📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4490
« Wróć do forum  •  3 post(ów) w temacie
Post #1 17 Mar 2006, 12:23
„Brat deBergov”

(przed przeczytaniem opowiadania odwołuję do opisu „La dance macabre” –to ważne)

Blask słońca wdzierający się poprzez gęstwinę.......
Pierwsze promienie smagające korony drzew.......
Wszechobecna zieleń kojąca oko śmiertelnika.......śmiertelnika?
Spokój i narastająca cisza......
Las jeszcze śpi......
Choć światło już harcuje......
Wypełnia każdą szczelinę......
Na razie spokojnie by nie zbudzić drzemiących starców przenika na wskroś połacie terenu.....
Jest wszędzie......
Szmer? Nie, nie to nie możliwe......
Dziś bezwietrznie przecież......
Zwierz? Nie, spokojnie czeka, aż Pan lasu zbudzi go ze snu......
O! Znowu, gdzieś niedaleko.....
Wzmaga się.....
Nie widać go ,ale słychać.....
Szybko zmienia miejsce.....
Trzask......
Któż jest tym co zakłóca porządek i harmonię?.....narastające napięcie.....
A może duchy jakowe figle urządzają?
Znów spokój......cisza.....
Nagle potężny huk.....gdzieś blisko.....I co?....I co?.....
Nie to nie blacha? Jakby drzewo o drzewo uderzyło....to nie topory.....
Widzę.....widzę....Mam ich.....Ale kim są ci co poruszają się jak zjawy?
Już wiem, to oni......przychodzą tu czasem.....są szybcy, ale to tylko ludzie.....

Dwa kształty wypełniające się nawzajem, jak jeden żywy organizm, wirujące w nieustającym pędzie wychynęły gwałtownie zza konarów drzew....
Odgłosy stały się wyraźne.....
Świst......trzask.....świst.......trzask......i znowu spokój.....
Pozorny spokój, bo napięte mięśnie twarde jak stal krasnoluda są w pełnej gotowości.....
Rozwiane włosy......Wolne kroki......Przewidywanie i niepewność.....Oczekiwanie.....
Nagle zamach i cięcie, krótka chwila staje się wiecznością.....
Tak!..... uderzyła ta ręka, która nie powinna była zacząć.....
Ta, która setki takich cięć wykonała......
Ta, którą władał niegdyś umysł człowieka w pełni sił....... Dziś starca, który zapomniał o latach praktyk reagując zbyt nerwowo i jakże pochopnie.....
Pot jakby ten sam zalewał utrudzone twarze i spływał na oczy, już zupełnie różne.....
Oczy, które w tej chwili obserwowały....
Oczy młode, figlarne, ale pewne siebie.....
I głęboko osadzone zmęczone oczy pokonanego starca, który wie, że owa chwila, walka spojrzeń i umysłów przeciągająca się w nieskończoność dobiega już końca.....
Jest! Widzę jak pędzi w moim kierunku.....zbliża się......zaraz poczuję jej chłód.....jej przenikliwe zimno......zagłębi się w moim ciele.....rozłupie mi czaszkę......i zapadnę w ciemność.....
Ale cóż to.....nie ma mroku.....wciąż czuję gorąco wydychanego powietrza.....żyje.....
Mężczyzna podniósł na wpół już przymknięte powieki.....i co obaczył?.......Biel zębów szczerzącego się do niego młodzieńca, który odsuwał właśnie drewniany kij od jego brodatej twarzy. To sprawiło, że poczuł ulgę. Walące serce uspokoiło się. Zrozumiał, że jest tu z kimś kogo zna od dawien dawna. Z osobą, która jest mu najbliższą. Przyjemny dla ucha śmiech i radość panicza Guntera odsunęły na bok wewnętrzne rozterki. Był przecież mentorem tego młodziutkiego ptaka, który wyfrunął z gniazda i osiadł tutaj w tym lesie, w tym opactwie by zgłębiać księgi najmądrzejszych tego świata......
By uczyć się fechtunku dającego możliwość przeżycia......by poznawać ludzi......
Ale kim ja byłem? I znów dziwnie trapiące myśli wróciły do głowy tego, który powinien umieć panować nad sobą.......
Tego który powinien być pewny swoich decyzji........a nie jest......
Jestem nauczycielem przecież.....To ja powinienem być przykładem dla tego pacholęcia.....To ja palladyn deBergov miałem dać mu lekcje......a tym czasem to młode stworzenie nauczyło mnie więcej aniżeli lata spędzone nad księgami tutejszego opactwa.....
Ręka ma już nie wprawna.....dłoń niezgrabnie dzierży rękojeść miecza.....Ciało ściągnięte wysuszoną skórą.....
Umysł? On jest moją prawdziwą bronią.....niezawodny, będący ostoją w trudnych chwilach......
Dający prawdziwe zwycięstwo nad wrogiem.....
Ale nie! Przecież dziś spłatał mi figla.....To mój wiek chyba.....

-Wracajmy stary druhu chyba żeś nie zdrów......usłyszałem.....zawstydziłem się choć twarz ma zorana życiem.......ruszyliśmy......
Nastały niezręczne chwile milczenia.....Czy rozumiał co czuje?.....Być może, ale czy to ważne?
-Spotkałem anioła przyjacielu- rzekł znów po jakimś czasie.....
wyrwałem się w końcu od tych myśli, które kołowały w mojej głowie tworząc zamęt.....
-Któż to?- zapytałem krótko.....nie wiem czy usłyszał.....może nie......głos grzązł mi w gardle.....
-Nie wiem kim była owa istota co zjawiła się jak sen.....odpowiedział.....
-Piękna jak anioł, płonąca żarem namiętności, gotowa jak armia do ataku przysposobiona......
-Chyba wiem o czym mówisz młodzieńcze-.....powiedziałem już pewniej.....smutek powoli ustępował z mojej twarzy.....lekki, szczery uśmiech wydobył się z głębin mojej duszy.....Był jak ja.....ongiś.....i znów mogę pokazać na co mnie stać.....tak teraz go nie zawiodę.....dam mu lekcję, którą zapamięta do końca swoich dni......i rzekłem.....
-Ty jako przyszły palladyn nie powinieneś o tym myśleć Gunterze.....Kobieta to przekleństwo, zguba.....Człowiek traci świadomość.....odchodzi od zmysłów.....- kontynuowałem choć wiedziałem, iż te lekcje mogą spełznąć na niczym.....wytężyłem umysł i ciągnąłem dalej....
-Kochanie to niedola ciężka młodzieńcze bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje.....Ja stary palladyn wiem cóż to znaczy.....odszedłem do zakonu.....właśnie z powodu kobiety Gunterze.....ciągnąłem dalej....
-Kochanie to kalectwo bo człek jak ślepy świata za swoim kochaniem nie widzi.....ale prawda zawsze leży po środku młody przyjacielu.....Tak więc jeżeli miłować ciężko to nie miłować jeszcze ciężej. Bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwo, a ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie. Tedy kochanie więcej jest warte od życia- .....Byłem zadowolony z siebie.....Słuchał mnie z zapartym tchem.....uśmiechał się.....ale wiedział, że wybierając opactwo i przywdziewając kaptur mnicha, będzie musiał zapomnieć o uciechach cielesnych.....Jak ja kiedyś, stanął teraz na rozstaju dróg.....nie wiem, którą obierze.....bo przecie każda z nich tak naprawdę jest zgubną......
Lekki podmuch wiatru.....stukot podkutych butów drażniących uszy..... milczenie..... wyłaniające się budynki.....chmury przesłaniające słońce..... siąpiący deszcz zwilżający rozgrzane twarze.....ciepły płomień pochodni w mrocznym korytarzu opactwa.....

-Patrz jak ogień się pali- rzekłem, ale nie usłyszałem odpowiedzi....
zatrzymałem się i długo obserwowałem ten kawałek drewna owinięty nasączoną szmatą i płonący żywym ogniem..... jakież to dziwne kształty przybierał płomień.....tańcował jak by w rytm jakiejś muzyki.....
-czy widzisz to co ja?- znów milczenie..... wciąż wpatrywałem się w tą nadnaturalną inscenizację..... przedstawienie pełne aktorów......-Szalony starcze!...... Nie! Nie ja nie zwariowałem wyraźnie widzę postacie, kształty..... czuję gorąco..... palę się.....
Podmuch wiatru ..... pot na twarzy..... strach..... -Jestem sam!!! Ale gdzie?
Rozejrzał się wkoło.....dojrzał tylko mury jakiegoś pomieszczenia i płomień.....
-Gunti gdzie ty przecież byłeś ze mną jeszcze przed momentem. Młodzieńcze ja sam zostałem.
Boję się.......Płomień na środku zaczął przybierać dziwną postać.....
-Ale co to? Wyraźnie słyszę płacz. Walenie w ścianę. Cóż to za demony bawią się tym miejscem? Czyżby to opat Sergiusz traci zmysły po twoim zniknięciu? To może być.
Iskry buchnęły z wnętrza paleniska. I nagle zgasło.....cisza i tylko ten płacz przeszywający na wskroś ciała i umysły.....szloch, który wzbudza dreszcze..... który daje do myślenia.....stało się coś potwornego.....
- Nie, nie zgasnę ot tak po prostu jak ten ogień, który rozpłynął się niezauważenie..... Wytrwam nie poddam się..... Zrobię to Gunterze dla Sergiusza, dla opactwa......
- Znajdę cię bo byłeś mi jak syn.....kochałem cię.....
- Znajdę cię choć stary już jestem, i dawno nie opuszczałem tego miejsca.....
- Znajdę cię boś wart tego Gunterze Jorgensen......



deBergov – człowiek
wzrost – 170cm
waga – 70 kg
Wiek – 60 lat
Karnacja – ciemna, skóra wysuszona, pokryta licznymi zmarszczkami
Włosy – długie siwe włosy i siwa broda, na czubku łysina
Oczy- głęboko osadzone, piwne

Opis postaci:

DeBergov wyrusza na poszukiwania już w sile wieku. Niegdyś rozrośnięty, barczysty młodzian, dziś przykurczony starzec. Jego ciało jest zapadnięte, pokryte licznymi zmarszczkami. Trud długiego, monotonnego życia jako fechmistrz i nauczyciel młodych adeptów opactwa wywarł nieodwracalne zmiany w umysłowości tego człowieka. Nie lubi samotności. Potrzebuje drugiej osoby, przyjaciela. Wiedzę ma olbrzymią, każde wypowiedziane słowo powala najtęższe nawet umysły. Starość niestety sprawiła, że każde takie zdanie często wypowiedziane jest jakoś niepewnie, ze szczyptą nieufności we własną osobę. Jednak gdy na ścieżce jego życia piętrzą się przeszkody potrafi się zmobilizować.
Choćby dłoń nie była sprawna......chwyci miecz.
Choćby starcze nogi uginały się pod nim, on podniesie się i pójdzie dalej......
Choćby wróg zastąpił mu drogę on dobędzie miecza i użyje go tak jak robił to przez całe życie...
Post #2 20 Mar 2006, 07:07
No w końcu!
Już myślałam, że wszystkich do hordy wywiało!

mniam mniam +++
Post #3 20 Mar 2006, 18:54
Ja sie nawet nie wypowiem. Po prostu lubie twoje historie. Bylbym za bardzo subiektywny. Piekna i tyle.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026