|
Post #1
17 Mar 2006, 19:48
Imię: Ardena
Rasa: Człowiek Klasa: Paladyn Płeć: Kobieta Wzrost: 1,76 Waga: 68 kg Włosy: Długie, związane w koński ogon Oczy: Błękitne Otwórzcie wrota wyobraźni i... Wytężcie słuch... Słyszycie ?... Posłuchajcie... Posłuchajcie tej historii, którą niesie wiatr... Wsłuchajcie się w słowa, a ujrzycie... Dla waszych uszu jest ona i tylko wy ją znać będziecie...nikt więcej... Opowiada ona o Ardenie... Ardenie, którą z pewnością kiedyś spotkacie... *** Gwieździste niebo rozświetlał blask księżyca spoglądającego z zadumą na uśpioną wioskę Goldshire. Drzewa sennie kołysały konarami, delikatnie jakby od niechcenia. Ciszę przerywał czasami daleki skowyt wilka. Zapowiadała się spokojna noc... Było tuż po północy, gdy z jednej z chat dało się słyszec cichy krzyk. W oknie na dole rozbłyslo światło i po chwili przesuneło sie na górne piętro, po czym nastąpiło jakieś większe poruszenie, ktoś zbiegł ciężko po schodach i można było usłyszeć wydawane polecenia...dom ożył, rozpoczeła się gorączkowa krzątanina. W tym samym czasie na wschodniej drodze prowadzącej do wioski pojawiła się przygarbiona postać, wspierająca się na kiju w szacie z kapturem głęboko nasuniętym na czoło. Co jakiś czas postać przystawała nasłuchując, jakby czekała na jakiś określony dźwięk. Spoglądała na wioskę i mamrotała coś do siebie. Rzadki to widok, by ktoś o tej porze, a tym bardziej samotnie przemierzał tą drogą. Czasami tylko jakiś śmiałek, przemykał na wierzchowcu kierując sie do pobliskiego miasta, zwanego Stormwind. Postać przystaneła, usłyszała jakiś dźwięk...rozejrzała się i spostrzegła blask z okien chaty położonej nieopodal drogi. Drzewa rosnące tuż obok zasłaniały część budynku po obu stronach sprawiając, że na pierwszy rzut oka był on niewidoczny. -To musi być to miejsce...Już czas...- szepneła postać powoli obracając się w kierunku chaty. Mocniej ścisneła kij i ruszyła wąską ścieżką prowadzącą do drzwi. *** Mężczyzna z roztargnieniem dorzucił drwa do ognia. Z kominka buchnął snop iskier. Przeciągnął się i z zatroskaną miną spojrzał na sufit. "Oby to się skończyło jak najszybciej" - pomyślał. Wołano na niego Tom Drwal. Był wysokim o szerokich barach, przystojnym mężczyzną w sile wieku. Zmarszczone brwi zdradzały jego zatroskanie sprawą, która rozgrywała się w pokoju na górze. Z zamyślenia wyrwało go głuche walenie do drzwi. "Kto to u licha może być o tej porze?". Ostrożnie zbliżył się do wejścia... - Kto tam ?! Cisza... - Kto tam ?! Nic... Tom zbliżył delikatnie ucho do drzwi łowiąc każdy dźwięk z zewnątrz...cisza... - Oootwórz...Proooszę...- usłyszał głos mówiący mu prosto do ucha. Mało się nie przewrócił odskakując z przestrachem. - Kim jesteś...i co cię do mnie sprowadza - starał sie być stanowczy, ale gdy to mówił głos mu drżał. - Nie lękaj się, zbłądziłam a późna już pora.Boję się podróżować dalej...Wpuść mnie dobry człowieku, pozwól ogrzać stare kości... Tom otrząsnął sie. "To jakaś zbłąkana staruszka. Nie ma się czego bać...Tylko ciekawe co ona robi tu sama, o tej porze ?...Ale ten głos... czemu się go wystraszyłem...nie...nie lękaj się Tomie starej kobiety." Zluzował rygle i pociągnął drzwi do siebie. - Dziękuję panie. Zakapturzona w długiej szacie postać cicho wsuneła się do pomieszczenia, podeszła do kominka i ściągneła kaptur z głowy. Na ramiona spłyneły długie, złote loki. Kobieta wyglądała na jakieś 65 lat, poruszała sie z siłą i pewnością siebie. Tom podsunął krzesło bliżej ognia. - Spocznij dobra kobieto. - Zwą mnie ...- urwała w połowie zdania i spojrzała w górę. Na piętrze coś się działo. Tom też spojrzał z lękiem i przeczesał nerwowo ręką włosy. - Zaraz wrócę, proszę się rozgościć - mówiąc to zacząl wspinać się po schodach na piętro. Kobieta odwróciła wzrok z sufitu i powoli wstała... - Stało się - szepneła do siebie, po czym zrobiła ruch ręką mamrocząc coś w dziwnym języku i skierowała się ku schodom. Tom wparował do pomieszczenia z wypiekami na policzkach. W środku dwie kobiety krzątały się wokół łoża, na którym leżała jego żona. Na jej twarzy widać było zmęczenie, była cała mokra od potu, włosy miała posklejane i ciężko oddychała. Gdy ujrzała Toma uśmiechneła się szeroko, a do oczu napłyneły jej łzy szczęścia. - Mamy...! - Mamy córkę! Tom otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Podszedł ostrożnie do łoża i zerknął na zawiniątko, które tuliła jego żona Milena. Ona patrząc mu w oczy powoli odchyliła szatę zasłaniającą dziecko. - Mileno...ona jest piękna - Tom przykucnął chwytając żonę za rękę. Nie mógł oderwać oczu od śliczniutkiej, wesołej buźki i jej platynowych kosmyków włosów. Dziecko radośnie machało rączkami. Nie widać było zmęczenia porodu jak u jej mamy. - A zatem się narodziła... Tom gwałtownie sę odwrócił gotowy do obrony żony i dziecka. Milena przytuliła je do siebie i z lękiem patrzyła na kobietę, która pojawiła się niewiadomo skąd. - Nie obawiajcie się mnie - nieznajoma uśmiechneła się szczerze - Nie jestem waszym wrogiem , lecz przyjacielem. Wiedziałam, że dzisiaj się narodzi twoja córka Mileno. Przyszłam ją pobłogosławić. - Skąd wiedziałaś... ? - Z gwiazd Mileno, z gwiazd, starych ksiąg i przekazów ustnych z pokolenia na pokolenie. Jestem czarodziejką z dalekiej krainy...dlugo czekałam na tą chwilę...jest pierwsza... Podeszła bliżej łoża. - Narodziny i życie waszej córki było zapowiadane już od dawien dawna. Starożytni mędrcy wiedzieli co nastąpi, wiedzieli, że zło nie podda się tak łatwo i, że walkę trzeba rozpocząć jak najszybciej. Przepowiednie głoszą o dwunastu bohaterach, którzy zmienią losy świata i przyczynią sie do zniszczenia zła. Z każdej rasy: elfów, krasnaludów, gnomów i ludzi narodzi się troje bohaterów. których przeznaczeniem będzie wieczna chwała. Każdy z nich będzie podążał własną ścieżką w życiu i gdzieś w czasie tej wędrówki napotka broń, którą nikt inny nie będzie w stanie władać. Broń tą wykonano wieki temu właśnie dla nich i jest ona scalona z ich duszą oraz odpowiada ich charakterom...Da im ogromną moc, z która będą prawie nie do pokonania...prawie...To nie oni sami zwyciężą ze złem, ale bez nich ta walka byłaby skazana na porażkę...Wasza córka będzie miała miejsce w tej historii. Jest pierwszą, która się narodziła...od niej wszystko się zacznie...Bardzo dawno temu najlepsi kowale, magowie i druidzi stworzyli niepowtarzalną broń dla wybrańców. Twej córce jest przypisany miecz, który został nazwany "Ostrzem Światła", gdy go odnajdzie część przepowiedni spełni się...Strzeżcie jej i pilnujcie by była bezpieczna. Nikt się nie może dowiedzieć kim jest... nawet ona nie może wiedzieć...to wyjaśni się w swoim czasie i bedzie bezpieczniejsze dla niej. Pamiętajcie o tym, gdyż jest to bardzo ważne! Gdybym tylko mogła ją zabrać do siebie...byłaby bezpieczna...ale niestety nie mogę, to część przepowiedni... Kobieta pochyliła się nad łożem i z uśmiechem położyła rękę na główce dziecka. - Błogosławię cię...- nakreśliła tajemniczy znak nad głową dziecka i wymamrotała jakieś zaklęcie. Tom, Milena i dwie kobiety (które wyglądały jak zastygłe kamienie) pomagające Milenie przy porodzie w milczeniu patrzyli na poczynania czarodziejki, która szepcząc pod nosem wykreślała dziwne znaki w powietrzu. Nagle nad łóżkiem pojawił się złoty deszcz, który delikatnie spłynął na dziecko. - Teraz jest bezpieczna. Mam nadzieję, że to wystarczy - na twarzy czarodziejki było widać zmęczenie. Tom przytulił Milenę i dziecko. - Czy my śnimy ?...Czy to wszystko jest prawdą ?...Dlaczego my i nasze dziecko ? - Tom kiwał głową niedopuszczając prawdy do siebie, prawdy i nieznanego, którego się obawiał. Czarodziejka podeszła powoli do drzwi i odwróciwszy się skierowała rękę w kierunku dwóch kobiet, które nie poruszyły się od jej wejścia. Pstrykneła palcami. Kobiety bezwładnie opadły na podłogę. Widocznie czarodziejka rzuciła na nie czar wchodząc do pomieszczenia. - Nic im nie będzie. Za chwile się ockną i nic nie będą pamiętały , natomiast wy pamiętajcie i dbajcie o swoją córkę jak najlepiej, bo ona ocali wiele istnień... - Mam jeszcze jedno pytanie...Czy wiecie już jakie imię nadacie córce ? Milena podniosła głowę i spojrzała na czarodziejkę. Przez chwile zamyślona patrzyła przed siebie, po czym powiedziała mocnym głosem: - Ardena ! Czarodziejka uśmiechneła się do siebie i wyszeptała pod nosem... - Hmm...Ardena...podoba mi się... *** Biegła ile sił w nogach przeskakując przez przeszkody niczym gazela. Jej zbroja i tarcza były umazane krwią. Co jakiś czas musiała w biegu ścinać gałęzie, by utorować sobie drogę przez chaszcze. Las zaczął gęstnieć, powoli opadała z sił. Tuż za nią było słychać szczęk zbroi i ryk rozwścieczonych bestii. Wypadła z impetem poza zieloną ścianę i...omało nie runeła w przepaść... Stała na skarpie, z której nie było innej drogi jak ta, którą tu przybyła. Znajdowała się na skale samotnie wysuniętej poza zieloną linie lasu. Przed nią rozpościelał się błękit oceanu, który na zachodzie przybierał krwistą barwę. Słońce majestatycznie zanurzało sie w toń, a spienione fale atakowały skały znajdujące się pięćdziesiąt metrów poniżej miejsca gdzie stała. Gdyby nie ścigające ją bestie podziwiałaby ten widok, bo zaiste był piękny. Nie było na to czasu, pierwsza bestia, potężny ork z rykiem wparował na skałe, a tuż za nim pozostałe. W sumie czterech orków i jeden tauren wypełniły skałe otaczając ją. Ciężko oddychali, a z pysków toczyła im się piana. Mieli potężne topory i miecze, a ich zbroje świadczyły o tym, że nie byli zwykłymi wojownikami, lecz elitarnymi jednostkami bojowymi. Mieli przewagę liczebną, a pomimo to byli ostrożni i czekali z atakiem. Patrzyli na nią wyczekując jej reakcji. Była piękna i pełna wdzięku, odziana w subtelną i wyszukaną zbroje. Czoło i skronie chronił piękny diadem z jasną i mieniącą się barwami tęczy wygrawerowaną gwiazdą. Długie platynowe włosy spięte w koński ogon spływały na szkarłatną dotykającą ziemi pelerynę. Staneła dumnie w rozkroku wyciągając miecz w górę, który błysnął ostrym światłem po czym spłynął na nią deszcz migoczących iskierek. Ten czar osłabi siłe wroga. Swoją złotą tarcze z wizerunkiem smoka zbliżyła do piersi i krzykneła: - Gińcie !!! Błyskawicznie dała nurka między nich wykonując w tym samym czasie obrót z wyciągniętym mieczem. Dwóch orków padło wydając przeraźliwy ryk. Miecz z łatwością rozciął potężne zbroje i z rozprutych brzuchów trysneła krew zalewając wszystko wokoło...To była chwilowa przewaga, bo już po chwili przyklękła na jedno kolano pod wpływem nawałnicy wściekłych ciosów jakie padały na jej tarcze i miecz. Nagle poczuła piekący ból w ramieniu i kątem oka zobaczyła powiększającą sie plamę krwi...po chwili kolejny cios doszedł do celu...zawyła z bólu... Rzuciła się rozpaczliwie do tyłu cudem unikając potężnego ciosu ogromnym toporem. Przeturlała sie na krawędź skały i staneła w rozkroku czekając na atak. Wiedziała, że nie będzie to proste, zwyciężyć z tymi rozwścieczonymi bestiami, ale nie podda się oj nie...nie ona...Zerkneła ukradkiem za siebie w dół...spienione fale atakowały ostre skały... -Haha - zaśmiała się głośno po czym... -HAAAGH, GIŃCIE BESTIE !!!! Głos należał do potężnego elfa, który nagle pojawił się niczym duch. Długie srebrne włosy spływały mu z ramion na krwisty płaszcz. Ciął mieczem na prawo i lewo za każdym razem celnie. Gdy z obrotu zadawał cios błysneła złota tarcza z namalowanym smokiem, którą miał na plecach... - Witaj kochana... - Witaj Olmerze...co tak długo? - He he - zaśmiał się . Po kilku sekundach spadła głowa Taurena, robiąc z niego na chwilę krwistą fontannę, a zaraz za nim rycząc z bólu padli jego towarzysze. Skała zmieniła się nie do poznania. Stali ubroczeni we krwi swych wrogów wyglądając jak para rzeźników po ciężkim dniu pracy. Ardena rozejrzała się i rzekła : - Phi... - Hehe - zaśmiał sie elf wycierając miecz o zwłoki orka... Nagły huk strzału poderwał do lotu kruki, które niemo wpatrywały się na leżące we krwi ciała powalonych bestii... Olmer przysiadł w postawie bojowej i zerknął na Ardenę... - NIEE !!! Zerwał sie, ale było już za późno... - Sakateka...- szepneła Ardena blada jak ściana ,trzymając się za pierś zatoczyła się do tyłu i runeła w przepaść ... Zerwała się z łóżka ciężko dysząc. Rozejrzała się nieprzytomnie po izbie tonącej w mroku. Do świtu jeszcze daleko. Westchneła i ciężko opadła na posłanie. Leżała próbując zebrać myśli...Te sny...tak rzeczywiste, a zarazem tak nieprawdopodobne...czemu widzi siebie w snach ?...Co to oznacza ?... Pojawiły się, gdy ukończyła szesnasty rok życia. Z początku niewyraźne jakby za mgłą, lecz z tygodnia na tydzień robiły się coraz wyraźniejsze i bardziej namacalne. Czuła oddechy bestii, które pojawiały się w jej snach ,a ból nie znikał po przebudzeniu..."One muszą coś oznaczać, muszę poznac odpowiedź !" Wczoraj gdy była nad rzeką i zamyślona patrzyła w lustro wody, ujrzała rozmytą twarz jakiejś kobiety o złotych włosach, która szeptała jej do ucha: - Ardeno już czas...już czas...Aardeenooo..... To było już dla niej za dużo...podjeła decyzję... Zacisneła powieki próbując jeszcze raz przywołać obrazy...Myśli się kłebiły, ale widziała tylko ciemność...leżała tak przez pare minut i nagle... Błysk światła i ujrzała... Brneła przez zaspy śnieżne na pięknym rumaku. Ogromny księżyc rozświetlał noc, a przed nią wznosiły się ogromne szczyty gór. Podążała w ich kierunku, powoli bez pośpiechu... Błysk... Błękitna toń oceanu w dole...leciała wtulona w grzbiet gryfa...w oddali widać było zbliżający się szybko jakiś ląd... Błysk... Masa obrzydliwych besti z flakami wyciekającymi im z otwartych brzuchów i zjawy kłębiły się wokól niej napierając i zadając ciosy na oślep. Kątem oka spostrzegła maga w pięknej szacie stojącego w rozkroku. Silnym głosem wykrzykiwał zaklęcia poczym zalała ją fala czerwonego światła, a bestie padały jedna po drugiej...Szalony śmiech maga i... Błysk... Ogromna sala rozświetlona tajemniczym światłem i mały gnom w lśniącej zbroi uciekający przed ogromnym kamiennym potworem. Potwór raz za razem próbował zmiażdzyć małego gnoma, który dzięki niesamowitemu sprytowi unikał śmiertelnych ciosów. Zaiste wielką odwagę musiał posiadać. Przez chwilę stala jak sparaliżowana...rozejrzała się, nie byli sami. Na środku komnaty siedziały zamyślone jeszcze dwie osoby i patrzyły na scenę pościgu kamiennego stwora za małym gnomem. Po chwili powstali i z krzykiem rzucili się do ataku... Błysk... Obrazy zaczeły coraz szybciej się zmieniać...jeden za drugim coraz szybciej i szybciej. Stop.. Ujrzała odzianego w piekną zbroje rycerza wyciągającego ku niej ręce, na których leżał miecz... - Przyjmij go - rzekł - Ale..czym zasłużyłam na taki dar... - Mam sentyment do paladynów - powiedział z uśmiechem. Paladynów ?...Paladynów ?. Powtarzała sobie w myślach...paladynów... Otworzyła oczy i szybko wstała podeszła do stołu ,wzięła dzban i nalała wody do glinianej miski. Podeszła do okna gdzie było najwidniej. Chwyciła włosy w garść ściskając je by wyglądały jak we śnie. Spojrzała na siebie w lustro wody. - Hmm...podoba mi się - uśmiechneła się do siebie. Wiedziała co ma robić. Pakowanie nie zajeło jej dużo czasu...Cichutko przemkneła przez izbę, by nie zbudzić nikogo z domowników. Uchyliła drzwi i stojąc w progu wyszeptała: - Przepraszam...jak poznam moje przeznaczenie to wrócę...nie prędzej. Zrobiło się jej smutno i dziwna pustka przeszyła ją na wskroś, ale juz nie mogła się cofnąc. Pragnienie poznania znaczenia tych snów było większe niż wszystko co do tej pory czuła. - Wybaczcie... Cicho zamkneła drzwi. Odetchneła porannym powietrzem i powoli ruszyła drogą w kierunku Nortshire. Tam rozpocznie poszukiwania odpowiedzi... ...To nie koniec, to dopiero początek |
|
Post #2
18 Mar 2006, 11:37
Nikt jeszcze nie skomentowal, bo chyba nikt nie wiedzial jak...
Takich bohaterow zawsze trzeba... w kazdym swiecie 😊 |
|
Post #3
19 Mar 2006, 10:06
swietny opis. zaluje, ze dopiero teraz przeczytalem
|
|
Post #4
19 Mar 2006, 19:23
Ardena taka cichutka...
A jak historie palnie to az sie rece ugnaja, zeby bic bravo! 😛 😀 😛 |
|
Post #5
20 Mar 2006, 16:07
Ardenka zawsze jakas fajna historie splecie 😊
|
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |