Gorączka. Straszna ospa. Nie jem . Nie pije . Nie wpuszczam nikogo do celi....
.........umieram........
- W końcu przyszłaś po mnie .
Nie jestem jeszcze gotowy
Myślisz ,że jesteś sprawiedliwa.....
- Sądzę że tak .Twój czas już nadszedł. Dostałeś o de mnie długi okres czasu
30lat jak na ciebie , to i tak zbyt wiele........
wszystkie żywe istoty muszą odejść ........
taka jest kolej rzeczy........
Ale ja jeszcze nie wygrałem....jeszcze nie.....to nie mój czas........
Jestem silny ...silniejszy...........
Ale nie zbyt silny
Widywałem cię wielokrotnie przez całe moje życie .....
Stałaś przy łożu mojej matki......
Tak to byłam ja......
I w czasie śmierci starego palladyna Thorwaldsena.
Pamiętam dokładnie to spotkanie . Wpatrywałaś się we mnie , jakbyś chciała powiedzieć,
Że na wszystkich przyjdzie czas....
Tak , przyjdzie....... tak jak teraz na ciebie.....
Nie pokonasz mnie ....jeszcze nie teraz......jestem silniejszy......muszę żyć.....
Ja muszę
Mam do ciebie słabość ...... nie wiem czemu......
będziesz żyć.......
Ale będę ci towarzyszyć.........
Będę się napawać twoimi słabostkami...............
Będziesz czuć mój oddech..............
Jestem silniejszy.......boże dodaj mi sił........
Teraz ja jestem twoją najbliższa przyjaciółką ,
Powiernicą twoją ....zatańczę z tobą!!!
Gunter Jorgensen umarł dla świata ......
Narodził się Mortido....”

Starzec przymknął swoje zmęczone powieki.
„ Boże, Boże ileż to niebezpieczeństw.........”
Wstał ......pochodnia dopaliła się ........zapach dymu........pianie koguta........
Świtało.........
Teraz dopiero wiem ......zawarłeś pakt za cenę życia , za możliwość odegrania się na losie ......stałeś się powiernikiem śmierci.........jej bratem........
Odszedłeś .....nie chciałeś nas narażać....mnie..........postąpiłeś słusznie.....tajemnice twoją zabiorę do grobu........przechowam twój pamiętnik.....miej się na baczności ...niech opatrzność czuwa nad tobą.........może się jeszcze spotkamy Mortido........”
Starzec poruszał się bardzo powoli, ale czuł się dobrze, czuł, że historia ta będzie miała ciąg dalszy.........był pewien........
Zamknął za sobą ciężkie drzwi celi.......
Teraz czas odpocząć........nareszcie.......
Świtało........

Post #2 20 Mar 2006, 20:41
😊 😊 😊 😊 mniam 😊 😊 😊 😊
Post #3 20 Mar 2006, 20:55
Jak dla mnie bomba! 😛 😛 😛 😛 😛

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026