|
Post #1
17 Mar 2006, 13:40
Nazwa: Rafas
Wzrost: 5 łokci(180cm) Waga: Pół otyłego orka(80Kg) Włosy: Czarne Oczy: Zielone ( żądne władzy zmieniają się pod wpływem złych mocy miecza) Wiek: Nieokreślony Karnacja: Jasna Płeć: Mężczyzna Rasa: Człowiek Historia Wstęp - Wskrzeszenie W podziemiach ciągnących się pod Mrocznymi Wrotami, w miejscu przez niektórych zwanym Podziemiami, kilkakrotnie w ciągu miesiąca odbywały się walki gladiatorów, w których brałem udział. Najlepszy był krasnolud, którego imienia już nie pamiętam. Był niezrównanym wojownikiem - jego szał zatrzymać mógłby chyba tylko smok, choć wielu wątpiło i w tą możliwość. Każdy, kto przed turniejem wylosował go za przeciwnika, drżał ze strachu. Zdarzały się także niechlubne przypadki ucieczek i płaczu. Niestety trafiło na mnie. Nie uciekłem, bo honor mi na to nie pozwalał. Walczyłem, ale jak słusznie się spodziewałem poniosłem klęskę. Za młodu byłem w miarę dobry wojownikiem, ale podczas tej walki odniosłem ciężkie rany głowy i reszty ciała, co spowodowało moją śmierć. Wiadomo Mi od ludzi, że zaniesiono mnie do świątyni gdzie bracia świątynni musieli mnie wskrzesić, tygodniami odprawiając nade mną modły i pielęgnując, bym wrócił do pełni sił. Modły nad Ludźmi trwały bardzo długo. Po wskrzeszeniu okazała się, że po urazach głowy został mi straszny ból głowy i straciłem częściowo pamięć. Nie wiedziałem, kim jestem i skąd pochodzę. Trzymano mnie w świątyni parę tygodni. Miedzy czasie zasłuchiwałem się w opowieści człowieka, który mnie uratował, wiele zaczerpniętych z świętych ksiąg, zebranych w świątyni. Siła i moc wiary inspirowały mnie, ale drobne sprzeczki bogów napawały mnie pogardą. Z tego wzięło się zrozumienie u mnie do ludzi, którzy zapewnili mi schronienie nad głową i podziw dla ich niezmiennych wartości. Przyłączywszy się do ich studiów, zacząłem myśleć o sobie, jako o jednym z Braci. Człowiek, który mnie uratował był ciężka chory i nawet pomoc kapłanów nic nie zdziałała. Na łożu śmierci podarował On mi podarunek miecz i powiedziałbym bym go dobrze wykorzystał i bym wyruszył z krasnoludami zabić potężnego demona, który miał być prawdopodobna odpowiedziami na lękające mnie pytania w tedy zamknęły się jego oczy (Wiem, że chciał mi On o czymś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążył). Rozdział 1 - Demon Wyruszyłem z krasnoludami. Po wielu dniach podroży dotarliśmy do celu. Jednak pochodzenie bestii było dla krasnoludów najmniejszym problemem. Demon był naprawdę potężny i wojownicy długo ścigali go po podziemiach twierdzy, nim wreszcie osłabili go na tyle, by zadać ostateczny cios. Pech chciał, że w międzyczasie demon zawędrował już na wyższe poziomy podziemi i udało mu się z nich uciec. A konkretnie do kuźni, który właśnie kończył pewien miecz w towarzystwie niecierpliwego pana, Zaszczuty i rozwścieczony demon natychmiast zaatakował krasnoluda, który w danym momencie nie miał do obrony nic, prócz młota kowalskiego... Cała historia skończyłby się prawdopodobnie tragicznie, gdyby nie mój desperacki atak, widząc niebezpieczeństwo grożące przyjacielowi, chwyciłem miecz, który dostałem, zadałem demonowi cios. Efekt był nieoczekiwany. Bestia stanęła jak wryta. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyły gasnące oczy potwora, była drobna dłoń trzymająca rękojeść niepozornej broni tkwiącej w ognistym sercu demona. Nie dość, że potężny potwór został pokonany przy użyciu miecza, który zdobyłem to na dodatek broń w jakiś cudowny sposób wchłonęła jego energię... Po ciężkiej walce postanowiliśmy odpocząć w karczmie, w której męczyły mnie pytania, na które nie uzyskałem odpowiedzi. Z moja pamięcią było coraz gorzej. Miecz dziwnie na mnie działa. Posiadał On tak wielka magiczna moc, która mnie przerastała, ale nie potrafiłem się od niego uwolnić. Coraz częściej myślałem i z dnia na dzień miałem coraz więcej pytań. I żadnych odpowiedzi. Zacząłem się interesować potworem, który przekazał mojemu mieczu dziwna moc, a po części, która przeszła na mnie. Po powrocie do świątyni usłyszałem przez przypadek pewną rozmowę, z której wynikało,że krąży jakaś zła moc w pobliżu. Domyślałem się, że chodzi o mnie i o dziwny miecz. Wiedząc, że dowiedziawszy się ludzie o moim mieczu mogą chcieć go zniszczyć, postanowiłem uciec i poszedłem do pobliskiej wioski… Rozdział 2 - Zguba Dochodząc do wioski napadli mnie bandyci. Chciwi i głodni rzucili się na mnie. Walka była zażarta. Walczyłem o życie i skarby, które zdobyłem podczas wyprawy. Używałem wszystkich moich umiejętności, jakie tylko miałem. Jednego ze złodziei dźgnąłem prosto w brzuch i odleciał do tyłu. Wyciągnąłem swój miecz za placów i zacząłem rąbać przeciwników. Pierwszy, kompletnie zamroczony nawet nie zauważył miecza, którym odrąbałem mu głowę i ciężko raniąc jego towarzysza. Złodzieje dochodzili do siebie.. Wrogowie wystrzelili strzały z łuku jednocześnie dość niecelnie, tak, że zdążyłem uniknąć strzałów. Wykorzystałem moment i zabiłem kolejnego złodzieja, trafiając go w klatkę. Mój miecz zaczął strasznie emanować, mimo to walczyłem dalej. Zachodził mrok. Czułem się strasznie zmęczonych pojedynkiem i dokuczały mi rany. Bracia w świątyni nauczyli mnie przyrządzać wywary leczące, których nie miałem nigdy okazji wypróbować. To była idealna okazja. Zacząłem wyciągać składniki. Zauważyłem, że złodzieje poszli po pomoc. Dlatego szybko uciekłem z wioski. Nie wiem, jakim cudem, ale podczas ucieczki zniknął mój miecz… Wróciłem po niego, ale go nie było. Moc miecza była taka wielka, że nie mogłem się powstrzymać by go nie odnaleźć… Od miejscowych dowiedziałem się, że znalazł go pewien kupiec i skierował się na północ. Przekroczyłem próg Mrocznych Wrót, by szukać zguby, która opętał mój umysł… Rozdział 3 – Wojna Droga na północ była jeszcze cięższa od poprzedniej wyprawy. Targały mnie coraz gorsze przeczucia, rozglądałem się bacznie, jakbym czekał na jakieś nieuchronne zło. Coś sterowało moją psychiką wiedział,że to wina miecza. Krople potu kapały obficie. Coraz bardziej się spieszyłem,by odzyskać miecz. Zupełnie, jakby ścigała mnie wataha wilków. I nagle zobaczyłem wojsko. Były ich setki zastępów, ryczących i wygrażających wszelkim żywym istotom. Armia Hordy! Wtem rozległy się trąby i naprzeciw hordom wyjechało najwspanialsze wojsko tych okolic. Piękna kawaleria zajęła pozycje. Konne wojska hordy już ustawiały się w szyku. Dopiero teraz zauważyłem, że znajduję się na płaściutkiej równinie. Idealnej na bitwę. Obie ławy koni i ludzi runęły na siebie z wrzaskiem wojennym, zupełnie nie zważając na mnie. Ruszył galopem wzdłuż dwóch linii, mając niewielką szansę ratunku. Horda i konnica ludzi były już coraz bliżej. Odległość między nimi zawężała się coraz bardziej. Jednak nie poddawałem się. Biegłem naprzód ile sił. Już prawie się wyśliznąłem. Strzała wypuszczona z łuku przebiła mi nogę. Nagle usłyszałem głosy… Powoli otworzyłem oczy. Zobaczyłem na nogę. Strasznie krwawiła. Mimo to wstałem i wyczułem nieokrzesaną moc. Wstałem i zacząłem walczyć tak jakbym miał zdrowa nogę. Biłem wszystkich po kolei. Widziałem tylko jak następne ciała hordy upadały pod moimi nogami. Walka trwała bardzo długo. Ale podczas walki zasłabłem. Gdy otworzyłem powoli oczy usłyszałem glosy. - Jest jakiś ranny! – Podeszli do mnie - Jak się pan czuje? -Dobrze! Co się stało?! -Uczestniczył pan w walce! Świetnie pan sobie dawał radę! Ale niech się pan nie przejmuje, jeszcze nigdy się to nikomu nie udało się przeżyć z ludzi z 1 szeregu… - Gdzie jest miecz – zapytałem -Jaki miecz… -Musze go odzyskać… Gdzie jest miecz! -Proszę nie stawać! Mimo próśb wskoczyłem szybko na pobliskiego konia… I zacząłem biec majacząc słowa „Miecz” Biegłem ku północy do stolicy ludzi w poszukiwaniu miecza… Dopiero po paru dniach przywróciły mi się zmysły. Zrozumiałem,że uczestniczyłem w wojnie i,że dzięki dziwnej mocy demona stałem się niepokonany. Działo się to tylko pod wpływem jakiejś dziwnej mocy,ale straciłem tą moc… I nigdy nie wiem,kiedy powróci i tego boje się najbardziej… Moim życiem nagle zaczął rządzić tylko jeden cel. Chęć odnalezienia miecza…….. (C.D.N) Charakter Spokojny, chyba, że ktoś go sprowokuje. Pomocny ludziom, teoretycznie można określić miły, chociaż zmienia się ze względu na miecz, który przekazuje mu złe moce. Niestety bywa skryty. Nie cierpi mówić o swoich problemach i o sobie. Rzadko prosi o pomoc. Nie lęka się nikogo. Współczujący - sam przeżywał ciężkie chwile i niestety dużo o tym wie. Czasem zawistny i uparty, co ściągo często na niego problemy. Agresywny w przypadku zagrożenia. Uwielbia się napić piwa. Ta cechę nabył, ponieważ jego przyjacielem jest krasnolud (dalej chyba nie musze tłumaczyć) Zawsze spełnia cele, które sobie postanowi. Nigdy nie łamie słowa. Opis i wygląd postaci Spod ciemnych długich włosów, widzimy zielone oczy, w których przepływa moc miecza Od młodych lat pasjonował się On walka i zawsze czekał na kolejne starcie. Pod jego ręką był jego najdroższy przyjaciel miecz, który znalazł podczas wyprawy i który go opętał. Na plecach nosił torby, w, których trzyma zapasy, lub rzeczy, które zdobywał podczas wyprawy. Nie był On szczególnie wysoki, ale za to bardzo waleczny. Od młodych lat studiował nauki walki mieczem. Wielka ambicja, która siedziała w nim przetrwała wszystko... Nawet wtedy, gdy zginął, ambicja, która została w nim, nie zginęła, a nawet jeszcze bardziej się poszerzyła. Kiedy spoglądasz na jego twarz łatwo jest dostrzec, że jego twarz pozbawiona jest uczuć. Nigdy nie ma wyrzutów sumienia i według niego czyni to go niepokonanym wojownikiem (ale niestety nie jest to prawda) W wolnym czasie uczył się kowalstwa w przydrożnej kuźni, w której zarabiał na życie i walczył jako gladiator. Miał On drobne blizny na ciele, które zostały mu po licznych walkach. Mój portret ![]() Został On namalowany przez elfa ,którego kiedys znałem PS: Poprawiłem błędy(na pewno nie wszystkie, ale myślę, że większość) i dodałem 3 rozdział , a opis postu jest przypadkowy (gdyż to jest już moja 4 postać) 😐 |
|
Post #2
18 Mar 2006, 10:27
liczne bledy ortograficzne i stylistyczne, czekam na poprawe 😳
|
|
Rumun
|
Post #3
18 Mar 2006, 11:17
historia mi sie podoba nawet niezle mi sie czytalo.
a z bledami cie rozumiem bo ja terz ich duzo robie hehe. jestem na tak !! 😛 |
|
Post #4
18 Mar 2006, 11:21
nie ma tego "czegos"...
Wiele bledow, powtorzen, zle zbudowane zdania... nie podoba mi sie... 🙂 |
|
Rumun
|
Post #5
18 Mar 2006, 11:27
VErsus niemozesz tak krytycznie do karzdego podchodzic nie kazdy jest pisarzem
i nie kazdy jest humanisa ale z błedami sie zgodze bo od tego jest world |
|
Post #6
18 Mar 2006, 17:59
Dlamnie bomba. 😀
|
|
Kahar
|
Post #7
18 Mar 2006, 21:17
Bardzo dobra historia. W miarę orginalny pomysł ( wrescie nie ma np. Napadli wioske i postanowilem sie zemscic, szukam matki/ojca itp. ) Jedynie moge sie przyczepic do grafiki ,ktora psuje wyobrazenie o glownym bochaterze.
Szkoda ,ze takie krotkie , bo poczytalbym jeszcze. 😊 |
|
Post #8
19 Mar 2006, 10:04
Nawet przyjemnie się czyta 😊 Jestem na Tak 😛
|
|
Post #9
19 Mar 2006, 20:41
Ciekawa historia.Podoba mi się.
|
|
Post #10
21 Mar 2006, 21:21
Dobrze się czyta podobało mi się dobrze ze jest CDN bede czekał 😀
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |