|
Post #1
18 Mar 2006, 13:42
===========================
W tą noc deszcz padał tak mocno że aż przebijał liscie drzew, błyskawice niemal bez przerwy przecinały niebo a huk burzy wydawał sie bić ze wszystkich stron. Zza drzew wyłoniła sie nagle sylwetka jakiejś postaci mocno opatulonej w płasz, który był przemokniety tak bardzo że można by było iśc bez niego i nie robilo by to żadnej róznicy.Mimo ulewy postać kroczyła spokojnie i bez żadnego pospiechu,odrazu było widać że las nie jest mu obcy, a i deszcz był mu przyjazny.Tylko elf mógł cieszyc sie z takiej pogody,i rzeczywiscie,był to elf imieniem Fereanur. Był On wojownikiem,który często wyruszał na wyprawy w odłegłe krainy,i własnie teraz wracał z jednej z nich, a jego celem było teraz Darnassus. =========================== Rozmyslając na swoimi sprawami i podążając przez las zauważył nagle łunę bijącą spomiędzy konarów drzew.Zdziwiony i zarazem zaniepokojony tą sytuacją podszedł bliżej by zobaczyc co jest jej zródłem. Zródłem łuny okazał sie być ogień, który trawił budynki niewielkiej osady elfów. Przez moment zastanowił sie jak ogień może palic sie w takim deszczu,ale przestał nad tym myśleć i ruszył ile mial tylko sił w strone osady. Zbliżajac sie do wioski zorientował sie że to badnyci są powodem całego zajscia. Elfy broniły swoich domostw ale nie byli oni znawcami sztuki wojennej tylko zwykłymi rolnikami. Fereanur chcąc pomóc , zrzucił z siebie przemokniety płaszcz spod którego wyłoniła sie elficka kolczuga wspaniałego wyrobu oraz dwa miecze, które wyciągnął zza pasa i ruszył do ataku. Nim zdążył powalić mocnym pchnięciem pierwszego napastnika na ziemie niemal wszystkie elfy leżały martwe. Po chwili bandyci dostrzegli jego obecnosc i ruszyli do ataku , lecz był on wspaniałym wojownikiem i bez problemu rozciął kardła obu oprawców. Inni bandyci nie dali za wygraną i powtórzyli wyczyn swoich kolegów atakując elfa,Fereanur sparował ich atak mieczem w lewej dłoni i jednym zamachem bronią w prawej rozciął brzuchy kolejnym dwóm zbirom. Elf nagle poczuł silny bół i upadł na ziemie niewiedząc co sie stało. Mimo to podniósł, i szybko sie rozglądnął, sposród kłębów dymu gasnących juz domostw dostrzegł maga, który wypowiadając słowa zaklęcia wystrzelił w jego kierunku kolejną magiczną kulę ognia.Wojownik zrobił szybki unik przed kulą, która rozbiła sie na drzewie tuż za nim. Elf wiedząc ze nie zdąży dobiec do maga nim ten wypowie zaklecie sięgnął szybko po sztylet który miał przyczepiony do buta i rzucił nim w czarownika. Sztylet przebił bok maga uniemozliwiając mu jednoczesnie uzycie czaru. Elf podbiegł i bez chwili wachania sciął głowe maga ,która potoczyła sie po ziemi. Ogień dostrzętnie spalił całą osadę ,a krew płynęła wymieszana z deszczem. Fereanur stał i rozglądał sie wokół siebie. Wszyscy bandyci leżeli martwi ale zauważył ze elfy również nie okazują znaków życia,nikt nie ocalał. Byłbardzo wsciekły ze nie zdołał nikogo uratować i pomyślał że wszystko poszło na marne. Uświadomił sobie że mag postrzelił go w pachwinę i poczuł ból,jego rana mocno krwawiła. Szybko utargał kawałek materiału ze swojego płaszcza i zrobił prowizoryczny opatrunek. Nagle burza ucichła a deszcz przestał padać,a on sam usłyszał cichy płacz i poszedł w jego kierunku. Doprowadziło go to dwóch ciał,jednym z nich był martwy elf a drógim martwa elfka,która prawdopodobnie była jego żoną.Elfka nawet po swojej śmierci bardzo mocno trzymała coś owiniętego i przytulonego do swojej piersi, podszedł , wyrwał tajemniczą rzecz z jej obięć i odwinął. Było to elfie niemowle,bardzo wyczerpane ale wydawało być sie całe i zdrowe. Elf zabrał dziecko i pobiegł w kierunku Darnassus,miasta w którym sie wychował. Biegł tak długo aż nastał wschód słońca,rana dawała mu sie we znaki ale biegł bez wytchnienia wiedząc że zdoła ocalić chociaż jedno