📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4517
« Wróć do forum  •  6 post(ów) w temacie
Post #1 17 Mar 2006, 21:33
Wstawał kolejny piękny dzień, słońce zaczynało coraz mocniej przyświecać, w powietrzu unosił się zapach porannej rosy. Na niewielkiej polanie stał przeogromny stary dąb. Oparta była o niego pewna postać. Miała na sobie czarny płaszcz a na głowie kaptur tego samego koloru, z którego ledwo dało się zauważyć wystające śnieżnobiałe włosy. W ręku dzierżyła jednoręczny miecz, tak jak by z trudem utrzymywała go w ręce. Klinga była cała we krwi. Nagle panującą ciszę przerwał brzęk metalu uderzającego o skałę. To miecz wypadł mu z ręki i uderzył w kamień leżący nieopodal.
Po chwili tajemnicza postać upadła na ziemię……………


***

- Gdzie ja jestem……..eh…
Leżałem twarzą do ziemi. Spróbowałem się podnieść, lecz gdy się tylko ruszyłem mój bok przeszył straszliwy ból. Przewróciłem się na plecy, i najdelikatniej jak mogłem to zrobić oparłem się o drzewo. Głowa bolała mnie strasznie. Złapałem się za bok, krwawił, kolczuga nie wytrzymała ciosu. Podniosłem ja lekko, aby zobaczyć ranę, nie była taka głęboka, ale i tak musiałem ja opatrzyć. Przemyłem ranę resztką wody z bukłaka, i obwiązałem ranę kawałkiem mojego płaszcza, cóż tylko to mogłem teraz zrobić.
Leżałem jeszcze chwilkę, po czym powoli zaczynałem sobie przypominać co się stało, walczyłem z orkami chyba było ich dwóch, tak! Napadli na mnie jak wracałem z Ashenvale. Pojawili się z nikąd, poczym natarli na mnie z całym impetem, zdążyłem się uchylić od pierwszych ciosów. Z ledwością wyciągnąłem miecz i sparowałem potężny atak, co dało mi chwile czasu, aby pochwycić tarcze. Teraz miałem jakąkolwiek szanse na wyjście z tej zasadzki żywy. Walka była łatwiejsza, lecz przede mną nadal stało dwóch parszywych orków z chęcią zabicia mnie. Teraz pozostało mi tylko bronić się i czekać na jakiś błąd napastników.
Lecz ich ataki jednak nie słabły, wręcz przeciwnie orkowie nacierali z coraz większym zapałem i gniewem. Zacząłem coraz bardziej się cofać. Postanowiłem wreszcie zaatakować, przyjąłem cios na tarcze, poczym natarłem mieczem, uchylił się, lecz na szczęście stracił równowagę, nie mogłem przepuścić takiej okazji! Uderzyłem z go z całych sił tarczą, ziemia zatrzęsła się pod naporem ogromnego ciała orka , lecz pewnie zaraz wstanie, musze wykorzystać ten cenny czas. Niebezpieczeństwo było nadal ogromne. Gdy po raz kolejny zadał cios, uchyliłem się szybko, i zadałem cios, ostrze poszło po nodze orka, przecinając jego ścięgna. Ork zawył z bólu, poczym padł na ziemie. Plama czarnej krwi rozlała się na trawie. Bez wahania oddzieliłem jego łeb od reszty ciała, spoglądając na zwłoki poczułem jak zimna stal zagłębia się w moim ciele. Jak mogłem o nim zapomnieć!!! Zaszedł mnie od tyłu i gdy zabiłem jego przyjaciela wbił mi sztylet w bok oraz huknął mnie z pięści w twarz, aż upadłem.
Gdy tak leżałem ork uniósł topór swojego poległego towarzysza i zaczął coś wrzeszczeć w swoim języku. Wziął zamach i uderzył we mnie, zdążyłem tylko podnieść rękę z tarczą. Zablokowałem cios, ale niestety tarcza roztrzaskała się. Wykorzystałem chwilę zaskoczenia przeciwnika aby wbić mu sztylet w łydkę, to go rozwścieczyło bardziej. Zadał kolejny cios, lecz ten był nie precyzyjny, zdążyłem się odczołgać, i kopnąłem go w zranioną nogę. Upadł, niestety na swój wbity w ziemie topór. Miałem dużo szczęścia. Teraz mogę chwile odetchnąć. Podniosłem się z ziemi, zakręciło mi się w głowie, silny był ten cios orka.
Zacząłem się rozglądać za tarczą, dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że leży roztrzaskana.


***

Dość tego odpoczynku pomyślałem, tutaj niedaleko jest wioska elfów, tam powinni opatrzyć mi rany. Zacząłem się powoli podnosić, ból nadal był, zaledwie parę godzin odpocząłem nie jestem jeszcze w pełni sił. Ale skoro zaatakowano mnie w dzień i z ledwością uszedłem z życiem, w nocy wole nie ryzykować.
Podróż trwała około godziny. Gdy wchodziłem do wioski przywitał mnie znajomy głos
- Witaj Laureluviel !!!


***

Elf wojownik. Wysoki 190 cm wzrostu. Wiek 100 lat. Długie białe włosy sięgające do ramion. Zielone charyzmatyczne oczy. Krzaczaste brwi. Trudno go wyprowadzić z równowagi, jest stanowczy, broniący swoich wartości. Zazwyczaj mało mowny, lecz znany z ciętego języka
Post #2 22 Mar 2006, 13:52
Bardzo ładnie opisana walka elfie.....
Sam początek dźwięczy nutką tajemniczości.....

Tylko czemu żeś skończył tak szybko.....

z szacunkiem:
deBergov
Post #3 22 Mar 2006, 14:29
Pisanie dłuższych opowiadan jest ryzykowne, mozna sie pogubic.
Lepiej napisac krótkie,dobre i z sensem, takie jest przynajmniej moje zdanie.
Post #4 22 Mar 2006, 15:28
Tak, ale czasem ryzyko sie opłaca.....hehe
To krótkie opowiadanie czytało się z przyjemnością.....

ale dłuzsze w tym samym stylu..... 😊 😊 😊

wiem, że Laureluviel nie pogubiłby się hehe troszkę go znam........ 😊 😊 😊

z szacunkiem:
deBergov fechmistrz Mortido....

Post #5 22 Mar 2006, 17:38
Moze i by sie nie pogubil, ale nie znasz go napewno tak jak ja 😛
Post #6 22 Mar 2006, 17:53
Jak zawsze wymagający Mortido...........Hehe

Czemuż skończyłem tak szybko....niestety w ostatnim czasie brakowało mi trochę pomysłów i czasu.......ale mam zamiar prowadzić historie mojej postaci na forum,
wiec niedługo powinna pojawić się dalsza jego cześć.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026