📦 Tryb tylko do odczytu – prywatny serwer RPG-WoW «Mroczne Wrota» (~2006 r.)

Recovered topic 4539
« Wróć do forum  •  1 post(ów) w temacie
Post #1 18 Mar 2006, 13:15
Imię : Damaul
Wzrost : 250 cm
Oczy : czerwone
Wiek : 20 zimy
Kolor skóry : zielony
Waga 150 kg
Rasa : Ork
Zawód : Kowal


Opis – Wysoki wręcz ogromny i masywny zielonoskóry ork posiadający kruczoczarne włosy splecione w dwa warkocze sięgające aż do ramion. Na jego brodzie również splecione są dwa warkocze. Jego postura jest zgarbiona jak u niemal każdego orka. Z paszczy wystją mu dwa ostre jak brzytwa kły którymi rozrywa mięso.

Charakter : Damaul zwykle unika konfrontacji z innymi orkami.. Zwykle próbuje załagodzić sprawę, jednak gdy wymyka się wszystko spod kontroli nie ucieka od walki. Gdy już komuś zaufa jest mu wierny i pójdzie z nim nawet do stolicy Przymierza. Nigdy nie łamie danego przez siebie słowa. Jest również bardzo zapalczywy. Jak już się za coś weźmie to zrobi to do końca.


Historia


Historia Damula zaczyna się w już niewielkiej rodzinie rodu Makhenddall. Została ona zdziesiątkowana podczas Wielkiej Wojny. Teraz już nieliczna osiedliła się w lasach zwanych Ashenvale. Był to zwykły słoneczny dzień. Dla Bukarkora (Ojca Damula) był to najwspanialszy dzień w jego życiu. Wiedział że znów zostanie ojcem kolejnego dziecka które spłodzi mu jego żona Nandis. Miał on wówczas cztery córki Noaos, Drameka, Courisha, Tithalah z czego ostatnia była najstarsza a pierwsza najmłodsza. Dotychczas Nandis nie urodziła mu żadnego syna więc stracił już nadzieje po czwartym dziecku, iż będzie to chłopiec. W tym dniu Bokarkor zajmował się codziennymi czynnościami. Jako kowal wykuwał przeróżne narzędzia wykorzystywane później przez jego robotników do pracy w roli.
Nie miał ich zbyt wielu. Ci którzy pozostali byli najwierniejszymi poddanymi. Reszta uciekła podczas wojny. Gdy nadeszło południe i odpoczywał w swojej kuźni nagle dotarł do niego głos jego córki Drameki.:
-Tato! Tato!
Bokarkor wyszedł by sprawdzić co się stało. Głos dochodził z chaty wokół której panował tłok w którym jego żona miał właśnie urodzić kolejne dziecko. Pobiegł więc do chaty. Wokół łóżka Nandis zgromadzona była służba która odbierała poród. Gdy się przez nią przedarł zobaczył swoją żonę leżącą w łożu trzymającą jakiś tobołek. Gdy go ujrzała odwróciła tobołek w jego stronę i powiedziała:
-Sam zobacz!
Bokarkor wziął z obawą dziecko po czym stanął jak wryty. Po jego policzkach pociekły łzy. Krzyknął:
-To chłopiec!!! Mam syna!!! Dziedzica rodu Makhendall!!! Wybiegł by pochwalić się sługą stojącym poza chatą.
-Zobaczcie!!! To jest mój syn!!! Jedyny dzidiec naszego rodu!!!
Bokarkor uroczyście nadał mu imię Damul.


Minęło wiele zim od tego wydarzenia. Do tego czasu Bokarkor miał z niego wiele uciech jaki i problemów. Matka nauczyła go pisać i czytać. Był z niego wielki urwis. Gdy już był trochę większy ojciec zabierał go na łowy. Jednak Damaul nie był zachwycony łowami. Strasznie go nudziły. Pewnego dnia powiedział Ojcu:
-Tato nudne są te całe łowy. Nic tylko się skradamy i polujemy na niczego nie oczekujące zwierzęta. Nie mógłbym robić czegoś innego…O na przykład walić młotkiem w to coś metalowe…tak jak ty.
Ojciec był zdumiony. Nie oczekiwał że Damaul zainteresuje się właśnie kowalstwem.
Odpowiedział:
-Dobrze wiec niech tak będzie. Ale pamiętaj to jest bardzo ciężka i wymagając dużo wysiłku praca.
Na twarzy Damaula od razu wymalował się uśmiech. Miał on wtedy 11 zim
Początkowe wyroby Damula nie wyglądały najlepiej jednak ojciec był z nich zadowolony co zachęcało go do kontynuacji nauki.
W wieku 14 zim ojciec zauważył że wyróżnia się spośród innych orcząt swoją budową ciała. Był od nich masywniejszy i bardziej umięśniony. Ojciec próbował tłumaczyć to jego kształceniem się w zakresie kowalstwa co wymagało dużego wysiłku. Do tego czasu Damaul roił postępy i zaczął wykonywać bardziej zaawansowane przedmioty. Bokarkor był tym zachwycony ponieważ on sam potrzebował około 6 zim na opanowanie umiejętności jakie ma teraz Damul. Bokarkor opowiadał mu czasami historie jego rodu Makhenddall oraz jego przyjaciół. Pewnego wieczora Damaul poprosił Ojca :
-Czy możesz teraz pokazać mi jak walczyć z tymi wszystkimi stworami o jakich mówiłeś. Chodzi mi o to żebyś nauczył mnie walki.
Jego ojciec odrzekł na to:
-Chyba masz racje, już pora żeby nauczyć cię machania orężem a właściwie drewniana atrapą.
Minęło parę miesięcy. Damul wiedział jak trzymać oręż i jak wyprowadzać cios.


Pewnej nocy zbudziła go jego najstarsza siostra Tithalah:
-Wstawaj!!! Szybko się ubieraj i nic nie mów!!! Weź tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
Damaul wziął swoje wszystkie przyrządy kowalskie, ubrania i suchego prowiantu po czym spakował wszystko w tobołek i ruszył za siostrą. Wyszli z chaty po czym Damaul zobaczył w oddali płomienie. Wtedy się zapytał:
-Co się dzieje?
-Mówiłam żebyś milczał!!! – Odpowiedziała Tithalah.- Idziemy!!!
-Ale gdzie???
-Zamknij się wreszcie!!!
Ruszyli w las. Tej nocy księżyc świecił w pełni i oświetlał im drogę. Brnęli przez las już parę godzin. W pewnym momencie zatrzymali się. Siostra wręczyła Damaulowi jakąś paczkę po czym powiedziała:
-Masz i biegnij dalej. Później wszystkiego się dowiesz. Ja muszę wrócić by zatrzeć trop.
W myślach Damula panował Chaos. – Jakie znowu tropy i co się tak w ogóle dzieje? -Pomyślał. Ale o nic nie pytał wcisnął paczuszkę do tobołka biegł dalej w stronę w którą wskazała mu siostra. Wówczas miał przeczucie że widzi ją ostatni raz.

Mijały godziny. Wreszcie zmęczony młody Ork nie dał rady dalej rady biec. Położył się pod drzewem i zasnął. Rano obudził go szorstki i zimny głos:
-Wstawaj!!!!
Damaulowi wydawało się że to wszystko mu się przyśniło, myślał że to tylko koszmar jednak, gdy otworzył oczy spostrzegł Wielką postać Orka już w podeszłym wieku. Rozejrzał się i zauważył że leżał przy drzewie znajdującego się nieopodal obskurnej chatki.
-Powiedziałem wstawaj!!!! Nie ociągaj się!
Damaul wstał.
-Chodź za mną i o nic nie pytaj.
Gdy doszli do tej obskurnej chaty którą Damaul wcześniej widział Dziwny Ork wzkazał mu szopę do niej przylegającą i powiedział:
-Od tej pory będziesz spał tam.
-Dlaczego?
-Bo ja tak mówię!
-Kim ty w ogóle jesteś?
-Powiedzmy znajomym twego Ojca.
-Nigdy mi o tobie nie wspominał.
-Tak? Widoczne zapomniał albo nie zdążył…
-Wiesz co się z nim stało.
-Przypuszczam
-No więc?
-Przypuszczam, że zginął w walce.
-Zginął???….w walce???? Ale jak?
-Normalnie. Prawdopodobnie tamtej nocy.
-A co się wtedy stało?
-A co widziałeś ostatniej nocy?
-Płomienie
-No właśnie płomienie…. Nie mogły to być elfy ani nikt z Przymierza. Mogło to zagrozić ich lasom… Myślę że był to Płonący Legion. Lecz nadal nie wiem jak znaleźli twego ojca.
-Co to za Płonący Legion? Hmmm … Ojciec wspominał mi coś o nim…
-Koniec tej gadki…mały kmieciu a teraz idź i odpocznij. – Po czym odszedł i wszedł do swojej chałupy. Tymczasem Damaul wszedł do miejsca które wskazał mu ów Znajomy jego Ojca.. Pomieszczenie to było ciasne i brudne. W kątach stały garbie i różne inne przedmioty pozlepiane pajęczyną. W powietrzu czuć było woń starości. Przy jednej ze ścian stało łóżko a przy nim mały stolik . Rzucił na łóżko swój tobołek z którego wszystko się wysypało wraz z dziwną paczuszką którą dostał od siostry. Rozpakował ja po czym spostrzegł w niej list oraz dziwny pierścień. Obejrzał go. Dostrzegł na nim herb swojego rodu oraz napis pod nim Makhenddall. Odłożył pierścień po czym zaczął czytać list. Wynikało z niego że jego ojciec spodziewał się takiego obrotu sprawy. Przewidział także że trafie do Brotongalla, jego Ojca. Tutaj Damaul się zatrzymał i wielce się Zdziwił –ON jest MOIM dziadkiem??- Oprócz tego w liście było napisane również by zatrzymał pierścień i nosił go z dumą. Był to znak przynależności do rodu. Ojciec wspominał tutaj o braku skrupułów dziadka Damula oraz o tym że będzie się opiekował nim aż do dojrzałości i nauczy paru sztuczek. Damaul jeszcze dużo o tym rozmyślał jedzą przy tym trochę suchego prowiantu którego spakował tamtej nocy. Wsunął na palec pierścień i poczuł się bardzo dziwnie. Poczuł jakąś dziwną siłę. Zdał sobie sprawę z potęgi tego pierścienia i od tej pory nigdy się z nim nie rozstawał. Lecz później wyszedł na zewnątrz by się rozeznać w terenie. Skierował się do drzwi chaty. Zapukał jednak nikt nie odpowiadał. Pociągnął za klamkę. Drzwi były otwarte. W środku panowała taka sama atmosfera jak w komórce tylko że prócz pajęczyn łóżka stały tu również fotele, stół oraz kominek w którym palił się ogień. Na ścianach widniały różne trofea tj. głowy zwierząt. Oprócz tego dostrzegł herb jego rodu oraz dziwną broń przypominającą strzelbę. Nagle usłyszał wrzask:
- Czego tu szukasz mały kmieciu!!!
Damula ogarnął strach. Wydawało mu się że nikogo nie ma w chacie. Odwrócił się w stronę z której dobiegał głos.
-yyyyyy……jaa……dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej że jesteś moim dziadkiem.
Brotongall spojrzał na niego ze skrzywioną miną jakby słowo „dziadek” było dla niego obrazą.
-Nie mów do mnie Dziadku!!!!
-A jak?
-Hmmm… po prostu pan.
-Dobrze więc „PANIE”.
-Hm.. tak lepiej
-Ojciec napisał mi w liście, że zaopiekujesz się mną aż do majej dojrzałościi i nauczysz mnie wszystkiego czego on nie zdążył.
- W liście. Nie wiem co mi strzeliło do łba żeby godzić się na propozycję twego ojca ale to prawda szczerze tego teraz żałuję
Damaul nic nie odpowiedział
-Od tej pory słuchasz się tylko mnie i o nic nie pytasz. Codziennie rano będziemy ćwiczyć. Musisz przecież godnie reprezentować nasz ród. A teraz odejdź.
Damaul wyszedł i poszedł do swojego „Nowego Domu”. Następnego dnia Damaul wstał dość wcześnie zjadł i ruszył na umówione spotkanie. Gdy podnosił rękę by zapukać do drzwi nagle uderzyło go coś w tył głowy. Poczuł ostry ból głowy oraz przez chwilę go zamroczyło.
-Ała!!! Za co?
Usłyszał głos zza swoich pleców. Był to jego dziadek.
-Każdy szanujący się wojownik powinien być czujny…Zawsze!!!! Nie powinien również pokazywać że odczuwa ból!
Damaul odwrócił się i zobaczył swego dziadka trzymającego drewniany miecz którym prawdopodobnie został przed chwilą uderzony.
-Bierz i pokaż mi co potrafisz– powiedział do niego dziadek i dał mu miecz po czym wskazał mu kukłę stojącą na środku podwórka. Damaul chwycił pewnie miecz po czym podszedł do kukły zrobił zamach i jednym uderzeniem roztrzaskał kukłę na kawałki. Uczuł wtedy wielką satysfakcją i natychmiast odwrócił się by zobaczyć wyraz tworzy jego dziadka. Jednak jego dziadek nie okazał żadnego zdumienia i odchrząknął.
-Teraz jesteś skazany na ćwiczenie ze mną. -Wycedził dziadek po czym na jego twarzy wymalował się uśmiech. Wziął do ręki miecz taki jak miał Damaul.
-No chodź! Krzyknął dziadek
Damaul miał teraz okazje odegrać się za uraz jakiego doznał przed drzwiami. Ruszył w stronę Brotongalla. Jednak nie był zbyt pewny siebie. Nie widział dla siebie żadnych szans w walce z tak rosłym orkiem jakim był jego dziadek. Zamachnął się mieczem lecz napastnik zrobił unik lecz nie zaatakował. Damaul spanikował i zaczął wymachiwać bezładnie mieczem w jego kierunku. Jednak bezskutecznie. Po parędziesięciu ciosów jego dziadek odpowiedział celnym kontratakiem prosto w czoło Damula. Cios był tak potężny że aż upadł. Damaul chwycił się za głowę i namacał ogromnego guza. Zaczął żałować że zniszczył kukłę.
-Na dzisiaj wystarczy, idż i się ogarnij i przy okazji poćwicz jeszcze trochę. Straszna z ciebie łamaga.
Damaul nic nie odpowiedział i ruszył w stronę swojej komórki. Zaczął tęsknić za swoim ojcem oraz za tym jak był wcześniej traktowany. Mijały lata a Damaul wraz ze swoim dziadkiem trenował sztuki walki, co coraz lepiej mu wychodziło. Prócz władania orężem nauczył się również strzelać ze strzelby. Tym samym poznał pochodzenie tej którą wówczas widział w domu. Dowiedział się że jego dziadek zdobył ją w boju z pewnym pokurczem. Jako trofeum nie mógł wziąć nic innego niż strzelbę. Tylko to zostało po jego przeciwniku. Dowiedział się również o słynnej rodowej zbroi Makhenddalów która gdzieś zaginęła i prawdopodobnie jest gdzieś w Durotarze. I wreszcie nadszedł ten dzień. Damaul postanowił opuścić swego dziadka, który przez ten czas strasznie się do niego przywiązał chociaż wcale tego nie okazywał. Poszedł do niego i oznajmił:
-Odchodzę.
-A więc to już czas.
-Tak.
-Więc nie będę cię zatrzymywał.
Damaul odwrócił się i wyszedł. Po chwili usłyszał głos dziadka i odwrócił się w jego stronę. Dziadek szedł w jego stronę, w ręku trzymał strzelbę tą samą którą odebrał krasnoludowi.
-Weź ją! Nie będzie mi więcej potrzebna. Dam ci jedną radę kieruj się na południe w kierunku Durotaru. Tam znajdziesz swoich ziomków. To był pierwszy miły gest ze strony dziadka. Podziękował i ruszył w stronę Durotaru. Jednak przed tym jeszcze postanowił odwiedzić po raz ostatni swój stary dom, a raczej jego zgliszcza. Udało mu się odnaleźć to co po nim zostało. Do tej pory stały tam jeszcze zwęglone belki, które porosły przez ten czas mchem. Zaczął przypominać sobie swoje dzieciństwo. Potem jednak ruszył w stronę Durotaru gdzie odtąd musiał liczyć tylko na siebie.

  Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026