📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Historia przybysza w Goldshire
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 18 Mar 2006, 12:21
W noc taką jak ta żadne stworzenie nie pragnie pozostać na zewnątrz. Ludzie, wilki i te najmniejsze z leśnych istot chowają się jak najgłębiej w swych kryjówkach. Gdy deszcz bębni o dachy a powietrze przesycone jest parującą zewsząd magią miasteczko Goldshire pustoszeje. Światła palą się jedynie w oknach gospody, która gromadzi mieszkańców. Elune raczy wiedzieć, kto może pojawić się w taką noc...

Wśród martwej ciszy wyludnionych uliczek rozniósł się dźwięk uderzających o bruk kopyt. Odbijały się echem od budynków, gdyby nie widoczna z daleka karczma, można by przypuszczać, że wydarzyła się jakaś tragedia.
Jeździec zatrzymał konia przed stajnią. Natychmiast też pojawił się szczerbaty stajenny, lecz uśmiech uniżonego sługi spłynął mu z piegowatej twarzy gdy zobaczył ognistą potworę. Spojrzał na czarnego wierzchowca nienaturalnych rozmiarów, na jego płonące kopyta i w końcu na jego pana. Wysoki, barczysty mężczyzna skryty pod kapturem mierzył go wzrokiem. Bez wątpienia zrozumiał wahanie koniuszego. Wyjął tylko sakiewkę i na wyciągniętą dłoń chłopaka posypały się błyszczące srebrzaki. Ten bez słowa zniknął w pomieszczeniu wraz z koniem. Prostym ludziom można wiele wyjaśnić za pomocą pieniądza...
Przybysz skierował się do oberży. Popatrzył z zastanowieniem na szyld. Na wielkiej drewnianej tablicy ktoś nabazgrał prawdopodobnie lwa, ale gdyby nie napis „Lion Pride” mogłaby to być tańcząca krowa.
Pchnął ciężkie drzwi, zebrani w środku wstrzymali oddechy. Idąc wyprostowany ledwo zmieścił się w drzwiach. Nie czekał aż tłum zajmie się na powrót paplaniną. Ruszył ku wolnej ławie w najciemniejszym kącie. Gestem wskazał tylko karczmarzowi co ma podać i zasiadł, nie zdejmując nawet kaptura z głowy. Reszta gości widząc ze nie szykuje się żadna bijatyka najwidoczniej natychmiast o nim zapomniała.

- Możesz już wyjść Shadow. – Mruknął.
- Jak zwykle spostrzegawczy Baranku... – Z cienia w rogu wyłoniła się drobna postać.
- Hmmm... Tylko nie mów, że się stęskniłaś! – Rzekł tylko w odpowiedzi. – Na mnie nie musisz używać tych elfich sztuczek. Nic się nie zmieniłaś.
- Za to ty bardzo... Opuściłam wojownika, odszukałam ledwie żywego palladyna! Możesz mi to wytłumaczyć? Wyraźnie czuję tę moc!
- Dobrze... Ale może nie tutaj? Zaraz wezmę od karczmarza klucz. Poczekaj.

Chwilę później siedzieli już w maleńkim ciemnym pomieszczeniu patrząc w dogasający w palenisku ogień. Wojownik - palladyn ciągnął swą opowieść, a Shadowlady słuchała go w milczeniu.

Pamiętasz jak byliśmy dziećmi? Bawiliśmy się zawsze razem, ty, ja i Garvin. Ja zostałem wojownikiem, ty w końcu druidem a Gar kapłanem w świątyni Elune. Ostatnio widzieliśmy się lata temu... Ale już wtedy byliśmy silni, pamiętasz? Ty poszłaś drogą Matki, my nie rozdzielaliśmy się. Wojownik i kapłan, przyjaciele i dopełnienie mocy. Ale to Gar błyszczał... Na tyle, że horda zapragnęła go widzieć po swojej stronie. Wiedzieliśmy o tym, nieraz uciekaliśmy z zasadzki. Omijaliśmy boczne drogi, z dnia na dzień sami stawaliśmy się zwierzyną. Tropiciele hordy jednak byli silniejsi i sprytniejsi niż przypuszczaliśmy.
Podróżując przez ludzkie miasta, wpadliśmy w końcu w zasadzkę. Już z oddali widać było dym, smród palonego mięsa roznosił się po całej dolinie. Gdy wpadliśmy w środek bitwy, mało przymierzan zostało jeszcze przy życiu, ci którzy wciąż stali na nogach stawiali słabnący opór hordzie nieumarłych. Rzuciliśmy się w wir walki, tnąc i siekając każdego cuchnącego umarlaka jaki się nawinął, ani na chwile nie przestając. Mój gniew był ponad wszelką kontrolą, pierwszy raz tak rozsmakowałem się w bitwie... Ale do rzeczy!
W ferworze walki zupełnie nie widziałem co się działo naokoło... Gdy ostatni z najeźdźców zsuwał się po ostrzu mego miecza, zobaczyłem Garvina, leżącego na ziemi Nie dawał znaku życia! Ukląkłem przed ciałem przyjaciela, sam ledwo trzymając się na nogach przez odniesione rany, i nagle wszystko zrozumiałem... To była zasadzka! Skąd by się tu nagle wzięli? I to atakując tylko tę jedną wioskę? Musieli prześledzić naszą drogę, domyśleć się gdzie zmierzamy. Nie ukrywaliśmy tego... Teraz klnę na naszą nieostrożność! Mogłem to przewidzieć... Znów odchodzę od faktów.
Klęczałem przed nim w rozpaczy, nie wiedząc co robić. I nagle świat zamarzł, albo mi się tak wydawało, lodowate powietrze przenikało przez moje kości, podniosłem wzrok, wyczuwając to czego nie miałem ochoty oglądać. Patrzył na mnie z przerażeniem w oczach, nie był spokojny jak inne dusze które widywałem. Przemówił, ale głos rozbrzmiewał tylko w mojej głowie:
- Bregonie, boję się... Wiem, że nie umrę! Oni mnie wzywają, to wszystko było po to! Słyszę ich głosy, ceremonia już się rozpoczęła. Stało się to, czego tak bardzo się obawialiśmy.
- Gar... Czy ty... Jak mogę temu zapobiec? Nie pozwolę by te łachudry cię dorwały!
- Już nic nie da się robić, czuję wezwanie któremu nie mogę się oprzeć. Jest tylko jeden sposób. Brego, musisz mnie zabić! Odszukaj to, czym się stanę i zniszcz, zabijając tylu nieumarłych ile będziesz mógł. Czy przyrzekniesz mi to? Spełnisz moją prośbę?
- Tak, nie pozwolę by cząstka ciebie została w tej postaci, zwrócę cię Elune!
- Dobrze więc. Muszę się spieszyć. Wyciągnij dłoń. Niech nasza Pani cię prowadzi, przegoń jej światłem cienie Mrocznych Wrót, stamtąd pochodzi wezwanie.
- Przyrzekam!
Dotknął mej dłoni, a moc jaka we mnie wpłynęła sprawiła mi fizyczny ból. Zacisnąłem powieki, gdy je rozwarłem, już go nie było. Tylko ten upiorny koń, jakimś cudem stał zupełnie spokojnie, jak normalny wierzchowiec. Wciągnąłem się jakoś na niego i dotarłem tutaj. Resztę już znasz, nie wiedziałem nawet jak to nazwać dopóty się nie pojawiłaś. Uświęcony mocą rycerz to palladyn. W końcu był kapłanem, a ja nawet nie zrozumiałem co mi ofiarował. Więc tak ma wyglądać odtąd moje życie...

Mężczyzna urwał, mocno się nad czymś zastanawiając. Elfka także się nie odzywała. Dalej zaparzona była w, wygasłe już, palenisko. W końcu jednak przerwała milczenie, uwalniając oboje od natłoku myśli krążących po głowach.
- Baranku, ja przybyłam z tamtego świata!
- Co? – Spytał zdumiony.
- Tak, przybyłam by opowiedzieć Ci o tym, czego się dowiedziałam.
- Dowiedziałaś? O czym?
- Znamię... Pojawiliśmy się w wiosce w jednym czasie, pamiętasz gdy odkryłam, że ty też je masz? Człowiek i elf, takie samo znamię różniące się tylko miejscem... Ale ty nigdy nie zmieniłeś się w kota... Twoja opowieść tylko dopełniła moje podejrzenia... Pantera lub Pani Cieni. Lub Pan Cieni! Twoja obietnica by poświęcić życie walce z nieumarłymi... To ty jesteś Panem Cienia!
- Ja sam już nie wiem kim jestem! Ale to moja szansa by wykonać zadanie. Shadow, zabierz mnie ze sobą!
- Dobrze Baranku.
- Haha... A ty dalej nazywasz mnie Barankiem... Dawne były to czasy. Dla mnie jednak jesteś Shadow, to bardziej pasuje niż imię które nadała ci Babcia.
- Babcia... A pamiętasz jak nim zostałeś? Nigdy tego nie zapomnę!
- Ja tym bardziej! Przeczytałaś jedno z babcinych zaklęć i przez tydzień biegałem zaklęty w barana! Zaklęcia magów nie nadają się dla druidów...
- I nijak nie dało się odczarować... Wspomnienia... Dobrze więc, postanowione. Wracamy razem. Ale ostrzegam cię, tamten świat jest pogrążony w wojnie! To co dzieje się tutaj nie jest nawet w połowie tak straszne!
- Shadow, obiecałem! Co tutaj zrobię, nie będąc już wojownikiem, ale jeszcze nie wyszkolonym palladynem?
- Ale... co zrobisz z tym przeklętym koniem? To nie kucyk, zbytnio zwracałby na nas uwage.
- Haha, zostawimy go! Dałem stajennemu tyle pieniędzy, że wystarczy mu na utrzymanie tego stwora i na dwa nowe... Teraz to jego zmartwienie.
- Ruszajmy zatem!

I tak przez Wrota przeszedł palladyn Bregon. Niegdyś porywczy wojownik. Zostawił swe dawne życie za sobą. Będzie szedł ku wyznaczonemu celowi by mogła się wypełnić wola Elune. Teraz to on niosąc światło, sprowadza cienie na legiony Hordy.





Imię: Bregon (Baranek)
Rasa: człowiek
Klasa: palladyn
Kolor oczu: zielone
Kolor włosów: czarne
Znaki szczególne: znamię „Pan Cieni” na lewej łopatce

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026