|
Post #1
18 Mar 2006, 18:11
Imię: Skorpion
Rasa: Nieumarły Płeć: Mężczyzna Klasa: Demonolog Wiek: Nie wiem ile lat leżałem w grobowcu Wzrost: Nigdy nie wyróżniałem się w tłumie Waga: Zastanów się ile byś ważył gdyby połowę twojego ciała zeżarły robaki Urodziłem się na terenach farmerskich, na północ od stolicy. Moja matka i ojciec uprawiali ziemię. Ja przez cale dzieciństwo pomagałem im przy pracach w polu. Na początku wykonywałem proste zadania, jednak z biegiem czasu zaczynałem wykonywać czynności podobne do tych ojca. Uczył mnie on rozpoznawania roślin oraz jakie mają właściwości. Matka zaś jak uszyć różne ubrania. Była to umiejętność, której nie chciałem się uczyć, ale w przyszłym życiu praktykowana przeze mnie. Myślałem że całe moje życie będzie tak wyglądać i pewnie by tak było gdyby nie pewne zdarzenie. Był wczesny ranek gdy wraz z ojcem wyruszyliśmy w pole. Ja jak zwykle musiałem czegoś zapomnieć wiec wróciłem się do domu. Przy drzwiach zastałem zapłakaną matkę rozmawiającą z człowiekiem, którego nie znałem. Ten człowiek był wysokim mężczyzną noszącym tunikę, na której był wyszyty herb królewski. W prawej dłoni trzymał rolkę pergaminu i najwyraźniej czytał coś co tak zaniepokoiło matkę. Jego głos był silny co mogło wskazywać na to, że jest on królewskim emisariuszem. Idąc w stronę domu usłyszałem strzępki ich rozmowy: -...mają się stawić w kwaterze piechurów jutro koło południa by walczyć za kraj i za króla....-przemówił wręcz znudzonym głosem. -No i co mają zginąć w tej beznadziejnej wojnie?! Oni nie są żołnierzami tylko zwykłymi rolnikami ! -przerwała matka łamiącym się głosem. -No cóż droga pani to jest zarządzenie króla i nikt nie ma prawa się mu sprzeciwić. A tak w ogóle to rycerze z południowej doliny już zbyt dużo przelali krwi za wasze bezpieczeństwo. Czas byście zapracowali na nie ! -krzyczał emisariusz na co matka wybuchła jeszcze większym płaczem po czym udała się do domu. Ja podbiegłem do oddalającego się mężczyzny na co on podał mi bez słowa kartkę. Od razu rozwinąłem rolkę pergaminu. W liście królewskim opisane było zagrożenie jakie zbliżało się do naszego królestwa. Otóż orkowie sprzymierzyli się z plemionami ogrów oraz trolów i prowadzeni przez ich wodza ruszyli na podbój krain ludzi. Przez chwile ogarnęła mnie trwoga, nigdy w życiu nie widziałem żadnego z tych stworzeń a ludzie opowiadali o nich straszliwe historie. Zastanawiacie się pewnie jak zwykły chłop mógł odczytać królewski dokument. Gdy miałem zaledwie kilka lat do naszego domu zawitał tajemniczy gość. Nie podał swojego imienia tylko czym się zajmuje. Był on kronikarzem, opisywał królestwo. Rodzice przyjęli gościa i tym samym zapewnili mu miejsce do snu oraz wyżywienie. Kronikarz w zamian za wszystko płacił w złocie oraz uczył mnie pisać i czytać. W tym pomogła głównie matka, ojciec zaś uważał, że nie jest mi to potrzebne bo i tak całe życie spędzę na farmie .Gość mieszkał z nami trzy lata. W trakcie zdążył wysłuchać wielu plotek oraz historii o powstaniu naszego królestwa. Musiał wyruszyć do zachodnich miast by dokończyć swoją kronikę. Dzień po otrzymaniu królewskiego wezwania do broni wyruszyliśmy. Przez całą drogę obserwowałem płaczące kobiety i przerażonych rolników. Tak oto do nas dołączało coraz to więcej chłopów. Gdy koło południa dotarliśmy do celu było nas kilkaset. Przy bramie odesłano nas na pobliską łąkę gdzie mieliśmy czekać na uzbrojenie. Zaczęło się już ściemniać gdy spora grupa żołnierzy opuściła zamek wraz z wozami wyładowanymi bronią oraz pancerzami. Zaczęli rozdawać broń. Przeważnie były to przerdzewiałe miecze i nadgnite małe tarcze a nieliczni dostali nawet skórzane pancerze. To całe zajście spotęgowało strach jaki nam już towarzyszył. Noc musieliśmy spędzić na polanie pod gołym niebem. Rankiem wyruszyliśmy w stronę południowej doliny gdzie czekać miała armia królewska. Marsz był długi a skwar utrudniał dalszą wędrówkę. Gdy słońce było wysoko zaczęły nas dobiegać odgłosy bębnów.... -To orkowie ! - krzyknął któryś z wieśniaków po czym zaczął uciekać. Nagle świst i nieszczęśnik został ugodzony śmiertelnie strzałą. Zabił go jeden z prowadzących nas żołnierzy. -Wiecie już co czeka was jeśli stchórzycie ! Walczcie do samego końca ! Zdrada nie będzie tolerowana. - krzyknął ten sam żołnierz. Z każdym krokiem bębny były coraz głośniejsze. W oddali widać było armie królewską. Była liczna, w pewnym momencie nawet myślałem ze nie ma siły która pokonała by piechurów króla. Lecz spojrzałem się w prawo. Na horyzoncie widziałem wielka czarną smugę, musieli być to orkowie. Armia króla liczebnie była niczym w porównaniu do armii przeciwników. Ustawiono nas przed piechurami. Teraz zrozumiałem taktykę generałów królewskich, na nas wieśniaków miało spaść pierwsze i najmocniejsze uderzenie orków... Nadszedł wieczór. Bębny wojenne ucichły po czym usłyszeliśmy przerażający krzyk. Armia orków rozpoczęła szturm. Byli coraz bliżej i bliżej aż wreszcie spadł na nas ich gniew. Krew lała się niczym potok górski. Tak oto orkowie z dziecinną łatwością przerąbywali się przez wieśniacze oddziały. Stałem ogarnięty myślą o śmierci gdy nagle coś błysnęło i przede mną ukazali się ludzie w długich szatach z dziwnymi kijami w rękach. To byli magowie, o których kupcy tak rozpowiadali. Jedni mówili że to szaleńcy inni, że są niezwykle mądrzy. Wtedy nie wiedziałem co oznacza mądrość czy szaleństwo wśród magów... Orkowie zaczęli się już zbliżać do miejsca w którym byłem. Magowie wypowiadali rożne, niezrozumiałe dla mnie słowa i po każdym z nich, kule ognia bądź lodu zabijały zielonoskórych. Nagle spośród tłumu orków posypał się grad strzał. Kilku magów padło, reszta w błysku światła znikneła. Spojrzałem na mój wyszczerbiony, zardzewiały miecz po czym na dziwny, mały patyk leżący koło poległego maga. Nie wiedząc czemu podniosłem go lekko nad głowę po czym szybkim ruchem ręki wycelowałem w nadciągającego orka. Ku mojemu zdziwieniu mała kula ognia trafiła go prosto w głowę zabijając tym samym. W następnej chwili rzuciło się na mnie kilku orków. Myślałem że to już koniec aż tu nagle błysk i znalazłem się za oddziałami króla. Moim wybawcą okazał się młody mag, który po chwili wpatrywania się we mnie, dołączył do towarzyszy spopielających orków. W tej samej chwili dobiegł nas dźwięk rogu i armia królewska runęła na przeciwników. Od strony wzgórza ruszyła ciężka jazda odcinając tym samym orków od ogrów. Magowie swoimi czarami przepędzali trole. Bitwa trwała do północy, aż wszyscy orkowie zostali wybici. Armia króla poniosła ciężkie straty ale dzięki poświęceniu jakie wykazali na polu walki ludzie, orkowie nigdy nie dopuścili się podobnych czynów... Kilka dni po bitwie powróciłem na farmę. Niestety sam, bo ojciec odniósł poważne rany i musiał zostać pod opieką uzdrowicieli. Matka ze łzami w oczach powitała mnie w progu. Nie była zwolenniczką przemocy więc nie chciała słuchać o przebiegu bitwy. Teraz miałem zamiar spędzić całe swoje życie na farmie, nie martwiąc się o nic co nie dotyczyło by tego miejsca. Ale o jednej rzeczy nie mogłem zapomnieć. Dlaczego ten mag mnie uratował? Co skłoniło go do tego? Nigdy nie lubiłem zadawać sobie takich pytań po nocy bo nie mogłem potem spać. Szybkim krokiem udałem się do pokoju obok po ryżówkę. Gdy wyciągałem ją odezwał się za mną głos: -Witaj dzielny młodzieńcze. Jestem Etharas, ten mag, który cię uratował podczas bitwy.- wyjął drugą butelkę ryżówki, otworzył ją, napił się po czym usiadł przy stole - Chciałem się ciebie zapytać, czy miałeś kiedykolwiek styczność z magicznymi przedmiotami? -Nie, nigdy nawet nie widziałem magicznych przedmiotów.- odpowiedziałem, nadal zdziwiony obecnością maga. -Więc skąd wiedziałeś jak używać różdżki? -Nie wiedziałem. Ja tak po prostu.... -Hm , jutro tu przybędę bo musze porozmawiać z twoją matką.-powiedział po czym zniknął w błysku światła. Ja przez dłuższy czas nie wiedziałem czy mi się to śniło czy to była rzeczywistość. Teraz żeby usnąć musiałem wypić zawartość swojej butelki oraz resztę z butelki maga. Na drugi dzień wstałem mocno osłabiony. „To musiała być ta ryżówka” pomyślałem po czym udałem się do kuchni gdzie zastałem Matkę wraz z tym magiem, z którym rozmawiałem poprzedniego dnia. Odwrócili się do mnie po czym mężczyzna przemówił: -Tak oto rozmawiałem o tobie z twoją matką. Ustaliłem, że często byłeś świadkiem niewytłumaczalnych zjawisk związanych ze sferą ognia. Dowiedziałem się także że twój pradziadek był potężnym magiem. Po co ci to mowie? Bo chce zaprosić cię do naszej uczelni, gdzie mógłbyś rozwijać swoje magiczne umiejętności Tak oto wybór należy do ciebie. – po tych słowach wyszedł do sąsiedniego pokoju, by dać mi czas do namysłu. W pewnej chwili ogarnęła mnie nieopisana radość. Mogłem stać się kimś więcej niż zwykłym rolnikiem. Spojrzałem na matkę. Była dumna ze mnie i choć nic nie mówiła to wiedziałem że się zgodzi. Szybkim krokiem udałem się do pokoju, w którym siedział mag. Spojrzał się na mnie a ja przemówiłem: -Chciałbym uczyć się magii. -Dobrze, tylko przygotuje portal dla ciebie. – mag spojrzał się na mnie jeszcze raz po czym zaczął coś mamrotać pod nosem. Chwile później ukazał się dziwny obiekt, przez który miałem chyba przejść.... Studiowałem przez kilka lat, czytając opasłe księgi oraz słuchając mentorów. Dziwne jednak było, że magia ognia była dla mnie prosta w nauce. Reszta dziedzin magicznych raczej mi nie wychodziła. Zawsze byłem przeciętnym uczniem, jak zwykle nie wyróżniałem się z tłumu. Lecz jednak zwykła magia nie była mi pisana. Pewnego wieczoru, wracając do sypialni natknąłem się na lekko uchylone drzwi pewnej komnaty. W środku był stół a na nim opasła, czarna księga. Bardzo mnie ona zaciekawiła i postanowiłem ją zachować. Szybkim krokiem udałem się do sypialni. Gdy znalazłem się wewnątrz, zamknąłem drzwi na klucz po czym zasiadłem przy stoliku. Gdy otworzyłem księgę poczułem przeszywający ból. Padłem na ziemię zwijając się w mękach. Chciałem krzyczeć ale nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Ból był coraz większy, aż wreszcie straciłem przytomność. Byłem teraz w innym miejscu, które przypominało piekło. Przede mną stała przerażająca istota. Przez chwile zastanawiałem się co tak naprawdę się stało. Lecz w tej samej chwili przemówiła istota: -Witam cię w moich skromnych progach. – głos istoty napełniał w magiczny sposób strachem. -Cóż to za miejsce i kim ty jesteś? – spytałem wciąż przerażony i zdezorientowany. -Jestem demonem a ty moim wybrańcem. -Wybrańcem? – zapytałem zaniepokojony. -Tak. Ja cię wybrałem zanim jeszcze się urodziłeś. Pomogłem ci przeżyć w trakcie bitwy i dostać się do tej szkoły. Oprócz tego jestem częścią ciebie i jeżeli sprzeciwisz się moim rozkazom czeka cię śmierć. Ale nie jestem tu po to aby cię straszyć tylko pomóc. Nauczę cię magii, dzięki której staniesz się najpotężniejszą istotą ludzka jaka chodzi po tych ziemiach. Od tej pory będziemy się spotykać często w snach, lecz pewnego dnia poznasz mnie osobiście a ja wynagrodzę każdego służącego mi. Powróć teraz do codziennych obowiązków oraz studiuj moją księgę. Z niej dowiesz się wielu przydatnych rzeczy. – demon skończył mówić a ja zacząłem się przenosić z powrotem do sypialni. Pozbierałem się z ziemi i cały obolały zasiadłem przy czarnej księdze. Od tamtej pory zaczynałem rozumieć czemu magia demonów jest zakazana. Jest to ból i cierpienie w najczystszej formie. Oprócz tego można korzystać nie z ognia płynącego z żywiołów, tylko od demonów. Dzięki niej, z dnia na dzień stawałem się silniejszy, zdobywałem zwolenników oraz sławę w murach szkoły. Zauważyłem, że ból i cierpienie innych sprawiają mi radość, a magia jaką posługują się moi mentorzy jest słaba. Pewnej nocy objawił mi się mój mroczny mistrz. Powiedział żebym zebrał ludzi, którzy są mi posłuszni, ukradł księgę demonów i przywołał go do tego świata. Ruszyłem jeszcze tej samej nocy do najbardziej mi oddanych magów. Tych, którzy nie chcieli mi pomoc zabijałem od razu. W końcu udało mi się zebrać sporą grupę posłusznych mi. Rozdzieliłem ich i kazałem zabijać w poszczególnych wieżach tych, którzy mogliby zagrozić powodzeniu mojej misji. Ja wraz z kilkoma innymi magami udaliśmy się do wieży, gdzie znajdowała się poszukiwana przeze mnie księga. Po drodze do celu zabiliśmy kilkunastu strażników. Tak oto odkryłem inna mroczną cechę; chęć zabijania. Z radością zamieniałem innych w żywe pochodnie lub sprawiałem by ich ciało żywcem gniło. Po trupach doszliśmy do celu. Była to wielka komnata z tysiącem ksiąg i pergaminów. Na środku tej sali stał samotny mag. Był to Etharas, człowiek który przyjął mnie do uczelni. W prawej ręce trzymał różdżkę, w lewej zaś księgę której szukałem. W jednej chwili wszyscy pozostali poplecznicy zaczęli mamrotać różne inkantacje ale Etharas był szybszy. Zabił ich jednym potężnym zaklęciem. Zostaliśmy sami, ja i on.-Sam nie dam mu rady- pomyślałem – musze grać na czas, może któryś spośród moich popleczników mi pomoże. -Jak odkryłeś czego szukam? Myślałem że byłem dostatecznie ostrożny.- zapytałem. -Po pierwsze zbyt szybko rosłeś w siłę. Po drugie walczyłem z wieloma pomiotami demonów i widziałem jak niektóre ich czary są podobne do naszych. Lecz spostrzegawczy mag zauważy różnice pomiędzy ogniem pochodzącym z żywiołów a tym od demonów. Zawsze myślałem że jesteś człowiekiem o dobrym sercu ale dzisiaj zobaczyłem jak nisko upadłeś. Nie pozostaje mi nic innego jak ..... zabić cię byś nie skrzywdził już nikogo. – w tym samym momencie wyszeptał jakąś inkantacje i zanim zrobiłem jakikolwiek ruch padłem na ziemie. Po wielu latach młody ambitny nekromanta postanowił wskrzesić umarłego z grobu. Powoli odchylił wieko od trumny, następnie przygotował swoje ceremonialne sztylety oraz wywary. W trakcie rytuału wypowiadał niezrozumiałe słowa. Najwyraźniej był on nowicjuszem, bo ciągle mylił się i musiał powtarzać wszystko od początku. Po dłuższym czasie wreszcie mu się udało. W ciemnym grobowcu zabłysnęło zielone światło. Istota się poruszyła... Otworzyłem oczy. Zobaczyłem jakiegoś człowieka nad sobą, który przemówił do mnie: -Powstań sługo mój! -Hahaha ... zabawne, nazywasz mnie sługą? Umrzesz w bólu i cierpieniach. – wyszeptałem zaklęcie, dzięki któremu zamieniłem nekromantę w żywą pochodnie. Przeszukując zwęglone ciało spojrzałem na swoje ręce... Wystawały z nich kości. Gdy dotknąłem twarzy nic nie poczułem. Potrafiłem się poruszać, chodź byłem martwy. Nagle w mojej głowie rozległ się głos. Był to ten sam demon, któremu byłem posłuszny. -Zawiodłeś mnie.... nie odzyskałeś księgi, którą kazałem ci zdobyć. Poniosłeś już karę.. śmierć.... ale dzięki temu nowicjuszowi powołałem cię do życia na nowo by dać ci jeszcze jedną szanse. Masz wyruszyć daleko na wschód i odnaleźć Mroczne Wrota, przejście do innego wymiaru. Tam będziesz mi potrzebny. Pamiętaj nie zawiedź mnie po raz kolejny.... Tak oto wyruszyłem niezwłocznie w kierunku opisanym przez demona. Przemierzałem wiele krain, których nigdy wcześniej nie widziałem. Minęło wiele wschodów i zachodów słońca aż wreszcie dotarłem do wrót... Nigdy nie spodziewałem się, że ujrzę coś tak wspaniałego. Wielkie wrota wykonane z nieznanego mi tworzywa, na których znajdowały się jakieś znaki. Nie mogłem nic odczytać, wiele ze znaków widziałem pierwszy raz. Coś mnie skusiło żeby dotknąć zamkniętych wrót. Nagle coś dziwnego zaczęło się dziać ze mną. Przestałem cokolwiek widzieć, czułem się dziwnie, tak jakbym znajdywał się w innym miejscu niż przed chwilą. Nagle obraz przede mną zaczął się robić coraz bardziej wyraźny... Tak oto znalazłem się w innym miejscu, klasztorze pełnym wilkopodobnych istot. Zobaczyłem przed sobą nieumarłego, który nosił kolczą zbroje, w prawej ręce trzymał miecz a w lewej tarczę. Przed nim stały dwie nieumarłe, obie znały się na magii leczniczej. Podszedłem bliżej i zobaczyłem jak wojownik przy pomocy miecza obcina głowę martwemu już przeciwnikowi. Przemówiła jedna z kapłanek: -Może przyłączysz się do naszego bractwa, razem możemy siać strach w sercach naszych wrogów. -Hmm ... składacie mi ciekawą ofertę .... nie odmówię... – na twarz wojownika pojawił się nikły uśmiech. Znowu coś zawirowało i znalazłem się w innym miejscu. Była to najwyraźniej siedziba bractwa. Tym razem było dwoje nieumarłych; jedna z kapłanek i wojownik siedzieli przy ognisku... -Leith została zmieniona przez paladynów w żyjącą istotę.- powiedziała kapłanka. Nastąpiła chwila ciszy. Na twarzy wojownika pojawił się grymas obrzydzenia. -Nienawidzę paladynów z całej mojej mrocznej duszy.... A co do Leith... stała się żywą istotą wiec tak będziemy ją traktować... jeśli ją spotkasz Fel to po prostu zabij.- nieumarła uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili wszystko znów zaczęło wirować i znalazłem się w zupełnie innej krainie. Niebo nade mną było czerwone, wprost krwiste. Rozglądając się dookoła dostrzegłem tego samego wojownika i kapłankę oraz dwóch orków. Jeden z nich był dobrze zbudowany. Nosił ciężką płytową zbroję, w prawej ręce dzierżył topór a w lewej tarczę. Drugi nie był aż tak umięśniony. Przypominał mi swą budową orczych łuczników. Nosił kolczugę oraz miecze. Po chwili nieumarły wojownik przemówił... -To jest to miejsce, o którym nam mówiłeś Kru’Shaku? -Tak, tutaj zamieszkamy i to miejsce stanie się siedzibą naszej gildii Legionu Zagłady! – ryknął ork. Spojrzałem się na niebo po czym rozejrzałem się dookoła. Przede mną znajdowały się dwa czerwone sztandary. Szedłem powoli dostrzegając stół z krzesłami oraz ognisko otoczone kilkoma ławkami. Przy stole siedziały różne istoty. Począwszy od krowopodobnych kończąc na trolach. Musiała to być biesiada bo na stole znajdowały się półmiski jadła oraz beczki pełne alkoholu. Ork zwany Kru’Shakiem przemówił: -Bracia... - rozpoczął znów - bracie orkowie, przyjaciele trolle, oddani nieumarli i wy mężni taureni... nadszedł czas Nowego Otwarcia! -Cóż to znaczy o Panie? - spytał jeden z dzielniejszych naszych łowców, Karim -Starożytna legenda powiada iż Bogowie by chronić świat przed chaosem oraz dbając o swoją władzę... i gdy na świecie pojawiają się istoty tak silne że mogą być niemal do Bogów przyrównywane, bogowie zamykają świat w magicznej kuli tak aby nikt nie mógł się z niego wydostać, a następnie dematerializują owa kule... znika jak za dotknięciem różdżki.- Ork przestał mówić a reszta zaczęła lamentować. . W tym samym momencie wszystko znowu zawirowało i moim oczom ukazało się miasteczko pełne umarłych. Z kuźni dobiegał dźwięk młota uderzającego o kowadło. W głębi dostrzegłem tego samego nieumarłego wojownika. Patrzał się przed siebie tak jakby na coś czekał. Nagle ziemia się zatrzęsła a z nieba zaczęły spadać kule ognia. Tak oto nadchodził koniec... śmierć nawet dla chodzących trupów. Świat zawirował a ja ocknąłem się leżąc przed Mrocznymi Wrotami. Usiadłem rozmyślając co miały znaczyć te wizje i kim był ten nieumarły wojownik? Spojrzałem w niebo, księżyc był zasłonięty chmurami. Mimowolnie upadłem na kolana.... Stałem znowu przed moim Panem. Pokłoniłem się demonowi po czym on zaczął mówić: -Tak oto mój mały czarnoksiężniku stoisz przed wrotami do innego wymiaru.... Hmm, wiem że miałeś wizje. Znam twoje myśli więc wiem także co chciałbyś wiedzieć. Zacznę od tego wojownika. Zwał się on Skorpion. Był potężny, lecz nie uchroniło go to od oderwania duszy z ciała. On się nazywał tak samo jak ty. To nie jest zbieg okoliczności, wy jesteście jednością. Po oderwaniu dusza poleciała do zaświatów, lecz ja używając swojej mocy sprowadziłem ją na świat. Wybrałem nawet ciało. Jego wspomnienia i twoje są jednością. Tak ty jesteś tym wojownikiem i powrócisz do „oczyszczonego” świata za Mrocznymi Wrotami. Będziesz tam siał chaos i ból a gdy zlecę ci jakieś zadanie to je wykonasz. Idź już.... zobaczymy się wkrótce.- po tych słowach znalazłem się znowu w tym samym miejscu. księżyc był w pełni. Ku mojemu zdziwieniu wrota były otwarte. Tak oto przekroczyłem je ...... |
|
Post #2
19 Mar 2006, 11:14
No prosze, dużo i sie nie pogubił wcale 😊
😊 +++ |
|
Post #3
19 Mar 2006, 11:59
no prosze prosze, gratuluje udanego rozwiniecia i pomyslu 😊
|
|
Post #4
19 Mar 2006, 14:40
Naprawde ładne.. 😀
Ale popraw to: QUOTE ze żarły Bo smiesznie wyglada 😛 |
|
Post #5
19 Mar 2006, 15:03
dziękuje wszystkim za pozytywne opinie 😊
a co do "ze żarły" poprawione na "zeżarły" 😛 |
| Archiwum Mroczne Wrota • tylko do odczytu • 2026 |