istnienie z tej rzezi.Miasto było juz w zasiegu jego wzroku chwile potem minąl główne wrota ,po czym odrazu skierował swe kroki do domu kapłanów. Wbiegł do pomieszczenia w którym pachniało różnymi ziołami,położył niemowle na łóżko a nastepnie omdlał i upadł na podłoge. =========================== Obudził się w wygodnym łożu,słońce świtało, czuł sie bardzo wypoczęty, a i jego rana poszła juz w zapomnienie. "Elficka magia czyni cuda"-Pomyślał. Zobaczywszy kapłanke zapytał ją o dziecko,dowiedział sie że jest zdrowe i wszystko to dzieki jego silnej woli oraz dobrej kondycji,kamień spadł mu z serca. Ubrał sie i wyszedł aby zaczerpnąć swieżego powietrza,spoglądał na wiecznie wspaniałe i piękne miasto elfów , które zawsze było takie same. Stał tak i po chwili poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu, odwrócił się i ujrzał stojącą przed nim kapłanke. Elfka zapytała go czy nie zająłby się dzieckiem,które uratował,przeszyła go niechęć ale po chwili zastanowienia doszedł do wniosku że zostanie teraz na jakiś czas w Darnassus i zajmie sie młodym elfem nim wyruszy w kolejną wyprawe. Kapłanka powiedziała że trzeba dać mu jakies imie ale Fereanur nie znał sie na dzieciach i nie wiedział jakie imie bedzie dla niego dobre.Postanowił nie spieszyć sie z tą decyzją po czym zabrał nowego podopiecznego do swojej kwatery. Znajomi pomagali zajmować mu sie dzieckiem nim on sam nie nabrał w tym wprawy. Mały elf wciąż nie miał imienia,przyjaciele wołali na niego mały Fere co było zdrobnieniem od imienia Fereanur. I z czasem tak sie przyjęło,ale wciąż mowili na niego Fere po to by nie mylić go z jego przybranym ojcem. Mijało wiele lat,Fereanur czasem wyruszał na wyprawy lecz gdy był w domu dalej opiekował sie swoim wychowankiem, w wolnym czasie uczył go samodzielności. Gdy wyruszał na kolejne wyprawy zostawiał Fere pod opieką swojego przyjaciela Ervana,który był członkiem gildii cienia. Mimo że Ervan był zabójcą, to wiedział że zabijał tylko w dobrej sprawie i nie bał sie zostawiać Fere pod jego opieką. Tak mijały kolejne lata, Fereanur wyruszał i powracał z podróży,Fere dorastał i pod nieobecność swojego ojczyma przyglądał sie ćwiczeniom Ervana ucząc sie podstaw cichego chodzenia oraz zręcznosci. Ervan wyruszał czasem drogą morską do Ratchet i Fereanur pozwalał mu zabierać ze sobą Fere. =========================== Pewnego razu Fereanur wyruszył na kolejną wyprawe,z której długo nie wracał. Minął kolejny rok a jego wciąż nie było,Fere wiedział że jest on jego przybranym ojcem,ale kochał go jak pawdziwego i bardzo tęsknił. Fereanur nigdy już nie powrócił i nikt nie wiedzał co sie z nim stało,jedni mówili że zginął na bezdrożach a drudzy że ruszył walczyc z krwawymi elfami w ich świecie,lecz nikt tak naprawe nie wiedział jaka jest prawda. Fere podróżował wciąż z Ervanem,który prowadził awanturnicze życie do momentu aż w pewnym porcie został śmiertelnie raniony podczas rozróby. Fere powrócił do Darnassus by podszkolić swoje umiejętności, a następnie wyruszyc w świat bo już nic go tu nie trzymało. ============================ Imie : Fere (Fereanur) Rasa : Nocny Elf Wiek : 71 lat (młody jak na elfa) Klasa : Rouge Włosy : Długie,ciemno-niebieskie Wzrost: 190 cm |
|
Post #2
22 Mar 2006, 18:07
Hm.........No niby wszytsko wpożądku ale......
"Byli dobrze zorganizowani, to nie była jakś zwykła banda opryszków...." to jakoś tak niezabardzo brzmi. No i troche zadużo powturzeń, prawie każde zdanie zaczynasz od FEREANUR, troche przez to źle się czyta, a pozatym wporządku. |
|
Post #3
22 Mar 2006, 18:34
OK ...
Pozbyłem sie tego: "Byli dobrze zorganizowani, to nie była jakś zwykła banda opryszków...." i wyeliminowalem kilku "Fereanurów". Mam nadzieje ze wyglada to juz troche lepiej. ...czasem kilka słów krytyki nie zaszkodzi 😊 |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |