|
Post #1
18 Mar 2006, 14:09
Imię: Heimdallson Odhinn
rasa: człowiek klasa: palladyn wzrost: ok. 190cm waga: ok. 95kg włosy: blond karnacja: jasna kolor oczu: niebieskie Jestem Heimdallson Odhinn nosze nazwisko nadane mi przez rodziców na cześć dawnych bóstw moich przodków... Gdy byłem chłopcem ojciec wielokrotnie opowiadał mi niestworzone historie o dumnym narodzie żeglarzy i wojowników z którego to się wywodzimy. Opowieści o dawnych wyprawach, zapomnianych bogach, i krainie do której odchodzą wojowie którzy zginęli na polu walki prowadzeni przez boskie dziewice... Tak naprawdę nigdy do końca nie wierzyłem w opowieści ojca. Nigdy tez nie widziałem świątyń stawianych Bogom, o których opowiadał a których imiona zapisywał nikomu nieznanymi runami... Mój ojciec miał więcej wiary w stary świat niż ja. Opowiadał, że mój pradziad wyruszył przed dziesięcioleciami ze starego świata na wyprawę jak to rzekomo robili nasi przodkowie. Wyruszyli na pokładzie swoich okrętów, ojciec nazywał je Drakkarami, w stronę zachodzącego słońca w nieznane części oceanów. Mój naród był nieustraszony, był on narodem odkrywców a ludzie nie lękali się nowego... Pradziad dowodził jednym z Drakkarów... opowiadał ze wtedy z portu wypłynęło kilkanaście okrętów... około pół tysiąca ludzi. Jednak w tych okolicach nie spotkałem zbyt wielu ludzi podobnych do nas. Ja jestem wysokim blondynem o niebieskich oczach i jasnej skórze. W tutejszych stronach Jasne włosy i karnacja to wyjątkowa sprawa. Spytałem kiedyś ojca gdzie wiec jest reszta wyprawy... on wtedy zaczął bredzić coś o jasnych gromach na środku oceanu, o bluźnierstwie wodza, wirach i wysokich falach, o strasznym wietrze łamiącym maszty i targającym żagle... wreszcie o gniewie Bogów... Z wyprawy, w której brał udział mój pradziad przetrwała tylko grupka ludzi, którzy wylądowali w tych okolicach... Jednak żadnemu z nich nie udało się przetrwać roku na tych ziemiach, żadnemu oprócz mojego pradziada. Były to dla niech nowe ziemie pełne niebezpieczeństw. Podobno, gdy niedobitki zorganizowali obozowisko z lasów wysypało się kilkudziesięciu orków, wtedy pierwszy raz je widzieli, nie wiem jak to możliwe tego plugastwa jest wszędzie pełno... Ojciec opowiadał jak to kilkunastu ludzi stawiło czoła kilkudziesięciu orkom. Już wtedy uważałem tą opowieść za bajkę, którą ojciec opowiadał mi na dobranoc. Pradziad przez rok kolejno tracił swoich towarzyszy w walce, przez chorobę jeden nawet zginął w wypadku na górskim stoku. On sam jednak w końcu osiedlił się tu tracąc wszelką nadzieje na odnalezienie kogokolwiek z pechowej wyprawy... Niejasne bajkowe opowieści to nie jedyna rzecz, którą otrzymałem od ojca... Nauczył mnie on w zasadzie wszystkiego, co potrafię... To on przekazał mi jak posługiwać, sie bronią jak polować i pozyskiwać skóry jak sie bronić i jak przeżyć w tym świecie... Kiedyś polowałem w lesie, gdy z oddali usłyszałem ryk niedźwiedzia pobiegłem w tamtym kierunku, gdy tam dotarłem zobaczyłem jak 2 metrowy niedźwiedź atakował krasnoluda. Pazury bestii zdążyły już nieźle go poturbować jednak ten rudobrody dzielnie stawiał czoła zwierzowi. Oczy krasnoluda płonęły, a jego topór rozpaczliwie szukał czułego miejsca w ciele niedźwiedzia... Przyglądałem się chwile tej scenie, gdy nagle na polane wybiegł drugi niedźwiedź podobnych rozmiarów... Krasnolud znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nie myślałem długo w kilka chwil znalazłem się przy krasnoludzie odciągając drugiego niedźwiedzia. Zaskoczona bestia nie wiedziała, którego z nas ma zaatakować najpierw... dało mi to czas na wyprowadzenie czystego ciosu, ostrze mojej broni zatopiło się w karku zwierzęcia, krew z tętnicy siknęła dużym strumieniem zalewając moje ubranie, niedźwiedź próbował jeszcze mnie zaatakować, ale moje drugie uderzenie zwaliło go na glebę, gdy patrzyłem na gasnące ślepia bestii, z tylu usłyszałem wołanie Krasnoluda "UWAŻAJ!!!" Gdy się odwróciłem było już za późno, ciężka łapa drugiego niedźwiedzia spadła na mnie niczym Młot Thora, boga, o którym opowiadał mi ojciec... Obudziłem się jakiś czas potem, po otwarciu oczu zobaczyłem wyszczerzone żeby rudobrodego, zaczął się śmiać i ryczeć mi do ucha, że martwił się ze już nic ze mnie nie będzie... że źle to wyglądało, ale jego magia pomogła... Po czym podał mi bukłak, wypiłem... Krasnoludzkie piwo postawiło mnie na nogi szybciej niż jego czary. Popatrzyłem na skraj polany leżały tam dwa martwe niedźwiedzie. Z ich skóry zrobiłem wspaniałą zbroje, którą krasnolud wzmocnił metalowymi płytkami. Garnon bo tak miał na imię krasnolud okazał się być palladynem podróżującym po świecie zwalczającym zło... przez pewien czas mieszkał z nami był świetnym kowalem, pokazał mi parę sztuczek nauczył mnie poruszać się w kuźni... Jednak pewnego dnia Garnon musiał nas opuścić odchodząc powiedział ze na pewno jeszcze się kiedyś spotkamy. Rok później zmarł mój ojciec. Przed śmiercią wręczył mi klucz do kufra, którego nigdy przy mnie nie otwierał, nakazując bym po jego śmierci go otworzył. W kufrze znalazłem list, Młot, Hełm, Topór, postrzępiony płaszcz i medalion pokryty runami. Ojciec w liście pisała ze są to rzeczy należące do mojego pradziada, ze to świetna broń. Pozostawił mi wybór czy kufer ten przekazać moim potomnym nie ruszając jego zawartości czy jeszcze raz pokazać światu jak doskonała jest Broń zapomnianego narodu. Na koniec ojciec poprosił o spełnienie jego ostatniego życzenia. Następnego wieczora spełniłem jego życzenie, ułożyłem jego zwłoki na łodzi, na której wcześniej wykonałem stos z drewna. Obok jego zwłok położyłem broń, której używał mój ojciec a następnie rozpaliłem na plaży wielkie ognisko. Gdy łódka, którą odepchnąłem od przystani wypłynęła z zatoki niesiona prądem na otwarte morze naciągnąłem mój łuk wcześniej podpalając grot strzały. Płonąca strzała przeszyła nocne niebo bezbłędnie trafiając w łódź. Chwile potrwało zanim oddalający się stateczek zajął się ogniem... Ojciec został pochowany zgodnie ze swoją prośbą, według zwyczaju naszego narodu... Tak oto zaczynam swoją przygodę... Nie chce jak ojciec spędzić reszty życia w wiosce... Postanowiłem wykorzystać zawartość kufra mojego Pradziada... Jeśli te wszystkie opowieści moich przodków są prawdziwe... Bogowie będą mnie prowadzić... ********************************************************************* |
|
Post #2
19 Mar 2006, 10:45
Nie za dużo, ani nie pol strony na "odwal sie". Wszystko co być powinno 😊
Troszkę nie ma przedstawianego Twojego zachowania, ale ogólne wrazenie +++ I potrzebujemy teraz kogoś w przymierzu 😊 |
|
Post #3
20 Mar 2006, 21:40
opis w porzadku..... hehe taka mieszanka: trochę mitów skandynawskich, Thorgala, może Trzynastego Wojownika, i nawet orkowie byli....ale może tak własnie być powinno..... spodobalo sie.....jestem jak najbardziej za tym ,aby pozwolono ci przejść przez Wrota.....
z szacunkiem: deBergov |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |