📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4505
« Wróć do forum  •  9 post(ów) w temacie
Post #1 17 Mar 2006, 16:32
Opis Postaci:
Imię: Grungnar (Imię boga nie jest Grungnar tylko Grungni)
Nazwisko: (nazwa klanu): Fellhammer (nazwa klanu jest zwykła. Opadający młot. Nazwy klanów krasnoludów mają często nazwę związaną z młotami).
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Krasnolud
Profesja: Myśliwy
Wiek: 53 lat
Wzrost: 147 cm
Waga: 89kg
Oczy: Piwne lśniące
Brwi: Gęste i dosyć długie
Sylwetka: Umięśniona
Karnacja: lekko opalona
Kolor włosów: Siwe


Opis wyglądu zewnętrznego:
Grungnar jest dobrze umięśnionym krasnoludem. Jego twarz zasłaniają długie wąsy i broda sięgająca do kolan, spięta srebrnymi pierścieniami w 2 warkocze. Włosy ma długie do łopatek i część nich spięta jest w kitkę. Wzrostem i wagą nie różni się wiele od swoich pobratymców. Dłonie ma wielkie, silne i pomarszczone, którymi mógłby bez większego problemu zmiażdżyć ludzką głowę. Nos ma duży i zgięty w dół, jak większość krasnoludów. Na jego prawym policzku można dostrzec bliznę z 3 równoległymi cięciami które ciągną się od lewego oka aż do lewego ucha. Blizna jest koloru czarnego tak jakby ostrze które zadało tę ranę było zatrute.

Historia:
Grungnar przyszedł na świat w górach niedaleko Coldridge Valley. Klan, w którym się urodził od niezliczonej ilości lat zajmował się kowalstwem, oraz górnictwem. Jednak po setkach lat spędzonych na wydobywaniu minerałów okazało się, że powoli zaczynają się one kończyć. Niałatwo było krasnoludom opuścić siedzibę przodków, więc postanowiły zostać, a minerały zdobywać poprzez handel. Ojciec Grungnara, Kazrun był jednym z kowali lecz często musiał ruszać do pobliskiej wioski w celach zdobycia minerałów do wyrobu broni. Matka Valanyia była dobrą żoną, troszczyła się o swojego męża i za każdym razem się o niego martwiła, kiedy ruszał handlować. Dwa lata po narodzinach Grungnara przyszedł na świat Kargrom, jego młodszy brat. Kiedy jeszcze byliśmy z bratem małymi krasnoludami, ja obserwowałem często ojca wyrabiającego broń i pomagałem mu podając narzędzia i paląc w piecu hutniczym. Brata zaś zainteresował klanowy alchemik, który był dobrym przyjacielem ojca, więc pozwolił mu pomagać w laboratorium. Kiedy byłem już w wieku dojrzewania często samotnie chodziłem po górach zwiedzając rozmaite obszary, poszukiwałem minerałów i rozpoznawałem ślady dzikich zwierząt. Kiedy zbyt daleko zapuściłem się w głąb lasu znienacka zaatakował mnie młody niedźwiedź, który zranił mnie swoimi pazurami. Pozostała mi po tym duża blizna na twarzy. Razem z bratem ćwiczyliśmy walkę, on najczęściej jakimś młotkiem z drewna, a ja toporkiem, również drewnianym. Podczas wspólnych treningów nikt z nas nie mógł wygrać, walczyliśmy tak samo dobrze, aż do zmęczenia, które zazwyczaj kończyło starcia. Pewnego dnia, kiedy miałem 26 lat krasnoludy z klanu zachorowały na dziwną chorobę. Ich ciała zaczęły pokrywać sine plamy, które powoli się rozrastały. Z początku myślano, ze to jakieś zatrucie, lecz po pewnym czasie, kiedy plamy pokrywały już większą część ciała, pękały ze skutkiem krwotoku. Nasi rodzice ani my nie zachorowaliśmy. Myślano, że alchemik znajdzie lek na tę chorobę lecz wkrótce i on zmarł.
Kiedy już większość klanu zachorowała, zdrowa część powoli opuszczała siedzibę. Gdy nie było nadziei, również my wyruszyliśmy. Zabraliśmy część dobytku klanu, mając nadzieję, że nie zachorujemy. Ruszyliśmy na północ, do Coldridge Valley. Droga była niebezpieczna i niewygodna z powody skał i gór. W pewnym momencie usłyszałem coś w krzakach. Dałem znak ojcu który nie usłyszał nic za pierwszym razem, podobnie jak i matka i brat. Po chwili ponownie coś zaszeleściło w krzakach i wyłonił się z nich wilk, a po nim inne. Była to cała wataha i spośród niej można było wyróżnić jednego, który nie miał oka i był trochę większy od reszty.
Spojrzałem na wilka, zaś on spojrzał na mnie. Następnie klęknąłem na ziemi i wyprostowałem w jego kierunku dłoń trzymając w niej kawałek mięsa. Wilk niepewnie powąchał i łapczywie połknął mięso, po czym rozejrzał się swoimi lśniącymi oczyma, zawył i wycofał się razem z resztą wilków. Po tym dziwnym wydarzeniu ruszyliśmy dalej, docierając w końcu do wioski. Ojciec zamienił część cennych przedmiotów zabranych z siedziby klanu na srebrne monety i kupił dom. Kontynuował swoją pracę i często ruszał do Kharanos po minerały, zresztą razem z nami. Ja nadal często podróżowałem samotnie po lasach, a brat szkolił się w Kharanos u pewnego Paladyna. Pewnego dnia ojciec zabrał nas nad pobliskie jezioro i spytał jak widzimy swoją przyszłość. Prosił nas również, abyśmy kontynuowali istnienie klanu Fellhammer, aby nie upadł.
Kiedy już oboje staliśmy się dojrzałymi krasnoludami, nasi rodzice niespodziewanie zachorowali na chorobę tak charakterystyczną dla naszego klanu i po pewnym czasie zmarli. Ojciec przed śmiercią przypomniał nam jeszcze swoje dawne słowa, wypowiedziane nad jeziorem. Postanowiliśmy sprzedać dom, za zaoszczędzone pieniądze kupić broń i ekwipunek, po czym wyruszyć, aby znaleźć innych członków dawnego klanu, lub inne krasnoludy chętne do wstąpienia do niego, a następnie powrócić do siedziby.


Wkrótce po tym poznałem człowieka o imieniu Nuzifax. Razem podróżowaliśmy i pomagaliśmy sobie nawzajem. Poznałem jeszcze Elcosa, Azazela, Artiffa oraz Birkowa. Stworzyliśmy grupę. Pomagaliśmy mieszkańcom Azeroth w walce z rozmaitymi bestiami. Pewnego razu jedna z wiosek zaczął nękać smok... Ciężko było nam się zdecydować czy im pomóc. W końcu jednak podjęliśmy się tego zadania. Ruszyliśmy na poszukiwania smoka. Po dwóch dniach znaleźliśmy to groźne, lecz piękne stworzenie w dolinie niedaleko Goldshire. Smok był ogromny, potrafił ziać ogniem na 50 metrów. W otwartej walce mielibyśmy marne szanse na wygraną. Jednak nasi alchemicy wpadli na pomysł, że sporządzą mikstury, które nas wzmocnią. Ustaliliśmy z resztą grupy plan działania. Ja rozłożyłem kilka pułapek dookoła smoka, które miały go spowolnić i osłabić. Gotowi do ataku, wypiliśmy mikstury sporządzone przez alchemików. Jako pierwszy rzuciłem się do ataku. Kapłani leczyli nas podczas długiej i ciężkiej walki. Mag zasypywał bestię rozmaitymi czarami. Jedna z jego ognistych kul trafiła prosto w ślepia gada. Walka, a w zasadzie miotanie się ślepego smoka trwało jeszcze parę godzin, dopóki smok nie zmęczył się. Dobiliśmy bestię. Dzięki temu niezwykłemu czynowi staliśmy się powszechnie znani w okolicy. Ludzie wzywali nas, byśmy zabijali inne smoki. W końcu zyskaliśmy przydomek Władcy Smoków. Niestety, nasza sława nie trwała długo. Doszły nas słuchy, że matka wszystkich smoków- Onixia zaczęła plądrować liczne wioski oraz miasta. Myśleliśmy że damy radę, więc wyruszyliśmy stawić jej czoła. Gdy dotarliśmy na miejsce wszystko dookoła było spopielone. Nawet piach gdzieniegdzie zamieniał się w szkło od panującej tam temperatury. Gdy staliśmy tak, zmrożeni z powodu przeszywającej nasze serca zgrozy. Onixia opadła z nieba i spaliła nas w jednej chwili zionięciem piekielnego ognia... Nikt z nas nie przeżył tego pogromu.
Jednakże widzę, że Bóg dał mi jeszcze jedną szansę. Straciłem wszystko prócz pamięci. Nie mam pojęcia co się stało z moimi ziomkami. Pytasz dlaczego Bóg tak uczynił? Też chciałbym to wiedzieć, zaś wiem tylko tyle, że dostałem szansę na nowe życie i nie zamierzam jej zmarnować. A teraz zejdź mi z drogi. Idę odszukać mych przyjaciół!



sleep.gif
KEt
Post #2 18 Mar 2006, 10:18
imie i nazwisko powszechnie uzywane w ksiazkach traktujacych o swiecie Warhammera!!

moze wykaszesz troche inicjatywy i sam wymylisz imie i nazwe klanu? 😳 jak jestes taki madry?
Post #3 18 Mar 2006, 12:19
kiepska historia, nic ciekawego...
🙂
Post #4 18 Mar 2006, 13:41
Wczesniej sie nikt nie czepiał. Nie sciągalem tego imienia z zadnej ksiazki tylko czepiali sie kuzyna ktory mial na imie Grungni a mnie nie. Fellhamer to normalne nazwisko krasnoludow. A sprawe tę zglosze do Ipkisa.
Post #5 18 Mar 2006, 13:57
Historia taka dość średnia. Zastanawiają mnie dwie rzeczy:
1) "Klan, w którym się urodził zajmował się kowalstwem, oraz w małym stopniu górnictwem, ponieważ obszar na którym znajdował się klan był ubogi w minerały." - Trochę to dziwne bo skoro nie ma minerałów (żelazo,miedź itp.) czemu klan zajmuję się kowalstwem?

2) "Spojrzałem na wilka, zaś on spojrzał na mnie. Następnie klęknąłem na ziemi i wyprostowałem w jego kierunku dłoń trzymając w niej kawałek mięsa. Wilk niepewnie powąchał i łapczywie połknął mięso, po czym rozejrzał się swoimi lśniącymi oczyma, zawył i wycofał się razem z resztą wilków." - To jak dla mnie jest całkowita przesada. Z historii nie wynika, że masz niesamowite podejście do zwierząt, a nagle wyskakuję na ciebie wataha głodnych DZIKICH wilków i od tak sobie wilk bierze mięso z twojej ręki i sobie idzie. Instynkt kazał by mu raczej cię zeżreć (będzie więcej mięsa dla całej watahy).

😐
Post #6 18 Mar 2006, 14:44
To z tym gornictwem poprostu zle zrozumiales. Zajmowali sie w malym stopniu gornictwem bo bylo malo mineralow. No a z tymi wilkami. A c czy mozliwe jest ze ci wyleci kula ognia z rąk? Prawa FIzyki i CHemi zaprzeczają temu. Wow to swiat fantasy w ktorym wiele nadzwyczajnych rzeczy moze sie wydarzyc.
Rumun
Post #7 18 Mar 2006, 15:02
Przychlam sie do oceny Mezoara
😑
KEt
Post #8 19 Mar 2006, 11:54
QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Blizna jest koloru czarnego tak jakby ostrze które zadało tę ranę miało truciznę.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


bylo zatrute

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Klan, w którym się urodził zajmował się kowalstwem, oraz w małym stopniu górnictwem, ponieważ obszar na którym znajdował się klan był ubogi w minerały.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


klan kowali bez gornikow hmm i miejsc na wydobycie tak potrzebnych mineralow, przemysl to, taki klan z pewnoscia nie zajmowalby sie kowalstwem ze wzgledu na utrudnione dostawy zloz
troche sie to kupy nie trzyma

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Kiedy zbyt daleko zapuściłem się w głąb lasu znienacka zaatakował mnie młody niedźwiedź, który zranił mnie swoimi trzema pazurami. Pozostała mi po tym duża blizna na twarzy.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


hmm moze cos wiecej? a nie mial 5 czy 4 ? w koncu to ssak ? hmm , tak niedzwiedz znienacka hmmm dziwne duze to zwierze i ciezko zeby tak cie zaskoczylo

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Kiedy już większość klanu zachorowała, zdrowa część powoli opuszczała siedzibę.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


zdanie wczesniej piszesz o tym ze wiekszosc klanu juz byla chora

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Spojrzałem na wilka, zaś on spojrzał na mnie. Następnie klęknąłem na ziemi i wyprostowałem w jego kierunku dłoń trzymając w niej kawałek mięsa.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


ta stado wyglodnialych wilkow zima haha akurat

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Prosił nas również, abyśmy kontynuowali istnienie klanu Fellhammer, jeżeli on upadnie.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


to jak? jezeli juz upadnie to znazcy ze go nie bedzie, to co bedziecie kontynuowac? zaprzeczenie

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Pomagaliśmy wieśniakom unicestwiać zagrożenia.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


moze inaczej to sformulowac?takie to gornolotne

QUOTE(Repcak @ Mar 17 2006, 05:32 PM)
Po powrocie byliśmy sławni.
[right][snapback]12797[/snapback][/right]


no super, moze to rozwinac? byliscie slawni bo? ubiliscie smoka tak? hmm tak po prostu ? sami to wiedzieliscie? a moze census Goldshire wam to powiedzial?




komentarze do tekstu prosze bardzo sa powyzej, z tymi smokami hmm moglbys sie starac rzadziej uzywac tych samych slow w zdaniach po sobie nastepujacych

oddzielaj kolejne akapity, pisanie jednym ciagiem sprawia ze cala historia nie ma sensu

Siedzialem przy ognisku do pozna w nocy. Pewnego dnia bylem na polowaniu.

czy te dwa zdania maja sens? nie nie maja , wystarczy zaczac nowy akapit i juz bedzie lepiej
Post #9 20 Mar 2006, 17:34
Oj KEt wyglaszasz bledne spostrzezenia...

QUOTE
hmm moze cos wiecej? a nie mial 5 czy 4 ? w koncu to ssak ? hmm , tak niedzwiedz znienacka hmmm dziwne duze to zwierze i ciezko zeby tak cie zaskoczylo


Niedzwiedz bez problemu potrafi zaskoczyc nawet najlepszego mysliwego i tropiciela. Mimo swojej wielkosci i wydawaloby sie niezdarnej sylwetki w porownaniu z wielkimi kotami, niedzwiedz potrafi podejsc losia na odleglosc 10 metrow. Jak wiadomo los ma wyostrzony sluch, wzrok o duzym polu widzenia i doskonaly wech. Pozatym wiekszosc spodkan mysliwych z niedzwiedziem jest zazwyczaj zaskoczeniem tego pierwszego. Mysliwy jest w stanie powalic niedzwiedzia jednym strzalem ze sztucera, tymczasem mysliwy najczesciej nie ma szans na wystrzal z broni.
Niedzwiedz jezeli nie oparl sie lapa na ofierze a tylko sie zamachnol to najczesciej zostawia trzy slady pazurow z najdluzszych palcow.

Co do watahy wilkow, wilki unikaja kontaktu z czlowiekiem za wszelka cene. Nawet w zimie gdy stado wcina padle jelenie czy sarny zadko atakuje czlowieka nawet jak posiada duza przewage liczebna. Ja raczej bym sie spodziewal ucieczki tego stada. Sa jednak wyjatki gdy wilki sa bardzo agresywne szczegolnie podczas zimy, a jest to obrona zdobyczy czy padliny przed innymi drapieznikami - w tej sytuacji wilki potrafia smialo odeprzec nawet niedzwiedzia, a czasem nawet go zagryzaja. Wiec to podkarmianie daloby wilkom pojecie, ze podkarmiacz posiada jadlo - bardzo zle to widze, dlatego nie podkarmia sie zwierzat drapieznych w lasach, jak to sie czyni z sarnami czy dzikami. Podkarmienie dzikiego drapieznego zwierzaka przyzwyczaja go do ludzi, a to prowadzi wlasnie do atakow (niedzwiadki w parkach narodowych USA byly podkarmiane a teraz... 😉 ).

Rozumiem tego typu bledy i nie zamierzam tu kompromitowac ludzi. Poprostu wiedza tego typu jest raczej glebiej poznawana w lowiectwie czy lesnictwie, ja akurat sie tym interesuje i na polowania chodze wiec mysle, ze moglbym nieco sprostowac.

Pozdrawiam

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026